Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

FUT5AL HEA7EN is back!!! A to już 40 felieton!!! Miałem setki telefonów, tysiące smsów, miliony zapytań na facebooku i twitterze, kiedy znowu coś napiszę. Papież wysłał gołębia pocztowego, Obama posłał ambasadora, a Królowa Angielska lokaja z herbatką...

Cóż, prawda jest taka, że NIKT nie zapytał dlaczego FH się nie ukazuje. Albo świadczy to o bardzo małym zainteresowaniu ogólnie futsalem, albo że piszę słabo i nudno. A może oba powody... Dobra, nie traktujmy tego jako misji dziejowej, a jako lekkie urozmaicenie szarej codzienności futsalowej, gdzie mamy jedną stronę informacyjną i jeden żyjący portal o piłce halowej. Najbardziej popularna dyscyplina w Polsce pod względem liczby uprawiających sport, a informacji w mediach tyle samo, co o grze w "bule". Nic się nie zmieniło, ale nie narzekajmy już na początku. Mi się siedzi komfortowo w tym naszym bajorze.

Przez cały sierpień i wrzesień miałem mnóstwo roboty w klubie - wiadomo, kompletna przebudowa drużyny zajmuje naprawdę dużo czasu. W mojej firmie także się nie leniłem, bo trzeba zarobić na chleb ze smalcem i benzynę do Ferrari. Dopiero wypoczywając na urlopie, gdzieś tam na krańcu świata jeżdżąc na legwanie, nabrałem ochoty na powrót do tej pisaniny. A ostatnio wylegując się w przezroczystej wannie przyszło mi do głowy parę tematów, o których coś tam teraz postukam. W tym sezonie nie będę pisał regularnie co tydzień, ale postaram się raz w miesiącu podsumować bieżące wydarzenia i wbić kij w mrowisko, które mi się nie spodoba.

No to zaczynamy, poskaczę trochę po drużynach, przedstawię moje typy na bieżący sezon, zespoły podzieliłem na kilka grup. O medale powalczą Rekord, Gatta i... Red Dragons. No i po cichu liczę, że uda się nam podłączyć do czwórki. Rok temu tak samo miałem nadzieję, skończyło się na 9. miejscu. Albo jestem naiwniak, albo nie znam się na futsalu. Pewnie to i to ;)

FINAL FOUR

Rekord - dysponuje najszerszą ławką rezerwowych złożoną z klasowych zawodników, a to bardzo ważne w kontekście całego sezonu. Brakiem klasowych zastępców Gatta przegrała tytułu Mistrza Polski, kiedy w końcówce 2014/15 dopadły ich kontuzje. Rekordziści nie popełnią takiego błędu, doszedł im jeszcze Roman Wachuła, a to górna półka. Pierwszy sezon za kierownicą Andrzeja Szłapy, który zjadł zęby na futsalu, najlepsze zaplecze organizacyjne w całej lidze - to musi skończyć się medalem. Faworyt nr 1, który może na dłużej zakotwiczyć na tronie.

Gatta Active - najwyżej sklasyfikowana drużyna poprzedniego sezonu. Niestety, ponownie dosyć wąska kadra, wzmocniona tylko młodzieżą, może nie pozwolić na złoto, ale jakość w tym zespole jest ogromna. Grający trener Marcin Stanisławski plus grupa starych wyjadaczy parkietu gwarantuje solidność, co mieliśmy okazję zaobserwować w ostatnim meczu, kiedy wyszli z 0:2 w meczu z dobrym zespołem GAF. Krawczyk nadal w wysokiej formie, będzie ciągnął ten wózek. Na "Krawca" obrońcy powinni wychodzić z siekierami, ale on nawet o jednej nodze potrafi sam wygrywać mecze. Zresztą niektórzy złośliwie mówią, że ma tylko jedną.

Red Dragons - niektórzy może się zdziwią, że typuję ich do medalu. Bo odszedł Solecki, a przyszło kilku juniorków, to będą słabi i w ogóle chłopcy do bicia. Jo, jo, rok temu też było tak gadane. Ale ten zespół ma cement w sobie, nie stawiają na indywidualności, ale na drużynę. Łukasz Frajtag potrafi tak ustawić taktykę pod rywali, że naprawdę bardzo trudno jest im strzelić gola. A Foltyn, Król Kebabów z Pyrlandii wreszcie usadowił się na stałe w kadrze, co zmobilizuje go do jeszcze lepszych występów niż w ostatnim sezonie. Oczywiście zniknie element pewnego lekceważenia pniewian, który miał miejsce poprzednio, ale u siebie będą bardzo mocni.

Czwarte miejsce pozostawiam nieobstawione, dla czarnego konia rozgrywek (chętnie bym się ubrudził).

MIDDLE EARTH

Clearex - jak na razie to rozczarowują, dobre transfery nie dają punktów, ale poczekajmy. To może być wielki sezon Zastawnika, który powołany do kadry seniorów mocno się wyróżniał na plus. Jeśli będzie tak grał w klubie, to będzie talentem na miarę Tomka Kriezela, a może nawet większym? Paweł Budniak zrezygnował z kadry, to skupi się na klubie, co może się obrócić na korzyść chorzowian. Byle w szatni było spokojnie, bez awantur i zbytniej presji, którą na pewno czuje Tomek Ulfik. Z drugiej strony XX-lecie klubu na pewno do czegoś zobowiązuje. Prezesowi śni się medal...

GAF Omega - prężnie działają marketingowo, zespół mocno przebudowany, ale na razie falstart w rozgrywkach. Trudny kalendarz także nie sprzyja zbieraniu punktów, tak więc po 3 kolejkach nieoczekiwanie zaledwie 11. miejsce w tabeli. Ale ten zespół ma jakość, więc będzie się wspinał wyżej. Duże oczekiwania i apetyty działaczy - czy Marcin Waniczek im sprosta? Mają tam cierpliwość, więc trener może spać spokojnie. Ciekawy jestem Portugalczyka, podobno ma duże papiery na granie. Jak rozrusza zespół, to będą urywać punkty najlepszym.

Pogoń 04 - Wielka niewiadoma. Solecki wypadł z kontuzją (Domino, wrócisz szybciej niż myślisz!!!), odszedł Kubrak, jeden z symboli klubu, lider w szatni. W bramce Lasik, wielka odpowiedzialność, bo właśnie tyły zawiodły i zaprowadziły "Portowców" do I ligi. Wydaje mi się, iż mają tam braki w koncentracji, przestoje w meczach, kiedy nawet grają całkiem dobrze, ale w pewnym momencie znikają z parkietu. Jak Łukasz Żebrowski wyciągnie wnioski ze swoich błędów, to zaczną grać to co kiedyś. Raczej nie jest to medalowa kapela, ale spadek też im nie będzie grozić.

KGHM Euromaster Chrobry - tu wygramy, tam przegramy, gdzie indziej zremisujemy. Typowy średniak, ani medal, ani spadek. Nieśmiertelni bracia Pieczyńscy pociągną zespół, który potrafi pokonać najlepszych, po czym przegrać z najsłabszymi. Mam też nadzieję, iż szybko zdejmą blokadę informacyjną. Strona klubowa martwa, większość wpisów z 2014 roku, choć chyba przypadkiem zapraszają na głównej stronie na spotkanie II kolejki z Nbitem, które odbyło się 25 września. Chyba zakupię DeLoreana i  się wybiorę na ten mecz.

Football Club - dziwię się samej nazwie, bo logika podsuwa, iż powinien to być Futsal Club. Taką nazwę w Toruniu zastrzegł kiedyś zmarły już szef Tacho - Adam Barcikowski i nowopowstały klub musiał obrać nowy szyld. No i władze miejskie podobno nie wiedzą, co to jest "futsal", i aby uzyskać jakiekolwiek dofinansowanie projektu, to należy używać terminologii z dużego boiska. Jak zwał, tak zwał - kiedyś ten pomysł na futsal w mieście Pierników wypali, bo działacze postępują mądrze i według ustalonego planu. Naprawdę silna ekipa konkretnych działaczy, prędzej czy później będą się mocno liczyć w polskim futsalu. Ale jeszcze nie w tym sezonie, jedna czwórka do gry, reszta to tylko uzupełnienie. Największą gwiazdą trener, no i Miki, który gwarantuje gole dające utrzymanie. Dwa pytania - ciekawie, ile takich samych białych koszul Klaudiusz Hirsch zakupił 7 lat temu? I ciekawe, dlaczego odpalili Marka Wiśniewskiego, jednego z pionierów toruńskiego futsalu? Pewnie prędzej usłyszymy odpowiedź na to pierwsze pytanie...

Nbit - sporo doświadczonych zawodników, dużo szumu marketingowego, jak na beniaminka wyglądają bardzo przyzwoicie. Niektórzy powiedzą, że to popłuczyny i odrzuty po PA Nova i GAF-ie, ale robią punkty od samego początku, a to bardzo ważne dla psychiki zawodników. Rozpoczęli z dużą dynamiką i gdyby nie głupie błędy w końcówce meczu z Euromasterem, byliby liderem tabeli. Na medal chyba są za krótcy, ale w lidze powinni się utrzymać.

AZS UŚ - Błażej Korczyński przestał grać, to dla nich ogromna strata. 11 goli i pewnie drugie tyle asyst w ostatnim sezonie, nie będzie łatwo zastąpić "Korka" na placu. Raczej słabszy sezon, ale tutaj podobnie jak w Pniewach liczy się zespół, a nie jednostki. "Krzycha" będzie miał sporo roboty, ale jest kadrowicz - to musi być forma. Oby nie było tak, że Korek będzie musiał odwiesić trzewiki...

LOS DESPERADOS

Gwiazda Ruda Śląska - "obrabowana" przez Clearex z najlepszych graczy, połatana niechcianymi zawodnikami, będzie miała bardzo ciężko w tym sezonie. Główny pretendent do spadku, ale już nie raz w ostatniej chwili urywali się ze stryczka. Co prawda, kilka razy przy zielonym stoliku, ale tutaj widać właśnie słabość polskiego futsalu. Słaba stabilność organizacyjna i finansowa klubów niemal co roku zmienia skład ekstraklasy. Niektórzy zawodnicy rudzian chwalą się "majstrami" na facebooku, ale może lepiej skoncentrować się na chwili obecnej, niż żyć przeszłością, bo tym d... nie uratujesz. "Wspomnień do gara nie włożysz", jak mawiał Artur Chrzonowski, a wypłaty w I lidze są dużo mniejsze, więc brać się do roboty na treningach, zamiast stukać na facebooku. Polski gangster nie ma luzu - zamieńcie tylko gangster na futsalista i miasto na futsal. Lekka szyderka nikomu jeszcze nie zaszkodziła ;)

NIESKLASYFIKOWANI

A na koniec moja ekipa Red Devils - już  niektórzy obwołali nas Mistrzami Polski, na razie to przegraliśmy mecz z Mistrzem Polski. Ja od początku studziłem emocje, zarówno w Chojnicach, jak i w innych futsalowych miastach. Zespół został gruntownie przebudowany, a do jakichkolwiek sukcesów bardzo daleka droga. Nie mamy też kompletnej drużyny, tak więc nie stawiałbym nas w gronie faworytów. Mamy dobry zespół, ale nie bardzo dobry. Jak nam nie pójdzie, to będziemy handlować kawą.

A Rekord - to nasz prawdziwy "hoodoo" team. Graliśmy już bodajże 12 razy przeciwko sobie, ponieśliśmy 11 porażek i raz wymęczyliśmy zwycięstwo na wyjeździe w sezonie 2012/13. Chyba żaden inny zespół nie ma aż tak tragicznej statystyki przeciwko rywalom, jak my z Rekordem. Grać z nimi w finale play-off - to lepiej od razu oddać mecze walkowerem, przyoszczędzimy na wyjazdowych kosztach.
Już to pisałem na twitterze, w niedzielę dwóch panów w turbanach pozbawiło szansy na choćby gola dwóch moich ukochanych zespołów. Bartłomiej Nawrat i Petr Cech okazali się murami nie do przejścia. Dwie czapy polskich i angielskich "Czerwonych Diabłów", potem jeszcze Lech w ryj na Cracovii i tak zakończyła się ta ostatnia niedziela.

Gdyby nie wygrana Rangersów, to rzuciłbym się pod pociąg, albo obejrzał cały mecz KGHM Euromaster - Gwiazda. Na szczęście do szyn mam daleko, a na meczu zasnąłem w trakcie pierwszej połowy, moje dwa psy i bakterie chwilę wcześniej. Takie spotkania najlepiej oglądać w telegazecie (przy okazji, kto jeszcze pamięta stronę 243???) Podczas meczu jedynie na Dareczku można było zawiesić oko, gra z klasą to samo od 147 lat. A tak w ogóle byłem bardzo zdziwiony, drużyna Euromastera w telewizji? Jakieś ogromne niedopatrzenie klubowego działu odpowiedzialnego za "Top Secret". Chyba polecą głowy, jak kiedyś w bitwie pod Głogowem.

Nie będę opisywać wydarzeń z poszczególnych spotkań - wiele meczów jest transmitowanych na żywo i każdy miał możliwość obejrzenia relacji, skrótów czy też pomeczowych wywiadów. Martwi tylko fakt, iż sędziowie ponownie starają się być głównymi aktorami widowisk sportowych i w dwóch na sześć meczów 3. kolejki wpłynęli swoimi decyzjami na wynik spotkania.

W meczu Nbit Gliwice - FC Toruń Michał Suchocki został zahaczony nogą o nogę przez rywala. Można dyskutować czy to było mocno czy nie, ale spowodowało upadek kapitana gości. Na 1000% nie było to wymuszenie faulu, a sędziowie ku mojemu zdumieniu pokazali "Suchemu" drugą żółtą kartkę i dzięki tej głupiej decyzji gospodarze grali końcówkę meczu w przewadze, co skrzętnie wykorzystali strzelając zwycięską bramkę.

Drugim spotkaniem, gdzie arbitrzy się nie popisali, był mecz Clearex Chorzów - Pogoń ’04 Szczecin. Tutaj także w końcówce meczu dali plamę, gdyż zawodnik Pogoni na 1000% był faulowany przed polem karnym. Jeśli w ogóle był, bo Tubacki wyraźnie przyaktorzył czując na sobie dłoń rywala. Arbitrzy podyktowali rzut karny, który na trzy punkty zamienił "Tuba".

Oba mecze były na styku, oba zostały rozstrzygnięte przez wyimaginowane przewinienia. Rozumiem, że futsal jest szybką grą, ale sędziowie muszą bardzo zwracać uwagę na miejsce faulu, a przede wszystkim nie karać pochopnie zawodników za nie popełnione przewinienia.

Druga sprawa to, iż nerwowo było po meczu w Chorzowie. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Zwalanie wszystkiego na jedną pomyłkę sędziowską nie jest najlepszym sposobem na tłumaczenie własnych słabości. Żeby wygrać mecz, to chyba najpierw trzeba coś strzelić. Wystrzelali się na Gwieździe, a teraz bicie głową w szczeciński mur.

Powstała chyba nowa dyscyplina sportu, sprinty działaczy na środek boiska. Obserwowaliśmy to ostatnio w Chorzowie i Bielsku Białej. Nie będę gorszy, zawsze lubiłem krótkie dystanse, więc obserwujcie mnie ze stoperem w ręku po zakończonym spotkaniu z Gattą.

Podobają mi się inicjatywy Futsal Kids w Pniewach i Toruniu. U nas też ruszamy z zabawą z futsalem dla młodych adeptów, powstaje grupa dla 10-latków i młodszych dzieciaków. We wtorek ruszyliśmy, Tomek Kriezel będzie pokazywać, jak się zakłada dziury do tyłu. To naprawdę niewiele kosztuje, a może uda się zarazić futsalem nowe pokolenia. I o to chodzi, szerzyć bakcyla gdzie tylko można, robimy zarazę!!!

A teraz parę słów o reprezentacji, najnowsze powołania do kadry nie są zaskoczeniem, kolejne nominacje trenera Andrzeja Biangi są powtarzalne, skład jest stabilny. Dla mnie osobiście powołanie Krzysztofa Elsnera nie jest niespodzianką. Ten chłopak wyróżniał się już w Unikacie Osiek, graliśmy z nimi na początku roku w rozgrywkach Pucharu Polski. Wygraliśmy co prawda 5:3, ale Elsner strzelił nam wszystkie gole i śmiało radził sobie z naszą obroną. Interesowałem się tym zawodnikiem, ale ze względu na miejsce zamieszkania (Toruń) i fakt wywalczenia awansu przez miejscowy FC właśnie tam znalazł swój nowy klub. Myślę, iż w tym sezonie zyska potrzebne mu doświadczenie i w kadrze zakotwiczy na dłużej.

W temacie kadry mogę napisać, iż wiele zmieniło się na lepsze. Na turniej Państw Wyszehradzkich zostałem oficjalnie zaproszony przez przewodniczącego Komisji Futsalu Bogdana Duraja i z bliska mogłem przypatrywać się naszej reprezentacji i całej otoczce turnieju. Już nie musiałem załatwiać sobie akredytacji prasowej jako pismak portalu www.futsal-polska.pl, co miało miejsce na turnieju eliminacyjnym w Krośnie, a zaproszenie mojej osoby potraktowałem jako sygnał normalizacji stosunków na linii kluby FE - kadra. Otwartość, przejrzystość, brak atmosfery wiecznych podejrzeń i niekończących się zebrań "motywacyjnych", brak presji i chorych ambicji skompromitowanego Kazimierza G. wpłynęły pozytywnie na zawodników i trenerów. Andrzej Bianga zaraz na początku wykonał bardzo mądry ruch z desygnacją Błażeja Korczyńskiego na swojego asystenta. Myślę, iż ta para może sporo osiągnąć, a oczyszczenie atmosfery może tylko wpłynąć na polepszenie wyników.

Nowym przewodniczącym Komisji Futsalu został Bogdan Duraj, człowiek z Chojnic. Znamy się od wielu lat, razem pracowaliśmy w Chojniczance, a potem Holiday'u. Nasza znajomość miała upadki i wzloty, ale zawsze potrafiliśmy usiąść do stolika i wyjaśnić sobie nieporozumienia. Ogromnym plusem Bogdana było odcięcie się od Kazimierza i teraz może pracować na własny rachunek. Ma sporo dobrych pomysłów i szczere chęci poprawy jakości polskiego futsalu. Jak każdy człowiek ma swoje plusy i minusy, ale w odróżnieniu od swojego poprzednika potrafi rozmawiać i nie ma oporów, aby korzystać z dobrych rad osób związanych z polskim futsalem. Ostatnio często rozmawiamy i myślę, że sobie znakomicie poradzi, bo zawsze był dobrym organizatorem. Ode mnie ma głos na "tak" i czystą kartę. Dajmy mu spokojnie popracować, a po sezonie ocenimy efekty.

Bye bye, do następnego razu, spadam na trening CrossFitu. Troszkę prywaty - mała reklama naszego Falanga CF Box, gorąco polecam każdemu, kto się chce zmierzyć przede wszystkim sam ze sobą :) Link 1 | Link 2 | Link 3

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

No to pora kończyć pisanie o futsalu, wszystko poszło teoretycznie zgodnie z planem, gdyż główny faworyt zaliczył dublet. A nawet triplet, bo przecież Wisła Krakbet wygrała też superpuchar. Debiutancki sezon Krzysztofa Kusi okazał się ogromnym sukcesem, z parkietu przesiadł się na fotel dyrygenta i wygrał wszystko co możliwe. Nie była to łatwa droga, ale sprawnie poprowadził swój team po medale. Pucharów ma tyle, że ze dwie kwiaciarnie może wykupić, a powodów do zadowolenia jeszcze więcej. Na dodatek umiejętnie wprowadzał do gry młodzież w osobach Mikołaja Zastawnika i Kamila Lasika, tak więc został polskim odpowiednikiem Guardioli, który też wszystko "posprzątał" w pierwszym roku rządów.

