Profesjonalizm w futsalu
Zacznę od bardzo śmiałej tezy - w polskim futsalu dużo bardziej profesjonalni są działacze niż piłkarze. Może inaczej, działacze dużo bardziej się starają dążyć do profesjonalizmu, niż zawodnicy.
Nasi piłkarze podchodzą luźno do swoich obowiązków, dominuje postawa "odpykamy" trening i mamy z głowy na dzisiaj nasz klub. Przecież umiemy wszystko, trener znowu przynudzał tymi stałymi fragmentami gry, przecież w meczu i tak nie zdążymy się tak ustawić, więc nie ma co się przykładać do tego. Zawsze możemy powiedzieć, że sędzia pokazywał 4 palce i musieliśmy zagrać szybko wzdłuż linii ten róg, prawda?
Podam przykład z naszego klubu, który zdenerwował naszych trenerów - po meczu na wyjeździe pierwsze zajęcia to była odnowa biologiczna i masaż regeneracyjny. Trzech zawodników wyjechało na kadrę, w Chojnicach pozostało jedenastu.
Wszystko przygotowane, maser jest codziennie obecny na zajęciach, można powiedzieć, że pracuje na pełen etat w klubie. Godziny są wcześniej ustalane na grupie RD na facebooku, każdy wie, kiedy może przyjść i na jaką godzinę. Efekt? Na masaż stawiło się zaledwie czterech piłkarzy. Innym się nie chciało, bo przecież w domu tak fajnie się siedzi, a wyjść na zewnątrz? Przecież jest zimno!!! A przecież to jest praca, za którą dostaje pieniądze. Klub płaci maserowi po to, aby odpowiednio regenerować piłkarza, po to, aby jak najszybciej był gotowy do kolejnego wysiłku na treningu. Płaci też swojemu zawodnikowi nie tylko za występ w meczu.
Czy dany piłkarz, który pracuje zawodowo, np. w banku, szkole czy sklepie, nie przychodzi na zajęcia? Nie. Tam pracę się szanuje, bo jest dyscyplina i porządek. A jak ktoś za taką nieobecność ma dostać karę 50 zł, to jest już wielkie "halo". "Co wy robicie, popsujecie atmosferę w zespole, jaka kara?". Takie można usłyszeć odpowiedzi.
My zrobiliśmy z tym już porządek, ale jestem ciekawy, jak to wygląda w innych klubach. Przypuszczam, iż działacze są tolerancyjni dla takich zachowań piłkarzy. Co do klubów, to wiadomo, zdarzają się opóźnienia wypłat i inne braki, ale na pewno działacze nie ziewają i robią co mogą. Poza tym przepisy PZPN dopuszczają kilkumiesięczne opóźnienia, bo absurdem byłoby stawianie pod ścianą działaczy, gdy się spóźnią z wypłatą. Tutaj musi być obopólne zaufanie, że pieniądze dotrą do kieszeni piłkarzy.
Piłkarz nie bacząc na przeciwności losu, czy też problemy klubu, powinien dążyć do doskonałości. Jeśli będzie coraz lepszy, to także trafi do lepszego klubu. Jak będzie najlepszy, to wyjedzie za granicę do silnej ligi. A u nas dominuje minimalizm. Piłkarze grają całe życie w jednym klubie, bo to jest wygodne. Dla obu stron, bo działaczom jest na rękę wystawianie lokalnego zawodnika, bo nie trzeba wynajmować mieszkania i załatwiać miliona innych problemów, piłkarzowi to pasuje, bo nie musi jeździć na treningi albo się przeprowadzać do innego miasta. Z drugiej strony ograniczone finanse klubów nie pozwalają na wielkie transfery, bo w futsalu nie ma aż takich pieniędzy, aby ktoś z rodziną przeprowadzał się na drugi koniec Polski co sezon. Kółko się zamyka...
Ale profesjonalizm PRZEDE WSZYSTKIM zaczyna się w głowie zawodnika, a nie w klubie. Klub jeśli nie będzie płacić, to prędzej czy później ulegnie likwidacji lub przeobrazi się w amatorski (przykład FC Balticflora Teplice, aktualnego wicemistrza Czech, który wycofał się z czeskiej ekstraklasy i gra w lidze wojewódzkiej). Profesjonalnie podchodzący do swoich obowiązków zawodnik znajdzie bez problemu klub, w którym zostanie doceniony i stosownie wynagrodzony.
