FUT5AL HEA7EN
Felieton niestety znowu z opóźnieniem, ale po prostu nie miałem ani jednej wolnej chwili, aby wcześniej napisać. We wtorek cały dzień w Warszawie, środa bieganie po konsulatach Rosji i Białorusi w Gdańsku (wizy dla moich kierowców), dopiero w czwartek miałem czas aby usiąść i podzielić się moimi wrażeniami z dwóch wydarzeń ze stolicy, w tym z jednego naprawdę epokowego.
Do Warszawy wyruszyłem z samego rana, ale dzięki autostradzie w ciągu 3h dotarłem do tego miasta. Dobrze, że nie trafiłem na patrole, bo mój przyjazd mógłby się mocno opóźnić, no i nadszarpnąć budżet. Ale się udało i dzięki temu stać było mnie na piłkarski obiad czyli "dwa bułki i jeden kiełbas".
Na zebranie w Sheratonie stawiło się 32 prezesów z 90 klubów futsalowych istniejących w Polsce. Na cały inwentarz składają się kluby FE, I i II ligi oraz kluby prowadzące drużyny młodzieżowe i kobiece. W związku z niską frekwencją zebranie odbyło się w drugim terminie. Miał się stawić przewodniczący Komisji Futsalu Kazimierz Greń i wygłosić referat podsumowujący pracę KF, jednak z "przyczyn osobistych" - jak to przedstawił vice przewodniczący Bogdan Duraj - nie stawił się. Wzbudziło to niemałą konsternację, bo wielu było ciekawych raportu - przede wszystkim z nieudanych eliminacji do ME w Krośnie i spraw związanych z posadą trenera. Nie pierwszy raz w tym dniu Greń uniknął pytań.
Głównym punktem był wybór delegatów futsalu na walny zjazd sprawozdawczy PZPN. Zgłoszono trzech kandydatów: Grzegorza Morkisa (GKS Futsal Tychy), Arkadiusza Grzywaczewskiego (Gwiazda Ruda Śląska) i Bogdana Duraja (delegata z... Gatty Active Zduńska Wola). Patrząc na spory kontyngent działaczy ze Śląska i Podkarpacia można było się spodziewać, iż zostaną przeforsowane kandydatury członków komisji futsalu. Ale tu nastąpiła pierwsza niespodzianka, delegatami zostali Morkis i Grzywaczewski, a Duraj otrzymał tylko 12 głosów na 32 możliwe.
Następnie głosowano wybór zastępców delegatów. Zostały zgłoszone kandydatury Anny Straszewskiej (Hurtap Łęczyca), ponownie Bogdana Duraja oraz... mojej osoby. Generalnie zdaję sobie sprawę, iż głos delegatów ze środowiska futsalu na zjeździe całego PZPN jest głosem wołającego na puszczy, ale zgodziłem się na moją kandydaturę z czystej ciekawości, jak środowisko zareaguje na moją osobę. Do tej pory nie działałem szeroko w polskim futsalu, skupiając się na pracy we własnym klubie. Okazało się, iż chyba "fejm" felietonisty dał efekt w postaci przyznanych głosów. W pierwszym głosowaniu pani Anna dostała 22 głosy, a ja wraz z panem Bogdanem po 15. Nastąpiła dogrywka, w której mieliśmy ponownie remis (po 14 głosów). Wówczas zaproponowałem sekretarzowi oraz mojemu koledze z Chojnic rzut monetą w celu rozstrzygnięcia, ale niestety to nie było zgodne z regulaminem. Nastąpiła druga dogrywka i tutaj wszystko rozstrzygnęło się na moją korzyść, stosunkiem głosów 16:12. Ucieszył mnie fakt, że środowisko mnie poparło - widać moje postulaty zmian wspominane w felietonach zyskują akceptację i budzą zainteresowanie. To mały sukces, ale jeśli ma być początkiem zmian na lepsze w polskim futsalu, to wypada się z tego cieszyć.