Ciut więcej obiecywałem sobie po ostatnim meczu, "title decider". Gatta strasznie przysnęła na początku, a 5:0 to już prawdziwy nokaut. Dodajmy do tego prawidłową szóstą bramkę - jak tego można było nie zaliczyć??? Wyjść z takiej sytuacji, to było praktycznie niemożliwe, choć zduńskowolanie jeszcze próbowali szarpać rywali. Grając jednak w szóstkę, nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki i polegli, ale z honorem. Minusem całego widowiska był brak oprawy wręczenia medali i pucharów. Podobno to Mistrz sam to sobie organizuje, ale na wszelki wypadek w przyszłorocznym budżecie FE powinna być zaplanowana kwota na efektowne opakowanie finiszu ligi, tym bardziej, jeśli jest to pokazywane w telewizji. Na zewnątrz musimy prezentować się doskonale, tak aby ewentualni sponsorzy widzieli, iż mamy porządny produkt z ładnymi napisami. Wręczaniem nagród na tle dwóch złożonych koszy i pustej ściany nie zrobimy szału, tak samo jak nie robi sprzedawca kukurydzy na sopockim molo. Ale jak do tego doda gadającą papugę i tańczącą małpę, to już po popcorn ustawi się cała kolejka. T-Mobile Ekstraklasa na trawie prezentuje mizerny poziom, ale w Canal+ Sport pokazywane to jest jak Liga Mistrzów. No i raczej nie mają problemów finansowych. W takim kierunku powinniśmy podążać, brać co najlepsze od dużego brata.

Jeszcze w temacie powiększenia ligi - cztery kluby były za, sześć przeciwko, jeden się wstrzymał, a jeden nie głosował. Tak więc Pogoń ’04 i AZS UG będą musiały grać w pierwszej lidze, która w grupie północnej będzie bardzo mocna. Mamy do tego AZS UW i KS Gniezno, tak więc co najmniej cztery zespoły będą się biły o awans. Szczecin zapowiada, iż utrzyma cały skład, więc na pewno będą faworytem nr 1.

W południowej trudno mi powiedzieć, jestem za daleko od wydarzeń. Bochnia w głupi sposób (dwa walkowery) sama się wyeliminowała z gry w pierwszej lidze, to myślę iż Cuprum Polkowice będzie głównym faworytem rozgrywek. W drugiej rundzie AZS UMCS Lublin zanotował serię dobrych występów, ale z drużyny odszedł Brazylijczyk Marco Aurelio, który był motorem napędowym zespołu. Może GKS Tychy nabierze rozpędu, to był kiedyś solidny ligowiec...

A do Futsal Ekstraklasy weszły dwa dobrze zorganizowane kluby - FC Toruń i Nbit Gliwice. W obu znani zawodnicy i trenerzy, solidne pomieszanie rutyny i młodości. W mieście pierników z niejednego pieca jedli chleb, wiedzą jak to się robi. Najtrudniejszym zadaniem będzie wytypowanie ewentualnych spadkowiczów, bo liga tym bardziej wyrówna swój poziom. Na medale także ma chrapkę liczne grono klubów - zapowiada się naprawdę ekscytujący sezon!!!

Największe plusy minionego sezonu (kolejność przypadkowa):

  • 1. Debiutanci z Red Dragons Pniewy. Przypomnę dwa pierwsze mecze Dragonsów: z Cleareksem 0:1 i z Euromasterem 0:3. 80 minut bez strzelenia bramki. Kto w tamtym momencie by powiedział, iż ta drużyna będzie grać w czwórce? NIKT. Absolutnie NIKT. Nawet sam Łukasz Frajtag, Rafał Gnybek i Bartek Barański nie wierzyli w takie cuda. A jednak... Zespół z najmniejszym budżetem w lidze, bez kontraktów, bez pieniędzy, dał radę. W biedzie trzeba sobie umieć radzić. Łukasz Błaszczyk został trenerem przygotowania fizycznego, Łukasz Frajtag się dokształcał i z bandy nieokrzesanych młodzieńców powstał ZESPÓŁ, MONOLIT. A sprzedawca kebabów został najlepszym bramkarzem ligi. Wielokrotnie chwaliłem działaczy i piłkarzy z Pniew, bo pokazali przede wszystkim, iż można stworzyć zespół stricte futsalowy, nie potrzeba ściągać piłkarzy z trawy. Wystarczy mocno postawić na treningi w hali, systematyczność i ciężką pracę, a także można osiągać sukcesy. To jest drogowskaz dla klubów, które chcą coś osiągnąć w hali, a dopiero zaczynają przygodę z naszym sportem. Ale tutaj też przestroga - drugi sezon jest zawsze najtrudniejszy, nikt was nie będzie lekceważył, a wy także nie zadzierajcie nosów do góry, bo nie tym osiągnęliście sukces.
  • 2. Kurs trenerski w Polsce - wreszcie się odbył. I to naprawdę jakościowo bardzo dobry, solidny, gdzie wszyscy mogli pozyskać szeroką wiedzę na tematy futsalu. Świetny ruch Komisji Futsalu, oby takie kursy odbywały się systematycznie i nie tylko na południu Polski, bo nie wszyscy mogą sobie pozwolić na tak długie i dalekie wyjazdy, ze względu na pracę zawodową. Już rok temu zaproponowałem taki kurs w Gdańsku, ale ten pomysł był torpedowany, wiadomo przez kogo. Może teraz wreszcie się coś ruszy, chodzą pogłoski o Toruniu lub Poznaniu. Oby jak najszybciej to ruszyło z miejsca, bo chętnych czeka wielu w kolejce.
  • 3. "Dziadki" z Gatty jeżdżące na d... przez cały sezon. Tu duże zaskoczenie, bo kto by się spodziewał, że w tym sezonie tak zaskoczą? A wystarczyło poukładać sprawy od tyłu. To kolejne potwierdzenie teorii, iż bramkarz na hali to 50% wartości drużyny. A jak dodamy wślizgi i zaangażowanie, plus nowa miotła w postaci grającego trenera Stanisławskiego, to dostaliśmy walkę do końca o tytuł mistrza. Szkoda tylko, iż krótka ławka i kontuzje nie pozwoliły na wyrównaną grę o złoty medal w ostatnim meczu ligowym. Jeśli się wzmocnią, to będą mocnym kandydatem do mistrzostwa w nowym sezonie.
  • 4. Błażej Korczyński - co tu dużo pisać - jedna z ikon polskiego futsalu, obok Andrzeja Szłapy, Krzysztofa Kuchciaka, czy Krzysztofa Jasińskiego. Pobił rekord rekordów, którego, śmiem twierdzić, nikt już nie pobije. Po pierwsze to nie są już czasy, kiedy strzelało się po 40-50 goli w sezonie, po drugie nie znajdziemy zawodnika, który przez 15 sezonów będzie regularnie trafiał do siatki. Chyba, że Messi lub Ronaldo przerzucą się na futsal i do 50-tki będą kopać w naszej lidze. Zobaczymy, czy "Korek" zakończy karierę tak, jak to zapowiadał - moim zdaniem byłby to błąd, bo ma jeszcze sporo do pokazania, a wielu futsalistów może się od niego uczyć. Może w mniejszym rozmiarze czasowym, ale ja bardzo chętnie popatrzę na kolejne podcinki lub inne techniczne zagrania, z których słynie Błażej.
  • 5. Rekordy frekwencji na meczu ligowym, regularnie bite w Szczecinie. Aż nie chce się wierzyć, iż to miasto pozbyło się Futsal Ekstraklasy. Tysiąc, półtora tysiąca, dwa tysiące - pomimo słabych występów, to publika rosła jak na drożdżach. Strach pomyśleć, co by było, gdyby Pogoń grała o Mistrzostwo Polski. Na pewno na rok bicie kolejnego rekordu jest wstrzymane, ale jak wrócą, to kibice także powrócą na Arenę Azoty. Tylko zespół musi częściej trenować w tej hali, bo gra "w domu" była taką tylko z nazwy. 

Największe minusy ostatnich rozgrywek (tutaj także kolejność nie ma znaczenia):

  • 1. Upadek Kazimierza Grenia. Wydawałoby się, iż niezniszczalny baron, który rządził w polskim futsalu niepodzielnie, nie licząc się z nikim. Na Titanicu była "Niezatapialna Molly", my mieliśmy w PZPN "Niezatapialnego Kazia". Było kilka prób ataków na KG, ale wszystkie spaliły na panewce, ten rzeszowski cwaniak wyszedł górą z każdego starcia z działaczami. Trzeba też przyznać, iż był atakowany przez środowisko futsalu wyjątkowo nieudolnie. Zamiast skupić się na jego samowolce w reprezentacji, gdzie traktował ją jak prywatny folwark, ataki dotyczyły nieistotnych i mało ważnych spraw. Ale jak to się mówi, "przyszła kryska na matyska", teraz wpadł jak pierwszy lepszy frajer i komisja dyscyplinarna PZPN nałożyła na niego 10 lat zakaz działalności w związku. Według mnie powinien dostać dożywocie za całokształt "twórczości". Niestety, 9 czerwca na zjeździe PZPN dzięki swoim kolesiom, chwilowo zawieszenie w Zarządzie zawiesili, do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego. Do tej pory jego obowiązki pełnił Bogdan Duraj, który na pewno jest dużo bardziej komunikatywny i można z nim dyskutować na różne tematy. Czy będzie lepiej? Zobaczymy. Na razie wydaje się, bo takie otrzymuję sygnały z klubów (zwłaszcza pierwszoligowych), iż komisja trochę przysypia, a tu powoli nawarstwiają się sprawy związane z nowym sezonem.
  • 2. Fatalny poziom sędziowania, mnóstwo pomyłek, bramki po syrenach kończących mecz, nieuznane bramki, kiedy piłka ewidentnie przekraczała linię bramkową - to tylko zdarzenia z ostatnich kolejek. Zresztą mogę tak wymieniać błędy długo. Jestem obecny w polskim futsalu od ponad 12 lat. Kiedyś były patologie związane z przekupstwem sędziów, potem przez dłuższy czas poziom sędziowania systematycznie się poprawiał. Ale bieżący sezon pod tym względem był tragiczny, najgorszy od kiedy pamiętam. Coś z tym trzeba zrobić, bo takie decyzje wypaczają wyniki spotkań. Pan Przemysław Sarosiek ma ogrom pracy przed sobą. Wydaje mi się, iż trzeba położyć maksymalny nacisk na szkolenia sędziowskie. Nie wiem, czy jest to możliwe, ale w futsalu mamy zatrzymywany czas i teoretycznie jest chwila na konsultacje sędziów, aby podejrzeć zapis video spornej sytuacji. Ale pewnie mądre przepisy zabraniają czegoś takiego, bo jeszcze by można poprawić błędy sędziowskie i co wtedy by było? Problemy. A tego nikt przecież nie chce...
  • 3. Reprezentacja Polski - ogromne przygotowania, rekordowa ilość sparringów (aż 33!!!) i wielka klapa. Jeden mizerny punkt w meczu otwarcia z Białorusią, porażka z drwalami z Finlandii i planowy oklep od Włochów. Te występy najlepiej można podsumować na przykładzie selekcji bramkarzy - spójrzmy na plebiscyt, gdzie głosowali trenerzy, kapitanowie i prezesi - czyli osoby, które ZNAJĄ się na futsalu. Dwóch NAJLEPSZYCH bramkarzy, czyli Foltyn i Słowiński kompletnie nie byli brani pod uwagę do gry w reprezentacji. Coś tutaj "nie jest halo", podobnie z zawodnikami w polu, gdzie kilku naprawdę dobrych także nie miało okazji wystąpić w koszulce z orłem. Prywatne animozje wzięły górę nad rozsądkiem przy przesyłaniu powołań. A że nie cierpimy na nadmiar klasowych zawodników, to turniej w Krośnie skończył się tak, jak w czarnym śnie - kompletnym fiaskiem.
  • 4. Postawa Pogoni ’04 Szczecin. Cóż, jak to się mówi - nie grzebmy w trupach, ale parę słów należy napisać. Vice Mistrz Polski spadł z ligi, co jest ewenementem w historii polskiej piłki halowej. Odeszło zaledwie dwóch zawodników, a gra zespołu kompletnie się zawaliła. Dodajmy do tego brak kontroli trenera nad zespołem podczas spotkań (naocznie się o tym przekonałem, iż zawodnicy nie słuchali poleceń Żebrowskiego), no i w Szczecinie zrobili kotlet, którego nawet pies nie chciał zeżreć. Jakości było tam sporo, na pewno więcej niż w innych drużynach, ale nie było zespołu. Czekano do samego końca i przeczekano moment, kiedy można było wstrząsnąć ekipą. Cóż, teraz czas na odbudowę, są faworytem nr 1 i pewnie wrócą za rok do FE, ale ten rok będzie stracony dla kilku zawodników.
  • 5. Reprezentacja Polski kobiet - likwidacja, czy też zawieszenie, sam nie wiem. Wiadomo, iż futsal kobiecy jest w powijakach, ale właśnie kadra mogła tutaj poczynić postępy. Wiadomo, iż występy w orzełkiem na piersi są nobilitacją i mogą być właśnie tym magnesem, który przyciągnie utalentowane dziewczęta do gry w hali. Komisja Futsalu powinna dążyć ze wszystkich sił, aby ponownie reprezentacja wystartowała, gdyż jest to niezwykle ważny element rozwoju kobiecego futsalu.

A teraz o plebiscycie. Napiszę jak ja głosowałem i porównam to do wyników końcowych. Jak zauważycie, moje typy niewiele odbiegały od ostatecznego podium, czasem tylko nieco inna kolejność. To chyba się trochę znam na tym futsalu. Podobno ;)

Najlepszy Zawodnik - wygrał Daniel Krawczyk, którego i ja typowałem. Drugie miejsce tak samo, Oleksandr Bondar. Wiadomo iż ta dwójka w bardzo dużym stopniu decydowała o obliczu ofensywnym swoich zespołów, co także przełożyło się na zdobycie medali. Trzecie miejsce zajął Rafał Franz, który moim zdaniem miał nieco słabszą drugą rundę, podobnie zresztą jak cały Rekord. Ja postawiłem nietypowo, bo bramkarza - Dariusza Słowińskiego, który przez cały sezon imponował niesamowicie równą formą i był jednym z najważniejszych autorów sukcesu w Zduńskiej Woli.

Odkrycie Sezonu - Zastawnik, Wachoński, Lasik. Ja kolejność nieco zmieniłem - Wachoński, Lasik, a potem Zastawnik. Dlaczego inaczej? Bo wg mnie decydowało "granie". Adam zagrał cały sezon, Lasik mniej więcej połowę, a Zastawnik najmniej z tej trójki występował na parkiecie. Generalnie duży powiew świeżości, zwłaszcza ze strony Pniew, no i cieszy fakt, iż w tak silnym zespole jak Wisła Krakbet młodzieżowcy dostali szansę pokazania się na tyle, że zyskali uznanie.

Najlepszy Młodzieżowiec - w plebiscycie Lasik, Zastawnik, Hoły. A według mnie: Hoły, Lasik i Zastawnik. Podobnie jak w kategorii "odkrycie", tutaj uszeregowałem zawodników przez pryzmat ilości występów w lidze. Prosta zasada - im więcej grałeś, tym więcej mogłeś pokazać, choć jestem pod dużym wrażeniem całej trójki. Idzie młodość, dawno nie było takiego wysypu dobrych zawodników w tak młodym wieku.

Najlepszy Bramkarz - tutaj Foltyn z dużym zapasem, potem Słowiński i trójkę zamyka Lasik. Ja się długo wahałem pomiędzy pierwszą dwójką, zdecydowałem się postawić na Darka Słowińskiego jako numer 1 ze względu na olbrzymią zmianę jakości w bramce Gatty. Tego tam brakowało od długiego czasu, dzięki jego postawie Gatta walczyła do końca o mistrzostwo Polski. Co prawda w decydującym meczu zagrał nieco słabiej, ale to był pierwszy taki występ naprawdę od wielu spotkań. Foltyn wg mnie na tym samym poziomie, ale Darek walczył o medale, tak więc wskoczył na pierwsze miejsce. Trzecim był dla mnie Bondarenko, który w drugiej rundzie był zaporą niezwykle trudną do pokonania. Jeśli sprawdzicie dokładnie, to właśnie od stycznia drużyna Red Devils (Bondarenko bronił prawie we wszystkich meczach) stracili najmniej bramek ze wszystkich zespołów, co jest wielką zasługą Władysława.   

Najlepszy Obcokrajowiec - tutaj niespodzianki nie było, zdecydowanie zwyciężył Oleksandr Bondar, zarówno w plebiscycie jak i u mnie. Dostał rekordową ilość punktów, ale nie ma się tutaj czemu dziwić, bo imponował równą formą i bardzo dużym wkładem w dublet Wisły Krakbet. Na drugim miejscu Janovsky (u mnie był na trzecim), a na trzeciej pozycji Serhij Kowal. Ja na drugim miejscu postawiłem na Bondarenkę, o którym już szerzej pisałem, ale także się zastanawiałem nad Kowalem, który także miał duży wkład w medale krakowian. Ciekawy jestem, kto z obcokrajowców zostanie w Wiśle, bo wszyscy prezentują bardzo wysoki poziom i trener Kusia będzie miał spory dylemat.

Najlepszy Trener - Frajtag/Korczyński/Kusia. Ja typowałem bardzo podobnie, tylko na trzecim miejscu postawiłem Marcina Stanisławskiego. Łukasz Frajtag to wiadomo, z niczego ulepił ZESPÓŁ. Nie pamiętam, aby ktokolwiek w historii polskiego futsalu zrobił coś podobnego. Błażej to także cudotwórca (dodatkowo z magią w obu "kopytach"), który ze słabych Katowic zrobił solidnego ligowca. Na trzecim postawiłem "Małego", ale mocno się wahałem pomiędzy nim a Kusią. Na pewno w pewien sposób krzywdzi to trenera Wisły, bo w debiucie zdobyć dublet to naprawdę wielka sprawa, ale w momencie głosowania nie było wiadomo kto wygra ligę. Kusia miał do dyspozycji samograj i wg mnie powinien startować w osobnej kategorii "Najlepszy Kierowca Kombajnu", bo tam nie miał absolutnie konkurencji. Ja doceniłem Marcina za zmianę oblicza Gatty z zespołu który miał co roku ambicje, na drużynę która te ambicje realizowała.  

Osobowość Sezonu - Korczyński, Szymura i na trzecim miejscu jakiś ogórek. Ja typowałem Kazimierza na wszystkich trzech miejscach, bo jak powszechnie wiadomo, jestem jego fanem nr 1, to trudno mi było nie złożyć hołdu. Nigdy jeszcze nie było tak głośno o człowieku z naszego środowiska, no i chciałem, aby coś mu pozostało na pamiątkę po działalności w futsalu. Oczywiście mogłem też głosować sam na siebie, ale aż tak bardzo zakochany w lustrze to nie jestem. Chyba ;)

Najlepszy Sędzia - tutaj znacząco się różniłem od typowań. Wygrał Stawicki przed Frąkiem i Hamowskim, ja typowałem Baryczkowskiego, Smolarka i Złotnickiego, choć długo się zastanawiałem się nad postawieniem na Stawickiego i Hamowskiego, bo także potrafili dobrze prowadzić mecze. Do całej piątki nie mogę mieć większych zastrzeżeń, w przeciwieństwie do Frąka. Zresztą złożyłem protest w sprawie naszego meczu w Chorzowie i liczę iż sędziowie prowadzący to spotkanie zostaną ukarani za swoją nieudolność. Tak panie Tomaszu, ja - ten "pisarczyk" jak pan mnie nazywa, ma prawo do reagowania, kiedy pan wypacza wynik spotkania. Jedno jest pewne - ja robię mniej błędów w moich felietonach, niż pan na parkiecie.

