Maciej Karczyński: Musimy mieć świadomość, że nasza dyscyplina jest niestety niszowa fot. AZS UMCS/ Michał Piłat

Maciej Karczyński: Musimy mieć świadomość, że nasza dyscyplina jest niestety niszowa

O przerwanych rozgrywkach, sytuacji finansowej i organizacyjnej spółki Futsal Ekstraklasa oraz poziomie pracy sędziów mówi w rozmowie z cyklu „Futsalowe Dialogi” Maciej Karczyński, prezes zarządu FE.

Futsal-Polska: Na początek naszej rozmowy przypomnę powiedzenie Zdzisława Wolnego o futsalu. Niejednokrotnie słyszałem, jak mówił, iż ta dyscyplina jest dla niego czymś w rodzaju religii. Oczywiście używał tego określenia jako swoistej przenośni, nadając wagę futsalowi w swoim działaniu. Patrząc na pana zauroczenie futsalem śmiem twierdzić, że słowa prezesa Wolnego można byłoby przypisać i panu.

Maciej Karczyński: Gdy zaczynałem interesować się futsalem, to właśnie Clearex był dla mnie wzorem. Tak zostało do dzisiaj. Zdzisław Wolny to wielki wyznawca futsalu. Bardzo go szanuję i doceniam. Szczególnie za spostrzegawczość i umiejętną ocenę sytuacji. Jest przy tym kontrowersyjny, ale bardzo uczciwy.

Panie prezesie, po tym nieco prywatnym wstępie, przystąpmy do oficjalnej rozmowy. Żaden z pana poprzedników, zarządzających spółką FE ,nie spotkał się z sytuacją, iż pod znakiem zapytania stanęło dokończenie rozgrywek. Co więcej, nawet PZPN w swojej uchwale o rozgrywkach w czasie epidemii nie pochylił się szczególnie nad futsalem. Czy w związku z tą sytuacją spółka posiada już wypracowane awaryjne rozwiązania?

Faktycznie, taka sytuacja nie miała nigdy miejsca. Dlatego to bardzo trudne pytanie. Do tematu musimy podejść merytorycznie. Bez niepotrzebnych emocji. Na odpowiedź składa się wiele czynników. Po pierwsze: pamiętajmy, że jesteśmy integralną częścią PZPN, nawet jeśli jesteśmy samodzielną spółką. PZPN wydał uchwałę, że wstrzymuje rozgrywki do 26 kwietnia. Musimy poczekać. Jestem w kontakcie z przewodniczącym Komisji Futsalu Adamem Kaźmierczakiem i klubami.

Większość klubów ekstraklasy futsalowej, jak i niższych lig, nie należy do krezusów finansowych. I ponownie związek nie wspomina o futsalu w kolejnej propozycji o pomocy finansowej dla polskiej piłki. Czy środowisko nie czuje się w tych przypadkach jak niechciane dziecko związkowe?

Myślę, że futsal jest w świadomości PZPN, jednak na innym poziomie, niż wszyscy tego oczekują. Nasze oczekiwania są większe niż możliwości. Ja doceniam pomoc PZPN. Mam dobre relacje ze związkiem. Udało się wynegocjować całkowite dofinansowanie za sędziów, obserwatorów i delegatów dla Futsal Ekstraklasy. To bardzo duża pomoc, za to jestem bardzo wdzięczny. Teraz znaleźliśmy się wszyscy w trudnej, niespodziewanej sytuacji. Też chcielibyśmy, by wyciągnąć do nas pomocną dłoń. Jestem dobrej myśli i wierzę, że tak się stanie. Zresztą prezes Zbigniew Boniek mówi o tym publicznie, iż futsal też otrzyma wsparcie.

Nie przeczę, że spółka winna współpracować ze związkiem na wielu polach. Ale, czy nie powinno się jaśniej artykułować równych szans w ustalaniu terminów oraz długości zgrupowań reprezentacji?