To nie przypadek, że bardzo rzadko ktoś z Polski wyjedzie za granicę grać w futsal. W ciągu ostatnich 10 lat jedynie Paweł Budniak zagrał w mocniejszej lidze, choć obecny poziom ukraińskich rozgrywek także nie zachwyca. Wyjazdu Pawła Pstrusińskiego do Serie A2 nie liczę, bo to jednak drugoligowe rozgrywki. Brak jest naszych piłkarzy w Hiszpanii, Rosji, Portugalii, czy też Włoszech, nie ma żadnego zainteresowania piłkarzami czy też trenerami z Futsal Ekstraklasy. Kiedyś Tomasz Aftański prowadził zespół z Cypru, ale to nie była nawet medalowa czołówka tamtej ligi.
Zespoły, które zdobyły tytuł Mistrza Polski furory w rozgrywkach międzynarodowych nie robią, nigdy nie awansowały do Final Four, a rzadko i dawno temu udało się awansować do Elite Round (2. stopień kwalifikacji). Jesteśmy słabi, ale w naszej lidze jak komuś tak powiesz, to obraza gwarantowana. Nosy zadarte go góry, a bez gaci latamy, co nie przeszkadza złote krawaty nosić i klepać się wzajemnie po plecach, jacy my wspaniali i cudowni.
Na mizerny poziom ligi i reprezentacji, która tylko raz (!) w 2001 roku zagrała na Mistrzostwach Europy składa się właśnie przede wszystkim brak profesjonalizmu u piłkarzy. Nie mówię już o klubach, które ulegają likwidacji po osiągnięciu sukcesów. Ilu Mistrzów Polski się rozpadło? Profesjonalnie budowane kluby z ostatnich lat, Hurtap Łęczyca, Akademia FC Pniewy i Wisła Krakbet Kraków są tylko wspomnieniem. Jedynie Clearex trwa od 20 lat, reszta to nowe twory. Doprawdy śmieszne jest, iż moje Red Devils występujące od 10 sezonów, są jednym z najstarszych klubów futsalowych w Polsce!!!
Wracając do piłkarzy, podam przykład mojego znajomego, byłego już zawodnika Chojniczanki. Miał wyznaczony cel - dostać się do Ekstraklasy na trawie. Ciężko pracował na to, udało mu się w sezonie 2014/15, ale pierwsze podejście miał nieudane - w Zawiszy Bydgoszcz siedział na ławie albo trybunach. Zrobił krok w tył, po I rundzie powrócił do Chojnic, aby grać w I lidze. Wystarczyło pół roku regularnych występów na zapleczu, aby beniaminek Ekstraklasy wykupił go z Chojniczanki i teraz występuje (albo i nie, bo nie zawsze jest w pierwszym składzie) w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale nie o tym chciałbym napisać, tylko o jego podejściu do obowiązków.
Dieta, dieta, dieta. Na co dzień trzyma się zasady czterech dużych posiłków. Każdy niemal zestaw wygląda tak samo: mięso (wątróbka, indyk, wołowina), jakieś warzywa (gotowa surówka w opakowaniu, szpinak, brukselka), do tego różne kasze, ryż, makaron i tak cały czas w kółko. Sam chodzi na siłownie około 3-4 razy w tygodniu, w zależności jaki mają mikrocykl przygotowania do meczu na trawie.
A u nas? Pizza czy kebab jest częstym obiadem futsalisty. Rok temu, jak zatrudniliśmy trenera od przygotowania fizycznego, zrobiliśmy ankietę wśród piłkarzy, w jaki sposób się odżywiają. Jeden napisał: "śniadanie kawa i wędlina, po południu pizza, wieczorem 4 piwa". Dzisiaj już nie gra u nas. Ale zmienić podejście do złych nawyków jest bardzo trudno.