Najlepsza Publiczność - wygrała publika w Szczecinie za Pniewami i Zduńską Wolą. Ja spojrzałem na to z innej strony, nie na ilość a na jakość. I postawiłem na Pniewy, Zduńską Wolę i moje Chojnice. Na Pogoni bili rekordy, ale udział publiczności ograniczał się do braw, które jednak ze względu na postawę drużyny nie były zbyt częste i zbyt obfite. W Pniewach momentami czyste szaleństwo, w hangarze Gatty doping rodzinny, ale zorganizowany. U nas nie było aż tak często i tak kolorowo, ale jak się zrywał doping to dach się unosił.

A ja zapraszam na lato po ukraińsku. Zbliżają się wakacje, czas odpoczynku i relaksu... Może inaczej - czas budowy nowej drużyny, a w międzyczasie wracamy do grania w beach soccera. Kiedyś w plażówce grało wiele futsalowych drużyn, m.in. Hurtap, Clearex, Marwit. Była to przede wszystkim fajna zabawa, drużyny się integrowały. Po paroletniej przerwie wystąpimy w Pucharze Polski, rozgrywkach I ligi i jeśli nam pójdzie to na Mistrzostwach Polski w Ustce. Ostatnim razem, w 2010 roku zdobyliśmy 4. miejsce w Polsce, nawet strzeliłem parę bramek. A teraz czas na pożegnanie - bye bye, do września :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Plebiscyt Futsal Ekstraklasy

Daniel Krawczyk i Oleksandr Bondar kompletnie zdystansowali resztę stawki w plebiscycie Futsal Ekstraklasy na najlepszego zawodnika minionego sezonu. Cały deszcz nagród spadł na Wisłę Krakbet Kraków oraz rewelację rozgrywek - Red Dragons Pniewy.
Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Przygotowania organizacyjne do turnieju "Final Four" mocno mnie wymęczyły, to tydzień odpoczywałem od futsalu. Miałem też czas zająć się wreszcie swoją firmą, bo ostatnio to brakowało mi czasu dosłownie na wszystko. Finały HPP poprzedziła codzienna bieganina od 8:00 do 18:00, meczowy weekend to już od samego poranka, aż do 4:00 nad ranem. Bo gośćmi ktoś musiał się zająć :) Na dodatek całkowicie na trzeźwo, gdyby ktoś się pytał, bo gospodarz musi trzymać fason.

Wszystko wyszło fajnie, zaproszeni gości wyjechali bardzo zadowoleni, jak to wyglądało to chyba każdy widział naocznie lub w Orange Sport. Zabrakło tylko sukcesu sportowego, ale atmosfery, która była na hali podczas meczu Red Devils - Rekord, długo nie było można zapomnieć. Kibice stworzyli fenomenalny doping, ostatnie minuty cała hala oglądała na stojąco. Niestety, zabrakło nam nie jakości, a ilości. Śmiem twierdzić, iż gdyby Witalij Koleśnik byłby zdrowy, to awans byłby w naszym zasięgu. Sobański i Iwanow grali z blokadami, skład meczowy był łatany do ostatniej chwili. Chłopaki dali z siebie wszystko, ale z zaledwie 12-osobową kadrą, w tym z kilkoma młodzieżowcami, nie można liczyć na wielkie sukcesy.

Czytałem rozmowę z Michałem Markiem na stronie Rekordu. Przepraszam, iż wyszła taka sytuacja - w niedzielę na małej hali był lokal wyborczy i zespoły zostały umieszczone w szatniach pod trybunami, które są mniejsze od meczowych. Mam nadzieję, że to był jedyny minus, który nie wpłynął na wynik spotkania Rekordu.

Bieżące rozgrywki dla nas już się skończyły, a my już zaczynamy myśleć o nowym sezonie. Jak wypalą wszystkie plany, to będzie u nas bardzo ciekawie... Nie ma co gdybać, jak wszystko w powijakach. Jedno jest pewne - "Czerwone Diabły" zmienią swoje oblicze. Czy na lepsze? To się okaże na parkiecie.

W ekstraklasie witamy dwa ciekawe kluby, które mogą namieszać w rozgrywkach. FC Toruń, spadkobierca tradycji Marwitu i kolejny klub z Gliwic - Nbit, w którym grają byli piłkarze PA Nova. W Toruniu nową potęgę buduje Klaudiusz Hirsch - mieszanka rutyny z młodością. Znając klasę trenera, jestem pewien, że zrobi dobry zespół. Na dodatek mają szereg mocnych sponsorów, tak więc w niedalekiej przyszłości trzeba się będzie z nimi mocno liczyć. Nbit to jeszcze niewiadoma, ale jest tam sporo solidnych futsalistów, więc na pewno nie będą chłopcami do bicia. Wchodzą dwa dobre zespoły, co przy bardzo wyrównanej lidze w tym sezonie wskazuje na dalszą, bardzo ciekawą walkę o punkty w każdej kolejce. Już nie ma chłopców do bicia, ekip które spadały z 8 punktami do I ligi. Jest dobry trend, iż do FE wchodzą co roku zespoły dobrze przygotowane do rozgrywek, z dobrymi piłkarzami. Nie ma tutaj już przypadku. Futsal się powoli profesjonalizuje. Wreszcie kluby zrozumiały, iż działania na pół gwizdka kończą się szybkim spadkiem.

Na zebraniu rady nadzorczej w Chojnicach podczas "Final Four" Andrzej Dąbrowski z Gatta Active zaproponował powiększenie ligi do 14 zespołów. Wniosek miał być przegłosowany przez wszystkie kluby drogą mailową. Nie znam jeszcze ostatecznych wyników głosowania, ale z przecieków można wnioskować, iż ten pomysł nie przeszedł. Nawet gdyby FE to uchwaliła, to myślę, iż PZPN tego by nie zaakceptował. Jednak liga jest za krótka i trzeba coś wymyślić, aby to uatrakcyjnić. Zawsze byłem zwolennikiem fazy play off, ale tutaj jest spora niechęć klubów do tej formy rozgrywek. Roman Sowiński z GAF-u zaproponował, aby po fazie zasadniczej (mecz i rewanż) ligę podzielić (z zachowaniem punktów) na grupę mistrzowską i spadkową, w której zespoły rozegrałyby dodatkowe pięć spotkań. Z kolei Marek Homa z Rekordu zaproponował rozegranie Pucharu Ligi po zakończeniu sezonu z udziałem 8 najlepszych zespołów, za zdobycie byłaby przyznana także nagroda finansowa. Obie propozycje są ciekawe i warte rozważenia. Myślę, iż wszystkie ewentualne zmiany należy przegłosować z rocznym wyprzedzeniem, a więc teraz Puchar Ligi, a za rok liga z 27 kolejkami. Albo play off, bo to naprawdę dostarcza dodatkowych, ogromnych emocji.

Transfery, trenerskie najpierw. Marcin Waniczek w GAF Jasna Gliwice. Logicznym posunięciem jest zatrudnienie asystenta po tym, jak pierwszy trener opuścił fotel. Waniczkowi nie poszło z Remedium Pyskowice, ale tam borykał się z problemami organizacyjnymi. Jest impulsywny, być może taki trener jest potrzebny w gliwickiej szatni, gdzie chwyci zawodników za mordy i będzie rzucać "kurwami". GAF to poukładany klub, a wyniki rozczarowujące. Chodzą pogłoski, iż odchodzi Tomasz Dura i Denis Diemiszew, ale nie byli to pierwszoplanowi zawodnicy. Jeden i drugi raczej grali poniżej swojego normalnego poziomu i raczej nikt za nimi nie będzie tęsknić.

Z Cleareksu odchodzą Mirosław Miozga, Konrad Podobiński, Paweł Pstrusiński, Michał Grecz i Piotr Łopuch. Plotki ze Śląska mówią, iż prezes Zdzisław Wolny chce zbudować silny team na XX-lecie drużyny. Ale chyba tak się nie rozpoczyna budowy, od pozbycia się kilku dobrych zawodników. No chyba, że ustępują miejsca Ricardinho i Falcao. Z jednej strony powrót do starych czasów, kiedy Clearex był hegemonem ligi, byłby bardzo ciekawy. Z drugiej strony po dekadzie marazmu niezbyt wierzę, iż teraz nagle firma Clearex zacznie pompować miliony w futsal. Ale z prezesem Wolnym nigdy nie wiadomo, wrócił na ławkę ratując swój zespół przed spadkiem, to może teraz nabierze ochoty na ponowne kolekcjonowanie medali w futsalu.

A jeszcze słowo o Chorzowie w kontekście Halowego Pucharu Polski - w poprzednim felietonie, bazując na informacji z Wikipedii napisałem, iż trzykrotnie triumfowali w HPP (2001, 2002, 2004). Chorzowianie wygrali tylko raz - w 2004 roku, byłem wtedy osobiście na tym spotkaniu, kiedy wygrali z Holiday Chojnice 4:2. Za pomyłkę przepraszam.

U nas to wiadomo, przychodzi Brazylijczyk Marco Aurelio. Wygrzebaliśmy go z I ligi z Lublina, gdzie sam się zgłosił do gry. Przeniósł się do tego miasta w ślad za swoją dziewczyną, która zawodowo gra w piłkę ręczną, a ostatnio zdobyła Mistrzostwo Polski. Sprawdziliśmy go podczas pięciodniowych testów i sprawił naprawdę dobre wrażenie. Szybko doszliśmy do porozumienia i takim sposobem mamy drugiego przedstawiciela Ameryki Południowej w "Czerwonych Diabłach" (pierwszy był Brazylijczyk Diguinho w sezonie 2010/11). Negocjujemy także transfery trzech zawodników, kadrowiczów z europejskiego kraju, stojącego na dużo wyższym poziomie niż Polska. Jak się nam uda sfinalizować te transfery, to będziemy mieli kilku naprawdę dobrych piłkarzy. Czas przewietrzyć nieco naszą szatnię, bo wiało już stęchlizną, a i wyniki były nie te, jakich oczekiwaliśmy. Wszystko jest także na dobrej drodze aby podpisać kontrakt z Vlastimilem Bartoskiem, praktycznie mamy uzgodnione wszystkie warunki współpracy. Trener ma dokonać selekcji obecnych zawodników, Zaprosiliśmy na testy kilku ciekawych piłkarzy, którzy mogą uzupełnić nasz skład. Cele mamy ambitne, bo przede wszystkim nasi kibice zasługują na to, aby regularnie oglądać dobry zespół, dostarczający sportowych emocji. Wszystko zależy od pieniędzy. Poczyniliśmy pewne ruchy, aby pozyskać dodatkowe środki. Wkrótce wyjaśni się, jakim budżetem będziemy dysponować.

W I etapie baraży o FE Cuprum Polkowice pokonało w dwumeczu KS Gniezno strzelając gola dającego awans na sekundy przed końcem spotkania w Gnieźnie. Jeszcze teraz pamiętam wpis na facebooku grającego trenera dawnej stolicy Polski - "w barażach życzę sobie Red Devils". Cóż, ja życzę sobie Ferrari, ale jest mi do niego bliżej niż Michałowi Wasielewskiemu do baraży z moją drużyną. "Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz", no i Gniezno się wywaliło o własne nogi.

Cuprum  będzie próbowało wrócić na swoje miejsce. Bądź co bądź, jest to dwukrotny Mistrz Polski. Mam wiele sympatii do Wieśka Święcickiego, który od 156 lat zajmuje się futsalem w Polkowicach. Znamy się już kilkanaście lat, kilkukrotnie już upadał i wstawał z kolan ze swoim klubem, a jednak to go nie załamywało. Szczerze życzę mu awansu do FE, bo to jeden z pasjonatów, którzy tworzyli i tworzą polski futsal. A mój kierownik ucieszy się bardzo, bo co wizyta w Polkowicach to dostaje pamiątkowe kufle do piwa od Wieśka :)   

Sezon się jeszcze nie skończył, ale trzeba napisać o jednym - fatalnym poziomie sędziowania. Obserwuję ekstraklasę od 13 sezonów i tak źle chyba jeszcze nigdy nie było. Tyle błędów w decydujących momentach gry, tyle pomyłek - naprawdę to kompromituje całe środowisko arbitrów. Szef kolegium sędziowskiego Przemysław Sarosiek ma niezłą "stajnię Augiasza" do posprzątania. A sędziowie elektryczni - zwrócisz im uwagę, to usuną ciebie ze znajomych na facebooku. Oj, ale się tym zmartwiłem, normalnie nie mogłem zasnąć. Cóż, jak jesteś słaby to może faktycznie lepiej zniknij z pola widzenia. Ale najlepiej to się doszkol i doucz, żebyś nie był zwykłym szkodnikiem, który wkurwia swoim dyletanctwem zawodników i działaczy. Ostre słowa, ale zasłużone. Nie umiesz, to się nie pchaj na parkiet. Jednonodzy nie grają w FE, to przygłusi też nie powinni wychodzić z gwizdkiem w ustach, no nie?

A jeszcze o I lidze - grupa północna będzie cholernie ciekawa. Pogoń ’04 i Uniwersytet Gdański to wiadomo, że będą chciały wrócić do FE, słychać też o planach w stolicy, aby na 200-lecie Uniwersytetu Warszawskiego awansować. Vamos Gdańsk w swoim trzecim sezonie także powinien grać lepiej, do tego mamy przecież całkiem silne Gniezno. Dołączyć ma także profesjonalnie budowany klub Credo Piła, ale tam potencjał sportowy nie idzie w parze z marketingiem, oni mają jeszcze czas na awanse. Ta grupa będzie dużo mocniejsza niż południowa. Jeśli Polkowice nie awansują, to na pewno będą faworytem nr 1 do awansu. A jeśli Gwiazda poleci, to wiadomo że będą bawić się w "jojo" i awansują z powrotem. Innych zespołów do promocji nie widzę, na południu to wygląda dużo słabiej organizacyjnie, niż na górze Polski. Może ta "tramwajowa" liga ma duże zasługi dla polskiego futsalu, ale północ dużo szybciej się rozwija, cały czas powstają nowe ośrodki piłki halowej, na dodatek porządnie budowane od podstaw.

Z innych ciekawostek - 13 maja br. Komisja Dyscyplinarna PZPN zebrała się po raz kolejny w sprawie Kazimierza Grenia. Po raz kolejny decyzja musi być odłożona, bo po raz kolejny nie stawili się świadkowie z Podkarpackiego ZPN, którzy byli odpowiedzialni za dystrybucję biletów. Na pierwszą rozprawę dwójka świadków przysłała zwolnienia lekarskie, teraz podobno nie przyjechali, gdyż nie mieli zagwarantowanego zwrotu za dojazd. Ciut kiepskie tłumaczenie, podajcie numer konta to prześlę parę ziko na bilety II klasy plus na jakąś bułkę z salcesonem.

Ewidentnie wygląda to na tzw. "grę na zwłokę". Chodzi o to, aby możliwie jak najdłużej przeciągać wydanie wyroku. Wcześniej był przesłuchiwany m.in. Tom Tuite - irlandzki dziennikarz, który był naocznym świadkiem na rozprawie Kazimierza Grenia w Irlandii. Rozmawiałem z nim osobiście i potwierdził mi, iż przedstawił przebieg wydarzeń z sali sądowej w Dublinie, gdzie Greń przyznał się do postawionych zarzutów nielegalnego handlu biletami. Pętla powoli się zaciska, a niby ta niewinność miała być szybko potwierdzona. Cóż, chyba brakuje świadków, bo nawet zeznania tego biznesmena, który miał odebrać bilety od Grenia, były niespójne. Ja, jeśli byłbym naprawdę niewinny, to na konferencji prasowej przedstawiam jeden dowód - dokument z sądu w Dublinie, wyrok uniewinniający mnie od zarzucanych czynów. I po prostu wychodzę z konfy, zamykając usta wszystkim dziennikarzom i innym osobom zebranym w sali w hotelu Ibis w Warszawie. No ale tego Greń nie uczynił. A teraz to co się dzieje, to jest mataczenie. Cel jest prosty - przeciągnąć sprawę aż do nowych wyborów w PZPN, a do tego czasu jako domniemany niewinny, mogę rządzić dalej w Podkarpackim ZPN, no i zarabiać pieniądze na życie. Ces’t la vie, cwaniaki się migają, ale zobaczymy jak długo. A tu doniesienia w tej sprawie - prawnik Grenia próbuje blokować wydanie materiałów z rozprawy sądowej. To chyba daje do myślenia największym niedowiarkom winy Atrakcyjnego Kazimierza... I jeszcze aktualizacja.

A na koniec, jeden minus tego całego sezonu - to że nie udało mi się zadebiutować w FE ;) Ale mam jeszcze dużo czasu, popatrzcie na 78-letniego bramkarza Rico (na transfery.info i onet.pl) albo Bogdana, który 67-letni wali gole w okręgówce (artykuł na weszło.com). No to jeszcze najlepsze lata przede mną :)

A następny, ostatni w tym sezonie felieton za dwa tygodnie, bo teraz wyruszam do Szkocji kibicować Rangersom w play offs w meczu z Hibernianem (zwycięzca zagra dwumecz z Motherwell o miejsce w Scottish Premiership). To mój drugi ukochany klub, zabrzmi "follow follow, we will follow Rangers!!!"


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Na wstępie należą się przeprosiny za brak felietonu w ubiegłym tygodniu. Stało się tak z dwóch powodów - pierwszy to zwyczajny brak czasu, gdyż sprawy organizacyjne związane z Final Four zajęły mi mnóstwo czasu, a wieczorem, będąc mocno zmęczony całodziennym bieganiem, nie miałem ochoty na nic więcej, niż tylko odpoczynek. Druga sprawa to nasz wynik w meczu z Pniewami, który nie gwarantował utrzymania. Kilka dni po tym remisie byłem kłębkiem nerwów i ostatnią rzeczą, na którą miałem ochotę, to było pisanie o futsalu. Jak hobby zaczyna ci zatruwać codzienne życie, to nie jest to już hobby, tylko udręka. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło i wygospodarowałem trochę czasu na podsumowanie ligi. Radość is back ;)

W poprzedniej kolejce na czoło wysunął się pojedynek na szczycie tabeli, czyli Wisła vs Gatta. Niespodziewanie goście zagrali niezwykle ofensywnie i skutecznie, zmuszając gospodarzy do szalonego pościgu. Sytuacja zmieniała się w końcówce, niezły dreszczowiec, a przede wszystkim doskonała reklama futsalu. Kto oglądał ten wie, kto oglądał na pewno nie żałuje. "Futsal is better. Better than anything else". Dla takich meczów kochamy futsal!!!

A teraz o ostatniej kolejce. 58 goli, dawno nie było takiej strzelaniny. Muszę pochwalić Kubę Mikulskiego z portalu Futsal-Polska, który uruchomił tabelę LIVE, dzięki której na bieżąco można było śledzić przebieg wydarzeń XXII kolejki FE. Prywatna inicjatywa, a jakże cenna, brawo!!!

