Z notatnika dziejopisa
Emilowi Zoli, znanemu francuskiemu pisarzowi, autorowi między innymi znakomitej powieści „Germinal”, nieobca była ówczesna polityka. Zwykł jednak przestrzegać społeczeństwo przed postrzeganiem jej w rzeczywistym wydaniu, mówiąc „W polityce cała sztuka polega na tym, aby mieć dobre oczy i umieć wykorzystać ślepotę innych”. Nigdy nie przypuszczałem, aspirując w młodzieńczych latach do sportu, że można będzie przypisać słowa pana Zoli również do tej dziedzina życia społecznego. Ale od kiedy do sportu, w tym i piłki nożnej szeroko rozumianej (nie wykluczając futsalu), zawitała kasa, maksyma francuskiego pisarza wpisuje się jak ulał w sportową rzeczywistość. Biegłość oraz pomysłowość działaczy sportowych w kreowaniu nowych rzeczywistości nie ma granic. Rośnie kasta działaczy kreatorów, niemal półbogów, a w tle pozostaje stale powiększająca się grupa wiernych, ciągle „ślepych” na powiększającą się różnicę pomiędzy sportową władzą a masą klubową.
Pamiętam czasy, gdy do prezesa centralnego związku zapisywało się na wizytą niemal z marszu. Natomiast obecnie trzeba swoje z zasady odczekać i wcale nie można być pewnym, że zostanie się przyjętym. To byłoby na tyle tytułem wstępu do przemyślenia dla tych, którzy uważają, że w ważnych kwestiach mogą jeszcze coś zdziałać indywidualnie lub w małych grupach.
Niemniej jako felietonista optowałbym za ogłaszaniem konkursu, mimo że w zanadrzu byłbym pewny wyboru obecnego zarządu. Najzwyczajniej chciałbym się li tylko dowiedzieć, czy nie pojawił się jakiś nowy pomysł. Pomysł wspomagający dotychczasowe, lub wskazujący wartość dodaną. Pomysł, który po zaakceptowaniu spróbowałby realizować dotychczasowy staro-nowy zarząd. A tak, nie dowiemy się nic nowego. Zamkniemy się w kręgu dobrze nam do tej pory znanym. Co prawda minione trzylecie spowodowało, że ekstraklasa futsalu nie toczy się już jak Tanie Linie Kolejowe, ale też jeszcze nie jest owym nowoczesnym Pendolino. I dlatego, myślę, Rada Nadzorcza spółki winna bardziej otwierać się.
Jest takie powiedzenie – dopiero wiele ścieżek stworzy właściwą drogę. Na poparcie tej tezy przytoczę przykład rzeczny. Wisła dopiero wówczas staje się potężna, gdy przyjmie ileś tam dopływów.
Jak już jestem przy futsalowej ekstraklasie, to będzie niemal moim obowiązkiem napisanie, że jest ona solidnym kołem napędowym polskiego futsalu. Jednym z dwóch solidnych kół. Drugie koło, to reprezentacja futsalowa seniorów. Reprezentacja oraz ekstraklasa nadają obecnie ton kierunkom działania polskiego futsalu. Wyznaczają ścieżki, którymi należy podążać dla wytyczenia właściwej drogi rozgrywkom I ligi, reprezentacji młodzieżowej oraz wszelkim innym rywalizacjom.
I szkoda tylko, że klubowa całość polskiego futsalu jeszcze tego nie dostrzega. A przykładem jest nikły udział klubów w corocznych spotkaniach wyborczych, zwoływanych przez PZPN. Spotkaniach, podczas których istnieje jedyna w swoim rodzaju możliwość zmierzenia się w dyskusji z przewodniczącym związkowej Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Jest możliwość merytorycznego podyskutowania, by później nie ulegać stugębnej plotce, względnie – wykorzystując w przenośni cytat pana Zoli z pierwszego felietonowego akapitu - nie dawać się wkomponowywać w futsalową ślepotę.
Dura lex sed lex – chciałoby się powiedzieć. Okazuje się, iż związek nie żartuje. A w przyszłym sezonie nawet zmagać się będą z tym problemem pierwszoligowcy, na których zostanie też nałożony licencyjny obowiązek wystartowania w kategorii U-18. Gdybyśmy do tego dodali ewentualny regulaminowy zapis o konieczności wpisywania do protokołu meczowego dwóch młodzieżowców (wiek do ustalenia) byłoby całkiem ciekawie. Chociaż szkoda, iż nie odbywałby się ów zaciąg młodzieżowy po tak zwanej dobroci tylko z przystawionym kijem. Ale takie drogi nakazujące klubom poważnie traktować futsal młodzieżowy są akceptowalne. Szkoda jedynie, że większość ligowych klubów futsalowych sama nie bierze się na serio za bary z problemem szkolenia młodzieży. I dlatego młodzieżowe koło napędowe, mimo wzrostu liczby startujących drużyn w MMP, jest jeszcze zbyt słabo oliwione, by stać się kolejnym napędowym polskiego futsalu.
Andrzej Hendrzak