Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN
Kadra zagrała dwumecz z Rumunią... I znowu nie było transmisji. Bo nie można tego powiedzieć o mizernej jakości (non stop zacinająca się) internetowej relacji z pierwszego spotkania.
Nie mówię już o telewizji (choć taka relacja w przypadku kadry powinna być OBOWIĄZKOWA i to na ŻYWO, a nie jakaś retransmisja), ale w internecie to MUSI być. Ekipa KP Sport jest zawsze chętna do przeprowadzenia relacji, to wcale dużo nie kosztuje. A reprezentacja Polski ma swoich sponsorów, zresztą chyba nie jest wielkim problemem znaleźć 1000 zł od lokalnych firm na pokrycie kosztów przeprowadzenia relacji? Tylko trzeba chcieć to zrobić.
Już mi się powoli nudzi pisanie o takich elementarnych rzeczach. A piłkarze, działacze, kibice klubów futsalu chcieliby obejrzeć mecze reprezentacji Polski na żywo, a nie przeczytać suchy wynik. Ze swojej strony skontaktowałem się z Bogdanem Durajem, vice przewodniczącym Komisji Futsalu i porozmawiałem na ten temat. Skontaktowałem obie strony i mam nadzieję, że dojdą do porozumienia.
Dobrze, że chociaż reprezentacja stanęła na wysokości zadania. Remis i zwycięstwo z silną Rumunią - należy się z tego cieszyć. Kadra okrzepła, wrócili do gry najlepsi zawodnicy, może coś z tego wreszcie będzie. To dobry prognostyk. Młodzieżówka też wypadła obiecująco z młodymi Rumunami, teraz zagrają ze Słowenią.
Mam nadzieję, że nie są to jednorazowe "wyskoki", ale zauważalny progres gry kadry narodowej. Jest tylko jedno "ale" - Łukasz Błaszczyk, będący ostatnio w rewelacyjnej formie. W ciągu kilku minionych tygodni w spotkaniach z Rekordem, Pogonią i Wisłą zanotował naprawdę fantastyczne występy. W każdym meczu był bardzo silnym punktem drużyny i często bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach. Czy o powołaniach decyduje aktualna forma zawodników, czy też inne czynniki?
Finisz ligi - szkoda, że tylko jeden mecz był w Orange Sport na żywo. Pomyślcie, co by było gdyby była multiliga jak w Canal+? Każdy sport się chowa. W Chojnicach decyduje się o kolorze medali, w Gdańsku o być albo nie być Katowic/Pyskowic. Ale na razie bezpośrednie transmisje z kilku hal naraz to marzenie ściętej głowy.
Nasz mecz z Wisłą Krakbet był wspaniałym widowiskiem (zobacz skrót). Dużo bramek i świetnych akcji ofensywnych z obu stron. Wiślacy ukradli nam zwycięstwo w samej końcówce zapewniając sobie brązowe medale. My także zadowoleni, bo najpierw przeszkodziliśmy Pogoni, a teraz im pomogliśmy. No i pokazaliśmy się z dobrej strony na "do widzenia" naszym wiernym kibicom.
Co do Błażeja Korczyńskiego i jego zapowiedzi o końcu kariery - nie chce mi się wierzyć, żeby odpuścił sobie szansę na zostanie najlepszym strzelcem w historii polskiego futsalu. W meczu z nami był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, ja zawsze z dużą przyjemnością oglądałem świetne, nieszablonowe zagrania tego zawodnika. Gdyby naprawdę zakończył to byłaby niepowetowana strata dla wszystkich związanych z polską piłką halową. Myślę więc, że w przyszłym sezonie skoncentruje się na prowadzeniu Wisły Krakbet, ale będzie też od czasu do czasu pojawiać się na parkiecie.
W tym sezonie 21 razy był w składzie meczowym, strzelił 10 goli, do tego miał sporo asyst. W sumie ma już 303 trafienia w najwyższej klasie rozgrywkowej, o jedną bramkę mniej od Krzysztofa Kuchciaka, a pięć mu brakuje do lidera klasyfikacji - Krzysztofa Filipczaka. "Korek" nie jest jeszcze aż taki stary, "Keny" Kuchciak grał w FE w wieku 41 lat po powrocie do Clearexu w 2011 roku. Jest robota do wykonania panie Błażeju, jeszcze nie ten czas na powiedzenie sobie "STOP".