Zacznę od Red Devils. Tak jak pisałem wcześniej, przez pierwsze kilka dni ostatniego tygodnia mocno się denerwowałem, ale po kilku rozmowach z trenerem Vlastimilem Bartoskiem uspokoiłem nerwy i podchodziłem do samego meczu z Cleareksem z dużym spokojem. Pojechaliśmy do Chorzowa już w sobotę rano, w tym dniu też odbyliśmy trening na obiektach GAF w Gliwicach. Trener przygotował wnikliwą analizę ostatnich spotkań Cleareksu i naszej drużyny, sam zespół był mocno zmotywowany. Jak to się skończyło, to chyba wiele osób widziało. Szkoda, iż sędziowie popsuli mecz, kiedy uznali gola Miozgi (zobacz), który padł już w trakcie syreny kończącej spotkanie. Syrena może "buczeć" i całą dobę, ale to pierwszy dźwięk oznajmia koniec spotkania i do tego dźwięku należy uderzyć piłkę, która potem może lecieć nawet i tydzień. Sędzia główny, Damian Jaruchiewicz w analogicznej sytuacji tydzień wcześniej w Szczecinie (zobacz) gola dla Euromasteru nie zaliczył, całkiem słusznie. Teraz dla Cleareksu uznał, więc należy sądzić iż za każdym razem poddaje się presji gospodarzy i dla nich wydaje korzystne decyzje. Panie arbitrze, przy najbliższej okazji sprezentuję panu  kupon do laryngologa oraz paczkę patyczków do uszu, tak aby był Pan właściwie przygotowany do sędziowania meczów w Futsal Ekstraklasie. Nie należy się bać, że schabowy z kapustą będzie zimny, albo że ktoś w ziemniaki napluje. Decyzje należy podejmować, kiedy jest się absolutnie pewnym, inaczej każdą sytuację należy interpretować w taki sposób, aby nie skrzywdzić jakiejkolwiek z drużyn. Tak mówią przepisy!!! A nas pozbawiono zasłużonego 7. miejsca w tabeli, które sportowo nam się należało jak psu buda.

To nie było jedyne takie zdarzenie. W Zduńskiej Woli arbiter co prawda nie wypaczył wyniku spotkania, ale nie popisał się, uznając gola zdobytego po syrenie. Której nie było, bo sędzia czasowy zaspał... To ostatnio jakaś plaga jest, raz bramki uznają, a raz nie. Chyba trzeba pozwolić na powtórki video w tym kluczowym momencie gry, bo jeśli takie decyzje mają decydować o być albo nie być klubu, to nie może być ewidentnych pomyłek. Gatta zagrała bez swoich dwóch "flint", czyli Marciniaka i Krawczyka, co mogli wykorzystać piłkarze Red Dragons. Ale to był pojedynek "Smoków" z Darkiem Słowińskim, który zamurował bramkę. Pniewy oddały kilkanaście bardzo dobrych strzałów, z których każdy mógł być zamieniony na bramkę, ale Darek był wszędzie. Znakomite interwencje i to w każdym elemencie gry.

Rekord wypunktował akademików z AZS UŚ. Jaka gra, taki sezon. Chimeryczne, wymęczone zwycięstwo. Dodatkowe trzy mecze nie zmienią nic w życiu gospodarzy, mają brązowy medal i ani nie zamienią go na srebro w Zduńskiej woli, ani go nie zgubią w Pniewach. Katowiczanie już wcześniej praktycznie się utrzymali w lidze, grali więc tylko o jak najwyższe miejsce w tabeli.

Kiedy Wisła prowadziła już 3:0 w Rudzie Śląskiej, to nikt nie wierzył, że może zmienić się przebieg spotkania. A jednak gospodarze zerwali się do walki, ale sił starczyło na kilka minut. Doszli na remis, ale potem już rozpętał się huragan. Oleksandr Bondar wyrasta ponad poziom tej ligi, będzie walczyć z Danielem Krawczykiem o Strzelca Królców. Mają równo po 23 gole, niedługo zagrają przeciwko sobie i będzie to podwójny pojedynek o podwójną koronę.

Brak obsługi EPM (elektroniczny protokół meczowy) w Głogowie - to się w głowie nie mieści. Totalna amatorka - to naprawdę łagodne określenie. W dzisiejszych czasach EPM można obsługiwać z poziomu smartfona, to naprawdę prosta sprawa. A o wyniku dowiedzieliśmy się grubo po zakończonym spotkaniu. A jeśli ten wynik decydowałby o istotnych sprawach? Skandal i tyle. Pieniędzy z kopalni miedzi powinno starczyć na pana Zenka z telefonem, który za paczkę fajek i dwa browary stukałby co trzeba. Jakby co to podeślę rekwizyty, jak już funduję patyki do uszu, to stać mnie też na fajury i piwko. Gdańsk pojechał na wycieczkę, zagrali tak, że może lepiej by było nie wyjść na parkiet.

Rollercoaster w Szczecinie - gospodarze przebimbali pierwszą połowę, gliwiczanom z kolei wychodziło wszystko. W Pogoni Szamotij chyba się sklonował, bo był wszędzie. Strzelał do obu bramek, kiwał się, podawał, rozdawał ciastka i nalewał herbatę. Ale to było za mało, aby uratować to, co się spierdoliło przez cały sezon. Pogoń zasłużyła sobie na spadek, bo grała bardzo słabo w przekroju całego sezonu. Nie chcę tutaj dowalać za mocno, ale po odejściu Neagu powstała ogromna wyrwa pomiędzy słupkami. Nie znam sytuacji w szatni - ale fakty są bezsporne. W Katowicach, Chorzowie i Chojnicach zmieniano trenerów jak nie szło, a w Gdańsku i Szczecinie nie. Moim zdaniem efekt "nowej miotły" często daje pozytywny efekt na dłuższą metę, czasem tylko chwilowy (jak u nas w Red Devils), czasem na dłużej (jak w AZS UŚ). Lubię Łukasza Żebrowskiego, ale trener musi być czasem ch**** nad ch***** i trzymać krótko za mordę cały zespół. Ciężko przeobrazić się z kolegi w takiego trenera. Ale też jestem daleki od tego, aby tylko "Żebro" uczynić odpowiedzialnym za spadek, bo po prostu wszyscy zawodnicy grali dużo poniżej swoich możliwości. Podobnie zresztą jak w Red Devils, ale nam się udało przeżyć dzięki pojedynczym zrywom.

Teraz liga ma przerwę na Final Four, potem rusza dalej. Moim zdaniem te dodatkowe kolejki są zupełnie zbędne w tym sezonie, na dodatek z niezbyt mądrym regulaminem. Gatta może wygrać trzeci mecz z Wisłą i zrównać się punktami, na dodatek mając zdecydowanie lepszy bilans bezpośrednich spotkań (dwie wygrane i remis), a jednak nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Kto to wymyślił? Nie wiem. Ale wiem jedno - to naprawdę głupi regulamin, bo z miejsca umniejsza znaczenie meczów z trzech dodatkowych kolejek.

Moim zdaniem wyjścia są dwa - albo wracamy do play-off z handicapami (czyli w wersji sprzed dwóch sezonów), albo powiększamy ligę do czternastu zespołów. Teraz nie będzie już tyle przerw na reprezentację, więc liga skończy się na początku kwietnia. Potem przez prawie pół roku nic się nie będzie działo, przecież to chore jest. Piłkarze uciekną na drugą rundę na trawę, aby dorobić sobie parę ziko, nie daj boże komuś się przydarzy kontuzja i co wtedy? Musi być więcej meczów.

A teraz skonfrontujmy moje przedsezonowe typowania z tabelą ligową...

Rekord Bielsko Biała - drobne korekty w składzie, ten odszedł, tamten doszedł, ale klasa pozostała. Wzmocniona bramka przez Nawrata no i Kmiecik, jedno z odkryć sezonu. Szkoda, że Machura wypadł na dłużej, nie wiadomo co z kolanem Douglasa, a to kontuzjogenny zawodnik. Dosyć szczęśliwie awansowali do następnej rundy UEFA Futsal Club, ale to dobrze dla całego polskiego futsalu. Drugi sezon dla Adama Krygera na pewno będzie dużo trudniejszy, jednakże powinni do końca rywalizować z Wisłą o tytuł mistrzowski.

Cóż, spora pomyłka. Rekord dawno odpadł z rywalizacji o "majstra", jedynie spełniła się przepowiednia dotycząca Adama Krygera. Kmiecik okazał się dużym rozczarowaniem, tylko 4 strzelone bramki. Medal jeszcze zrobili, ale to bardziej dzięki temu, iż peleton się wymieszał, a drużyny środka wymieniały się punktami w każdej kolejce. Ogólnie na pewno sezon na minus, bo z taką organizacją i jakością zawodników powinni walczyć o wyższe miejsce do końca sezonu.

Pogoń ’04 Szczecin - wg mnie zapowiada się słabszy sezon dla vice Mistrzów Polski. Odeszli Mikołajewicz i Neagu, a oni gwarantowali wysoki poziom na pivocie i między słupkami. Tych luk nie udało się załatać, tak więc można powiedzieć iż zespół przystąpił do rozgrywek znacznie osłabiony. Dobrze, że chociaż udało się zatrzymać Kubika, który jest bezcenny dla drużyny. No i Pogoń zderzyła się ze "ścianą" w meczu z Wisłą, na dodatek u siebie. Nowa hala nie będzie atutem, przynajmniej na początku. Do nowego obiektu trzeba się przyzwyczaić, a to wymaga czasu.

Przewidziałem słaby sezon... Ale nie aż tak słaby, bo to zdecydowanie najgorszy w dotychczasowej historii klubu. I dobrze przewidziałem, że nowa hala nie będzie "wzmocnieniem" drużyny. Upadek takiej drużyny to tragedia, nie tylko dla szczecinian, ale także dla całej dyscypliny. Bite rekordy frekwencji, przyzwoici zawodnicy, a tu spadek... Chyba po raz pierwszy wicemistrz Polski upadł tak nisko. Pozbierają się - jeśli inni nie rozkradną im zawodników.

Wisła Krakbet Kraków - zmiana trenera, ale na pewno nie stylu. Poza tym trener z boku a nie na parkiecie. to także duży plus. Mocny, może nawet najmocniejszy skład w naszej lidze - to musi być gwarancją sukcesu. Ale tak już było wcześniej, a tylko jeden "majster" na cztery sezony. Czy "Kusiowy" potrafi lepiej gospodarzyć takim bogactwem? Zobaczymy, ale "Los Milioneiros" z Krakowa z góry są skazani na walkę o Mistrza Polski, inaczej być nie może.

Idą równo, Bondar demoluje bramkarzy, choć ostatnia porażka u siebie z Gattą zapowiada jeszcze jakieś emocje w trzech dodatkowych seriach spotkań. Trener Kusia nie jest wylewny, po prostu robi swoje. Mieli swoje słabsze chwile, ale regularnie punktują. Moim zdaniem dociągną do mety na 1. miejscu, bo sprzyja im kalendarz gier i regulamin rozgrywek.

Gatta Active Zduńska Wola - doszedł znany z trawy Adrian Budka, ale ja jestem sceptycznie nastawiony do takiego typu wzmocnień (a czasami osłabień). Mateusz Mika wrócił po kilku sezonach przerwy, ale on także nie wygląda na zbawcę Gatty. Odwieczne problemy z bramkarzami rozwiązali w ten sposób, iż mają ich 5 na 15 zawodników zgłoszonych do ligi. Ilość zamiast jakości? Przekonamy się wkrótce. Niemniej mają sporo klasowych zawodników, którzy zapewnią miejsce w czołowej szóstce, ale na medale to będzie za mało.

Co do transferów to miałem w 100% rację, ale co do pozycji w tabeli to już "fail". Szkoda, że durny regulamin ogranicza ich szanse na mistrza. Ten zespół cieszy się moją sympatią (choć bez wzajemności kilku zawodników, ale oni są od grania, a nie od kochania), bo Marcin Stanisławski poukładał zlepek indywidualności w porządny zespół. No i mają bramkarza. Darek Słowiński mocno się wyróżnia w tym sezonie i wcale bym się nie zdziwił, że doczekałby się powołania do kadry.

Clearex Chorzów - dobrze wystartowali, ale nie wróżę im wielkiego powodzenia. Od ładnych paru lat polityka oszczędnościowa, więc będą jak co roku typowym średniakiem. Skład praktycznie ten sam, doszedł tylko nowy trener. Trudno mi cokolwiek o nim powiedzieć, bo go nie znam. Może udana runda jesienna spowoduje wyciągnięcie portfela z kieszeni i wzmocnienie zespołu, aby powalczył o coś więcej niż środek tabeli.

Ha, a nie mówiłem? Kołowrotek trenerski, Lichota out, Lichota in, Miozga out, Miozga in, a w międzyczasie Tomek Ulfik. Skończyło się tym, iż były prezes Zdzisław Wolny porzucił golfa i maratony, i wrócił przejąć stery nad swoim ukochanym dzieckiem, które zeszło na złą drogę. Zawodnicy przestraszyli się widma spadku i w ostatniej chwili zaczęli robić punkty, bo inaczej legenda by upadła na kolana. Co dalej? Pewnie to samo.

GAF Jasna Gliwice - mądrze budowany klub, mądrze budowana drużyna, finansowo bez szaleństw ale stabilnie, a to najważniejsze. Doszli Tomasz Dura z Rekordu i Rafał Krzyśka z GKS Futsal Tychy. Te wzmocnienia plus skład z poprzedniego sezonu gwarantują pewną jakość i dobry poziom gry, dlatego moim zdaniem włączą się do walki o medale. Jak wygrają z nami zaległy mecz to mają dobry terminarz i mogą się wybić mocno na lidera.

Wszystko w pierwszym zdaniu to prawda, ale druga runda to dramat. Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda parkietu która mówi: "jak rozdajesz punkty na prawo i lewo, to nie oczekuj medalu". Pięć porażek z rzędu i zamiast kolorowego krążka - stara kalarepa. Roman Sowiński rwał włosy z głowy, w klubie wszystko poukładane, a wyników brak. Idą zmiany, trener już podał się do dymisji, Śmiałkowski podobno do Wisły...

AZS UG Gdańsk - taki sezon jak rok wcześniej to się już nie powtórzy. Stracili dwa filary drużyny - Burglina i Kriezela, których tak łatwo nie zastąpią. Postawili na zawodników z trawy, którzy mają dla Gdańska uratował ekstraklasę, ja jednak widzę ich jako pierwszy zespół z czwórki która będzie grać o pozostanie w lidze. Albo gramy na hali albo na trawie, bo łączeniem i graniem po dwa mecze w weekendy (albo nawet w ten sam dzień) ligi się nie zawojuje.

No właśnie, nie powtórzy się. Typowałem ich jako pierwszych kandydatów do spadku - tutaj bingo. Zawodnicy grali na hali, na trawie, na piasku - dosłownie wszędzie, dookoła Trójmiasta we wszystkich możliwych ligach orlikowo-halowych. Sto srok za jeden ogon - ostały im się tylko pióra i piękne wspomnienia. Dużo błędów organizacyjnych, choć próbowali walczyć do końca. Szkoda, bo jednak to północ, miałem blisko na mecze. Nie winiłbym tutaj akurat trenera Szymona Hartmana, ale przede wszystkim pomysł na drużynę, dla której futsal NIE jest najważniejszy. Zawodnicy dalej będą grać wszędzie, I liga będzie dużo łatwiejsza i pewnie znowu powalczą o awans. Może ciut mniej zarobią w UG, ale dalej będą zarabiać dookoła. Kibiców spadek nie zmartwił, bo jest ich niewielu. A że działacze się przejmują - co to kogo obchodzi? Szczerze współczuję Piotrkowi Walczakowi i Wojtkowi Pawickiemu, bo włożyli w to serce i duszę, a brak profesjonalizmu zabił tę drużynę. Jak poukładają klocki po futsalowemu, to będą z Pogonią się ścigać o szybki powrót do FE. Ale to są decyzje zarządu, który wreszcie musi iść po rozum do głowy, ścieżką utartą np. przez Red Dragons Pniewy. Jest z czego wybierać w Trójmieście i okolicach, wziąć zawodników, dla których futsal będzie sportem nr 1 (i jedynym) i zrobić wreszcie klub piłki halowej, a nie stu dyscyplin naraz.

Red Devils Chojnice - trudno mi jest oceniać własny zespół, ale liczę iż będziemy "czarnym koniem" rozgrywek. Do drużyny wrócili Jacek Burglin i Tomek Kriezel, doszedł ukraiński bramkarz Władysław Bondarenko. Po stronie strat trójka poznaniaków ale pozostali ściągnięci zimą Dima Charczenko i Wadim Iwanow. Skromna, 12-osobowa kadra, ale sporo doświadczenia. Jak nas ominą kontuzje to powinniśmy być w górnej części tabeli. Chyba że będziemy tracić punkty w taki frajerski sposób jak z Euromasterem u siebie...

"Czarny Koń", ha ha ha. Chyba raczej stara chabeta z wyleniałą grzywą. Ten sezon to jedno wielkie rozczarowanie, do ostatnich sekund biliśmy się o utrzymanie, zamiast o medale. Niemal każdy zawodnik grał poniżej swoich umiejętności, czterech trenerów próbowało to pozmieniać, ale udawało się jedynie zrywami. Może coś ugramy w Final Four, co może osłodzić ten bardzo gorzki sezon.

KGHM Euromaster Chrobry Głogów - dojście możnego sponsora odbiło się sporym echem, jednak te pieniądze pozwoliły przede wszystkim "przeżyć" klubowi. Są to środki na bieżące koszty, a nie na fanaberie i wielkie transfery, tak więc zespół gra w niemal niezmienionym składzie. Doświadczeni piłkarze zapewnią mu utrzymanie, ale na gra o medale to już za wysokie progi.

Tu się nie myliłem, solidny ligowiec z głogowian. Tuż poza czwórką, niewiele im zabrakło. Tak naprawdę celnego trafienia w Szczecinie pół sekundy szybciej, bo mieli lepsze bezpośrednie mecze z Red Dragonsami. Dobry sponsor może przełożyć się na dobre transfery i za rok Euromaster może włączy się do walki o coś więcej.

AZS UŚ Katowice - "Wielka Ucieczka" rok temu się udała, teraz może być nieco łatwiej. Chłopacy się ograli w FE, doszedł Błażej Korczyński, który będzie polował na bramki aby zostać "Strzelcem Królców" plus Michał Słonina, który także umie kopnąć do przodu. Jednak zbyt mało jakości w tym wszystkim, więc będzie to drugi zespół, który będzie grać o utrzymanie.

Tutaj mniej więcej przewidziałem co się stanie. "Korek" pobił rekord z dużym zapasem, w drugiej rundzie ciągnął zespół jako trener i zawodnik. Dobre transfery w zimowej przerwie wystarczyły na zapewnienie sobie utrzymania bez nerwowości w ostatnim spotkaniu. "Wielka Ucieczka część II" nie była już tak efektowna jak rok temu, ale znowu 14 z Katowic uciekła spod stryczka.

Gwiazda Ruda Śląska - po roku przerwy wrócili do Futsal Ekstraklasy. Generalnie duża niewiadoma, jest trochę doświadczonych grajków plus doszedł Patryk Szachnitowski, Piotr Bubec z Rekordu oraz podobno dobry Ukrainiec Andrij Kidanow. Typowy zespół "jo-jo", za dobry na pierwszą ligę, a często za słaby na ekstraklasę (przypomnę, iż dwa razy utrzymali się przy zielonym stoliku). Trzecia drużyna grająca o przeżycie w FE.

Tutaj podobnie, grali o utrzymanie i zapewnili je sobie dzięki porażce Pogoni w ostatnim meczu. Udana druga runda, gdzie nabili sporo punktów (15) i będą grać w barażach o utrzymanie. Tutaj nie widzę większych problemów, bo różnica jakości pomiędzy Polkowicami/Gnieznem jest spora na korzyść Gwiazdy.

Red Dragons Pniewy - nie mają nic do stracenia. Młody zespół, ale budowany stricte futsalowo. Nawet jeśli spadną, to pewnie nic się nie stanie, gdyż spokojnie i rozważnie budują klub w Pniewach. Jest sporo kibiców, a to ważne dla naszej dyscypliny. Wzmocnienia w postaci Dominika Soleckiego i Łukasza Błaszczyka na pewno są dużym plusem, ale może to być za mało. No i ewidentnie mają problem z trafieniem do bramki pomimo naprawdę dobrych okazji. Czwarty zespół broniący się przed spadkiem.

