Głową w rudzki mur fot. K. Janczak (www.wirtualnepniewy.pl)

Głową w rudzki mur

Nikt jeszcze w tym sezonie nie strzelił więcej niż 3 gole w Pniewach. Tym razem tyle trafień wystarczyło do pokonania świętujących jubileusz 10-lecia utworzenia Red Dragons. Gwiazda wygrała trzeci z czterech ostatnich meczów i - przynajmniej do niedzieli - opuściła strefę spadkową.

Red Dragons Pniewy
Gwiazda Ruda Śląska

Red Dragons Pniewy - Gwiazda Ruda Śląska
2:3

 
Mecz Red Dragons z Gwiazdą Ruda Śląska miał należeć do tych, w którym zarówno jedni jak i drudzy mieli nie odstawiać nogi. Gospodarze w swoje 10. urodziny chcieli zrewanżować się za przegrany mecz w Rudzie Śląskiej, natomiast goście desperacko potrzebują punktów, aby utrzymać się w ekstraklasie.

Od samego początku spotkania to goście próbowali dojść do głosu. Bardzo dobre akcje zazwyczaj kończyły się na autach. Pierwszy strzał w spotkaniu oddał Wojciech Działach, jednak jego uderzenie poleciało wysoko nad bramką. To jednak nie zniechęciło gości do ataków. Smoki odpowiedziały dopiero w 5. minucie. Adrian Skrzypek ustawił sobie piłkę na lepszą nogę i bardzo mocno uderzył na bramkę gości - minimalnie nad poprzeczką. Parę sekund po tej akcji, na tablicy zmienił się wynik. Dawid Bańczyk przedarł się przez zasieki rywali i precyzyjnym strzałem dał prowadzenie Gwieździe.

Po golu przyjezdni cofnęli się do defensywy, raz po raz kontrując rywali. To się opłaciło. Po jednej z takich akcji goście wywalczyli rzut różny. Do piłki ustawił się Sławomir Pękała, podaniem uruchomił Ariela Piaseckiego, a ten nie dał szans Maciejowi Foltynowi. To trafienie podziałało jak kubeł zimnej wody. Jubilaci ruszyli do odrabiania strat. Pierwszy sygnał puścił Łukasz Frajtag, jednak jego strzał został zablokowany przez gracza Gwiazdy. Zrobił to w tak dobry sposób, że parę chwil później mogło być już 3:0, ale znakomicie spisał się Foltyn, broniąc w sytuacji jeden na jednego. Podrażnieni gospodarze coraz mocniej atakowali bramkę przeciwników. Pięć strzałów z rzędu w przeciągu 20 sekund (!) wykonał Dominik Solecki, ale na jego nieszczęście wszystkie albo były wyblokowane, albo wyłapywane przez bramkarza rywali. Piłkarska prawda mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tak było i tym razem. Po jednej z kontr przyjezdnych Solecki zagrał ręką w polu karnym. Przyniosło to skutek oczywisty - żółta kartka i karny. Do piłki podszedł Szymon Łuszczek i powiększył przewagę do trzech bramek.

Gol dał pewność Gwieździe, która postanowiła cofnąć się jeszcze bardziej i czekać na to, co pokażą Red Dragons. A ci napierali. Jednak większość uderzeń nie sprawiało trudności dobrze dysponowanemu bramkarzowi. Pierwszy naprawdę groźny strzał oddał Szymon Piasek, ale jego wolej minimalnie przeszedł obok bramki. Kolejna groźna sytuacja, to rzut wolny na skraju pola karnego. Piłkę ustawił Solecki i zdecydował się na mocny strzał. Piłka zamiast zatrzepotać w bramce, uderzyła w mur. 3:0 na tablicy wyników działało na Czerwonych jak płachta na byka. Chcieli do przerwy strzelić chociaż jedną bramkę, co pozwoliłoby trochę odetchnąć. W końcu ta sztuka im się udała. Piłkę na prawe skrzydło dostał Solecki i nie zastanawiając się zbyt długo huknął w dłuższy słupek bramki. Ów strzał dał pierwszego gola dla Red Dragons w tym meczu, a hala oszalała z radości. Do końca pierwszej połowy dużo się nie zmieniło. Ataki gospodarzy nadal kończyły na obronie gości. Wynik do przerwy 3:1 dla Gwiazdy oznaczał, że emocje w tym spotkaniu jeszcze się nie skończyły.

Na drugą połowę obie ekipy wyszły z jasno wytyczonymi celami. Gospodarze nastawili się na atak, natomiast przyjezdni chcieli za wszelką cenę utrzymać wynik. Od samego początku gospodarze ustawili wysoki pressing. Jak tylko Gwiazda miała przy nodze piłkę, to pniewianie od razu do nich dochodziłi i odbierali futbolówkę. Do kluczowego zdarzenia doszło w 23. minucie, kiedy drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymał Olaf Białek. Gospodarze grali w przewadze raptem minutę. Wszystko za sprawą Patryka Hołego, który mocnym strzałem zdobył kontaktową bramkę. Dodała ona wiary zarówno futsalistom Red Dragons jak i ich kibicom. Raz po raz groźne strzały oddawali czy to Michał Ozorkiewicz, czy to Solecki. Żaden nie znalazł drogi do bramki. Goście w drugiej połowie liczyli tylko na kontry. Po jednej z nich kontuzję kolana złapał Dawid Bańczyk. Była ona na tyle groźna, że do końca meczu nie zobaczyliśmy go już na parkiecie.

Po przerwie związanej z opatrywaniem Bańczyka, gospodarze wznowili huraganowe ataki. Najpierw groźny strzał w światło bramki oddał Skrzypek, chwilę później praktycznie to samo uderzenie zaprezentował nam Ozorkiewicz. Na 7 minut przed końcem meczu Gwiazda przypomniała sobie, jak się konstruuje akcje. Strzał w wykonaniu Działacha był wprawdzie daleki od ideału, ale chwile później to on zainicjował kontrę, po której Foltyn zagrał ręką poza polem karnym, co dało groźny rzut wolny zawodnikom z Rudy Śląskiej. Andrij Kidanow ustawił piłkę tuż przed polem karnym i groźnym strzałem zaskoczył rywali. Na ich szczęście piłka wylądowała tylko na poprzeczce. Chwilę później równie dobrą, jeżeli nie lepszą okazję mieli gospodarze. Piłka po strzale Piotra Błaszyka odbiła się od słupka, a dobitkę Hołego, z linii bramkowej wybili zawodnicy Gwiazdy. Widząc, że ataki nie przynoszą rezultatów, Łukasz Frajtag zdecydował się na wejście jako lotny golkiper. Gra w przewadze nie przynosiła wymiernych korzyści. Strzały gospodarzy były albo świetnie wybijane, albo bronione przez bramkarza.

Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. Gwiazda Ruda Śląska odniosła bardzo cenne zwycięstwo - pozwoliło jej ono opuścić strefę spadkowo-barażową, ale także dodatkowo spłaszczyć i tak już wyrównaną dolną połówkę tabeli. Piątą drużynę od jedenastej dzieli tylko 5 punktów.