Od początku, gdy jestem prezesem, to spółka pomaga reprezentacji. Uważam, że kadra narodowa jest najważniejsza. Jest wizytówką całego polskiego futsalu. Prawie wszyscy zawodnicy to futsaliści z naszej ekstraklasy. Razem z przewodniczącym Komisji Ligi Januszem Leykiem cały czas robimy wszystko, aby znaleźć złoty środek.

Ale to, co mieliśmy początkiem tego roku, ta szatkownica terminów, zdecydowanie nie sprzyja rozgrywkom oraz szkoleniu w klubach.

Ostatni okres faktycznie był trudny. Wynikał on z terminarza i wcześniejszych eliminacji w Zielonej Górze. Proszę nas zrozumieć - mogliśmy iść na ostro i w pewnych sprawach postawić na swoim. Ale postaraliśmy się szukać rozwiązań, a nie problemów.

Czyli?

Dziś jednym z powodów braku sukcesu byłaby narracja mówiąca, że to spółka utrudniała przygotowania, i że to jej wina. Zarządzając kryzysem trzeba umieć przewidzieć zagrożenia. Teraz ani PZPN, ani trener Korczyński, nie mogą nic złego powiedzieć o nas. Wręcz przeciwnie. Łączą nas bardzo dobre relacje. Trener Korczyński docenia nasze wsparcie i pomoc. My doceniamy to, co robi. Natomiast faktycznie taka szatkownica nie była dobra dla klubów, to oczywiste. Sam jestem trenerem i wiem najlepiej, jak przerwy wpływają na dyspozycję drużyny. Jednak reprezentacja tutaj miała pierwszeństwo. Dlatego dziękuję prezesom klubów, trenerom i zawodnikom za wyrozumiałość i wspieranie reprezentacji. Mimo, że bywali wkurzeni.

Futsal Ekstraklasa za pana kadencji odłożyła nieco grosza. Przybyło sponsorów. Niemniej, nadal nie ma tytularnego.

Tutaj muszę chyba zacząć o tym głośno mówić, bo spotyka mnie niezasłużona krytyka. Gdy obejmowałem spółkę, na koncie było 70 tys. złotych. Łatwo to sprawdzić, po wyciągach bankowych. Brak sponsora tytularnego spędza mi sen z powiek. Ale ja mam na to realne spojrzenie. Musimy mieć świadomość, że nasza dyscyplina jest niestety niszowa. Nie lubię tego słowa, ale często to słyszę na spotkaniach. Trzeba to zaakceptować i nauczyć się z tym żyć.

Najważniejsze jest to, że odbudowałem kapitał spółki, który był zadłużony, tak jak wcześniej cała spółka. Po drugie - co jest w sumie całkowicie pomijane - obniżyłem wpisowe z 15 tys. zł. netto na 15 tys. brutto. Zmieniły się przepisy. Nie chciałem obciążać klubów. Zdecydowałem się na obniżenie. Dziś z tego tytułu klubu mają 23 proc. więcej w swoich kieszeniach, a spółka dalej dobrze funkcjonuje. Kolejna bardzo ważna sprawa - pojawiły się pierwsze wypracowane zyski. Z tego tytułu została wręczona pierwsza nagroda finansowa dla mistrza kraju, a w kolejnym sezonie nagrody dla pierwszych trzech drużyn. Oczywiście nieduże, ale zawsze dające poczucie satysfakcji. Skoro niektórzy mówią, że nie możemy się porównywać do piłki trawiastej, to także w tym przypadku. Z wypracowanych zysków pojawiła się również pierwsza pomoc klubom. Wszystkie kluby dostały dofinansowanie na zakup ścianek prasowych, a potem dofinansowanie transmisji meczów w internecie. Skromna pomoc, ale nigdy wcześniej takiej nie było. Także w tym roku kluby dostały dofinansowanie transmisji meczów w internecie dla komentatorów, aby każdy mecz był z komentarzem. To kolejny krok w kierunku profesjonalizacji naszego produktu. W ogóle wprowadzenie transmisji wszystkich meczów na żywo jest wielkim sukcesem i sposobem na popularyzację Futsal Ekstraklasy w czasach social mediów.

