Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj rozpocznę może od świeżej sprawy, czyli ćwierćfinałowych rewanżów Halowego Pucharu Polski. Po pierwszych meczach trudno było się spodziewać wielkich niespodzianek, kto miał awansować ten awansował.

Rewanże rozpoczęliśmy meczem w Szczecinie. Kubik pauzował za kartki, Tubacki - kontuzja, to już na starcie mieliśmy lekką przewagę, gdyż szczecińskie strzelby nie zostały nabite. Nasz trener także nie miał wielkiego pola do wyboru, kontuzjowani Charczenko i Sundiejew nie pojechali na mecz, a dzięki temu okazję do pełnego debiutu miał wreszcie Patryk Kubiszewski, który zaprezentował się całkiem przyzwoicie. To młody chłopak z armatą w lewej nodze, który rozpoczął treningi w trakcie sezonu. Dobra, wracamy do meczu. Pogoń od początku wykazywała się inicjatywą w grze ofensywnej, my wiadomo, że nastawiliśmy się na solidną obronę mając zaliczkę trzech goli. Zamurowaliśmy dostęp do naszej bramki, a gospodarze bili głową w żelazny mur. W drugiej połowie wycofali bramkarza, ale nie potrafili stworzyć dobrej sytuacji, z kolei my kilkukrotnie przejęliśmy piłkę, ale nasi piłkarze mylili się o centymetry. W końcówce Andrij Łuciw wykorzystał moment zawahania i sprytnym lobem trafił do pustaka i ustalił wynik meczu. "Portowcy" niezbyt się tym zmartwili. Widać, że im zupełnie inne myśli i cele chodzą po głowie. My zrobiliśmy swoje, teraz będziemy się starać o organizację turnieju Final Four w Chojnicach. Jedno jest pewne - trybuny wypełniłby się do ostatniego miejsca, atmosfera byłaby znakomita, prawdziwe futsalowe święto!!!

W innych spotkaniach Gatta Active na dużym luzie pokonała AZS UŚ z Katowic 7:3. Warto pochwalić Mariusza Milewskiego, który zdobył hat-tricka. To jeden z najlepszych strzelców z dystansu, ułożona lewa noga i piłeczka leci jak po sznurku.

Wisła długo się męczyła z Euromasterem, który niespodziewanie do przerwy prowadził w Krakowie 2:1. Potem gospodarze się obudzili i wyszli na prowadzenie, ale gdyby Łukasz Pieczyński przytrzymał nerwy na wodzy i nie wdał się w końcówce w przepychanki z Ricardinho, otrzymując drugą żółtą kartkę, to jeszcze goście by mieli jakieś szanse na remis dający awans. Niestety, "Karaś" zszedł na niecałe 4 minuty przed końcem, to pomimo zdobycia jednego gola głogowianom dwie minuty gry "uciekły".

Pisząc ten felieton oglądałem jeszcze mecz Rekordu z Gwiazdą. Skończyło się na 8:6. Zrobili sobie chłopaki w środę strzelaninę z ligi środowiskowej. W finałach mamy czołową trójkę z tabeli plus chimeryczny zespół "Czerwonych Diabłów". Z całą trójką w lidze graliśmy bardzo wyrównane mecze, tak więc turniej Final Four zapowiada się bardzo, ale to bardzo atrakcyjnie.

Liga nabiera tempa, nerwowo jest jeszcze w sześciu miastach, bo bariera 26 punktów powinna zapewnić już utrzymanie. Kolejna kolejka FE i kolejne niespodzianki. Albo to już nie są niespodzianki, tylko konsekwencja gry z nożem na gardle.

Liga rozpoczęła się nietypowo, gdyż już w czwartek. Kiedy Gatta objęła prowadzenie w Katowicach 2:0 w 26. minucie meczu wydawało się, iż Krawczyk i spółka nie wypuszczą tego zwycięstwa z zębów. Ale po raz kolejny katowiczanie pokazali olbrzymią wolę walki. W ciągu dwóch minut doprowadzili do remisu. W końcówce Marcin Stanisławski postawił wszystko na jedną kartę wycofując bramkarza, ale skończyło się to tym, iż Korczyński już po raz kolejny dał trzy punkty "Akademikom". Ponownie Rafał Krzyśka dokonywał cudów w bramce, dwa PRzK wybronione i sto innych sytuacji. Ta "Wielka Ucieczka część II" naprawdę się może udać.