Gatta przegrała w Szczecinie (zobacz skrót). Sami sobie są winni, bo jak już pisałem wcześniej powinni iść w końcówce meczu w Głogowie na całość, a zadowolili się remisem. No i zamiast medalu jest czapka gruszek. A Pogoń zdobyła vice mistrzostwo na 10-lecie istnienia klubu. Zasłużony sukces, przede wszystkim byłego trenera Gerarda Juszczaka, który z drużyny walczącej co roku o utrzymanie zrobił medalowy team. Brawo także dla Łukasza Żebrowskiego, który podjął się trudnego zadania dokończenia pracy po Gerym. A Michał Kubik zatańczył na parkiecie, to mi się podoba. Przed golem i po golu (tutaj trochę gorzej, wyrzuciłbym go z dyskoteki ;)
Rekord pobawił się z Euromasterem przy pełnych trybunach, a tam krawat obok krawata (zobacz skrót). Oficjele, a wśród nich Kazimierz Greń i Piotr Wawro, którzy wręczali medale i puchary. Na zebraniu w Warszawie Wawro nie podał dłoni Greniowi, ciekawe czy tym razem się przywitali? Animozje są spore, wzajemne ataki w mediach żadnej ze stron nie przyniosły jakiś sukcesów. Tak jak pisałem wcześniej, nikt tak na mistrzostwo ciężko nie zapracował jak Rekord. Tytuł trafił w godne ręce, teraz powinni pomyśleć o wzmocnieniach na Europę.
GAF na koniec wygrał z Tychami 4:2, a zawodnikom GKS-u puściły nieco nerwy (zobacz skrót). Dwie czerwone kartki nie wystawiają dobrego świadectwa. Ten mecz już o niczym nie decydował, ale po wynikach drugiej rundy widać, iż Gliwice budują poważny klub i myślę, że będą się liczyć w walce o czołowe miejsca w przyszłym sezonie. GKS leci z hukiem, dużo było gadania że się utrzymają, ale sama walka nic nie da, jak brakuje jakości w grze. Ale najważniejszym wydarzeniem był ostatni występ Zbynka Modrzika. Pomimo 43 lat na karku znowu pokazał klasę kilkunastoma interwencjami na wysokim poziomie. Dwa lata temu obchodził jubileusz 250 meczu (zobacz artykuł), teraz zbliżył się do trzystu rozegranych spotkań w lidze. Najlepiej Zbynka określił Krzysiek Nos, z którym ostatnio rozmawiałem na jego temat - "wspaniały człowiek i wspaniały zawodnik, jeden z takich, który nie ma wrogów, nigdy nikomu nie nadepnął na odcisk, mimo iż ma swoje zdanie. Bardzo kulturalny, rzeczowy, zawsze chętny do pomocy, życzę mu wszystkiego najlepszego na jego nowej, komentatorskiej drodze życia". Przyłączam się do tej opinii w 100% - Zbynek, będzie ciebie brakować!!!
AZS UŚ Katowice dał z siebie wszystko wyrywając z gardła zwycięstwo z Clearexem (zobacz skrót). Ten zespół pokazał charakter, nie po raz pierwszy. Już u nas mogli urwać punkty, my się z nimi długo męczyliśmy wygrywając dopiero w samej końcówce. A teraz dopiero się okazało, jak cenny był ten jeden punkt wydarty Pogoni. Witek Zając i Krzysiek Nos nie wypowiadali się zbyt wiele w mediach, robili swoje z wielką wiarą w swój zespół. No i mieli "Jojo" Bednarczyka w bramce, który zaprezentował w ostatnich spotkaniach życiową formę. Wygrali dwa mecze mając nóż na szyi i jeszcze musieli liczyć na sportową postawę akademików z Gdańska.
A ci kolegów studentów z południa nie zawiedli (zobacz skrót). "Alvaro", czyli Dominik Depta ma za sobą świetny sezon. Do tej pory bardziej znany z beach soccer’a, gdzie grywa w reprezentacji Polski zdobył 16 bramek dla UG. Trochę w cieniu Burglina, Pawickiego i Kriezela, którzy grali pierwsze skrzypce, ale za to bardzo skuteczny. Nie bał się uderzać z przewrotek, albo z niemal zerowych kątów. No i trafił w dziesiątkę na koniec. No i Jacek Burglin - kamienny mur w bramce. "Burdel" ma bardzo udany sezon. Moim zdaniem powinien dostać swoją szansę w kadrze, bo jest naprawdę w znakomitej formie.
A Remedium? Jeśli niedawno Pogoń była "Frajerem Tygodnia", to drużyna z Pyskowic zyskała miano "Frajera Roku". Jak się w przeciągu całej drugiej rundy robi zaledwie 3 punkty, przegrywając co tylko się da, na dodatek spadając z ligi na 2 sekundy przed końcem rozgrywek - to jak inaczej ich nazwać? Na dodatek dostali prezent na sekundy przed końcem meczu. Piłka potoczyła się do Omylaka, który stał na 15 metrze od bramki gdańszczan, kiedy Burglin zapędził się na środek parkietu. Mógł zrobić wszystko - przyjąć, dokładnie uderzyć, albo po prostu wjechać z piłką do bramki. Ale kopnął z pierwszej piłki i przestrzelił (zobacz sytuację). Szybkie wznowienie gry i padł gol dla AZS UG, który był gwoździem do trumny pyskowiczan. Niesamowita końcówka, w której specjalizują się zawodnicy Uniwersytetu Gdańskiego.
