Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Początkiem grudnia reprezentacja Polski w futsalu zmierzy się na Dolnym Śląsku w dwumeczu z zawsze solidną Serbią. Kiedy przygotowywałem się do pisania felietonu, w gronie powołanych figurował jeszcze Paweł Budniak. Gdy zasiadłem do komputera już Pawła nie było, gdyż zrezygnował z udziału w zgrupowaniu i gry w dwumeczu. Jak wyczytałem na futsal-polska.pl „podtrzymał decyzję o rezygnacji z występów w kadrze prowadzonej przez sztab szkoleniowy w aktualnym kształcie”. Akurat decyzja Budniaka nie zdziwiła mnie. Bardziej nieprzekonująco brzmiało dla mnie powoływanie go teraz. Powoływanie po nieudanym całkowicie sportowo występie w zielonogórskich eliminacjach Mistrzostw Świata.

Dla mnie Paweł był potrzebny na tym turnieju. Zresztą niejednokrotnie apelowałem w felietonach do selekcjonera o nie zamykanie się w kręgu pewnych nazwisk i danie szansy ponownego sprawdzenia się innym z tak zwanej „starej futsalowej gwardii”. Nie napiszę, że wynik byłby inny, ale nie byłoby przynajmniej żadnych personalnych niedomówień.

Paweł Budniak - i zresztą nie tylko on - jest zbyt dobrym zawodnikiem, by polski futsal pozwalał sobie na stratę takiego/-ch zawodnika/ów. Futsalistów w kwiecie reprezentacyjnego wieku. I stąd teraz ów problem. Owo pytanie. Czy jest pewność, że każdy z powoływanych polskich futsalistów stawi się na zawołanie selekcjonera zawsze do dyspozycji kadry? Nie chciałbym bowiem, aby zdarzało się tak, jak w pieśni Jacka Kaczmarskiego, który śpiewał: „a mury rosły, rosły, rosły, łańcuch kołysał się u nóg”. 

Zapewne Orlando Duarte rozpatrując swój wyjazd do Polski, do Piasta Gliwice, nie spodziewał się, że gdzieś tam poza pierwszymi stronami zacznie przewijać się jego nazwisko jako przyszłego selekcjonera polskiej reprezentacji. Kogoś takiego na wzór prowadzącego fiński team futsalowy Mico Marticia. Osobiście traktuję takie poszeptywanki jako czynienie tak zwanej niedźwiedziej przysługi portugalskiemu fachowcowi od futsalu. Spokojnie panowie – dajcie mu popracować w Gliwicach. Posłuchajcie jego mądrości, tak jak przed laty słuchaliście z otwartymi ustami jego szkoleń dla polskich trenerów futsalowych. A czas pokaże, co będzie dalej. Póki co trener Korczyński ma pewną posadę i niech wykazuje, że zielonogórski blamaż był tylko jednorazową wpadką przy pracy.

Zresztą znając Błażeja od lat i będąc z nim niejednokrotnie w sytuacjach pro oraz anty wiem, że ambicja jego została mocno naruszona i ze wszelkich sił będzie starał się wykazać, iż jego projekt przy ewentualnych poprawkach ma rację bytu w reprezentacyjnym futsalu. Tym bardziej, że chciałby się jako czwarty wpisać do panteonu polskich selekcjonerów futsalu (po Góralu, Sowińskim, Biandze) jako ten, który wprowadził Polskę do finałów światowych, czy europejskich imprez futsalowych. A pana Duarte, czy innego z nazwiska futsalowego fachowca, zawsze warto mieć w tak zwanej rezerwie. Na podorędziu.

Futsalowa ekstraklasa w dobrym tempie po przerwie na reprezentację nadrabia zaległości. Sportklub serwuje nam ciekawe mecze, a pojedynek beniaminków z Leszna oraz Lubawy należał do gatunku tych z najwyższego lotu. W futsalowej Polsce pojawiły się głosy, iż Rekord jest pod tak zwaną formą. Nie jestem aż takim fachowcem od szkolenia, by się  w tej materii wypowiadać, niemniej napiszę, że nie wydaje mi się to prawdą, patrząc na miejsce bielszczan w tabeli – pierwsze. Jeżeli bowiem Rekordziści są pod formą, to pozostałe drużyny winny być bez formy. A tak nie jest. I dlatego radzę unikać takich jednoznacznych określeń.

Po powiększeniu do 14 zespołów nic nie jest takie, przynajmniej na razie, jak w poprzednich sezonach. Beniaminkowie, przynajmniej dwaj, mieszają ile wlezie na parkietach. Katowice odnajdują się w górnej połówce tabeli jak rzadko kiedy w poprzednich sezonach. Uznane firmy z Pniew oraz Gliwic nie mogą jakoś odnaleźć się od startu. A nawet posiadanie na ławce trenerskiej selekcjonera reprezentacji nie daje gwarancji dobrego wyniku w lidze GSF Gliwice. I oby taka rywalizacja trwała tylko na parkietach hal, bo coś mi się widzi jednak, że nie ma spokoju w prezesowskich gabinetach. A najgorsze jest zawsze, kiedy działacze klubowi chcą swoimi działaniami przykryć sportowe widoki. A polski futsal jest jeszcze zbyt kruchą materią, by szarpać nim, jak „postawem płótna”. Jak pisał w Trylogii Sienkiewicz. Na szczęście nie o futsalu. 

Andrzej Hendrzak