Skrót meczu
Portowcy przyjmują kolejny cios
Od sześciu meczów wicemistrz Polski nie był w stanie wygrać i w efekcie spadł na przedostatnie miejsce w tabeli. Niekorzystny trend miał odwrócić mecz z Czerwonymi Smokami z Pniew, które jako beniaminek i najmłodszy zespół w lidze, ciągle traktowane są z pobłażaniem. Wyszło zupełnie inaczej - Pogoń okopała się na dnie tabeli, a Red Dragons wskoczyli na czwarte miejsce.
Druga połowa to jeszcze większa nawałnica szczecinian. Zaczęło się od strzału Kubika w poprzeczkę i kilku zamieszań pod bramką świetnie spisującego się Macieja Foltyna. Ataki Pogoni musiały przystopować od 24. minuty. Wówczas z boiska z czerwoną kartką za faul na Adrianie Skrzypku wyleciał Marek Bugański. Smoki nie wykorzystały dwóch minut gry w przewadze, choć raz były tego bardzo blisko, lecz Dominika Kubraka uratowała poprzeczka. Po uzupełnieniu składu wszystko wróciło do normy - Pogoń atakowała, jej zawodnicy nie wykorzystywali klarownych sytuacji (jak Łukasz Tubacki w 27. minucie), między słupkami szalał Foltyn, a koledzy tego ostatniego coraz rzadziej wyprowadzali kontry. W 33. minucie szczęścia zabrakło Kubikowi, gdy goście wybili piłkę z linii końcowej, a 5 minut później pniewskiego golkipera znów uratowała poprzeczka - tym razem sprawiając zawód Jurczakowi. Wówczas Portowcy grali już w przewadze, ale i w ten sposób nie byli w stanie wyrównać. Półtorej minuty przed końcem goście mogli podwyższyć, ale piłka po strzale do pustej bramki zatrzymała się na słupku. Z kolei kapitalną interwencją - kto wie, może nawet na wagę spadku Pogoni z ekstraklasy - popisał się kilkadziesiąt sekund przed ostatnią syreną Foltyn, broniąc strzał Tubackiego z bliskiej odległości.
Sytuacja Pogoni jest bardzo ciężka, ale nie beznadziejna. Kluczową sprawą wydaje się mecz przyszłej kolejki w Chorzowie - jeśli Pogoń wygra, to znajdzie się nad chorzowianami (oczywiście zakładając porażkę tych ostatnich z Rekordem), z lepszym bilansem meczów bezpośrednich. Po takim zwycięstwie "wystarczy" wygrać pozostałe dwa spotkania, które wicemistrzowie Polski rozegrają we własnej hali. Wówczas na pewno utrzymają się w lidze. Ale przy obecnej formie szczecinian spekulowanie o takim scenariuszu wydaje się kosmicznym pomysłem.
Etykiety

