Z notatnika dziejopisa
Początkiem grudnia reprezentacja Polski w futsalu zmierzy się na Dolnym Śląsku w dwumeczu z zawsze solidną Serbią. Kiedy przygotowywałem się do pisania felietonu, w gronie powołanych figurował jeszcze Paweł Budniak. Gdy zasiadłem do komputera już Pawła nie było, gdyż zrezygnował z udziału w zgrupowaniu i gry w dwumeczu. Jak wyczytałem na futsal-polska.pl „podtrzymał decyzję o rezygnacji z występów w kadrze prowadzonej przez sztab szkoleniowy w aktualnym kształcie”. Akurat decyzja Budniaka nie zdziwiła mnie. Bardziej nieprzekonująco brzmiało dla mnie powoływanie go teraz. Powoływanie po nieudanym całkowicie sportowo występie w zielonogórskich eliminacjach Mistrzostw Świata.
Paweł Budniak - i zresztą nie tylko on - jest zbyt dobrym zawodnikiem, by polski futsal pozwalał sobie na stratę takiego/-ch zawodnika/ów. Futsalistów w kwiecie reprezentacyjnego wieku. I stąd teraz ów problem. Owo pytanie. Czy jest pewność, że każdy z powoływanych polskich futsalistów stawi się na zawołanie selekcjonera zawsze do dyspozycji kadry? Nie chciałbym bowiem, aby zdarzało się tak, jak w pieśni Jacka Kaczmarskiego, który śpiewał: „a mury rosły, rosły, rosły, łańcuch kołysał się u nóg”.
Zapewne Orlando Duarte rozpatrując swój wyjazd do Polski, do Piasta Gliwice, nie spodziewał się, że gdzieś tam poza pierwszymi stronami zacznie przewijać się jego nazwisko jako przyszłego selekcjonera polskiej reprezentacji. Kogoś takiego na wzór prowadzącego fiński team futsalowy Mico Marticia. Osobiście traktuję takie poszeptywanki jako czynienie tak zwanej niedźwiedziej przysługi portugalskiemu fachowcowi od futsalu. Spokojnie panowie – dajcie mu popracować w Gliwicach. Posłuchajcie jego mądrości, tak jak przed laty słuchaliście z otwartymi ustami jego szkoleń dla polskich trenerów futsalowych. A czas pokaże, co będzie dalej. Póki co trener Korczyński ma pewną posadę i niech wykazuje, że zielonogórski blamaż był tylko jednorazową wpadką przy pracy.
Zresztą znając Błażeja od lat i będąc z nim niejednokrotnie w sytuacjach pro oraz anty wiem, że ambicja jego została mocno naruszona i ze wszelkich sił będzie starał się wykazać, iż jego projekt przy ewentualnych poprawkach ma rację bytu w reprezentacyjnym futsalu. Tym bardziej, że chciałby się jako czwarty wpisać do panteonu polskich selekcjonerów futsalu (po Góralu, Sowińskim, Biandze) jako ten, który wprowadził Polskę do finałów światowych, czy europejskich imprez futsalowych. A pana Duarte, czy innego z nazwiska futsalowego fachowca, zawsze warto mieć w tak zwanej rezerwie. Na podorędziu.
Futsalowa ekstraklasa w dobrym tempie po przerwie na reprezentację nadrabia zaległości. Sportklub serwuje nam ciekawe mecze, a pojedynek beniaminków z Leszna oraz Lubawy należał do gatunku tych z najwyższego lotu. W futsalowej Polsce pojawiły się głosy, iż Rekord jest pod tak zwaną formą. Nie jestem aż takim fachowcem od szkolenia, by się w tej materii wypowiadać, niemniej napiszę, że nie wydaje mi się to prawdą, patrząc na miejsce bielszczan w tabeli – pierwsze. Jeżeli bowiem Rekordziści są pod formą, to pozostałe drużyny winny być bez formy. A tak nie jest. I dlatego radzę unikać takich jednoznacznych określeń.
Andrzej Hendrzak