Przemysław Dewucki: Jak to w Gliwicach - nie wiadomo, co będzie z klubem fot. Piast Gliwice/ Irek Dorozanski

Przemysław Dewucki: Jak to w Gliwicach - nie wiadomo, co będzie z klubem

Przemysław Dewucki zdecydował, że nie będzie kontynuował kariery w barwach gliwickiego Piasta. - Czemu odchodzę? Jak to w Gliwicach - nie wiadomo, co będzie z klubem - mówi nam 30-letni futsalista. Piasta postanowił zamienić na Clearex Chorzów.

 

W minionym sezonie reprezentował pan drużynę gliwickiego Piasta. Jak pan oceni ten sezon w wykonaniu swoim i całego zespołu?

Sezon był bardzo dziwny. Pierwsza runda była w naszym wykonaniu bardzo słaba. Mieliśmy dużo kontuzji, ale i tak chwała chłopakom, że dali z siebie wszystko. A co do drugiej rundy, to przyszedł Douglas, Dominik Śmiałkowski i wrócili kontuzjowani. Wydostaliśmy się ze strefy barażowej i weszliśmy do rundy finałowej. Tam już mieliśmy zbyt dużo straty do miejsca na podium i nie udało się dogonić. Wiedzieliśmy, jaka jest nasza sytuacja i graliśmy do końca na dwóch frontach. Sezon zakończyliśmy finałem Pucharu Polski z Rekordem Bielsko Biała, który niestety w dwumeczu przegraliśmy.

W przyszłym sezonie nie zagra pan w Piaście. Dlaczego?

Czemu odchodzę? Jak to w Gliwicach - nie wiadomo, co będzie z klubem.

Przeszedł pan do Clearexu. Skąd taki wybór?

W Clearexie jest stabilizacja organizacyjna, a sportowa rośnie z sezonu na sezon.




Jak układają się pańskie relacje z zawodnikami, którzy w przyszłym sezonie zagrają w Clearexie?

Znam się z niektórymi zawodnikami czy to z kadry, z poprzednich klubów, czy prywatnie, jak z Maciejem Mizgajskim.

Pograł pan trochę w reprezentacji Polski. Jak pan oceni swoje występy z orłem na piersi?

Jestem bardzo dumny, że mogłem reprezentować nasz kraj w każdym spotkaniu - czy to mecz towarzyski, eliminacyjny, czy na EURO.

Czy liczy pan jeszcze na powołanie do naszej drużyny narodowej?

Jasne, że chciałbym jeszcze zagrać z orzełkiem na piersi, ale o to, czy coach widzi mnie w swoim projekcie, trzeba pytać jego.

Jakie są pańskie cele na przyszły sezon?

Nic nie jest ważniejsze od zdrowia. Jak już będzie zdrowie, to na pewno zaowocuje dobrym wynikiem, jaki zdobędziemy z Clearexem.




Co pan sądzi o pozycji polskiego futsalu? Co jest dobre, a co wymaga jeszcze poprawy?

Kocham Polski futsal i to nie ma znaczeni, co o nim sądzę. Góra decyduje, a piłkarze muszą się dostosować.

Ma pan już za sobą sporo występów na ligowym podwórku. Który sezon wspomina pan najlepiej? Jak oceniłby pan swoją dotychczasową karierę?

Każdy sezon był wyjątkowy, bo cieszę się z każdego meczu. W sezonie mistrzowskim z P.A. Nova w 2007/2008 mieliśmy bardzo dobry zespół, wobec czego mało grałem. Pochłaniałem dużo wiedzy, na której do dziś bazuję. Później był Szczecin, a reszta to gliwickie ekipy.

Ma pan jakieś marzenia związane z grą w futsal?

Bardzo się cieszę, że Michał Kałuża dostał szansę na zrealizowanie swoich marzeń, a dzięki tej decyzji może będzie trochę łatwiej wygrać z Rekordem. A nie… jeszcze Nawrat jest.

Jest coś, co „kręci” pana poza futsalem?

Jak się domyślacie, życie zawodnika futsalu nie jest usłane różami i trzeba rano wstać do pracy, a po pracy rodzina i treningi.

Ma pan jakiś sportowy autorytet?

Moim największym idolem był Ronaldinho. Uwielbiałem patrzeć, jak mija przeciwników z dziecinna łatwością. Lubiłem jego uśmiech z gry.

Rozmawiał Mateusz Domański