Pogoń w kolejnym meczu "kolejnej szansy" kolejny raz nie wykorzystała okazji, aby odbić się od dna. Znali już wynik katowiczan, grali na hali przy ul. Twardowskiego, gdzie trenują, ale i to było za mało. W ciągu pierwszych siedmiu minut dostali dwa ciosy w ryło i już się nie podnieśli. Dragonsi wygrali, znowu bramkarz Pogoni podarował gola rywalom. Nie będę się powtarzać, co tydzień pisząc to samo. Jeśli "Portowcy" nie wygrają teraz na Clearexie, to spadną z tej ligi. A co do Pniew - kto przed sezonem by się założył, że w 19. kolejce zapewnią sobie utrzymanie, ba - powalczą w czołowej czwórce??? Przypuszczam, że nikt.

Gwiazda dobrze weszła w mecz z Euromasterem, pomimo straty pierwszego gola wyszli na prowadzenie 3:1 i już było miło na Halembie. Potem nastąpiła wymiana ciosów, którą zakończyły gole oldtimera Darka Pieczyńskiego i Mateusza Niedźwiedzia w ostatnich dwóch minutach spotkania. To pozwoliło odetchnąć nieco głogowianom, a Gwiazda nadal okupuje miejsce barażowe, choć swoją postawą zasługiwali na co najmniej jeden punkt.

My w Gdańsku... Spuśćmy może zasłonę miłosierdzia. Pierwsza porażka z "Akademikami", może chociaż im się przyda w walce o utrzymanie. Uniwerek nie zagrał wielkiego meczu, rzekłbym nawet iż taktycznie to była surowizna, ale w tym dniu starczyło na "Czerwonych Diabłów", którym utemperowali rogi. Po porażkach często trenerzy, działacze, piłkarze narzekają na mityczną "nieskuteczność". My zagraliśmy tak, iż tą nieskuteczność należy pomnożyć x 10, aby mieć obraz przebiegu spotkania. Sobański strzelił piękną bramkę po indywidualnej akcji, ale potem mając pustą bramkę kilkukrotnie nie wiedział jak do niej trafić. Podobnie inni zawodnicy, którzy mieli rozstrzał "od chorągiewki do chorągiewki". Gdyby Gonda zszedł z bramki i poszedł na kawę do automatu - wynik byłby taki sam. Wycofaliśmy bramkarza, stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, ale co z tego. Potrzebujemy punktów, a teraz jedziemy na Gattę i na pewno nie będzie tak łatwo stworzyć okazje bramkowe jak w Gdańsku. Do tego nasza forma wyjazdowa jest tragiczna, zaledwie jedno zwycięstwo w dziewięciu rozegranych meczach. Indolencja strzelecka przekroczyła wszelkie normy. Głównie radykalna eliminacja nieskuteczności to okoliczność, którą ukraiński trener Andrij skutecznie może poprawić wyniki zespołu.

Rekord zgubił punkty i trenera w meczu z Clearexem. Chorzowianie wreszcie coś ugrali, bo do tego meczu nagłówki gazet były wypełnione doniesieniami o kolejnym losowaniu trenera. U gospodarzy Adama Krygera zastąpi Andrzej Szłapa, w Chorzowie z kolei Tomasz Ulfik ponownie zasiadł na ławce trenerskiej, tym razem wspierany przez prezesa Zdzisława Wolnego, który wziął sprawy w swoje ręce. Trzeba ratować swoje dziecko, już 20-letnie. Gdy Franz zdobył gola na 2:1 w 37. minucie spotkania, wydawać się mogło, iż fatum kolejny raz dosięgnie Clearex. Po kilku meczach przerwy powrócił Mirosław Miozga i to właśnie po jego strzale Rabczak uratował bezcenny punkt na zaledwie dwie sekundy przed końcem czasu. Rekord gubi się kolejny raz, chyba już się pogodzili, iż ten sezon można spisać na straty. Przy takiej dalszej grze to nawet medalu może nie być, chyba dlatego nastąpiła zmiana trenera.

GAF Jasna - Wisła Krakbet. Zadanie wykonanie, kolejny krok w stronę mistrzostwa. Gliwiczanie wymieniali się ciosami, nie zagrali złego spotkania, ale byli o wiele mniej skuteczni niż rywale i dlatego przegrali ten mecz. Sam Mizgajski trzykrotnie obijał słupek, a to przecież nie jest gol. Mistrza poznaje się po tym, że gra przeciętnie i potrafi wygrywać takie spotkania, Ukraińcy załatwili trzy punkty po pięknych strzałach pod poprzeczkę bramki GAF-u. Wisła pewnie zmierza do celu, choć prawdopodobnie utracili Morawskiego na pewien czas, a to ważne ogniwo w krakowskiej układance...

Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Najciekawszym meczem jest spotkanie w Chorzowie pomiędzy Clearexem a Pogonią i moim zdaniem takie spotkanie powinno być w telewizji, a nie mecz "o nic" w Głogowie. Kto dobiera takie mecze? Nie wiem czy w ogóle włączę telewizor, bo flaki z olejem to serwuję na kolację moim wrogom.

A dzisiaj chciałbym się zająć krótką analizą tzw. "grających trenerów". W przeszłości Klaudiusz Hirsch prowadził przez długie lata w taki sposób zespół Akademii, ale sukcesy (trzy mistrzostwa Polski z rzędu) osiągnął, kiedy praktycznie przestał grać, a zajął się wyłącznie trenerką.

Następny przykład - Rafał Krzyśka - był grającym trenerem w Gwieździe Ruda Śląska (tam także kierowcą, masażystą i kierownikiem) oraz w GKS Futsal Tychy. Dwukrotnie spadł z ligi, ale było to też związane z brakiem wysokiej klasy zawodników i brakami organizacyjnymi w tych klubach.

U nas wcześniej, w sezonie 2009/10 Artur Chrzonowski (w I lidze) także grał i prowadził zespół, ale poziom niżej, to nie ukrywajmy - jest dużo łatwiej, zwłaszcza jak się ma ekipę samograj (156 goli strzelonych przez drużynę, bez porażki w całym sezonie).

W bieżącym sezonie mamy aż pięciu grających trenerów, więc jest to dosyć mocny trend: Marcin Stanisławski w Gatcie Active Zduńska Wola, Błażej Korczyński w AZS UŚ Katowice, Łukasz Frajtag w Red Dragons Pniewy, Łukasz Żebrowski w Pogoni ’04 Szczecin i Andrij Łuciw w Red Devils Chojnice.

Połowiczne role spełniają Andrzej Szłapa w Rekordzie Bielsko Biała i Tomasz Ulfik w Clearexie, bo są zgłoszeni do rozgrywek i wcześniej występowali w roli grających asystentów, ale w momencie objęcia fotela pierwszego trenera prawdopodobnie zrezygnują z gry na parkiecie.

Jak doskonale widać, oferta prowadzenia drużyny w pierwszej kolejności jest kierowana do zawodnika, który grał bądź nadal gra w zespole. Z jednej strony to pozytywny trend, bo drużynę przejmuje osoba, która już zna zawodników, ma doświadczenie i wie co w trawie piszczy. Ale z drugiej strony brakuje efektu tzw. "nowej miotły", która często powoduje (choć zdarza się, iż krótkotrwały) efekt poprawy wyników sportowych.

Mamy do oceny pięciu grających trenerów, a niżej mój prywatny ranking (na obecną chwilę):
1 Błażej Korczyński - rozpoczął karierę trenerską jeszcze jako zawodnik PA Nova Gliwice, gdzie prowadząc zespół wraz Romanem Sowińskim zdobył mistrzostwo Polski. "Korek" prowadził treningi, ale w meczu, kiedy grał, to Sowiński kierował drużyną. Potem nastąpiła trzyletnia, mocno średnia przygoda z Wisłą. Mając super ekipę i wszystko, czego tylko zapragnął, zdobył tylko jednego "majstra". I to po wygraniu dwukrotnie po rzutach karnych z moim Red Devils, gdzie byliśmy osłabieni brakiem Wadima Iwanowa i Jacka Burglina, co nie przeszkodziło nam toczyć wyrównanych bojów w finałach play off. Ostatni sezon w Krakowie to już "zjazd", także w roli zawodnika, kiedy zdarzało mu się zawalić mecze. Trzecie miejsce to tragedia, nic dziwnego, iż Piotr Wawro zdecydował się na zmianę trenera i koncepcji, bo przecież Krzysztof Kusia porzucił granie na rzecz trenerki.

Teraz Błażej zajął się od początku drugiej rundy prowadzeniem drużyny AZS Uniwersytet Śląski. Pomaga mu Rafał Janke, który był także w sztabie Korczyńskiego w Wiśle Krakbet. Wypożyczył dwóch zawodników z GAF Jasna i kompletnie odmienił zespół, który był na miejscu spadkowym z 8 punktami na koncie. A teraz mają 22 sztuki, z ośmiu meczów wygrali aż pięć i uciekli ze strefy barażowo-spadkowej. Liga jeszcze się nie skończyła i trudno uznać w tym momencie, czy Błażej utrzyma zespół, ale myślę że kompletnie odmieniając oblicze katowiczan już go można ocenić jako trenera na duży plus. Jako zawodnik także jest niezastąpiony, strzelił wiele ważnych bramek dających punkty, tak więc tutaj ocena podwójnie pozytywna.