No tak, Synoradzki... Jasnowidzem to ty nie zostaniesz. Jedynie nie pomyliłem się co do formy budowy zespołu. Największe zaskoczenie in plus - i bardzo dobrze. Pełna hala, młodzi zdolni futsaliści, ambitny trener i grono działaczy, które z pustego nalało "czwórkę". Chyba nie było nikogo w Polsce, kto by postawił na to choćby złotówkę. Brawo. Brawo. Brawo.

A tak przy okazji, widział ktoś Grenia ostatnio? Na "wesołym pamiętniku" jakieś bzdury, nie ma nawet fotek ze zwiedzania B-klasowych pastwisk i wręczania starych piłek jeszcze starszym działaczom. Nasz rodzimy Nikodem Dyzma zapadł się pod ziemię, schował jak szczur w piwnicy. I chyba nikt za nim nie tęskni. Kukiz zrobił karierę w polityce, to może Greń podąży odwrotną drogą i ruszy na podbój list przebojów? (próbka wokalu). Lubi nagrywać covery, to na koniec dzisiejszego felietonu proponuję mu nagrać dwa - piosenek, które stały się istotnym elementem jego życia:

1) "kocham ciebie jak Irlandię..."
2) "Mam czyściutkie sumienie / I bilet pewny do nieba bram"


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

No i mamy "Final Four" w Chojnicach. Będzie Święto Futsalu, serdecznie zapraszam wszystkich kibiców na naszą halę, a tych co nie mogą przyjechać to przed monitory, bo telewizja internetowa KP Sport przygotuje profesjonalne relacje z kilku kamer plus studio turniejowe. Chyba że uda się załatwić TV, ale to będzie bardzo trudne na ostatnią chwilę.

A chcecie wiedzieć jak to było naprawdę? No to czytajcie - droga do przyznania nam organizacji była daleka i wyboista. Już po pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Pogonią (wygranym 6:3) sondowaliśmy temat u jednego z członków komisji futsalu, czy można starać się o organizację. Otrzymaliśmy odpowiedź, iż możemy zapomnieć o tym, bo wszystko już jest ustalone. Przyznam się szczerze, iż wzburzyło mnie to ogromnie. Nikt jeszcze nie znał składu "czwórki", a już rozdysponowano miejsce finału. No dobra, poczekałem na rewanż i kiedy w ubiegły wtorek przypieczętowaliśmy awans, to od razu napisałem zgłoszenie chęci organizacji FF w Chojnicach i wysłałem do PZPN.

A w środę włączam komputer i... co widzę? Na stronie Gatty Active na Facebooku info "Z OSTATNIEJ CHWILI FINAL FOUR W ZDUŃSKIEJ WOLI!!! 16-17 MAJA" oraz link do artykułu z lokalnego portalu  informujący o tym, iż na 100%(!!!) FF odbędzie się w tym  mieście.

Pomyślałem "no cóż, mają to niech grają". Tylko dlaczego ma być zmieniany termin, który ustalono jeszcze przed startem sezonu 2014/15? Przecież 16-17 maja gra Futsal Ekstraklasa pierwszą kolejkę z trzech dodatkowych, zwanych nie do końca prawidłowo "play offem". Zwróciłem się z prośbą do PZPN o wyjaśnienia w.w. zdarzeń, czy miejsce zostało już ustalone i czy zatwierdzono zmianę terminu.

W czwartek kluby otrzymały pismo od p. Macieja Sawickiego, sekretarza PZPN informujące, iż termin 9-10 maja jest nadal aktualny a jedynym klubem, który zwrócił się z prośbą o przyznanie organizacji jest Red Devils Futsal Club, ale można zgłaszać jeszcze kolejne aplikacje oraz przekazać swoje uwagi. Nieoficjalnie dowiedziałem się, iż działacze Gatty lobbując za zmianą terminu zgłosili się do spółki Futsal Ekstraklasa o przesunięcie dodatkowych kolejek, tak aby mieć miejsce w kalendarzu na "Final Four". Dostali pozytywną odpowiedź (dziwna sprawa, bo bez konsultacji z zainteresowanymi klubami).

Wówczas wysłałem kolejne pismo, w którym my nie wyraziliśmy zgody na zmianę daty, tym bardziej, iż jesteśmy gotowi do organizacji w pierwotnym terminie. Nie wydaje mi się, że naginanie regulaminów, zmiany terminów kolejek, wydłużenie sezonu i inne sprawy miały być jakoś uzasadnione. Dla mnie sytuacja była prosta - nie możesz zorganizować 9-10 maja, to nie kombinuj, tylko jedź tam, gdzie ktoś jest gotowy zrobić turniej. Gdyby Gatta dostała organizację w tym terminie, to nikt by nie miał pretensji, my byśmy pewnie nawet nie złożyli aplikacji. W Zduńskiej Woli halę wynajęto na lokal wyborczy wyborów prezydenckich, drugiej nie mają, to zaczęło się kombinowanie. W dodatku wszystko było dogadywane "na gębę", bo Gatta nawet nie wysłała żadnego oficjalnego zgłoszenia do Komisji Futsalu. No i skończyło się tym, iż kibice w Zduńskiej Woli mogą poczuć się oszukani, bo został im obiecany (na 100%!!! przecież) turniej z medalami ze złota, a dostaną takie z kartofla. Jak widać, nie wszyscy działacze w Polsce orientują się, iż wpływy pewnego pana w PZPN skończyły się po Irlandii.

Do tej pory bardzo często właśnie w taki sposób załatwiano wiele rzeczy w polskim futsalu, gdzie Pan i Władca jednoosobowo dyrygował całym futsalowym cyrkiem i albo skakałeś jak małpa pod jego dyktando, albo byłeś bezlitośnie wycinany. Ale czasy się zmieniają jak śpiewał Bob Dylan (tu intro z filmu "Watchmen", bardzo dobrej ekranizacji bardzo poważnego komiksu, gorąco polecam) i zanosi się na to, iż więcej takich sytuacji już w naszym futsalu nie będzie. I bardzo dobrze, bo albo będzie wreszcie normalnie, albo do końca naszych naszego życia albo naszych klubów będziemy siedzieć w głębokiej futsalowej d...

Pokrótce o lidze... Zacznę od Gatta Active - Red Devils. Moja drużyna po raz kolejny mocno zawiodła. W ogóle nasza forma wyjazdowa to jakiś żart, na 10 meczów wygraliśmy 1, zremisowaliśmy 2, ale aż 7 razy w było w czapę. Teraz podobny scenariusz, Gatta przeważała przez niemal całe spotkanie, ale gdy doszliśmy na 2:2 to mieliśmy 10 minut gry, kiedy to gospodarze rozpaczliwie się bronili. Gdybyśmy strzelili wówczas gola, to myślę, że zrobilibyśmy jakieś punkty na Gatcie. "Gdyby" - ulubione słowo polskich trenerów i działaczy :) No ale nie strzeliliśmy, to dostaliśmy trzy ciosy w ryj i pokazaliśmy podkowy w górze. Gatta zyskała bezcenne punkty i może spokojnie przygotowywać się do arcyważnego spotkania z Wisłą w Krakowie w najbliższy poniedziałek. Chyba nikogo z polskiego światka futsalu nie zabraknie przed telewizorem, bo dawno nie było takiego szlagieru.

Red Dragons - AZS UG. Nie chcę zbytnio krytykować kolegów z Gdańska, ale pozbycie się na rzecz beachsoccera i mało ważnego turnieju (nawet nie reprezentacji, a klubów!!!) trzech ważnych zawodników (Poźniak, Depta, Friszkemut) to czyste samobójstwo. Szczerze podziwiam, bo mało kogo stać na taką odwagę, aby przyłożyć sobie rewolwer do skroni. Fakt, iż ci zawodnicy jakoś dotarli do Pniew, ale zmęczenia kilkudniową grą na piasku nie dało się ukryć. Kolejny raz ciągnięcie trzech srok za jeden ogon nie wyszło Akademikom na dobre. Albo gramy na hali, albo wszędzie - ale wtedy "witaj pierwsza ligo", bez sentymentów. Patrząc na to wszystko okiem działacza, to szkoda czasu i wysiłku, a przede wszystkim pieniędzy na firmowanie takiej amatorki, bo wychodzi na to, iż jedynymi wygranymi są piłkarze. A dlaczego? Bo równo "koszą siano" - w plażówce, na trawie, w futsalu i w stu ligach orlikowo-halowych wokół Trójmiasta. Tylko kto i kiedy trenuje, aby przygotować się do dobrej gry w Futsal Ekstraklasie???

Niektórzy mogą mieć pretensje do działaczy z Pniew, iż nie wyrazili zgody na zmianę terminu. Ja się im nie dziwię, bo albo gramy poważnie w futsal albo w bierki. Jeśli gdańszczanie mieliby ważny powód - zatrucie pokarmowe, choroby zakaźne, wirus albo inny czynnik losowy to przypuszczam, iż wiele klubów by się zgodziło na zmianę terminu. Ale zmieniać wszystko, swój rytm przygotowań, plany treningowe, bo kilku chłopaków chce sobie pograć na piasku? To jakiś żart. Beachsoccer niech się opiera na zawodnikach, dla których jest to sport nr 1, a nie "pożycza" piłkarzy z innych klubów. Niektórzy się tutaj oburzą, ale np. dlaczego działacze z plażówki nie sięgną po zawodników z Legii Warszawa czy Lecha Poznań? Czy nawet z klubów I ligi na trawie? Bo tam działacze by ich wyśmiali. Kontrakt - sprawa nie do podważenia. W Red Devils wszyscy mają zapisany w kontraktach absolutny zakaz uprawiania jakichkolwiek innych dyscyplin sportowych. Płacimy za pełną dyspozycyjność do futsalu, a nie za to, że ktoś chce pograć w reprezentacji darta albo curlingu.

Wisła Krakbet - AZS UŚ. Wisełka nie miała najmniejszych problemów z pokonaniem Akademików z Uniwersytetu Śląskiego. Do przerwy 6:1, po składzie widać iż AZS nie liczył na zbyt wiele, nastawił się na wyczyszczenie kartek Piskorza i Korczyńskiego, tak aby mogli zagrać w dużo ważniejszych spotkaniach z Gwiazdą i Rekordem. Gospodarze w drugiej połowie już tylko odpoczywali, tempo było wczasowe. Gdyby obie drużyny położyły się na leżakach, to kibice by nawet tego nie zauważyli.

Clearex - Pogoń. Co tu można napisać, oba zespoły nie były zadowolone z remisu, a można powiedzieć, iż to chorzowianie na własną prośbę nie wygrali w końcówce tego spotkania. Michał Kubik w pomeczowym wywiadzie powiedział "nie udało się dzisiaj". Cóż, prawda jest taka, że nie udaje się już od ośmiu (!!!) kolejek w lidze, dodajmy do tego dwie porażki w HPP - to już prawdziwa "czarna" seria. Podobnie Clearex, tylko tutaj tylko pięć spotkań bez wygranej, ale za to pięćdziesiątpięć zmian trenera. Wrócił duet Ulfik/Miozga, który ciuła punkciki po jednym w ostatnich kolejkach. Droga żółwia, ale na razie uciekają spod topora. Pogoń nie wygrała od 400 minut, to teraz ma wygrać ostatnie 80? Bracia z północy, życzę im dobrze - byle nie naszym kosztem.

Gwiazda - GAF Jasna. Co tu dużo pisać, olewactwo obowiązków gliwiczan sięga zenitu, cztery mecze, cztery w ryj. Miały być medale, autografy, zdjęcia. A co się stało? Piękny panicz z pałacu zamienił się w zaspanego chłopa prosto z obory. Utrzymali się (prawie) w lidze, to powietrze uszło jak z przebitego balonu. Gdzieś tam w tle przewijają się podteksty o solidarności śląskiej, jaka jest prawda, to nie wiem. Frustracja narastała, 5 żółtych, 2 czerwone - to też oznaka słabości. Działacze GAF się wściekają, a piłkarze mają to gdzieś. Gospodarze zagrali z dużą werwą, mądrze taktycznie i skasowali punkty. Niedawno nikt nie dawał szans zespołowi z Rudy Śląskiej, ale wyszli z dołka i zanotowali świetną serię meczów (3 zwycięstwa z 4 ostatnich spotkań). Jeden punkcik, albo trzy i mają spokój.

Euromaster - Rekord. W tym telewizyjnym meczu do przerwy sporo nudy, po wznowieniu gry Głogów wyszedł na 2:0, ale natychmiast Paweł Machura, bardzo głodny gry po długiej przerwie dał bramkę na kontakt. Piłkarze gospodarzy wyczuli, iż pojawiła się szansa gry o medal, ale przysnęli w końcówce, kiedy Janovsky doprowadził do remisu na 16 sekund przed syreną. Rekord zachował w miarę bezpieczną różnicę punktów, ale młode "Smoki" z Pniew depczą im po palcach przypalając ogniem z pyska.

Tyle o lidze, jeszcze info z ostatniej chwili - dzisiaj zarząd naszego klubu miał spotkanie ze sztabem trenerskim, a przede wszystkim z trenerem Andrijem Łuciwem. Działacze zażądali wyjaśnień, dlaczego pomimo stworzenia bardzo komfortowych warunków do uprawiania futsalu, regularnych wypłat i wielu innych spraw, które są profesjonalnie przygotowane, nie ma wyników sportowych w lidze. Wyniki są skrajnie niezadowalające, zdobyliśmy zaledwie jeden punkt w czterech ostatnich meczach, na dodatek grając m.in. z zespołami z ostatnich miejsc tabeli. Po wysłuchaniu trenera i dyskusji wewnątrz zarządu jednogłośnie podjęliśmy decyzję, iż zakończymy współpracę z Andrijem Łuciwem ze skutkiem natychmiastowym. Uznaliśmy, iż w tym momencie najlepszą decyzją dla naszego klubu będzie zmiana na stanowisku trenera. Jednocześnie przegłosowaliśmy uchwałę, iż zatrudnimy nowego szkoleniowca, z którym od dwóch dni rozmawialiśmy na temat podjęcia pracy w Red Devils.



W czwartek na zajęciach ma się pojawić doskonale znany w Polsce Vlastimil Bartosek (51 lat), który m.in. prowadził przez ponad trzy lata reprezentację Polski, a ostatnio Tango Brno. Szkoleniowiec jest także asystentem trenera Tomasa Neumanna w reprezentacji Czech. Zadanie ma proste, a zarazem trudne - utrzymać zespół w lidze i powalczyć o jak najlepszy wynik w Final Four HPP. A tu ostatni wywiad Bartoska sprzed pół roku.

A jeszcze na koniec TOP3 największych rozczarowań bieżącego sezonu, choć jeszcze się nie skończył, ale już powoli można podsumować drużyny:

1Pogoń ’04 Szczecin - bezapelacyjnie za zjazd z vice mistrzostwa Polski na pozycję spadkową. Jeszcze mogą się wygrzebać, jeszcze dyszą, ale seria 10 spotkań bez wygranej nie wróży specjalnie powodzenia przed dwoma ostatnimi meczami.

2Red Devils Chojnice - wybujałe ambicje, w klubie wszystko doskonale zorganizowane, a wyniki jak na drużynę amatorów przystało. Cóż, wypada schować głowę głęboko w piasek, przeprosić kibiców za dotychczasowe mecze. Można się jeszcze zrehabilitować w HPP, albo spaść kompletnie w przepaść czyli do I ligi... Do tego karuzela trenerska, choć na usprawiedliwienie dodam, iż w trakcie sezonu szukaliśmy właściwych rozwiązań, ale wszyscy klasowi trenerzy mają robotę i nie było możliwości zatrudnienia "od zaraz".

3GAF Jasna - jeden z głównych pretendentów do walki o medale, ale druga runda wprost tragiczna. Sześć porażek w dziewięciu spotkaniach, zamiast krążka - środek tabeli albo nawet słabiej. Brakiem Kiełpińskiego nie można tłumaczyć wszystkiego, to nie była jednoosobowa orkiestra.

Dodam do tego TOP3 największych może nie niespodzianek, ale po prostu solidności w lidze:

1Red Dragons Pniewy - skazywani na automatyczny spadek, są o krok od medalu. Znakomita forma w domu (druga w lidze), znakomita gra w defensywie (druga w lidze). Bez gwiazd (no, oprócz Soleckiego i Foltyna), ale znakomicie poukładani taktycznie. W Pniewach czołówka pogubiła punkty, w pierwszej rundzie można to kłaść na karb lekceważenia, ale w drugiej to już bez takich głupich tłumaczeń ograli dobre zespoły.

2Gatta Active Zduńska Wola - zawsze mieli dobry zespół, ale zawsze brakowało tego "czegoś", aby powalczyć o najwyższe miejsca. Bardzo dobrą decyzją było włączenie Marcina Stanisławskiego do sztabu trenerskiego, no i wreszcie mają bramkarza Darka Słowińskiego (najmniej straconych bramek w lidze), który zapewnił spokój w tyłach.

3AZS UŚ Katowice - jeśli się utrzymają. Po bardzo słabej pierwszej rundzie, gdzie byli skazywani na spadek, po przyjściu trenera Błażeja Korczyńskiego odzyskali wigor i kręcą film "Wielka Ucieczka część druga". Przypomnijmy, iż rok temu dopiero w ostatnich sekundach ligi zapewnili sobie utrzymanie. Jak "Korek" ich utrzyma w lidze, to postawią mu pomnik z czekolady. Drugi, bo pierwszy mu się należy za rekord strzelecki ligi.

Najbliższe dwa tygodnie zweryfikują moje typy, sam jestem ciekawy jak to się zakończy…

A ja wkrótce wybieram się na wakacje, zastanawiam się tylko czy na Greńlandię czy może do Greńoble... Hmm, może jednak Glasgow, a jak Glasgow to Ibrox Park. "The Gers" mnie oczekują, wkrótce play off i trzeba wrócić na swoje miejsce, do Scottish Premier League!!! Zawsze fajnie będzie znowu zaśpiewać "Follow Follow, We Will Follow Rangers".

Jedni wolą pod palmę, a ja wolę zwiedzać stadiony świata. No i muzea oraz zabytki, bo jestem człowiekiem renesansu :) Ups, jeden już taki był ale zamiast wybrać się na Drimnagh Castle chował się pod Aviva Stadium... Obym ja tak nie skończył. See you next week lads :)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj rozpocznę może od świeżej sprawy, czyli ćwierćfinałowych rewanżów Halowego Pucharu Polski. Po pierwszych meczach trudno było się spodziewać wielkich niespodzianek, kto miał awansować ten awansował.

Rewanże rozpoczęliśmy meczem w Szczecinie. Kubik pauzował za kartki, Tubacki - kontuzja, to już na starcie mieliśmy lekką przewagę, gdyż szczecińskie strzelby nie zostały nabite. Nasz trener także nie miał wielkiego pola do wyboru, kontuzjowani Charczenko i Sundiejew nie pojechali na mecz, a dzięki temu okazję do pełnego debiutu miał wreszcie Patryk Kubiszewski, który zaprezentował się całkiem przyzwoicie. To młody chłopak z armatą w lewej nodze, który rozpoczął treningi w trakcie sezonu. Dobra, wracamy do meczu. Pogoń od początku wykazywała się inicjatywą w grze ofensywnej, my wiadomo, że nastawiliśmy się na solidną obronę mając zaliczkę trzech goli. Zamurowaliśmy dostęp do naszej bramki, a gospodarze bili głową w żelazny mur. W drugiej połowie wycofali bramkarza, ale nie potrafili stworzyć dobrej sytuacji, z kolei my kilkukrotnie przejęliśmy piłkę, ale nasi piłkarze mylili się o centymetry. W końcówce Andrij Łuciw wykorzystał moment zawahania i sprytnym lobem trafił do pustaka i ustalił wynik meczu. "Portowcy" niezbyt się tym zmartwili. Widać, że im zupełnie inne myśli i cele chodzą po głowie. My zrobiliśmy swoje, teraz będziemy się starać o organizację turnieju Final Four w Chojnicach. Jedno jest pewne - trybuny wypełniłby się do ostatniego miejsca, atmosfera byłaby znakomita, prawdziwe futsalowe święto!!!

