Rozliczamy selekcjonera fot. Grzegorz Wajda

Rozliczamy selekcjonera

Niemal dwa lata pracy Andrei Bucciola i kilkadziesiąt towarzyskich meczów nie przyniosło spodziewanych efektów. Polska z kretesem przegrała eliminacje do Mistrzostw Europy.

Trener nie podał się "honorowo" do dymisji (nie żebyśmy czegoś takiego oczekiwali), o jego dalszym losie wkrótce zadecyduje Zarząd PZPN. Sam Andrea Bucciol powiedział w wywiadzie dla laczynaspilka.pl - Kończę turniej z głową podniesioną. Mogę spać spokojnie, bo wszystko co mogłem zrobić, to zrobiłem. Chłopacy też dali z siebie wszystko - zapewnił trener. Cóż, nie można pogratulować Włochowi niestety awansu, można natomiast pogratulować dobrego nastroju. Błędy zostały bowiem popełnione i przed samym turniejem, i w jego trakcie.

Zacząć można od kwestii samych powołań. Andrea Bucciol sporo zaryzykował, stawiając na debiutantów w kadrze - Mikołaja Zastawnika i Kamila Lasika (oczywiście w tym drugim przypadku po nieszczęśliwej kontuzji Bartłomieja Nawrata). Nikt nie kwestionuje ich talentu. Ale czy nie warto było powołać ich w takim razie wcześniej, choćby na te turnieje, gdzie branych było 16 zawodników? Może zamiast stawiać na żelazną - przez jakiś czas - dwójkę Nawrat-Dworzecki, trzeba było dać szansę debiutu Lasikowi? Młodzi Wiślacy zostali rzuceni na głęboką wodę i gdyby pomysł "wypalił", to naturalnie wszyscy nosiliby trenera na rękach, gratulując mu "nosa" i chwaląc za odwagę. Niestety obaj dostali szansę dopiero w meczu z Italią, choć aż się prosiło, by zwrotnego Zastawnika wprowadzić w końcówce meczu z Finlandią, gdy rywale mieli na koncie pięć przewinień.

To nie był jednak jakiś wielki błąd Włocha, bo obaj krakowianie nijak nie wpłynęli na żaden z wyników. "Wielbłądem" był natomiast brak powołania dla Michała Kubika w pierwotnej wersji reprezentacji. Przypomnijmy - "etatowy" kadrowicz wskoczył do składu dopiero w wyniku kontuzji Marcina Kiełpińskiego. Osoby bliskie kadrze tłumaczą, że w ten sposób Kubik został podwójnie zmotywowany i zaprezentował się w związku z tym bardzo dobrze, ale zastanówmy się, co by było, gdyby "Betao" nie doznał urazu? W najgorszym przypadku należało wysłać do Portowca "sygnał ostrzegawczy" w postaci pominięcia w powołaniach na któryś ze wcześniejszych sparingów. Bo nie jest też tajemnicą, że nie rozgrywa on obecnie najlepszego sezonu w karierze. Argument że na Rosję w Szczecinie trzeba było powołać jakiegoś miejscowego futsalistę? Cóż, wtedy można było sprawdzić Łukasza Tubackiego, który do kadry wskoczył znienacka po półtorarocznej przerwie. Tym bardziej, że z Rosjanami również Kiełpiński nie grał i brakowało nam pivotów.

W ogóle trudno oprzeć się wrażeniu, że trener Bucciol dwa dni przed turniejem zakwestionował wszystko, co ustalał sobie przez nieomal dwa lata. Na ławce wylądował Michał Wojciechowski, Paweł Budniak grał końcówki, a Daniel Krawczyk nagle zaczął biegać z przodu, czyli tak, jak nie grał u Włocha praktycznie nigdy.

Najdziwniejsze jednak było to, że na inaugurujący turniej w Krośnie pojedynek z Białorusią Michał Kubik wyszedł w pierwszym składzie (dokładnie w drugiej czwórce). Jakkolwiek by się zawodnik ze Szczecina nie sprężał na poprzedzającym imprezę zgrupowaniu, to bardzo ciężko uwierzyć w to, że przez tydzień jego forma tak imponująco urosła, a kolegów z drużyny tak radykalnie spadła. Przed chwilą praktycznie "niepotrzebny" (w cudzysłowie, bo na liście rezerwowej się znalazł), a nagle nieodzowny.

Przejdźmy jednak do meczów, do samego turnieju. Nie ma sensu wskazywać jakichś pojedynczych uchybień, skupmy się na pryncypiach. W dwóch pierwszych meczach - z Białorusią i Finlandią - Andrea Bucciol postawił na dwie żelazne czwórki, nie zmieniając ich ani o jotę, nie licząc wprowadzenia jako dodatkowego zawodnika Pawła Budniaka. Obojętnie, czy konkretnemu zawodnikowi "szło" czy nie - grał cały mecz. Dla przykładu Marcin Mikołajewicz nie miał dobrego turnieju. Przyznaje to poniekąd sam trener we wspominanym wywiadzie. Dlaczego zatem był trzymany na parkiecie z konsekwencją godną lepszej sprawy, zamiast dania szansy choćby na trzy minuty Łukaszowi Tubackiemu? Niestety zabrakło w tym przypadku reakcji na wydarzenia na boisku. Nie można się upierać, że "Tuba" jest lepszym pivotem od "Mikiego" (jeśli w ogóle można to jakoś obiektywnie sprawdzić). Ale gdy jednemu nie idzie, trener wręcz musi dać szansę innemu, nawet słabszemu, ale bardziej zmotywowanemu zawodnikowi. Ostatecznie po coś go powołał.

