Skrót meczu

Portowcy przyjmują kolejny cios

Od sześciu meczów wicemistrz Polski nie był w stanie wygrać i w efekcie spadł na przedostatnie miejsce w tabeli. Niekorzystny trend miał odwrócić mecz z Czerwonymi Smokami z Pniew, które jako beniaminek i najmłodszy zespół w lidze, ciągle traktowane są z pobłażaniem. Wyszło zupełnie inaczej - Pogoń okopała się na dnie tabeli, a Red Dragons wskoczyli na czwarte miejsce.

Pogoń 04 Szczecin
Red Dragons Pniewy

Pogoń 04 Szczecin - Red Dragons Pniewy
1:2

 
Smoki zagrały mecz podobny do niedawnego spotkania z Gwiazdą Ruda Śląska - tylko na odwrót. Tym razem to oni szybko objęli prowadzenie, by następnie okopać się na własnej połowie, kontrolować wynik i kąsać kontrami. Wynik otworzył Dominik Solecki, zaskakując Dominika Kubraka z kilkunastu metrów w 3. minucie. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, swoich okazji nie wykorzystali Oleksandr Szamotij i Marek Bugański, ale wyrównanie wydawało się raczej kwestią czasu. Tymczasem w 7. minucie hala przy ul. Twardowskiego zamarła, gdy kontratak przyjezdnych celnym uderzeniem sfinalizował Patryk Hoły, udowadniając, że powołanie do kadry U-21 dostał nie przez przypadek. Postawieni pod ścianą Portowcy rozpoczęli okupację połowy pniewian, ale zabrakło koncepcji, jak rozmontować szczelną defensywę rywali. Konsekwentnie realizujący swój plan pniewianie mogli zaś "zgasić światło" w 14. minucie, lecz w sytuacji sam na sam z Dominikiem Kubrakiem zimnej krwi nie zachował Piotr Błaszyk. W pierwszej połowie szans na złapanie kontaktu z Red Dragons nie wykorzystali za to Serhij Szarowara, Michał Kubik, Artur Jurczak i - będący w bodaj najlepszej sytuacji - Mateusz Krzymiński.

Druga połowa to jeszcze większa nawałnica szczecinian. Zaczęło się od strzału Kubika w poprzeczkę i kilku zamieszań pod bramką świetnie spisującego się Macieja Foltyna. Ataki Pogoni musiały przystopować od 24. minuty. Wówczas z boiska z czerwoną kartką za faul na Adrianie Skrzypku wyleciał Marek Bugański. Smoki nie wykorzystały dwóch minut gry w przewadze, choć raz były tego bardzo blisko, lecz Dominika Kubraka uratowała poprzeczka. Po uzupełnieniu składu wszystko wróciło do normy - Pogoń atakowała, jej zawodnicy nie wykorzystywali klarownych sytuacji (jak Łukasz Tubacki w 27. minucie), między słupkami szalał Foltyn, a koledzy tego ostatniego coraz rzadziej wyprowadzali kontry. W 33. minucie szczęścia zabrakło Kubikowi, gdy goście wybili piłkę z linii końcowej, a 5 minut później pniewskiego golkipera znów uratowała poprzeczka - tym razem sprawiając zawód Jurczakowi. Wówczas Portowcy grali już w przewadze, ale i w ten sposób nie byli w stanie wyrównać. Półtorej minuty przed końcem goście mogli podwyższyć, ale piłka po strzale do pustej bramki zatrzymała się na słupku. Z kolei kapitalną interwencją - kto wie, może nawet na wagę spadku Pogoni z ekstraklasy - popisał się kilkadziesiąt sekund przed ostatnią syreną Foltyn, broniąc strzał Tubackiego z bliskiej odległości.

Sytuacja Pogoni jest bardzo ciężka, ale nie beznadziejna. Kluczową sprawą wydaje się mecz przyszłej kolejki w Chorzowie - jeśli Pogoń wygra, to znajdzie się nad chorzowianami (oczywiście zakładając porażkę tych ostatnich z Rekordem), z lepszym bilansem meczów bezpośrednich. Po takim zwycięstwie "wystarczy" wygrać pozostałe dwa spotkania, które wicemistrzowie Polski rozegrają we własnej hali. Wówczas na pewno utrzymają się w lidze. Ale przy obecnej formie szczecinian spekulowanie o takim scenariuszu wydaje się kosmicznym pomysłem.