Odnosi się wrażenie, słuchając, iż sprofesjonalizował pan media przekazujące futsalowe mecze, co – być może – umknęło poprzednikom.

Pomysł był prosty - skoro kluby muszą nagrywać mecze dla PZPN, to ja wpadłem na koncepcję, aby je od razu pokazywać w na żywo. Znalazłem firmę TVcom.pl, która dała serwer, obsługę techniczną, oprogramowanie i grabery. Kupiłem grafikę i wdrożyłem miejsca reklamowe dla sponsorów i partnerów. To jedna z najlepszych moich decyzji. Przeciwnicy to krytykowali. Do dziś ukazuje się wiele kłamstw w tej sprawie. Proszę zobaczyć: każdy klub musiał nagrywać, więc nikt nikomu nie dodał obowiązków. Sprofesjonalizowaliśmy to. Stworzyliśmy miejsca do reklamy dla sponsorów również dla klubów. Ale niektórzy krytykują na zasadzie „nie, bo nie”. Myślę, że dziś nikt nie wyobraża sobie ekstraklasy bez meczów na żywo.

Nie tylko ja zauważam, że pan prezes czuje się w temacie mediów jak przysłowiowa ryba w wodzie.

Wiele lat zawodowo zajmowałem się mediami i wiem, jak mogą pomóc futsalowi. W tym sezonie udało się podpisanie umowy z firmą statystyczną Statscore. To bardzo duża wartość dla spółki sportowej. Każdy, kto zna się na sporcie, bukmacherce, wie, o czym mówię. Przełom w futsalu - to wizja, rozwój, inwestycja. Ponadto odbudowałem Futsal TV, którą zawiesiłem z powodów finansowych. Nie było stać nas na płacenie za serwer i obsługę, więc musiałem zawiesić, aby nie splajtować. Teraz, gdy spółka wypracowała zyski, zainwestowałem w przywrócenie. Również stworzyłem całkowicie nową stronę internetową, która ma m.in. tabele interaktywną. Gdy toczy się mecz, po zdobyciu bramki tabela się aktualizuje. Został jeszcze stary EPM (Elektroniczny Protokół Meczowy) do poprawy. Dziś technologia idzie do przodu a EPM ma już prawie 10 lat.

Wiele pozytywnych zmian, więc skąd ciągle pojawia się krytyka?

Szczerze, to nie dziwię się. Ja też miałem inne wyobrażenie o klubach i spółce. Jednak inaczej patrzy się z zewnątrz, a inaczej od środka. Jednak mimo malkontentów robię swoje. Budowanie marki na rynku to proces. Wymaga czasu i cierpliwości. Stworzyłem wizję spółki i skutecznie ją realizuję. Przede wszystkim buduję markę Futsal Ekstraklasy. Dzięki niej załatwiliśmy transmisje telewizyjne, patronaty medialne, transmisje meczów w internecie, oficjalną piłkę dla Futsal Ekstraklasy, oficjalnego bukmachera, wykorzystanie wyników „na żywo” przez bukmacherów, wykorzystywania statystyk do celów marketingowych. To jest mój cel i moja koncepcja. Tak działam i tak to zbudowałem.

Krytyki się nie boję, pod warunkiem, że jest konstruktywna. Na walnych zebraniach przedstawiam bilans działań i rachunek bankowy. Wtedy otrzymuję absolutorium, które jest oceną moich działań.

Właśnie, ja też niejednokrotnie słuchając dyskusji szefów polskich klubów łapię się, iż chcieliby oni, aby spółka rozwiązywała im wszelkie problemy. A szczególnie finansowe, czy organizacyjne. Był pan przez wiele lat prezesem klubu futsalowego. Patrząc od tej strony, jaką miałby pan podpowiedź w tym temacie dla prezesów?