W innych spotkaniach Gatta Active na dużym luzie pokonała AZS UŚ z Katowic 7:3. Warto pochwalić Mariusza Milewskiego, który zdobył hat-tricka. To jeden z najlepszych strzelców z dystansu, ułożona lewa noga i piłeczka leci jak po sznurku.

Wisła długo się męczyła z Euromasterem, który niespodziewanie do przerwy prowadził w Krakowie 2:1. Potem gospodarze się obudzili i wyszli na prowadzenie, ale gdyby Łukasz Pieczyński przytrzymał nerwy na wodzy i nie wdał się w końcówce w przepychanki z Ricardinho, otrzymując drugą żółtą kartkę, to jeszcze goście by mieli jakieś szanse na remis dający awans. Niestety, "Karaś" zszedł na niecałe 4 minuty przed końcem, to pomimo zdobycia jednego gola głogowianom dwie minuty gry "uciekły".

Pisząc ten felieton oglądałem jeszcze mecz Rekordu z Gwiazdą. Skończyło się na 8:6. Zrobili sobie chłopaki w środę strzelaninę z ligi środowiskowej. W finałach mamy czołową trójkę z tabeli plus chimeryczny zespół "Czerwonych Diabłów". Z całą trójką w lidze graliśmy bardzo wyrównane mecze, tak więc turniej Final Four zapowiada się bardzo, ale to bardzo atrakcyjnie.

Liga nabiera tempa, nerwowo jest jeszcze w sześciu miastach, bo bariera 26 punktów powinna zapewnić już utrzymanie. Kolejna kolejka FE i kolejne niespodzianki. Albo to już nie są niespodzianki, tylko konsekwencja gry z nożem na gardle.

Liga rozpoczęła się nietypowo, gdyż już w czwartek. Kiedy Gatta objęła prowadzenie w Katowicach 2:0 w 26. minucie meczu wydawało się, iż Krawczyk i spółka nie wypuszczą tego zwycięstwa z zębów. Ale po raz kolejny katowiczanie pokazali olbrzymią wolę walki. W ciągu dwóch minut doprowadzili do remisu. W końcówce Marcin Stanisławski postawił wszystko na jedną kartę wycofując bramkarza, ale skończyło się to tym, iż Korczyński już po raz kolejny dał trzy punkty "Akademikom". Ponownie Rafał Krzyśka dokonywał cudów w bramce, dwa PRzK wybronione i sto innych sytuacji. Ta "Wielka Ucieczka część II" naprawdę się może udać.

Pogoń w kolejnym meczu "kolejnej szansy" kolejny raz nie wykorzystała okazji, aby odbić się od dna. Znali już wynik katowiczan, grali na hali przy ul. Twardowskiego, gdzie trenują, ale i to było za mało. W ciągu pierwszych siedmiu minut dostali dwa ciosy w ryło i już się nie podnieśli. Dragonsi wygrali, znowu bramkarz Pogoni podarował gola rywalom. Nie będę się powtarzać, co tydzień pisząc to samo. Jeśli "Portowcy" nie wygrają teraz na Clearexie, to spadną z tej ligi. A co do Pniew - kto przed sezonem by się założył, że w 19. kolejce zapewnią sobie utrzymanie, ba - powalczą w czołowej czwórce??? Przypuszczam, że nikt.

Gwiazda dobrze weszła w mecz z Euromasterem, pomimo straty pierwszego gola wyszli na prowadzenie 3:1 i już było miło na Halembie. Potem nastąpiła wymiana ciosów, którą zakończyły gole oldtimera Darka Pieczyńskiego i Mateusza Niedźwiedzia w ostatnich dwóch minutach spotkania. To pozwoliło odetchnąć nieco głogowianom, a Gwiazda nadal okupuje miejsce barażowe, choć swoją postawą zasługiwali na co najmniej jeden punkt.

My w Gdańsku... Spuśćmy może zasłonę miłosierdzia. Pierwsza porażka z "Akademikami", może chociaż im się przyda w walce o utrzymanie. Uniwerek nie zagrał wielkiego meczu, rzekłbym nawet iż taktycznie to była surowizna, ale w tym dniu starczyło na "Czerwonych Diabłów", którym utemperowali rogi. Po porażkach często trenerzy, działacze, piłkarze narzekają na mityczną "nieskuteczność". My zagraliśmy tak, iż tą nieskuteczność należy pomnożyć x 10, aby mieć obraz przebiegu spotkania. Sobański strzelił piękną bramkę po indywidualnej akcji, ale potem mając pustą bramkę kilkukrotnie nie wiedział jak do niej trafić. Podobnie inni zawodnicy, którzy mieli rozstrzał "od chorągiewki do chorągiewki". Gdyby Gonda zszedł z bramki i poszedł na kawę do automatu - wynik byłby taki sam. Wycofaliśmy bramkarza, stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, ale co z tego. Potrzebujemy punktów, a teraz jedziemy na Gattę i na pewno nie będzie tak łatwo stworzyć okazje bramkowe jak w Gdańsku. Do tego nasza forma wyjazdowa jest tragiczna, zaledwie jedno zwycięstwo w dziewięciu rozegranych meczach. Indolencja strzelecka przekroczyła wszelkie normy. Głównie radykalna eliminacja nieskuteczności to okoliczność, którą ukraiński trener Andrij skutecznie może poprawić wyniki zespołu.

Rekord zgubił punkty i trenera w meczu z Clearexem. Chorzowianie wreszcie coś ugrali, bo do tego meczu nagłówki gazet były wypełnione doniesieniami o kolejnym losowaniu trenera. U gospodarzy Adama Krygera zastąpi Andrzej Szłapa, w Chorzowie z kolei Tomasz Ulfik ponownie zasiadł na ławce trenerskiej, tym razem wspierany przez prezesa Zdzisława Wolnego, który wziął sprawy w swoje ręce. Trzeba ratować swoje dziecko, już 20-letnie. Gdy Franz zdobył gola na 2:1 w 37. minucie spotkania, wydawać się mogło, iż fatum kolejny raz dosięgnie Clearex. Po kilku meczach przerwy powrócił Mirosław Miozga i to właśnie po jego strzale Rabczak uratował bezcenny punkt na zaledwie dwie sekundy przed końcem czasu. Rekord gubi się kolejny raz, chyba już się pogodzili, iż ten sezon można spisać na straty. Przy takiej dalszej grze to nawet medalu może nie być, chyba dlatego nastąpiła zmiana trenera.

GAF Jasna - Wisła Krakbet. Zadanie wykonanie, kolejny krok w stronę mistrzostwa. Gliwiczanie wymieniali się ciosami, nie zagrali złego spotkania, ale byli o wiele mniej skuteczni niż rywale i dlatego przegrali ten mecz. Sam Mizgajski trzykrotnie obijał słupek, a to przecież nie jest gol. Mistrza poznaje się po tym, że gra przeciętnie i potrafi wygrywać takie spotkania, Ukraińcy załatwili trzy punkty po pięknych strzałach pod poprzeczkę bramki GAF-u. Wisła pewnie zmierza do celu, choć prawdopodobnie utracili Morawskiego na pewien czas, a to ważne ogniwo w krakowskiej układance...

Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Najciekawszym meczem jest spotkanie w Chorzowie pomiędzy Clearexem a Pogonią i moim zdaniem takie spotkanie powinno być w telewizji, a nie mecz "o nic" w Głogowie. Kto dobiera takie mecze? Nie wiem czy w ogóle włączę telewizor, bo flaki z olejem to serwuję na kolację moim wrogom.

A dzisiaj chciałbym się zająć krótką analizą tzw. "grających trenerów". W przeszłości Klaudiusz Hirsch prowadził przez długie lata w taki sposób zespół Akademii, ale sukcesy (trzy mistrzostwa Polski z rzędu) osiągnął, kiedy praktycznie przestał grać, a zajął się wyłącznie trenerką.

Następny przykład - Rafał Krzyśka - był grającym trenerem w Gwieździe Ruda Śląska (tam także kierowcą, masażystą i kierownikiem) oraz w GKS Futsal Tychy. Dwukrotnie spadł z ligi, ale było to też związane z brakiem wysokiej klasy zawodników i brakami organizacyjnymi w tych klubach.

U nas wcześniej, w sezonie 2009/10 Artur Chrzonowski (w I lidze) także grał i prowadził zespół, ale poziom niżej, to nie ukrywajmy - jest dużo łatwiej, zwłaszcza jak się ma ekipę samograj (156 goli strzelonych przez drużynę, bez porażki w całym sezonie).

W bieżącym sezonie mamy aż pięciu grających trenerów, więc jest to dosyć mocny trend: Marcin Stanisławski w Gatcie Active Zduńska Wola, Błażej Korczyński w AZS UŚ Katowice, Łukasz Frajtag w Red Dragons Pniewy, Łukasz Żebrowski w Pogoni ’04 Szczecin i Andrij Łuciw w Red Devils Chojnice.

Połowiczne role spełniają Andrzej Szłapa w Rekordzie Bielsko Biała i Tomasz Ulfik w Clearexie, bo są zgłoszeni do rozgrywek i wcześniej występowali w roli grających asystentów, ale w momencie objęcia fotela pierwszego trenera prawdopodobnie zrezygnują z gry na parkiecie.

Jak doskonale widać, oferta prowadzenia drużyny w pierwszej kolejności jest kierowana do zawodnika, który grał bądź nadal gra w zespole. Z jednej strony to pozytywny trend, bo drużynę przejmuje osoba, która już zna zawodników, ma doświadczenie i wie co w trawie piszczy. Ale z drugiej strony brakuje efektu tzw. "nowej miotły", która często powoduje (choć zdarza się, iż krótkotrwały) efekt poprawy wyników sportowych.

Mamy do oceny pięciu grających trenerów, a niżej mój prywatny ranking (na obecną chwilę):
1 Błażej Korczyński - rozpoczął karierę trenerską jeszcze jako zawodnik PA Nova Gliwice, gdzie prowadząc zespół wraz Romanem Sowińskim zdobył mistrzostwo Polski. "Korek" prowadził treningi, ale w meczu, kiedy grał, to Sowiński kierował drużyną. Potem nastąpiła trzyletnia, mocno średnia przygoda z Wisłą. Mając super ekipę i wszystko, czego tylko zapragnął, zdobył tylko jednego "majstra". I to po wygraniu dwukrotnie po rzutach karnych z moim Red Devils, gdzie byliśmy osłabieni brakiem Wadima Iwanowa i Jacka Burglina, co nie przeszkodziło nam toczyć wyrównanych bojów w finałach play off. Ostatni sezon w Krakowie to już "zjazd", także w roli zawodnika, kiedy zdarzało mu się zawalić mecze. Trzecie miejsce to tragedia, nic dziwnego, iż Piotr Wawro zdecydował się na zmianę trenera i koncepcji, bo przecież Krzysztof Kusia porzucił granie na rzecz trenerki.

Teraz Błażej zajął się od początku drugiej rundy prowadzeniem drużyny AZS Uniwersytet Śląski. Pomaga mu Rafał Janke, który był także w sztabie Korczyńskiego w Wiśle Krakbet. Wypożyczył dwóch zawodników z GAF Jasna i kompletnie odmienił zespół, który był na miejscu spadkowym z 8 punktami na koncie. A teraz mają 22 sztuki, z ośmiu meczów wygrali aż pięć i uciekli ze strefy barażowo-spadkowej. Liga jeszcze się nie skończyła i trudno uznać w tym momencie, czy Błażej utrzyma zespół, ale myślę że kompletnie odmieniając oblicze katowiczan już go można ocenić jako trenera na duży plus. Jako zawodnik także jest niezastąpiony, strzelił wiele ważnych bramek dających punkty, tak więc tutaj ocena podwójnie pozytywna.

2 Łukasz Frajtag - tego się chyba nikt nie spodziewał, iż z bandy młodych chłopaków zrobi zespół, który praktycznie utrzymał się w lidze. Tam jest "chemia" w drużynie, chcą umierać na parkiecie jeden za drugiego. I na pewno jest to wpływ Łukasza na zespół. Zrobić coś niemal z niczego, być skazanym na pożarcie, a być jedynym w całej lidze zespołem, który we własnej hali odprawił bez punktów wszystkich medalistów zeszłego sezonu - to naprawdę wielki wyczyn. Gra w niczym nie przeszkadza, chyba mają już wszystko wcześniej ustalone i w trakcie meczu nie trzeba robić wielkich korekt. A jako zawodnik także strzela bramki, asystuje, tak więc jest silnym punktem zespołu.

3 Marcin Stanisławski. Wcześniej oficjalnym trenerem był Wojciech Sopur, który nadal jest wpisywany w protokole jako "pierwszy", ale treningi prowadzi "Mały". W meczach na ławce pomaga mu Sopur, ale nie jest zbyt aktywny, zespołem kieruje Stanisławski. No i jako zawodnik Marcin daje bardzo wiele na parkiecie, trudno sobie wyobrazić, aby jego zabrakło w składzie meczowym. Jak widać po wynikach, pomimo skromnej kadry Gatta nadal liczy się w walce o Mistrza Polski, a już na pewno gra o medal, więc eksperyment można uznać za udany. Choć tak samo jak w przypadku opisywanego poniżej Korczyńskiego podsumować będzie można po zakończeniu ligi.

4 Andrij Łuciw - niewygodnie mi w tym momencie oceniać własnego trenera, ale pokrótce spróbuję. Zaczął źle, od remisu i dwóch porażek, gdzie tak naprawdę na własne życzenie straciliśmy punkty w Głogowie i Chojnicach. Następnie wygrał z Wisłą i Gwiazdą, ale w kolejnych spotkaniach z Rekordem i Pogonią zespół zgubił punkty w ostatnich kilkudziesięciu sekundach meczu. No i ta ostatnia porażka z Gdańskiem... Jak widzimy jest duża sinusoida wyników "Andrzeja". Zaczął słabo, potem jak zaczął występować na parkiecie, to wyniki poprawiły się, gdyż w międzyczasie zanotował serię trzech zwycięstw z rzędu w rozgrywkach Halowego Pucharu Polski. Ma zadanie utrzymać się w lidze (choć przy serii zwycięstw można jeszcze zagrać w "czwórce" - pojeb.... jest ta liga w tym sezonie) i powalczyć o Puchar Polski. Na razie wszystko jest w "toku". Teoretycznie wystarczy wygrać jeden mecz w lidze i można się skoncentrować na HPP. Jako zawodnik wprowadził dużo spokoju w "tyłach", bazuje na doświadczeniu, ale też potrafi strzelać ważne bramki. No i do tego ma asystenta i trenera bramkarzy Marka Szanka, który dowodzi zespołem podczas kiedy Andrij jest na parkiecie.

5 Łukasz Żebrowski - niestety, w obecnej chwili nie można okresu jego trenerki uznać na pozytywny. Zespół Pogoni wygląda na zupełnie rozbity, zwłaszcza pod względem psychicznym. Zawodnicy łatwo tracą kontrolę nad sobą i przebiegiem spotkania. Nieprzypadkowo mają największą liczbę straconych bramek - wygrali tylko raz na ostatnie osiem meczów ligowych, do tego jeszcze dwie porażki w HPP z Red Devils. Łukasz w pierwszej rundzie nie grał, dopiero jak sytuacja stała się dramatyczna, to włączył się do gry. Tutaj można uznać, iż jest wzmocnieniem zespołu, gdyż wprowadził trochę porządku w pełną bałaganu grę "Portowców". Czy to się uda? Przekonamy się niedługo.

Ale opcja grającego trenera wskazuje na jedno - wszystko jest zależne od kasy. Jeśli Katowice, Zduńska Wola, Pniewy, Szczecin, Chojnice miały tyle pieniędzy, aby zatrudnić fachowego trenera lub pozyskać zawodnika wysokiej klasy (a każdego z w.w. w roli zawodnika można oceniać jako silny punkt zespołu), to każda z tych osób by mogła się skoncentrować wyłącznie na jednym zadaniu.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN

Felieton niestety znowu z opóźnieniem, ale po prostu nie miałem ani jednej wolnej chwili, aby wcześniej napisać. We wtorek cały dzień w Warszawie, środa bieganie po konsulatach Rosji i Białorusi w Gdańsku (wizy dla moich kierowców), dopiero w czwartek miałem czas aby usiąść i podzielić się moimi wrażeniami z dwóch wydarzeń ze stolicy, w tym z jednego naprawdę epokowego.

Do Warszawy wyruszyłem z samego rana, ale dzięki autostradzie w ciągu 3h dotarłem do tego miasta. Dobrze, że nie trafiłem na patrole, bo mój przyjazd mógłby się mocno opóźnić, no i nadszarpnąć budżet. Ale się udało i dzięki temu stać było mnie na piłkarski obiad czyli "dwa bułki i jeden kiełbas".

Na zebranie w Sheratonie stawiło się 32 prezesów z 90 klubów futsalowych istniejących w Polsce. Na cały inwentarz składają się kluby FE, I i II ligi oraz kluby prowadzące drużyny młodzieżowe i kobiece. W związku z niską frekwencją zebranie odbyło się w drugim terminie. Miał się stawić przewodniczący Komisji Futsalu Kazimierz Greń i wygłosić referat podsumowujący pracę KF, jednak z "przyczyn osobistych" - jak to przedstawił vice przewodniczący Bogdan Duraj - nie stawił się. Wzbudziło to niemałą konsternację, bo wielu było ciekawych raportu - przede wszystkim z nieudanych eliminacji do ME w Krośnie i spraw związanych z posadą trenera. Nie pierwszy raz w tym dniu Greń uniknął pytań.

Głównym punktem był wybór delegatów futsalu na walny zjazd sprawozdawczy PZPN. Zgłoszono trzech kandydatów: Grzegorza Morkisa (GKS Futsal Tychy), Arkadiusza Grzywaczewskiego (Gwiazda Ruda Śląska) i Bogdana Duraja (delegata z... Gatty Active Zduńska Wola). Patrząc na spory kontyngent działaczy ze Śląska i Podkarpacia można było się spodziewać, iż zostaną przeforsowane kandydatury członków komisji futsalu. Ale tu nastąpiła pierwsza niespodzianka, delegatami zostali Morkis i Grzywaczewski, a Duraj otrzymał tylko 12 głosów na 32 możliwe.

Następnie głosowano wybór zastępców delegatów. Zostały zgłoszone kandydatury Anny Straszewskiej (Hurtap Łęczyca), ponownie Bogdana Duraja oraz... mojej osoby. Generalnie zdaję sobie sprawę, iż głos delegatów ze środowiska futsalu na zjeździe całego PZPN jest głosem wołającego na puszczy, ale zgodziłem się na moją kandydaturę z czystej ciekawości, jak środowisko zareaguje na moją osobę. Do tej pory nie działałem szeroko w polskim futsalu, skupiając się na pracy we własnym klubie. Okazało się, iż chyba "fejm" felietonisty dał efekt w postaci przyznanych głosów. W pierwszym głosowaniu pani Anna dostała 22 głosy, a ja wraz z panem Bogdanem po 15. Nastąpiła dogrywka, w której mieliśmy ponownie remis (po 14 głosów). Wówczas zaproponowałem sekretarzowi oraz mojemu koledze z Chojnic rzut monetą w celu rozstrzygnięcia, ale niestety to nie było zgodne z regulaminem. Nastąpiła druga dogrywka i tutaj wszystko rozstrzygnęło się na moją korzyść, stosunkiem głosów 16:12. Ucieszył mnie fakt, że środowisko mnie poparło - widać moje postulaty zmian wspominane w felietonach zyskują akceptację i budzą zainteresowanie. To mały sukces, ale jeśli ma być początkiem zmian na lepsze w polskim futsalu, to wypada się z tego cieszyć.

