Marcin Synoradzki: Chojnice są za małe na dwa profesjonalne kluby fot. Magazyn Łączy Nas Piłka

Marcin Synoradzki: Chojnice są za małe na dwa profesjonalne kluby

- Nie mam absolutnie nic do Chojniczanki, ale nigdy jej nie przeskoczymy. Jesteśmy jej mniejszym bratem - stwierdził Marcin Synoradzki, założyciel Red Devils Chojnice, do niedawna działacz tego klubu.

Synoradzki w rozmowie z „Czasem Chojnic” powiedział, że „wyleczył się ze spraw organizacyjnych, związanych z futsalem”. - Strasznie mnie to zmęczyło. (...) Mało ludzi wie o tym, że we wrześniu 2019 roku zrezygnowałem z członkostwa w zarządzie „Czerwonych Diabłów”. Poszło o sprawy sportowe i organizacyjne. Miałem swoją wizję budowy i zarządzania zespołem, reszta działaczy miała inne zdanie. Chciałem zrobić inne transfery, na to nie wyrażono zgody. Jedyne, co załatwiłem później, to transfer Morada (Malouka), który się sprawdził. W przeszłości, gdy miałem wolną rękę i decydowałem o sportowej wizji, zespół zdobył wicemistrzostwo i puchar - podkreślił w rozmowie z tygodnikiem.




Były działacz Red Devils ucieszył się na wieść o utrzymaniu klubu w ekstraklasie, powiększonej od przyszłego sezonu z powodu epidemii koronawirusa i wstrzymania rozgrywek. - Jestem w stałym kontakcie z panią prezes (Natalią Dalecką - red.). Czasami rozmawiamy. Jeżeli o coś mnie poprosi, to będę starał się pomóc, tak jak z transferem Morada - zapowiedział. - Cieszę się, że klub istnieje. Były momenty, gdy chciałem to skończyć, ale pojawili się ludzie chcący prowadzić to dalej i życzę im powodzenia - zapewnił.

Wspominając poprzednie sezony, bardziej obfite w sukcesy sportowe, Synoradzki zauważył, że mówiono mu „zróbcie sukces, to będą pieniądze”. - Wtedy zainwestowałem sporo własnej gotówki. To był sezon 2015/16. W lidze mogło pójść nieco lepiej, zajęliśmy czwarte miejsce, ale zdobyliśmy Puchar Polski. Była mocna ekipa. Miało być tylko lepiej, a było tak lepiej, że po tym sukcesie ośmiu najlepszych graczy odeszło. Potem powstał nowy zarząd. Dzięki pani prezes udało się wyjść z długów. Klub jest stabilny - mówił.




- Trochę przestałem przy tym działać także przez brak perspektyw rozwoju futsalu w Chojnicach. Jestem ambitnym człowiekiem. Granie o utrzymanie mnie nie interesowało. Miałem wizję, kontakty, menadżerów. Potrzebne były tylko środki, a stworzyłbym drużynę, która co roku grałaby o medale. Ale Chojnice są za małe na dwa profesjonalne kluby - stwierdził Marcin Synoradzki, zastrzegając, że „nie ma absolutnie nic do Chojniczanki”. - Ale nigdy jej nie przeskoczymy. Jesteśmy jej mniejszym bratem. Jej działacze wykonują świetną i ciężką pracę - ocenił, dodając, że „nie bawiło go już łatanie budżetu Red Devils własnymi pieniędzmi”.



Dodatkowe informacje

  • Źródło: „Czas Chojnic”