2 Łukasz Frajtag - tego się chyba nikt nie spodziewał, iż z bandy młodych chłopaków zrobi zespół, który praktycznie utrzymał się w lidze. Tam jest "chemia" w drużynie, chcą umierać na parkiecie jeden za drugiego. I na pewno jest to wpływ Łukasza na zespół. Zrobić coś niemal z niczego, być skazanym na pożarcie, a być jedynym w całej lidze zespołem, który we własnej hali odprawił bez punktów wszystkich medalistów zeszłego sezonu - to naprawdę wielki wyczyn. Gra w niczym nie przeszkadza, chyba mają już wszystko wcześniej ustalone i w trakcie meczu nie trzeba robić wielkich korekt. A jako zawodnik także strzela bramki, asystuje, tak więc jest silnym punktem zespołu.

3 Marcin Stanisławski. Wcześniej oficjalnym trenerem był Wojciech Sopur, który nadal jest wpisywany w protokole jako "pierwszy", ale treningi prowadzi "Mały". W meczach na ławce pomaga mu Sopur, ale nie jest zbyt aktywny, zespołem kieruje Stanisławski. No i jako zawodnik Marcin daje bardzo wiele na parkiecie, trudno sobie wyobrazić, aby jego zabrakło w składzie meczowym. Jak widać po wynikach, pomimo skromnej kadry Gatta nadal liczy się w walce o Mistrza Polski, a już na pewno gra o medal, więc eksperyment można uznać za udany. Choć tak samo jak w przypadku opisywanego poniżej Korczyńskiego podsumować będzie można po zakończeniu ligi.

4 Andrij Łuciw - niewygodnie mi w tym momencie oceniać własnego trenera, ale pokrótce spróbuję. Zaczął źle, od remisu i dwóch porażek, gdzie tak naprawdę na własne życzenie straciliśmy punkty w Głogowie i Chojnicach. Następnie wygrał z Wisłą i Gwiazdą, ale w kolejnych spotkaniach z Rekordem i Pogonią zespół zgubił punkty w ostatnich kilkudziesięciu sekundach meczu. No i ta ostatnia porażka z Gdańskiem... Jak widzimy jest duża sinusoida wyników "Andrzeja". Zaczął słabo, potem jak zaczął występować na parkiecie, to wyniki poprawiły się, gdyż w międzyczasie zanotował serię trzech zwycięstw z rzędu w rozgrywkach Halowego Pucharu Polski. Ma zadanie utrzymać się w lidze (choć przy serii zwycięstw można jeszcze zagrać w "czwórce" - pojeb.... jest ta liga w tym sezonie) i powalczyć o Puchar Polski. Na razie wszystko jest w "toku". Teoretycznie wystarczy wygrać jeden mecz w lidze i można się skoncentrować na HPP. Jako zawodnik wprowadził dużo spokoju w "tyłach", bazuje na doświadczeniu, ale też potrafi strzelać ważne bramki. No i do tego ma asystenta i trenera bramkarzy Marka Szanka, który dowodzi zespołem podczas kiedy Andrij jest na parkiecie.

5 Łukasz Żebrowski - niestety, w obecnej chwili nie można okresu jego trenerki uznać na pozytywny. Zespół Pogoni wygląda na zupełnie rozbity, zwłaszcza pod względem psychicznym. Zawodnicy łatwo tracą kontrolę nad sobą i przebiegiem spotkania. Nieprzypadkowo mają największą liczbę straconych bramek - wygrali tylko raz na ostatnie osiem meczów ligowych, do tego jeszcze dwie porażki w HPP z Red Devils. Łukasz w pierwszej rundzie nie grał, dopiero jak sytuacja stała się dramatyczna, to włączył się do gry. Tutaj można uznać, iż jest wzmocnieniem zespołu, gdyż wprowadził trochę porządku w pełną bałaganu grę "Portowców". Czy to się uda? Przekonamy się niedługo.

Ale opcja grającego trenera wskazuje na jedno - wszystko jest zależne od kasy. Jeśli Katowice, Zduńska Wola, Pniewy, Szczecin, Chojnice miały tyle pieniędzy, aby zatrudnić fachowego trenera lub pozyskać zawodnika wysokiej klasy (a każdego z w.w. w roli zawodnika można oceniać jako silny punkt zespołu), to każda z tych osób by mogła się skoncentrować wyłącznie na jednym zadaniu.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)