A piwko i wódeczka, a często także fajeczka, to niemal niezbędny element powrotu z wyjazdu Czasem wydaje mi się, iż niektórzy piłkarze grają w piłkę tylko po to, aby wesoło spędzić czas po meczu. Nieważne czy wygranym, czy przegranym. A profesjonalizm dotyczy także trenerów. Na zachodzie i wschodzie dosłownie wszędzie obowiązuje "dress code". A co w naszej lidze? Patrzymy na mecze, czy konferencje prasowe, a tam trenerzy prezentują prywatne ciuchy. Można to jeszcze zrozumieć, jeśli dany szkoleniowiec ubiera garnitur lub elegancką koszulę, ale inne ubrania rażą w oczy.
Ja generalnie jestem zwolennikiem pełnej identyfikacji drużyny. U nas nie ma możliwości, aby ktoś jechał na mecz w prywatnym stroju. Jest służbowy, klubowy - kurtka, dres, polo i po to zostało to wszystko zakupione, aby zawodnik reprezentował klub. Od chwili wyjścia na zbiórkę, po dotarcie z powrotem do domu jest on w pracy!!! Dlatego też również na mecze domowe obowiązuje strój klubowy. Czasem jeszcze muszę komuś zwrócić uwagę na pojedynczy detal, ale generalnie piłkarze już się nauczyli, iż sponsor techniczny wyposażył nas w sprzęt nie po to, aby leżał on na półce.
Może ktoś powie, że się niepotrzebnie czepiam, bo strój nie gra. Ale pewne zasady obowiązują w zawodowym futbolu, a powinny także w zawodowym futsalu. A przecież mamy aspiracje, aby nasza Futsal Ekstraklasa była zawodowa, żeby była towarem eksportowym. Teraz będą transmisje meczów Orange Sport poza Polskę, więc na pewno nie chciałbym zobaczyć tutaj trenerów w dyskotekowych ciuchach, albo koszulek dla wycofanego zawodnika rodem z bazaru lub z numerem zrobionym z plastra.
Albo transmisje internetowe. Nam się znakomicie współpracuje z KP Sport, którzy profesjonalnie realizują transmisje sportowe. Robimy to już bodajże od 7 lat, co roku jakość transmisji ulegała znacznej poprawie. A co mamy na innych halach? Albo ciszę medialną, jak w pewnym klubie leżącym w pobliżu granicy z Niemcami, lub transmisje bez zegara, wyniku i komentatora. Pal licho "opowiadacza", bo to nie może być ktoś przypadkowy, więc czasem lepiej gdy słychać tylko odgłosy z parkietu i trybun. Ale brak wyniku i zegara jest absolutnie karygodny. Na trawie ostatni raz tak było jeszcze w latach 80-tych, potem najgorsze nawet telewizje pokazywały czas gry i bieżący wynik.
Jak ktoś nie dostrzega, że należy równać do lepszych (vide T-Mobile Ekstraklasa), że należy w maksymalnie możliwym stopniu profesjonalizować wszystkie działania, to jest po prostu amator i niech gra w lidze środowiskowej. Oczywiście to wszystko kosztuje, ale w dzisiejszych czasach można przecież za sponsoring barterowy załatwić niemal wszystko.
Żeby było jasne - u nas jeszcze wiele spraw organizacyjnych nie jest na profesjonalnym poziomie, ale staramy się, żeby z każdym sezonem sprawy szły do przodu. Gdyby zawodnicy w takim samym tempie podchodzili do swoich obowiązków, to nie mielibyśmy problemów ze zdobyciem tytułu Mistrza Polski.
Jak widać wszyscy mamy sporo braków, jakże dużo nam brakuje do zawodowstwa. To, że zawodnik nie pracuje i utrzymuje się z futsalu nie czyni automatycznie z niego - czy też z klubu - zawodowca. To wszystko zaczyna się i kończy w głowie. Dopóki sobie tego nie uświadomimy i nie zaczniemy zmieniać na lepsze, to nigdy nie wyjdziemy z naszego bajora.