Remedium na dziesięć ostatnich spotkań cztery przegrało różnicą dwóch bramek, a trzy ostatnie mecze różnicą zaledwie jednej. Jak niewiele brakowało, zaledwie jednego celnego kopnięcia aby utrzymać się w lidze. Organizacyjnie też tam chyba coś jest nie halo, jeśli na najważniejszy mecz do Gdańska pojechali w ósemkę. Podsumowując ich postawę to jednak zasłużyli sobie na ten spadek. Tylko kibiców szkoda.
W minionym tygodniu odbył się turniej Final Four UEFA Futsal Cup, który odbył się w Baku (Azerbejdżan). Drużyna FC Barcelona została klubowym Mistrzem Europy 2014. Już raz wygrali, w 2012 roku. Rok temu kazachski Kairat Ałmaty, teraz tytuł wrócił do Hiszpanii. Spotkania Final Four stały na naprawdę wysokim poziomie.
W pierwszym półfinale FC Barcelona po remisie 4:4 z Araz Naxcivan pokonała rywali 4:2 po rzutach karnych. W drugim spotkaniu zespół FC Dinamo Moskwa pokonał Kairat Ałmaty 2:1 i awansował do finału.
W meczu o 3 miejsce Araz pokonał Kairat 6:4, a w wielkim finale Barcelona wygrała po dogrywce z Dinamo 5:2 (zobacz skrót i radość ze zdobycia pucharu Europy). Wszystkie cztery spotkania były wielkimi widowiskami i znakomitą reklamą futsalu. Te drużyny mają milionowe budżety liczone w euro, najlepszych piłkarzy, naturalizowanych Brazylijczyków. Jest to poziom jak na razie nieosiągalny dla polskich drużyn, ale ciężką pracą od podstaw łutem szczęścia możemy nieco podgonić uciekającą nam czołówkę europejską.
Dobra, koniec żartów. Minie sto lat zanim ich dogonimy. Po IV wojnie światowej (znaczy europejskiej), jak wybiją na wschodzie, zachodzie i południu wszystkich najlepszych. Bo na północy nie umieją grać w futsal. A w sumie nie wiem, może są jakieś talenty na Grenlandii, z nimi jeszcze nie graliśmy.
Są już efekty mojego felietonu sprzed tygodnia, gdzie poruszyłem sprawę skandalicznego rozstrzygnięcia przetargu na promocję miasta Piła. Klub KS Credo Futsal Piła, który wygrał w.w. przetarg został pokrzywdzony decyzją urzędników miejskich, którzy stwierdzili, iż futsal to nie jest piłka nożna i na tej podstawie zdyskwalifikowali ofertę futsalistów. Na szczęście sprawą zainteresowała się lokalna telewizja, dla której udzieliłem kilkunastominutowego wywiadu, w którym zmiażdżyłem nieuctwo i dyletanctwo pilskich urzędasów. Panowie redaktorzy popierają stanowisko klubu i rozkręcili aferę, która mam nadzieję przyniesie skutek w postaci przyznania pieniędzy dla KS Credo Futsal. Cieszę się, że mogłem choć troszkę pomóc nagłaśniając ten skandal.
A tu mam dla szanownych czytelników fragment historii polskiego futsalu - mało kto wie, że 1991 czy też 1992 roku na stadionie X-lecia w Warszawie odbył się finał Pucharu Polski drużyn sześcioosobowych. Na koronie rozkręcony w najlepsze bazar "Europa", mnóstwo ludzi, a na środku stutysięcznika wymalowane małe boisko i postawione bramki od piłki ręcznej. Grały drużyny PA Nova Gliwice z Martenzytem Warszawa, a wygrali gliwiczanie 5:3. Takie były początki małej piłki w naszym kraju.
Kiedyś, bodajże aż do 1998 roku odbywały się dwie edycje rozgrywek (grało się wówczas szóstkami), na trawie lub asfalcie i hali. Co roku było więc dwóch Mistrzów Polski. Wiele innych ciekawych faktów z historii polskiego futsalu można znaleźć w Wikipedii: Reprezentacja Polski w futsalu czy Ekstraklasa Polska w futsalu.
A tu link do największego sukcesu drużyny klubowej - Clearex Chorzów, który wygrał prestiżowy turniej w Genk w 2003 roku. To już 11 lat od chwili, kiedy polski zespół coś znaczył w Europie. Prawie jak na trawie, gdzie także czekają na awans do Champions League od wielu lat (zobacz artykuł).
Ciekawostka na koniec, były bramkarz Red Devils Chojnice, Marek Kobus obecnie realizuje się w muzyce rap i wychodzi mu to całkiem nieźle. Polecam jego pierwszy teledysk. Propsy Maro :)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)