Marcin Synoradzki: Chojnice są za małe na dwa profesjonalne kluby
Synoradzki w rozmowie z „Czasem Chojnic” powiedział, że „wyleczył się ze spraw organizacyjnych, związanych z futsalem”. - Strasznie mnie to zmęczyło. (...) Mało ludzi wie o tym, że we wrześniu 2019 roku zrezygnowałem z członkostwa w zarządzie „Czerwonych Diabłów”. Poszło o sprawy sportowe i organizacyjne. Miałem swoją wizję budowy i zarządzania zespołem, reszta działaczy miała inne zdanie. Chciałem zrobić inne transfery, na to nie wyrażono zgody. Jedyne, co załatwiłem później, to transfer Morada (Malouka), który się sprawdził. W przeszłości, gdy miałem wolną rękę i decydowałem o sportowej wizji, zespół zdobył wicemistrzostwo i puchar - podkreślił w rozmowie z tygodnikiem.
Wspominając poprzednie sezony, bardziej obfite w sukcesy sportowe, Synoradzki zauważył, że mówiono mu „zróbcie sukces, to będą pieniądze”. - Wtedy zainwestowałem sporo własnej gotówki. To był sezon 2015/16. W lidze mogło pójść nieco lepiej, zajęliśmy czwarte miejsce, ale zdobyliśmy Puchar Polski. Była mocna ekipa. Miało być tylko lepiej, a było tak lepiej, że po tym sukcesie ośmiu najlepszych graczy odeszło. Potem powstał nowy zarząd. Dzięki pani prezes udało się wyjść z długów. Klub jest stabilny - mówił.
Dodatkowe informacje
- Źródło: „Czas Chojnic”