Pamiętam jak dziś, jak zakładałem Pogoń 04 Szczecin, jej początki. Zaczęliśmy bez pomocy miasta. Za punkt honoru postawiłem sobie, że najpierw musimy coś dać od siebie, aby potem móc dostać. Tak się stało. Po awansie miasto zaczęło nas wspierać, ale za moich czasów była koncepcja, by klub miał więcej wpływów od sponsorów, niż miejskich dotacji. Nie ukrywam, że nigdy nie krytykowałem władz miasta przy podziale środków. Cieszyłem się z każdych pieniędzy. Miałem w sobie żal, albo większe oczekiwania, jednak na zewnątrz byłem profesjonalistą. Nie obrażałem nikogo, nie opluwałem w internecie, a cierpliwie robiłem swoje. Ta cierpliwość dała za moich czasów taki efekt, że miasto Szczecin pomagało futsalowi najwięcej ze wszystkich klubów w Polsce. Dlatego jeśli mogę podpowiedzieć nie tylko prezesom, ale wszystkim, którzy wchodzą do futsalu lub już w nim są: budujcie, szukajcie rozwiązań, nie problemów, bądźcie wdzięczni za wszelką pomoc i przede wszystkim bądźcie cierpliwi. Postawa roszczeniowa nigdy nie przynosi dobrych efektów. Naprawdę, futsal wymaga poświęcenia i budowania od fundamentów. Fundamentami spółki są kluby. W klubach cokołami są działacze. Większość to rozumie i wspiera nasze działania.

W rozgrywkach najczęściej słyszy się narzekania ze strony klubów na jakość sędziowania oraz ostrość karania przez Komisję Ligi. Czy jest to rzeczywisty problem?

Sędziowie faktycznie to odwieczny problem. Zawsze są do nich pretensje. Ja mam tylko jedną = jeśli gwiżdżą daną sytuację, to następną muszą tak samo. Czasami bywa, że jest różna interpretacja w takiej samej akcji. Wtedy się wkurzam. Z drugiej strony sędziowie to tylko jeden z elementów gry, niekoniecznie istotny. Najważniejsze są umiejętności. Mnie nauczył trener Henryk Wawrowski (srebrny medalista igrzysk w Montrealu w 1976 roku w reprezentacji Kazimierza Górskiego), że jak ci sędziowie nie pozwalają strzelić bramki z połowy przeciwnika, bo jesteś ciągle na spalonym, to strzel z własnej. Ja cenię sędziów, mimo że czasami mam pretensje. Szanuję tych, którzy nie chcą być pierwszoplanowymi aktorami. Dobry sędzia to taki, który poprowadzi zawody, aby po ich zakończeniu mówiono o meczu, a nie o jego decyzjach. To są najlepsi z najlepszych. Natomiast tym, którzy uważają, że mają władzę, to współczuję prostactwa. Mecz trwa tylko półtorej godziny. Potem trzeba wrócić do rzeczywistości, a ona bywa trudna. Pewnie znowu są nikim. Ich pozycja jest często żadna, to nie sędziowie. To zakompleksieni ludzie, którzy powinni być jak najszybciej usunięci z Futsal Ekstraklasy.

Kończąc zapytam jeszcze prywatnie - zakładając awans trenowanego przez pana AZS UW Wilanów do ekstraklasy, jak widziałby się pan w roli prezesa spółki i szkoleniowca sympatycznej drużyny z Wilanowa?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie poznamy wkrótce. Na razie mamy zawieszone rozgrywki. Cieszę się, iż udowodniłem moją wartość nie tylko jako prezes, ale i trener. Dzięki temu znam prawdziwe problemy polskiego futsalu. Nie tylko problemy prezesów. Dziś to moja bardzo duża wartość dodana, której nikt mi nie odbierze. Na koniec powiem, że prezes Janusz Szymura, którego bardzo szanuję, był prezesem spółki i klubu. Nikomu wtedy to nie przeszkadzało.

Rozmawiał Andrzej Hendrzak