A teraz krótko o lidze. Rekord lekko z przodu, ale potem jest grupa 8-9 drużyn, z której każda może włączyć się do gry o medale. Jak sami widzicie niemal każdy może wygrać z każdym, w piątek Clearex wygrywa wysoko z Red Devils, a w sobotę wynik jest odwrotny. Przy okazji, chętnie zagrałbym to spotkanie jeszcze raz, bo ewidentnie ten mecz bardziej my zajebaliśmy (dosłownie), niż chorzowianie nas cudownie ograli.
Odrodzona Pogoń ’04 punktuje, torunianie także notują dobre wyniki. My uporaliśmy się z nimi dopiero w drugiej połowie, a gdyby nie pomoc sędziów w Gliwicach, to być może byliby liderem. Widać, iż Klaudiusz skomponował ciekawy zespół pomimo braku wielkich transferów. Jedynie Gwiazda jak na razie mocno odstaje, ale mają najsłabszy skład na papierze.
No i GAF Omega, która jest największym zaskoczeniem in minus bieżących rozgrywek. Zdecydowałem zapytać się u źródła, co jest grane. Skontaktowałem się z trenerem Marcinem Waniczkiem, który zgodził się odpowiedzieć na moje dwa pytania: czy są jakieś problemy w klubie bądź szatni, czy też może za krótki lub nieodpowiedni okres przygotowań?
Tak, prezesi zrobili wszystko - dosłownie - aby żyło i trenowało się nam dobrze. Różnica w składzie jest spora, ale szatnia musiała być przewietrzona, bo było bardzo gęsto. I to się nam udało. Teraz w szatni jest wszystko okey, zawodnicy, pracowici, grzeczni - może za bardzo. W kluczowych momentach brakuje nam jaj, zawodnicy boją się wziąć odpowiedzialność na siebie. Zawodnicy są nieźli, ale żaden nigdy nie był liderem w swojej drużynie, oni dopiero się tego uczą. Niestety to nie jest piekarnia. Dodatkowo niestety niektórzy nowi zawodnicy mają ogromne problemy taktyczne, tak naprawdę uczymy się podstaw. To nie są gotowi futsaliści, a po tych zmianach w klubie musieli stać się czołowymi osobami. Jak się robi takie zmiany, to muszą być inne parametry, tak jak w Red Dragons, zawodnicy do ciężkiej pracy. Oczywiście ja też chciałem za dużo elementów taktycznych wprowadzić na raz i może z tym przesadziłem. Dodatkowo trochę za mało zwracałem uwagę na ich umiejętności strzeleckie. Okazało się, że mamy zawodników, którzy albo w poprzednim sezonie grali na poziomie II lub I ligi, albo zdobywali 3-4 bramki w sezonie. I niestety brakuje nam strzelców. Mam jeszcze analizy szczegółowe, np. pivoci Pogoni w drugiej połowie meczu zagrali na skuteczności 73,5% (przyjęcie piłki, asysty itp.), a nasi na poziomie 45,1 %, gdzie i my i Pogoń dostarczyliśmy do pivotów po 28 piłek. A na koniec powiem, że piłka jest jak k...a, raz da tobie raz da komuś innemu.Marcin Waniczek
A ja w miniony weekend zajrzałem na rozgrywki I ligi futsalu, grupa północna. W Gdańsku zmierzyły się zespoły Politechniki Gdańsk z AZS-em Uniwersytet Warszawski (tradycyjnie relacja z więzienia). Wynik 4:3 dla gości, mecz pomimo mocno średniego poziomu gry bardzo ciekawy do oglądania, bo oba zespoły na przemian obejmowały prowadzenie i nie brakowało emocji. Drugi filar od lewej - tam się chowałem, prowadząc eksperymentalną transmisję na żywo na apce Periscope.