Kto czyta moje felietony, to wie, iż mam kilka ciekawych pomysłów na rozwój piłki halowej, począwszy od kadr wojewódzkich po reprezentację. Zobaczymy, czy w najbliższej przyszłości nastąpią jakieś zmiany i czy moje propozycje zyskają posłuch i poklask.

Drugi punkt wizytacji stolicy to hotel Ibis, mieszczący się naprzeciwko siedziby PZPN. Tam odbyła się konferencja, a raczej hucpa Kazimierza Grenia... Kto nie widział tego "cyrku", to może obejrzeć na Youtube. Małe pomieszczenie, a ludzi ponad setka. Z racji tego, iż z kolegami z klubów FE czekaliśmy dosyć długo na obiad, to wpadliśmy na konferencję w chwili rozpoczęcia. Tłum był tak duży, że musieliśmy zostać na korytarzu i przez otwarte drzwi przysłuchiwać się tekstom, które czytał Greń z ekranu. Raz sprzęt się zaciął, tak samo pan Kazimierz. Widocznie nie mógł wyjść poza ramy ustalonego tekstu improwizując wypowiedzi, a szkoda. Zauważyć można było kwiat dziennikarstwa sportowego, tuż obok mnie stał Dariusz Tuzimek - ostatnio redaktor w Onet Sport - i Adam Godlewski z tygodnika "Piłka Nożna", ale wewnątrz sali była cała czołówka znana z twórczości twitterowej. Zresztą właśnie tam można było śledzić na żywo komentarze w tonacji mocno szyderczej.

A główny bohater zgodnie z przewidywaniami przedstawił teorię spiskową mocno rywalizującą z historycznym spiskiem na życie prezydenta Johna F. Kennedy’ego, plus efektowną prezentację garderoby. Zresztą ten pokaz konfekcji był motywem przewodnim relacji różnych mediów. Fakt: Greń pokazał portki i uciekł, Radio Zet: Działacz pokazał spodnie, igol.pl: Przegląd szafy, pytania o kolory i czytanie z PowerPointa, a Polsat Sport: Grenia teoria chaosu.

Przez całą konferencję prowadzący spychał pytania dziennikarzy na później. Gdy konfa się zakończyła, Greń bez słowa ewakuował się z sali. Niestety, ważne pytania zawisły w powietrzu. Także te związane z futsalem m.in. przyszłością trenera Andrei Bucciola.

Stojąca obok mnie reporterka telewizyjna w relacji na żywo z wrażenia wspomniała o Kazimierzu... Deynie. Gdy zwróciłem jej delikatnie uwagę, iż chyba nastąpiła mała pomyłka, to operator kamery odpowiedział "wybacz, to jej pierwszy raz". Dziewczę spłonęło rumieńcem, no cóż - ja w takim debiucie pewnie też bym pomylił :) Więcej nie ma co pisać, chyba każdy widział ten "One Man Show". Ktoś się poważnie ośmieszył i nie byłem to ja.

A teraz o lidze. W pierwszej rundzie na łamach naszego portalu pojawiały się felietony, które opisywały przebieg meczów. Tego teraz zabrakło, to ja postanowiłem regularnie oceniać wszystkie spotkania bieżącej kolejki. Liga w tym sezonie lubi nas wszystkich zaskakiwać. Faworyci zgodnie wygrywają, ale to co się dzieje na dole, tego nie jest w stanie przewidzieć nikt. Pozostały cztery kolejki spotkań, a tak naprawdę aż OSIEM zespołów może spaść z ligi.

Zaczęliśmy w Chojnicach meczem RD - Pogoń. Mecz toczył się raczej w świątecznej atmosferze, zwłaszcza do przerwy, kiedy wykopaliśmy obie bramki i skończyło się 0:0. W drugiej połowie w ciągu minuty padły trzy gole. Najpierw Iwanow trafił w okienko Kubraka, ale szybko Szamotij doprowadził do wyrównania. Potem po ładnej akcji najpierw Łuciw trafił w poprzeczkę, a skutecznie dobił Charczenko. Pogoń rzuciła się do ataku, a my nastawiliśmy się na grę z kontry. Najpierw Sobański w sytuacji sam na sam strzelił w Kubraka, potem uderzenie Tomka Kriezel z linii bramkowej wybił Żebrowski. Pogoń wycofała bramkarza i na kilkadziesiąt sekund przed końcem Szamotij zdobył gola dającego jeden punkt. My ponownie w ostatniej minucie tracimy punkty, wydaje się iż dwa razy lepiej mógł interweniować nasz bramkarz. Ale nie ma co gdybać, wynik można uznać za sprawiedliwy.

A w Pniewach ostra strzelanina. Ostatnia taka w Wielkopolsce miała miejsce, kiedy mafiozi walczyli o wpływy w burdelach, trup padał gęsto. Tutaj było podobnie. Gospodarze szybko objęli prowadzenie, ale Rekordziści po uderzeniu z rzutu wolnego Ukraińca Kameko doprowadzili do remisu. A potem ruszyła pniewska nawałnica. Mistrz Polski raz po raz nadziewał się na szybkie kontry młodego zespołu Czerwonych Smoków. W 25. minucie było już 5:1 dla gospodarzy, którzy jednak postanowili też dać coś od siebie i sprezentowali rywalom dwa gole samobójcze, przeplecione trafieniem Pawła Machury. 5:4 na 3 minuty przed końcem zapowiadało bardzo nerwową końcówkę. Rekord grał z wycofanym, co skrzętnie wykorzystał Adrian Skrzypek. Rekord odpowiedział jeszcze drugim golem Machury, ale gospodarzy wytrzymali napór i po raz kolejny w meczu u siebie pokonali faworyta. Spojrzałem w tabelę meczów u siebie - Red Dragons na drugim miejscu, tuż za Wisłą Krakbet. To nie przypadek, iż w Twierdzy Pniewy tak dużo zespołów gubi punkty. A Rekord definitywnie pozbawił się szans na inny medal niż brązowy.

Wisła Krakbet - KGHM Euromaster. Mecz bez historii, mocno osłabiony brakiem pauzujących zawodników zespół z Głogowa nie sprostał liderowi tabeli. Zawodnicy Wisły nie musieli się nawet zbytnio wysilać, cały mecz mieli pod kontrolą i spokojnie skasowali trzy punkty.

Gatta Active - AZS UG. Gdańszczanie mając brzytwę już blisko szyi pojechali do wicelidera z myślą o wywiezieniu punktów. Ale z taką grą w defensywie to jedyne, co mogli przywieźć ze Zduńskiej Woli, to ciasto na wynos z pobliskiej cukierni. W meczu była wymiana ciosów, ale gospodarze niemal cały czas zachowywali bezpieczny dystans dwóch bramek różnicy. Skutecznością popisał się blisko 40-letni Tomasz Broner, zaliczając hat-tricka, co również udało się Danielowi Krawczykowi. "Krawiec" dzięki skuteczności w ostatnich kolejkach wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców i ma już 20 trafień.

AZS UŚ - GAF Jasna. Mecz z dużymi podtekstami, katowiczanie zdecydowali się wbrew zakazowi z umowy transferowej wystawić Tomasza Szczurka wypożyczonego właśnie z Gliwic. Oficjalnie z powodu sporej ilości pauzujących za kartki zawodników. Do przerwy prowadzili faworyci, czyli goście po golu Mizgajskiego. Tuż po wznowieniu drugiej połowy po raz pierwszy zabłysnął Błażej Korczyński, absolutnie fantastycznym technicznym uderzeniem lobując z bliska Michała Widucha. Gliwiczanie szybko zaatakowali i po golach Dewuckiego i Pautiaka wyszli na prowadzenie 3:1. Jak wyszli, tak stanęli. Ostatnie 10 minut należało do gospodarzy, którzy jak rok temu w końcówce ligi walczą o życie i wypruwają flaki na parkiecie. Najpierw Piskorz, a potem dwukrotnie Korczyński trafiali do siatki z sąsiedniego miasta. Bezcenne punkty zostały w Katowicach, a Gliwice oddaliły się od wymarzonego brązowego medalu. Po spotkaniu działacze GAF zastanawiali się nad złożeniem protestu, ale z powodów formalnych (mało precyzyjny zapis w umowie) postanowili odstąpić od wyciągnięcia konsekwencji za występ Szczurka. Krótko mówiąc, wszystko zostało w rodzinie.

Telewizyjny mecz nie zachwycił poziomem. Gwiazda tradycyjnie w drugiej rundzie rozgrywek ograła Clearex, choć tym razem musiała się nieźle wysilić. W poprzednich sezonach to raczej chorzowianie swobodnie rozdawali swoim pobratymców punkty, kiedy były im bardzo potrzebne. Tym razem sami musieli walczyć o życie, bo ich forma jest najgorsza z najgorszych. Długie pasmo porażek, trzeba zacząć martwić się o byt. Tym spotkaniem po raz drugi z Cleareksem pożegnał się trener Adam Lichota. Podobno sam prezes Zdzisław Wolny zdecydował się zostać "ratownikiem" w ostatnich meczach, z pomocą brata Tadeusza. Zobaczymy, na ile duet braci Wolnych zmobilizuje zespół do lepszej gry. Gwiazda z kolei złapała wiatr w żagle i punktuje. Mają teraz u siebie Euromastera i myślę, że gdybym obstawiał zakłady, to warto by było dać w tym meczu "jedynkę".

Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Derby Pomorza w Gdańsku, a Pogoń gości Red Dragonsów. Te dwa niezwykle kluczowe dla układu tabeli spotkania na pewno wzbudzą wiele emocji zarówno na trybunach jak i na parkiecie. Będzie ciekawie, oby do ostatniej kolejki :)

Kącik bibliotekarski - po krótkiej przerwie chciałbym zaproponować przede wszystkim osobom ćwiczącym i lubiącym wysiłek sportowy książkę T.J. Murphy’ego pod tytułem: "Sprawność - Siła - Witalność. Jak CrossFit zmienił moje życie".

Jak moi wierni czytelnicy wiedzą, od kilku miesięcy regularnie ćwiczę tę stosunkowo nową dziedzinę sportu. Nazywam to "dziedziną", gdyż odbywają się Mistrzostwa Świata oraz szereg innych imprez, na których sportowcy rywalizują w tej dyscyplinie. Poniżej zacytuję kilka opinii, z którymi całkowicie się zgadzam.

Książka jest wnikliwą analizą zjawiska CrossFitu, jako dziedziny sportu, a zarazem pewnego fenomenu socjologicznego. Pasjonująca lektura napisana przez kogoś kto zafascynował się CrossFitem, jedną z najmłodszych i najbardziej tajemniczych dyscyplin sportowych w historii.

CrossFit to więcej niż fitness. To sport, który naprawdę pomaga zrzucić wagę, poprawić swoją kondycję i zwiększyć masę mięśniową. Autor opisuje jak z kulejącego byłego biegacza zmienił się w pełnosprawnego człowieka, mogącego nie tylko normalnie chodzić, ale również wykonywać strasznie trudne i męczące treningi crossfitowe. Nie ukrywa, że bywało ciężko. Książka rozwiewa wiele mitów odnośnie tego sportu - nie jest on tylko dla osób szukających wyzwań, ale dla każdego człowieka, który chce stać się "wszechstronnie sprawnym".

"Moje ego zostało zniszczone - wspomniał. - Był to jednak trening, którego szukałem przez całe życie." Murphy przedstawi Wam historię powstania CrossFitu, poznacie podstawowe zasady i cele treningów. Odkryjecie, na czym polega CrossFit, a dzięki załączonym zdjęciom wraz z opisem nie tylko zobaczycie jak wyglądają poszczególne ćwiczenia, ale i będziecie wiedzieli jak je poprawnie wykonać. Dowiecie się, dlaczego poszczególnym zestawom ćwiczeń ich pomysłodawca zaczął nadawać imiona, a także, dlaczego treningi sprawdzające kondycję otrzymują imiona żeńskie. Przeczytacie ile czasu Amerykanin służący w marines potrzebował na wykonanie treningu "Elizabeth", który innym zajmował maksymalnie 10 minut. Odkryjecie, które ćwiczenie jest najbardziej wymagającym, z jakim sportowiec CrossFit spotka się podczas pierwszego roku treningów. Z lektury dowiecie się także, kiedy zawodnicy biorący udział w turnieju CrossFit Games dowiadują się, jakie konkurencje przyjdzie im wykonywać.

W ulotce o CrossFicie, którą czytał Murphy, w akapicie zatytułowanym "Czy ja się do tego nadaję?" odpowiedź brzmiała "Oczywiście". Patrząc już na samą okładkę książki, gdzie sportowcy trzymają sztangę nad głową jestem przekonana, że w życiu bym tego nie wykonała.

Najważniejsze jest to, że każdy, od największego atlety, po nowicjusza z nadwagą jest traktowany w ten sam, profesjonalny sposób. Nie ważne ile wyciskasz, ważne żebyś dawał z siebie wszystko. Kolejną sprawą która mnie urzekła jest atmosfera panująca w tej zamkniętej społeczności.

Książka niezwykle motywuje do działania, do zadbania o siebie. Podczas czytania ciągle miałem wrażenie, że powinienem ruszyć się z kanapy i zacząć ćwiczyć. I właśnie ta motywacja jest największą siłą tej lektury. Dlatego jest to pozycja dla każdego, nie tylko dla osób zainteresowanych CrossFitem.

Ja osobiście gorąco zachęcam do lektury, potem do znalezienia lokalnego klubu crossfitowego i rozpoczęcia treningów. Na początku jest bardzo ciężko, po pierwszych treningach całe dnie regenerowałem organizm, nie mając czasem siły sięgnąć po butelkę z wodą. Ale przetrwałem i wkręciłem się na maxa. Tę recenzję także piszę w czwartek po porannym treningu, który nieźle mnie zmęczył, ale też sprawił ogromną satysfakcję po pokonaniu kolejnych barier. Koniec ziewania, ruszyć tłuste tyłki do boxu crossfitowego i... youtube.com/watch?v=LHdrZpto4-c :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN

Dzisiejszy felieton ma motto - "Gdyby głupi wiedział że jest głupi to byłby mądry". Stary cytat, przypomniany niedawno przez Pawła Zarzecznego w cotygodniowym felietonie.

Ostatnio wielu Polaków dowiedziało się o futsalu. Niestety nie wskutek wybitnej gry polskiej kadry, tylko dlatego, że - jak donoszą media - powiększyło się grono Polaków chcących dorobić na Zielonej Wyspie. Czekając na rozwój wydarzeń, a może nawet jakieś oświadczenia, możemy tylko żałować, że bilety w Krośnie niekoniecznie rozchodziły się jak ciepłe bułeczki.

Nie będę tutaj opisywać kolejności zdarzeń, macie w domach internet i łatwo znajdziecie mnóstwo informacji dotyczących tzw. afery biletowej. Więcej na moim profilu na facebooku, gdzie prezentuję mój prywatny punkt widzenia. Dzisiejszy felieton też nie będzie zbyt długi bo ostatnio brakuje mi czasu na dosłownie wszystko. Musicie mi wybaczyć ale wkrótce napiszę szerzej na kilka interesujących tematów, bo mam fajne pomysły.

A teraz o futsalu kobiecym. Radosław Jurga zrobił podsumowanie Ekstraligi kobiet. Na pilkarki.com też jest fajny artykuł w formule alfabetu. Jakiś czas temu skasowano reprezentację Polski, która funkcjonowała przez krótki czas. A z tego co mi wiadomo, to futsal kobiecy na poziomie reprezentacyjnym zaczął się dopiero rozwijać. Zanim się rozwinęło, to my się zwinęliśmy. Na dodatek istnieje poważny konflikt pomiędzy działaczami z trawy i futsalu. Ci pierwsi, kompletnie bez sukcesów, podobno zazdrośni byli o wyniki futsalowej kadry, która pokonała Ukrainki i Czeszki. Wielka szkoda, bo dziewczyny zasługują na swoją kadrę która notowałaby stałe postępy. To, że środowisko działaczy jest skłócone, to także daje duży minusowy efekt, ale jak to w Polsce bywa - gdzie dwie głowy to trzy opinie. Tutaj na dodatek mamy rywalizację trawy i futsalu, której na szczęście nie ma w męskiej piłce halowej. Zacytuję tylko jeden komentarz spod artykułu, który szyderczo parodiuje wypowiedzi działaczy z dużej piłki pod adresem futsalu: "Nie macie nic do gadania my tu rządzimy. Bawimy się w reprezentacje za pieniądze PZPN (ale też Ministerstwa Sportu) a „Wy” nam nie przeszkadzajcie bo możecie nam skoczyć a te futsalistki nie będą nam psuć opinii. Wyniki są nie ważne a liczą się turystyczne wojaże reprezentacji po całym świecie". Trudno jest z tym się nie zgodzić, jak się zagłębi w piłkarskie środowisko kobiet. Chore ambicje niektórych działaczy przesłaniają najważniejszy cel - wyjście z dużej dziury na zewnątrz i osiągnięcie sukcesów, które spowodują, iż poważne media zainteresują się kobiecą odmianą kopania piłki.

A w Cleareksie dym. Jak donosi Futsal-Plotek na fb "Nieciekawie dzieje się w drużynie Clearexu Chorzów. Ostatnie zmiany mocno wpłynęły na morale zawodników, którzy nie do końca są zadowoleni z powrotu Adama Lichoty na ławkę trenerską. Trener od samego początku swojej przygody w ekstraklasie nie miał pełnego zaufania zawodników, a cała ta sytuacja w ogóle tego nie poprawiła. Tym bardziej, kiedy niedługo później zawieszony został kapitan zespołu, Mirosław Miozga, za którym chorzowscy gracze stoją murem". Czyli w Chorzowie nadal zamieszanie, punktów brak. Zrobiłem sobie ostatnio tabelę za ostatnie 10 kolejek. Clearex ostatni - 7 pkt, Pogoń ciut lepiej bo 9 pkt. A licząc 6 kolejek drugiej rundy, to obie drużyny ugrały jedynie po 3 punkty!!! Zatrważająca liczba porażek do niedawna mocnych zespołów. Chorzowianie długo byli w ścisłej czołówce tabeli w trakcie pierwszej rundy, a Pogoń to przecież vice mistrz Polski. A teraz oba zespoły pikują w stronę dna.



GAF Jasna - Gatta Active. Jak nie idzie w kadrze, to idzie w lidze, prawda panowie Krawczyk i Marciniak? W reprezentacji "Krawiec" uparcie był stawiany na pivocie, a znacznie lepiej radzi sobie na skrzydle. No i pokazał że tam umie grać swoje, zwłaszcza po pięknej indywidualnej akcji, kiedy skręcił kilku przeciwników przy golu Adamskiego na 2:1. Trzeba przyznać, iż w pierwszej połowie mecz był wyrównany, a nawet z przewagą akcji podbramkowych gospodarzy, którzy niemiłosiernie pudłowali. W drugiej części Ficek zmarnował doskonałą okazję do remisu, nie trafiając w piłkę, mając pustą bramkę. Na to czekała Gatta, która rozpędziła się w swoim stylu. Zakosy Marciniaka, zwody Krawczyka i posypały się kolejne gole. Potem jeszcze strzelali do pustaka i w taki sposób rozstrzelali gliwiczan 7:2. Piłkarze GAF-u oddali w tym meczu mnóstwo strzałów, naprawdę ogromnie dużo. Ale co z tego jak były to uderzenia typu "szczał chłop przy płocie". Gliwiczanie głównie dzięki słabości i grze w kratkę innych drużyn nadal zajmują 4. miejsce w tabeli, a Gatta potwierdza aspiracje do tytułu Mistrza Polski. Szkoda, że nie zagrają z Wisłą w ostatnich kolejkach, bo byłby to wielki mecz.

