Gatta na kolanach. Wisła gromi w meczu kolejki fot. Orange Sport

Gatta na kolanach. Wisła gromi w meczu kolejki

Jaki kryzys? - zapytali futsaliści Wisły Krakbet Kraków i roznieśli stawiającą dzielny opór Gattę Active Zduńska Wola.

Wisła Krakbet Kraków
Gatta Active Zduńska Wola

Wisła Krakbet Kraków - Gatta Active Zduńska Wola
7:1

 
Pierwszy poniedziałkowy mecz transmitowany przez telewizję zapowiadał się wyjątkowo atrakcyjnie. Pojedynek mistrza Polski z brązowym medalistą nie dostarczył jednak oczekiwanych emocji. Nie dlatego, że z boiska wiało nudą, jak np. dzień wcześniej w Chojnicach. Po prostu mimo wysiłków gości Wiślacy zamietli nimi parkiet, wykazując, że pogłoski o kryzysie w Krakowie są mocno przesadzone.

Wynik wskazuje na znaczną przewagę miejscowych i generalnie nie jest przesadnie mylący. Ale mecz mógł się zupełnie inaczej potoczyć, np. gdyby w 2. minucie Michała Marciniaka nie dosięgnął podwójny pech. Po jego strzale z lewej strony, oddanym mimo asysty Daniela Lebiedzińskiego, piłka odbiła się najpierw od jednego słupka, potem od drugiego, a następnie wyszła w pole. Dwie minuty później rewelacyjny Bartłomiej Nawrat obronił nogami strzał Marcina Olejniczaka, a w 6. minucie po kontrze Daniela Krawczyka Marcin Stanisławski niepotrzebnie oddawał jeszcze piłkę na długi słupek, choć spokojnie mógł samemu pokusić się o próbę pokonania golkipera. Dobrych sytuacji zatem nie brakowało dla obu drużyn, ale to gospodarze wzięli się za strzelanie. Kontratak 3 na 1 próbował zakończyć Douglas Ferreira, jego uderzenie zdołał jakimś cudem odbić Marcin Szewczyk, ale wobec dobitki Lebiedzińskiego był już bezradny. Na dodatek w 8. minucie Gatta zapisała na swoim koncie 5. faul, co przy wysokim pressingu krakowian pozwoliło tym ostatnim wypracować solidną optyczną przewagę. Zespół Wojciecha Sopura rzadko przedostawał się w okolice pola karnego przeciwników, choć gdy się to udawało, kibicom mogło się robić gorąco. W 8. minucie zapomniany na lewej stronie Igor Sobalczyk uderzył obok słupka, a 3 minuty później Wiślacy zdołali zablokować groźny strzał Krawczyka i dobitkę Stanisławskiego. W międzyczasie próbkę umiejętności technicznych dał Douglas Ferreira, sprytnie mijając dwóch obrońców, lecz jego "podcinka" okazała się minimalnie niecelna. Poszczęściło się za to Romanowi Wachule, który z daleka zaskoczył golkipera w 11. minucie. A niedługo później było już 3:0, po fenomenalnym trafieniu Błażeja Korczyńskiego. Grający trener "Białej Gwiazdy" będąc nieco z boku bramki Gatty obrócił się przed bramkarzem i posłał piłkę do siatki piętą. Podwyższyć mogli w tej połowie jeszcze Dogulas Alvaralhao i Siergiej Zadorożnyj, lecz golkiper Gatty wyszedł obronną ręką z pojedynków sam na sam.

Ekipa ze Zduńskiej Woli pokazała przed tygodniem, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych (przypomnijmy, w końcówce meczu z Rekordem Bielsko-Biała w niecałą minutę od stanu 1:2 doprowadziła do wygranej 3:2), więc druga część gry zapowiadała się jeszcze atrakcyjniej. Ale wyszło trochę inaczej. Gatta coraz gorzej radziła sobie z wysoką i twardą obroną Wisły i ostatnią świetną okazję miał w 24. minucie Stanisławski, ponownie niepotrzebnie szukając podania do kolegi zamiast próby załatwienia sprawy sam na sam z Nawratem. Goście szybko zaczęli grać z wycofanym bramkarzem, ale ta taktyka okazała się zabójcza. Właśnie nieudolną zmianę Szewczyka z Mariuszem Milewskim wykorzystał Douglas Ferreira, podwyższając na 4:0. W 35. minucie błysnął debiutujący w drużynie Sebastian Wojciechowski, który aż do linii końcowej walczył o piłkę z rywalem. Próba się opłaciła, ex-chorzowianin podał więc wzdłuż bramki, gdzie czyhał już Ricardo Gomes (choć zdania na temat czy nie był to czasem samobój są podzielone). Ostatnie 2 trafienia gospodarzy padły po za słabych i przechwyconych podaniach, najpierw Marciniaka a po chwili Stanisławskiego. Przyjezdnych stać jednak było na honorową bramkę. Choć w 38. minucie Olejniczak nie wykorzystał przedłużonego karnego, to na minutę przed syreną Marciniak na raty pokonał wreszcie Nawrata.

Po słabszym występie w Głogowie Wiślacy powrócili więc na właściwe tory i od razu wskoczyli na pozycję wicelidera tabeli. Za tydzień mogą nawet awansować na sam szczyt, bo ich rywalem będzie zamykający tabelę GKS Futsal Tychy. Bardzo cieszy odzyskanie luzu, którego chyba trochę brakowało m.in. w pojedynku o Superpuchar. Krakowianie znów bawili się piłką, czarowali publiczność i przy takiej dyspozycji, jaką zaprezentowali w poniedziałek mogą długo nie znaleźć pogromcy.