W grupie I absolutnym faworytem jest zespół AZS-u Uniwersytet Gdański, gdzie wreszcie poszli po rozum do głowy i zaczęli myśleć, i grać futsalowo. Wojtek Pawicki grającym trenerem, w bramce doświadczony Jacek Burglin, plus piłkarze, którzy chcą trenować na hali. Wyniki przyszły od razu i szturmem wezmą ten awans. Ale o drugie miejsce będzie się bić kilka drużyn. TAF Unikat Toruń, czyli dwa w jednym - rozsądna decyzja o połączeniu dwóch małych klubów w jeden, który ma aspiracje do gry wyżej. Sporo doświadczonych zawodników, ambitny trener i tacy sami działacze. Życzę im powodzenia, bo znamy się bardzo dobrze. Jest jeszcze Constract Lubawa, gdzie ludzie są głodni futsalu i w komplecie wypełniają trybuny. Szkoda, że burmistrz nie patrzy życzliwym okiem na ten klub, bo na piłkę halową przychodzi dużo więcej, niż na kopaninę na trawie. Tam dokonano bardzo ciekawego transferu, nie piłkarza a działacza. Do klubu dołączył Marek Wiśniewski, czyli człowiek który założył Marwit, a potem FC Toruń. Nie będę wnikać, dlaczego pozbyto się go z drużyny beniaminka FE, bo to są wewnętrzne sprawy klubu, ale na pewno Constract zyskał sprawnego działacza, który zna się na futsalu i organizacji sportowej. Nie raz się z Markiem spieraliśmy, nie raz godziliśmy - ale obaj jesteśmy fanatykami futsalu i mam do niego ogromny szacunek.
Z tyłu czai się ekipa Jurka Siemienieckiego, który z roli dostarczyciela punktów zamienił się w "zabieracza". To kolejny pasjonat futsalu, który od podstaw stworzył i wytrenował swoją drużynę. Szkoda, że kilku ciekawych zawodników uciekło mu na trawę i obecnie są w "dużej" Pogoni Szczecin.
W Gdańsku była okazja pogadać z Gerym i "Tapczanem", czyli Kamilem Kajetaniakiem, który latem przebywał na testach w naszym klubie. Na razie jest drugim golkiperem, ale liczę, iż się przebije do składu i pobroni trochę, bo to wariat między słupkami. I bardzo dobrze, bo tylko tacy mogą coś osiągnąć, to nie pozycja dla lalusi.
Liczyłem na przyjazd Kuby Mikulskiego, który zalega mi z wypłatą honorarium za 40 felietonów, ale wymigał się chorobą. Z drugiej strony, to nie wiem, jakby miał zabrać 40 świniaków w autokarze, jeszcze by je pomylono z działaczami wiodącej partii w naszym kraju.
Właśnie, na sam koniec agitka polityczna. Zachęcam wszystkich do pójścia na wybory w niedzielę, bo to w kontekście futsalu także bardzo ważna sprawa. Obecnie firmy nie mają żadnych ulg związanych z finansowaniem sportu, a są obciążane horrendalnymi stawkami podatkowymi. Z racji mojej funkcji w klubie jestem w stałym kontakcie z wieloma firmami, które są sponsorami RD, albo by chciały takowymi zostać, ale w obecnej chwili ich po prostu nie stać na marketing sportowy, bo ledwo wiążą koniec z końcem.
Chore jest także obciążanie klubów pełnym podatkiem od wynagrodzeń. Nie dość, że mam kolana wytarte od proszenia się o każdą złotówkę, to jeszcze potem rząd zabiera mi 19% od każdej pozyskanej złotówki, a wypłaconej zawodnikowi. A każda przeznaczona na działalność statutową powinna być zwolniona z opodatkowania, inaczej kluby nie mają szansy na szybki rozwój.
Sam prowadzę własną działalność gospodarczą i rocznie płacę spore sumy na podatek dochodowy, który jest niczym innym, jak podatkiem za dobrą robotę. Im więcej wypracuję zysku, tym więcej urzędnicy mi ukradną, znaczy zabiorą pod przymusem. Jest to po prostu złodziejstwo!!! Z ogromną chęcią wydałbym te pieniądze na kolejny krok ku profesjonalizacji Red Devils, niestety muszę dofinansować ośmiorniczki i obowiązkowe premie dla urzędasów.
Nie będę wskazywał palcem, ale gorąco namawiam na oddanie głosu na partie, których celem jest obniżenie podatków. Nie zmarnujesz swojego głosu, wręcz odwrotnie. Wszyscy możemy z tego tylko skorzystać!!!
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice. Nie prezentują również oficjalnego stanowiska redakcji Futsal-Polska.pl)