Red Dragons - Gwiazda. Tu było prawie po meczu w 9. minucie gry. Rudzianie zaczęli ostro, od samego początku ostrzeliwali bramkę Foltyna. No i po tych paru minutach prowadzili już 3:0. Na specjalne wyróżnienie zasługuje gol Ariela Piaseckiego, który po rozegraniu rzutu wolnego popisał się wspaniałym wolejem w samo okienko. Jak za tydzień to powtórzy, to będzie następny kandydat do wysyłki obuwia ;)
Gospodarze zaczęli odrabiać straty, równie wspaniałym uderzeniem pochwalił się kadrowicz Dominik Solecki, który także zdjął pajęczynę z narożnika bramki. W drugiej połowie gospodarze trafili na kontakt, ale potem bili głową w mur. Michał Roj miał setkę i pustą bramkę, ale nie trafił czysto w piłkę i zamiast mieć punkt, to dostali pusty kapelusz. "Czerwone Smoki" nie są jeszcze bezpieczne, mają ciężki kalendarz gier. Złapali lekką zadyszkę, z kolei Gwiazda ma teraz niesamowicie ważny mecz z Cleareksem.

Pogoń - AZS UG. Tu przewidywałem zwycięstwo gdańszczan. Dlaczego? Bo zespół gospodarzy jest kompletnie rozbity mentalnie. Działacze mieli 3 tygodnie na wstrząśnięcie drużyną, pierdolnięcie pięścią w stół, ale tego nie zrobili. Łukasz Żebrowski załamywał ręce na konferencji, nie dziwię się zupełnie. To co gospodarze nie trafiali... Czasem aż niemożliwe, jak tak można zagrać na tym poziomie. A przecież Pogoń rozpoczęła dobrze, a nawet bardzo dobrze. Koszmider umiał łapać, Kubik strzelił 278. taką samą bramkę w życiu, wszystko fajnie do 10. minuty meczu. Potem Wojtek Pawicki po raz pierwszy pokazał klasę, trafiając do siatki z dystansu, a niedługo potem Przemek Kostuch popisał się super uderzeniem z woleja. Pogoń jeszcze jakoś wyrównała, po rykoszetowym golu Jurczaka. Potem bili już rekordy indolencji strzeleckiej. Sytuacja kiedy Szamotij i Kubik nie potrafili rozegrać piłki, mając tylko Gondę przed sobą, to już była czysta rozpacz.
A druga połowa była już wprost tragiczna. Gdyby piłkarze Pogoni zamienili się na miejsca z przypadkowymi ludźmi z trybun, to wynik byłby ten sam. Pawicki ukłuł po raz drugi, Koszmider wpuszczał co tylko leciało w jego stronę. Potem wiecznie młody Marek Cirkowski przedziurawił bramkarza. Podsumowaniem występu gospodarzy była ostatnia bramka, kiedy Koszmider zamiast łapać piłkę staranował Żebrowskiego, a Pawicki z uśmiechem na twarzy pospacerował z piłką do bramki. W końcówce Kubik zmniejszył rozmiary porażki, ale nie wstydu. Jak szczecinianie tak zagrają kolejny mecz, to proponowałbym zakleić nazwiska na plecach, bo wstyd się pokazać ludziom.
A Gdańsk zaczął grać w lidze dopiero jak mu przyłożono nóż do gardła. Jadą do Gatty i jak tam ugrają chociaż jeden punkt, to jestem skłonny uwierzyć, że zdołają się utrzymać. Kluczem do tego jest forma Wojtka Pawickiego, który wyróżnia się mocno na plus w tym zespole. Jak pojadą mocnym składem, to mają szansę coś ugrać.

Rekord - Red Devils. Punktów nie ugraliśmy, ale cieszy fakt, iż grając w zaledwie 6-osobowym składzie dotrzymaliśmy kroku rywalom przez cały mecz. Doskonałe przygotowanie motoryczne robi swoje. Gdyby jeszcze "Wiatrak" na sekundy przed końcem ciut lepiej dołożył nogę... Ale nie ma co gdybać, Rekord miał przewagę i grał konsekwentnie to samo w końcówce wycofując bramkarza. No i zmęczyli nas na 30 sekund przed końcem. Rykoszet od Sobańskiego zmylił Bondarenko i piłka wpadła tuż przy słupku. A nas dopadła plaga kontuzji, za kartki nie grał Wadik, a Kazek z gorączką. Co zrobić, przydałby się większy portfel i 20-osobowa kadra, wtedy nie miałbym bólu głowy po takich spotkaniach.

KGHM Euromaster - AZS Uniwersytet Śląski. Mecz bez historii, goście jak dobrze wejdą w mecz, to ugrają punkty, jak ich szybko złapiesz, to od razu odechciewa im się grać. Widocznie oszczędzają siły na kolejne spotkania. Gospodarze szybko objęli dwubramkowe prowadzenie i bezpiecznie kontrolowali przebieg meczu. Trener Korczyński wycofał bramkarza i przez 8 minut próbowali zmęczyć rywali, ale nic im to nie dało. Po prostu mecz bez historii...

Clearex - Wisła Krakbet. Gospodarze idą na dno jak Titanic, jeszcze mają zapas punktowy, ale jak przegrają najbliższy mecz w Rudzie Śląskiej, to powoli będzie się można denerwować. Jak powiedział nowy kapitan Mariusz Seget "piękne porażki nic nam nie dają". Regres straszny, zamieszanie w klubie, który teoretycznie jest bardzo stabilny i ma status legendarnego w polskim futsalu. W pierwszej połowie obie drużyny obijały słupki, chorzowianie również poprzeczkę. Wreszcie Oleksandr Bondar z rzutu wolnego pokonał Pawła Pstrusińskiego, który źle interweniował i wpuścił strzał między nogami. Mecz nie był super ciekawym widowiskiem, a obaj bramkarze byli najlepszymi zawodnikami w swoich drużynach. Były w tym meczu dwa minusy: kontuzja Pawła Budniaka, który jak doniósł na facebook "będę żył" i zachowanie chorzowskiej publiczności. Do tej pory to "Krakusów" krytykowano za chamskie zaśpiewki, tym razem to gospodarze mieli powód do wstydu. Jak najmniej takich zachowań rodem ze stadionów dużej piłki...

Najbliższa kolejka będzie bardzo ciekawa. Już w piątek zapraszam przed monitory na Red Devils - Pogoń ’04 (godz. 19.00 kanał KP Sport). Ciekawe, kto zagra w bramce szczecinian. Dominik Kubrak trzykrotnie (!!!) grając w Chojnicach odniósł poważne kontuzje eliminujące go z gry na dłuższy czas. Nasza sala jest ewidentnie pechowa dla niego. Jest oprócz tego kilka innych arcyciekawych pojedynków, gdzie każdy wynik jest możliwy. Liga jest mega, mega ciekawa - jak nigdy do tej pory. Dwa zespoły walczą o mistrza, ale aż osiem nie jest jeszcze bezpiecznych. Zawsze do utrzymania starczało 20 punktów, czasem nawet mniej a w tym sezonie bezpieczną granicą będzie 25 oczek. Jest o co grać, jest o co walczyć, zatem do boju panowie!!!


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Po raz pierwszy od wielu imprez nasz klub nie otrzymał zaproszenia na turniej. Ale to nie było przeszkodą dla mnie, zawitałem do Krosna jako dziennikarz portalu futsal-polska.pl, czym wzbudziłem niemałą sensację u pewnego działacza.

Do Krosna wyruszyłem w towarzystwie Krzyśka Juśko (UKS Morze Stegna) i jego żony Dagmary, z którymi się przyjaźnię od wielu lat. Podróż się nie dłużyła, nagadaliśmy się sporo o futsalu, a to był dopiero wstęp. Miło spędziłem czas na turnieju, spotykając się z wieloma osobami z polskiego światka futsalu. Począwszy od Janusza Szymury, szefa Rekordu i spółki Futsal Ekstraklasa, byłego przewodniczącego komisji futsalu Andrzeja Hendrzaka, aż po wielu trenerów i zawodników z naszego środowiska. Ze względu na szereg obowiązków musiałem wrócić w piątek do Chojnic, trzecie spotkanie, a dokładniej drugą połowę oglądałem na necie w trakcie koncertu "Kult Unplugged" w gdańskiej filharmonii. Zboczenie zawodowe ;) Na szczęście Kazik (ten lepiej śpiewający) nie miał nic przeciwko.

Zacznę może od tego, jak wyglądała organizacja turnieju od wewnątrz. Było trochę plusów, jak piękna oprawa przy wejściu na parkiet, znakomite ciastka w pressroomie (zjadłem chyba sto, ale wszystko wypociłem dzień później na siłowni), albo kolega śpiewak z hymnem. Ale też było sporo minusów. Niestety ta mityczna doskonała organizacja z bliska już nie wyglądała aż tak fantastycznie.

Mieszkałem w hotelu 200 metrów od hali, ale po Krośnie poruszałem się taksówkami. Jak się orientujecie, to właśnie taryfiarze wiedzą wszędzie najlepiej, co się w danym mieście dzieje. A ja jadąc czterokrotnie taksówką i gaworząc sobie z kierowcą dowiedziałem się, iż żaden z nich o turnieju nie ma zielonego pojęcia!!!

Frekwencja na hali także była niezadowalająca. A to nie była hala na 10 tysięcy miejsc, a jedynie na 1690 krzesełek. Jak było trochę ponad 1000 osób na meczach Polski, to jest max. Trybuny za bramkami były puste, a na głównej sporo wolnych miejsc. Jedynie na ostatnim meczu hala się bardziej zapełniła.

Moim - i nie tylko moim - zdaniem idealnym miejscem był Szczecin. Jestem absolutnie pewien, iż na dużo większej hali byłby tam komplet widzów. Nie wiem, kiedy była składana aplikacja na Krosno, ale fenomen bijącej rekordy publiczności hali w Szczecinie nie trwa od dzisiaj. Już w pierwszej rundzie rozgrywek tysiące ludzi oglądało spotkania Pogoni w Futsal Ekstraklasie. Same Krosno jest małym miastem bez tradycji futsalowych i trudno było oczekiwać, aby mieszkańcy wypełnili halę po brzegi. Moim zdaniem takie wydarzenia należy organizować w dużych miastach, gdzie ludzie wiedzą co to jest futsal i są już tradycje kibicowania tej dyscyplinie sportu.

Następna sprawa, którą można było zaplanować inaczej, to umiejscowienie trybuny VIP. Z tych miejsc widoczność była bardzo słaba i wielu zaproszonych gości przenosiło się na zwykłe trybuny. Był także niemiły incydent, jeden z dziennikarzy został wyproszony przez ochroniarza z trybuny dla gości, chociaż było tam wiele wolnych miejsc. Chwilę wcześniej ja z nim siedziałem, być może to moja osoba była motywem takich działań. Na dodatek dziennikarze nie mieli wydzielonej strefy i musieli oglądać spotkania zza szyby salki konferencyjnej, tzw. "akwarium".

Kolejna sprawa to transmisja telewizyjna. Nie było meczów na kanałach telewizyjnych, jedynie firma Livepark przeprowadzała bezpośrednie relacje na kanale Łączy Nas Piłka. Znani w światku futsalu z doskonałych relacji członkowie ekipy KP Sport na własny koszt wybrali się do Krosna, otrzymawszy wcześniej akredytacje TV. Tam dostali zapewnienie od organizatora, iż mogą filmować mecze i zamieszczać skróty w internecie. Jak się okazało później, ta zgoda na "kamerowanie" turnieju która nie miała żadnych podstaw prawnych. Prawa medialne do pokazywania meczów z Krosna miała zupełnie inna firma i nic dziwnego, iż zaprotestowała przeciwko "dzikiemu" filmowaniu imprezy. Także inne telewizje, m.in. TVP, nie mogły nagrywać materiałów. Bardzo dziwna sytuacja, tym bardziej, iż telewizje pozostałych krajów z turnieju pokazywały spotkania.

Teraz o kadrze. Trzeba przyznać, iż przez ostatnie dwa lata mieli wszystko. Tutaj należą się słowa pochwały dla działaczy komisji futsalu, którzy zapewnili pełen komfort przygotowań, zorganizowali wiele sparingów z różnymi zespołami, od słabych po bardzo mocne. Trener miał pełne możliwości sprawdzenia piłkarzy i wyselekcjonowania najlepszych. No i tutaj dochodzimy do największego problemu kadry - czyli selekcji.

Gdyby Andrea Bucciol pokazał że ma jaja, to przed turniejem powołałby autorską kadrę, złożoną z najlepszych obecnie futsalowców. Mógł zagrać "va banque". Tydzień przed turniejem nikt go by z posady trenera nie wyrzucił, a gdyby wywalczył bezpośredni awans lub dostał się do baraży, to by się obronił i pozostał na stanowisku. A gdyby przegrał, to z honorem podałby się do dymisji. Lubię Andreę, to naprawdę fajny chłop, ale opinię w środowisku futsalowym ma taką, że jest podatny na różne sugestie.

Jeśli chodzi o samych zawodników, którzy reprezentowali Polskę - na nich nie napiszę pół złego słowa, bo grając w takim zestawieniu kadrowym dawali z siebie wszystko. Walki i ambicji na pewno nie zabrakło, zabrakło jednak umiejętności, zimnej krwi i chłodnej głowy pod bramką rywali. Ale to przecież nie ich wina, starali się jak mogli i z mojej strony wielkie brawa za to zaangażowanie i wiarę do końca w zwycięstwo. Na pewno kilku zawodników zawiodło oczekiwania. Myślę, że przede wszystkim zawiedli samych siebie ale to pozostawiam do oceny im samym. Ja kibicowałem Polakom z całego serca i dziękuję za cały turniej.

Pierwszy mecz z Białorusią. Bojaźliwa gra, wyprowadzanie kontr zaledwie dwójką zawodników. Nie znam do końca założeń taktycznych, ale tu trzeba było ruszyć z impetem i wbić rywali w parkiet, dając znać o tym, jaka jest siła polskiej drużyny. A wyglądało to nieciekawie, zaledwie kilka strzałów na bramkę gości. Dużo asekuracji, gry do tyłu. Zmarnowana szansa na wejście z dużym "BUM!!!" w turniej.

Rozmawiałem po meczu z trenerem Finlandii Mico Marticem, z którym znam się od kilkunastu lat (kiedyś byłem współpracownikiem FP, dostarczałem wyniki z naszej ligi i wymieniałem się kasetami video z meczami ligi hiszpańskiej i polskiej). Nie wymyślał "kwadratowych jaj"; dostosował taktykę do umiejętności swoich zawodników. Grali prosty futsal, ale to wystarczyło na naszą drużynę. A Polska waliła głową w mur, nie mogąc znaleźć sposobu na sforsowanie zasieków. "Fortuna" sprzyjała Finom przy dwóch bramkach i to starczyło na nasz zespół. Ogromna niespodzianka, a co za tym idzie gigantyczne zadanie do wykonania w meczu z Italią.

A tak przy okazji tematu moich kontaktów z Mico, jednym z założycieli www.futsalplanet.com - jak ktoś się chce pośmiać, to tutaj ma wgląd w mój dawny profil współpracownika z FP. Nie muszę chyba dodawać, iż wiele się od tego czasu zmieniło, zwłaszcza nawyki żywieniowe ;)

Przed trzecim spotkaniem Białoruś pokonała Finów 2:0, co przedłużyło nadzieje Polaków. Dobrze weszliśmy w mecz, Kubik po odebraniu piłki popędził do przodu i pokonał Stefano Mammarellę. Nastąpiła wówczas bardzo ciekawa sytuacja - na ławce kapitan Artur Popławski mocno gestykulując pokazywał wszystkim, iż należy przede wszystkim chłodno myśleć, skoncentrować się i nie cieszyć się zbytnio objęciem prowadzenia. Krótko mówiąc po piłkarsku - "nie podpalać się". Nikt na to jednak nie zwrócił uwagi i po zaledwie 8 sekundach Włosi doprowadzili do wyrównania. Potem jeszcze "klopsy" Stefano dały nam nadzieję, ale w drugiej połowie Italia mocno przyśpieszyła i rozwiała wszelkie marzenia o awansie choćby do baraży. Jak ci Włosi pięknie celowali, można się zachwycać długo. Ale to klasa światowa, daleko nam do nich niestety...

Pozwolę sobie ocenić niektóre decyzje kadrowe, gdzie moim zdaniem szeroki sztab szkoleniowy popełnił ogromne błędy:

  • brak Rafała Franza - najskuteczniejszego zawodnika ligi i będącego w formie pivota, który regularnie występuje w Futsal Ekstraklasie, rywalizując z najlepszymi obrońcami w lidze.
  • brak Macieja Foltyna - zdecydowanie najlepszego bramkarza obecnego sezonu, mającego równą i stabilną formę.
  • brak Tomasza Kriezela - który obecnie jest w bardzo wysokiej formie i kreuje grę Red Devils w lidze - a wygraliśmy ostatnie cztery mecze z rzędu - pod pretekstem braku doświadczenia. A jednocześnie powołanie Mikołaja Zastawnika który do tej pory rozegrał zaledwie 15 meczów ligowych. Gdzie tu logika???
  • brak Pawła Budniaka, który w meczu z Finlandią pokazał przez 90 sekund więcej, niż inni przez cały mecz (3 bardzo groźne strzały). Paweł był podstawowym zawodnikiem przez 2 lata, a teraz turniej głównie przesiedział na ławce. Takich zawodników wystawia się "w ciemno"!!!
  • z powodu braku drugiego pivota (powołany jako trzeci pivot Tubacki wystąpił dopiero w ostatnim meczu) granie Danielem Krawczykiem "out of position". Czyli wystawianie "Krawca" nie na skrzydle, gdzie bryluje w klubie, a na "ścianie", gdzie nie mógł wykorzystać swoich umiejętności gry 1 na 1.

Czyli aż 5 pozycji na 9 grających (bramkarz i dwie czwórki) mogło być znacznie lepiej obsadzonych. A przecież mogłoby być jeszcze gorzej, bo Michał Kubik został w ostatniej chwili powołany z listy rezerwowej. To także daje dużo do zastanowienia - jeśli zawodnik na tydzień przed turniejem nie jest potrzebny, a potem nagle wskakuje do składu meczowego i jest w trakcie turnieju najlepszym polskim zawodnikiem. O co tu chodziło???

Nasuwa się szereg pytań. Dlaczego najlepsi zawodnicy nie są powoływani? Dlaczego wszystko stanęło na głowie, podstawowi piłkarze którzy decydowali przez te 33 sparringi o jakości kadry poszli w odstawkę tuż przed turniejem? Dlaczego nie trenowano w meczach towarzyskich gry z wycofanym bramkarzem, a potem nie potrafiliśmy rozegrać ataku w takiej formacji?

Sami widzicie jaki był efekt końcowy, jaki ogrom błędów tutaj popełniono. A kto był głównym architektem tej porażki? Podsumuję to jednym zdaniem - TOTALNA KOMPROMITACJA TEJ AUTORSKIEJ KONCEPCJI KADRY. I proszę czytać ze zrozumieniem - "koncepcji", a nie samej kadry.

Szkoda tego wszystkiego. Po prostu szkoda, bo zmarnowaliśmy doskonałą szansę, gdzie mając turniej u siebie, na dodatek z bardzo przeciętnymi rywalami (oczywiście oprócz Italii), zajęliśmy niechlubne ostatnie miejsce...


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS