Tomasz Mrozek Gliszczyński: W Red Devils nastąpi rezygnacja z legii zaciężnej
Nasz szybki powrót do ekstraklasy nie jest ani realny, ani wskazany – mówi w rozmowie z Futsal-Polska.pl Tomasz Mrozek Gliszczyński, prezes Red Devils Chojnice.
Chodzą słuchy, że zastanawia się pan nad tym czy dalej działać w klubie. To prawda?
Stara zasada się sprawdza - powiedz coś w tajemnicy, to się od razu rozejdzie. Na pewno dojdzie do nowych wyborów zarządu. Trzy lata prowadzenia klubu, przy dość dużej nagonce i roszczeniowości niektórych osób, częstych i drobiazgowych kontrolach finansowych, były dla nas mocno wyczerpujące psychicznie i bardzo czasochłonne. Jako zarząd pełnimy funkcje społecznie, kosztem czasu prywatnego, ale także zawodowego i dlatego muszą nastąpić zmiany.
Po spadku zrezygnuje pan z funkcji prezesa Red Devils?
Nie jest wykluczona zmiana w wykonywaniu poszczególnych funkcji, nie są wykluczone nowe osoby. Przy czym w moim przypadku nie ma to żadnego związku z brakiem wyniku sportowego. Są to sprawy osobiste i zawodowe, nie jestem w stanie zajmować się sprawami klubowymi w takim wymiarze, jaki jest konieczny przy sprawowaniu tej funkcji.
Możliwa jest reorganizacja klubu przed przyszłym sezonem? Już trzy lata temu głośno było o potencjalnym przejęciu futsalu przez Chojniczankę.
Jeśli chodzi o Chojniczankę, to jest odrębny klub, przez ostatnie trzy lata raczej nie było nam po drodze. Oni mają swoje priorytety, my swoje. Uważam, że w wielosekcyjnym klubie futsal może być zmarginalizowany, Chojniczanka ma swoje bardzo ambitne cele na dużym boisku i temu będzie podporządkowywać całą działalność. W naszym klubie muszą nastąpić inne zmiany.
Jakie?
Na pewno nastąpi rezygnacja z legii zaciężnej. Poniesione w związku z nią koszty - i nie mówię tylko o kosztach finansowych, ale także organizacyjnych, dyscyplinarnych, mentalnych, PR-owych - były niewspółmierne do efektów. Nie będzie żadnych zawodników portugalskojęzycznych; z Latynosów w grę wchodzą Kolumbijczycy. Jest kilku młodych chłopaków, którzy trenują z zespołem, ale z przyczyn proceduralnych nie mogli zagrać w lidze, kilku zawodników ma jeszcze ważne kontrakty, więc albo zostaną wykupieni, albo jeszcze rok zagrają u nas.
Czyli nie ma zagrożenia, że klub w ogóle nie przystąpi do I ligi?
Skąd pomysł, że jeden z najstarszych klubów futsalowych w Polsce ma nie wystartować w rozgrywkach? Chojnice są obecne na mapie futsalowej od 2002 roku. I liga to nadal poziom krajowy i to coraz wyższy, więc gra w niej nie jest żadną ujmą. Natomiast szybki powrót do ekstraklasy nie jest ani realny, ani wskazany, ani pod względem sportowym, ani finansowym.
Dlaczego?
Fogo Futsal Ekstraklasa zmieniła się w ostatnich sezonach diametralnie. Trzeba mieć albo kręgosłup ze swoich zawodników, którzy będą stali murem za klubowymi barwami i grali na 150 procent, bo grają dla swoich – tak jak to robią choćby zawodnicy z Red Dragons Pniewy i wówczas dodatek w postaci 3-4 graczy spoza, którzy dadzą jakość, ma sens – albo dużo pieniędzy, aby ściągnąć zawodników klasowych, dać im wikt i opierunek, tak jak to robią choćby Piast Gliwice czy Texom Eurobus Przemyśl.
Nasz klub przez wiele lat miał taki kręgosłup ze swoich zawodników. Ale wykruszyli się, pokończyli kariery, a następców nie udało się wychować w takiej liczbie, aby stanowili oni o sile zespołu. W tej chwili połowa składu Red Devils to Ukraińcy, na przestrzeni sezonu regularnie grali tylko dwaj Polacy. O ile Ukraińcy kulturowo i mentalnie dość dobrze się aklimatyzują u nas i w dłuższej perspektywie stają się „miejscowi”, o tyle ściąganie średniej jakości graczy z krajów latynoskich w obecnych realiach nie ma sensu. Lepiej spróbować przekonać lokalną młodzież do tego, że warto powalczyć w hali, że jest to ciekawa droga choćby do gry z orzełkiem na piersi, ale też do zawodowego sportu, jak pokazał to Tomasz Kriezel. Niestety, nie jest to proste. Futsal jest zdecydowanie bardziej wymagającą dyscypliną pod względem treningu, niż piłka trawiasta na piątym czy szóstym poziomie rozgrywkowym i dlatego przegrywamy rywalizacje z trawą.
To znaczy?
W Red Devils treningi mamy cztery razy w tygodniu. Wielu młodych ludzi odpuszcza i to nie dlatego, że nie dają rady fizycznie. Tu jest bardziej problem mentalny. Aby dojść do poziomu dającego miejsce w kadrze meczowej potrzeba pracy i cierpliwości. Efekty widoczne są po dłuższym okresie. Futsal wymaga szybkości, zwinności, kondycji, szybkiej orientacji na zmiany na boisku, dużego skupienia i przede wszystkim zgrania. Tu nie ma przestrzeni do błędów, one na poziomie ekstraklasy są bezlitośnie wykorzystywane. Dojcie do takiego poziomu jest trudne, bo ten poziom to już w zasadzie zawodowstwo.
Powrót na najwyższy poziom rozgrywkowy jest możliwy dopiero, gdy uda się wypracować grupę zawodników, którzy będą chcieli grać w ekstraklasie, powalczą o zaprezentowanie odpowiedniego poziomu sportowego, a nie takich, dla których najważniejszy będzie rachunek ekonomiczny, a wynik sportowy będzie miał marginalne znaczenie. Tak staraliśmy się budować zespół w poprzednim sezonie. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Niestety, nasze decyzje personalne co do wzmocnień były nietrafione, dodatkowo zderzyliśmy się z realiami jeśli chodzi o finanse.
Czyli w Red Devils zapowiada się rewolucja i rezygnacja z koncepcji budowy zespołu na kręgosłupie z zagranicznych zawodników?
Czy rewolucja? To za dużo powiedziane. Koncepcja kręgosłupa z zawodników zagranicznych była wymuszona. Kręgosłupem mieli być zawodnicy, którzy wywalczyli powrót do ekstraklasy, oni częściowo już stali się zawodnikami lokalnymi. Zawodnicy dodani do ekstraklasy mieli być in plus. Niestety, wszystkie transfery okazały się niewypałem. Myślę, że chyba zbyt mało się przyłożyliśmy do analizy poszczególnych zawodników.
Jeśli chodzi o zawodników lokalnych, problem jest innego rodzaju. Przez lata futsal był traktowany jako „dodatek" do trawy, oczekiwania chojnickich zawodników były takie, że w sobotę zagrają na trawie, a w niedzielę odbębnią pańszczyznę w hali; zarobią tu i tu. Jako zarząd klubu postawiliśmy warunek wyłączności i lokalni zawodnicy w przeważającej części wybrali trawę na wspomnianym piątym czy szóstym poziomie. Krótsze wyjazdy, mniejsze czy wręcz żadne obciążenie treningowe, a pieniądze podobne. O ile w I lidze można byłoby sobie na pozwolić na łączenie, o tyle w ekstraklasie już nie. Liga stała się zawodowa, jej poziom z roku na rok jest wyższy i nie da się już efektywnie łączyć na tym poziomie trawy z halą. Koncepcja gry zawodnikami spoza Chojnic nie była zła, połowa klubów gra zawodnikami w przeważającej mierze zagranicznymi. Problemem był zbyt mało staranny dobór graczy.
Ale tak czy inaczej ta koncepcja ma się zmienić.
Koszty utrzymania zawodników zagranicznych były nieadekwatnie wysokie w stosunku do jakości, którą zaprezentowali. Koszty noclegu, wyżywienia, opłat związanych z ubezpieczeniem... Siłą rzeczy trzeba ograniczyć tego rodzaju wydatki. Jest na chojnickim rynku kilku chłopaków z ekstraklasowym doświadczeniem. Jest kilku, z którymi mamy jeszcze ważne kontrakty, więc kręgosłup drużyny na I ligę jest. Trzeba do tego dobrać młodych zawodników, którzy zdecydują się na uprawianie tej dyscypliny sportu, rezygnując z gry na szóstym czy nawet siódmym poziomie rozgrywek trawiastych i cierpliwie budować zespół, który zaprezentuje odpowiedni poziom sportowy.
Dopiero wówczas będzie można myśleć o powrocie do ekstraklasy. W to, że są młodzi ludzie mający papiery na grę w futsal, nie wątpię. Ważne, aby chcieli, bo z tym jest największy problem, co widzieliśmy choćby wystawiając drużynę rezerw w III lidze.
Rozmawiał Jakub Mikulski