Zawiodła taktyka. Mecz z przeciętną Białorusią zagraliśmy bojaźliwie, czego niechlubnym dowodem - oprócz wyniku - jest statystyka strzałów. Polacy oddali tylko 4 celne uderzenia w ciągu 40 minut. Z rzadka do ataku angażowało się więcej niż dwóch zawodników, w obronie tymczasem nieraz potrajano nawet wyjątkowo słabego Aleksieja Popowa. Z Finlandią Rafał Krzyśka został wycofany dopiero kilkadziesiąt sekund przed ostatnią syreną. Może włoski szkoleniowiec uznał, że grając w czterech łatwiej jest o sprowokowanie rywala do szóstego przewinienia, niż przy grze w przewadze? Jeśli jednak tak, to należałoby postawić na szybkich i potrafiących grać jeden na jeden zawodników, jak wspomniany Zastawnik czy też Budniak. Samej grze w przewadze - zasadniczo niesprawdzanej w sparingach - też daleko było do rewelacji.

Nie pomogło też kiepskie rozpracowanie rywala. Finowie zwyciężyli z nami, grając cały mecz jedną akcję z crossowym podaniem i operując jednym rozwiązaniem stałego fragmentu. Z Włochami piękna bramka Rodolfo Fortino na 2:1 padła, gdy chyba wszyscy cokolwiek orientujący się w futsalu wiedzieli, na kogo rozgrywany będzie aut. Bo jeśli cały Roberto Menichelli od trzech dni zmienia kompletne czwórki, a tu nagle wchodzi pojedynczy zawodnik, a schodzący Humberto Honorio w zasadzie nawet nie zakłada znacznika i nie siada na ławce, szykując się do powrotu, to na kogo można grać?

Andrea Bucciol zawiódł w jeszcze jednej kwestii. Jeżeli po dwóch latach treningów i zgrupowań jedynym rozwiązaniem rzutu wolnego z linii pola karnego (mieliśmy taką okazję z Finami) jest uderzenie "siła razy ramię" Artura Popławskiego, to ciężko stwierdzić, co na tych treningach się ćwiczyło. Kapitan kadry oczywiście "młotek w nodze" ma, przy dobrym wietrze mógłby wcisnąć bramkarza przeciwników do siatki razem z piłką, ale rzecz w samej idei. Zresztą zastrzeżenia można mieć do ogólnego pomysłu na stałe fragmenty. Wprawdzie zdobyliśmy w ten sposób trzy bramki, ale - nie oszukujmy się - dwie z nich zawdzięczamy temu, że Stefano Mammarella przeszedł zupełnie obok pierwszej połowy starcia z Polakami, a zaczął bronić dopiero w drugiej. A nam zagrozić z wolnego czy kornera było najłatwiej.

To nie był udany turniej kadry, ale to nie był też udany turniej trenera Bucciola. Dobra pierwsza połowa starcia z mistrzami Europy nie może przesłonić nam całościowego obrazu turnieju. Z Białorusią zagraliśmy słabo i bojaźliwie. Z Finlandią - lepiej, ale nieskutecznie. Najładniej oczywiście wyglądała gra z Włochami, lecz to nie pierwszy raz, gdy poniekąd dostosowujemy się do klasy rywala. Trenera rozlicza wynik. Tego wyniku nie ma, pod każdym względem i owego faktu nie zmienią żadne zaklęcia w postaci "rozwinięcia się przez dwa lata".

Tą krytyką nie chcemy urazić trenera czy też jego fanów. Ale tej krytyki brakuje. Włoski szkoleniowiec odnosił się na konferencjach prasowych (w Krośnie zwłaszcza po meczu z Finami), że jego wyimaginowani adwersarze zarzucają kadrze brak zaangażowania itp. Jest dokładnie przeciwnie. Decyzji trenera nie kwestionuje w mediach praktycznie nikt. Wystarczy porównać to do "dużej" piłki i ilości "hejtu", którego doświadcza obecnie Adam Nawałka za brak powołania dla Jakuba Błaszczykowskiego. A tu o zaskakującym braku powołania dla Kubika napisał jeden niszowy portal, podobnie jak jest i teraz z recenzją całego turnieju. Identycznie jest z zawodnikami, których w szeroko pojętej prasie praktycznie nie poddaje się krytyce, choć "pudło" Mikołajewicza z Rosją aż prosiło się o miejsce na Kwejku czy innych Pawełkach.

Dlatego od następnego meczu międzynarodowego na Futsal-Polska.pl będziemy oceniać grę każdego z zawodników. Wzorem Przeglądu Sportowego, Kickerów, Bildów i wszystkich sportowych mediów. Z pewnością część naszych czytelników nie zgodzi się z naszymi ocenami, część zawodników wkurzy albo i obrazi. Nie robimy tego przeciwko Wam, nie jesteśmy Weszło i nie będziemy się nabijać, ale jakakolwiek krytyka musi wreszcie zaistnieć. Pierwszy próbny raport, zbiorczy z całego turnieju, ukaże się na portalu w piątek. Będą w nim tym razem tylko trzy opcje - plus, minus oraz stan pośredni, czyli bez rewelacji, ale i bez poważnych błędów.

Tymczasem zaś wystawiamy ocenę trenerowi Bucciolowi. Niestety, przy całej sympatii dla niego, ma od nas minusa.