Kto czyta moje felietony, to wie, iż mam kilka ciekawych pomysłów na rozwój piłki halowej, począwszy od kadr wojewódzkich po reprezentację. Zobaczymy, czy w najbliższej przyszłości nastąpią jakieś zmiany i czy moje propozycje zyskają posłuch i poklask.
Drugi punkt wizytacji stolicy to hotel Ibis, mieszczący się naprzeciwko siedziby PZPN. Tam odbyła się konferencja, a raczej hucpa Kazimierza Grenia... Kto nie widział tego "cyrku", to może obejrzeć na Youtube. Małe pomieszczenie, a ludzi ponad setka. Z racji tego, iż z kolegami z klubów FE czekaliśmy dosyć długo na obiad, to wpadliśmy na konferencję w chwili rozpoczęcia. Tłum był tak duży, że musieliśmy zostać na korytarzu i przez otwarte drzwi przysłuchiwać się tekstom, które czytał Greń z ekranu. Raz sprzęt się zaciął, tak samo pan Kazimierz. Widocznie nie mógł wyjść poza ramy ustalonego tekstu improwizując wypowiedzi, a szkoda. Zauważyć można było kwiat dziennikarstwa sportowego, tuż obok mnie stał Dariusz Tuzimek - ostatnio redaktor w Onet Sport - i Adam Godlewski z tygodnika "Piłka Nożna", ale wewnątrz sali była cała czołówka znana z twórczości twitterowej. Zresztą właśnie tam można było śledzić na żywo komentarze w tonacji mocno szyderczej.
A główny bohater zgodnie z przewidywaniami przedstawił teorię spiskową mocno rywalizującą z historycznym spiskiem na życie prezydenta Johna F. Kennedy’ego, plus efektowną prezentację garderoby. Zresztą ten pokaz konfekcji był motywem przewodnim relacji różnych mediów. Fakt: Greń pokazał portki i uciekł, Radio Zet: Działacz pokazał spodnie, igol.pl: Przegląd szafy, pytania o kolory i czytanie z PowerPointa, a Polsat Sport: Grenia teoria chaosu.
Przez całą konferencję prowadzący spychał pytania dziennikarzy na później. Gdy konfa się zakończyła, Greń bez słowa ewakuował się z sali. Niestety, ważne pytania zawisły w powietrzu. Także te związane z futsalem m.in. przyszłością trenera Andrei Bucciola.
Stojąca obok mnie reporterka telewizyjna w relacji na żywo z wrażenia wspomniała o Kazimierzu... Deynie. Gdy zwróciłem jej delikatnie uwagę, iż chyba nastąpiła mała pomyłka, to operator kamery odpowiedział "wybacz, to jej pierwszy raz". Dziewczę spłonęło rumieńcem, no cóż - ja w takim debiucie pewnie też bym pomylił :) Więcej nie ma co pisać, chyba każdy widział ten "One Man Show". Ktoś się poważnie ośmieszył i nie byłem to ja.
A teraz o lidze. W pierwszej rundzie na łamach naszego portalu pojawiały się felietony, które opisywały przebieg meczów. Tego teraz zabrakło, to ja postanowiłem regularnie oceniać wszystkie spotkania bieżącej kolejki. Liga w tym sezonie lubi nas wszystkich zaskakiwać. Faworyci zgodnie wygrywają, ale to co się dzieje na dole, tego nie jest w stanie przewidzieć nikt. Pozostały cztery kolejki spotkań, a tak naprawdę aż OSIEM zespołów może spaść z ligi.
Zaczęliśmy w Chojnicach meczem RD - Pogoń. Mecz toczył się raczej w świątecznej atmosferze, zwłaszcza do przerwy, kiedy wykopaliśmy obie bramki i skończyło się 0:0. W drugiej połowie w ciągu minuty padły trzy gole. Najpierw Iwanow trafił w okienko Kubraka, ale szybko Szamotij doprowadził do wyrównania. Potem po ładnej akcji najpierw Łuciw trafił w poprzeczkę, a skutecznie dobił Charczenko. Pogoń rzuciła się do ataku, a my nastawiliśmy się na grę z kontry. Najpierw Sobański w sytuacji sam na sam strzelił w Kubraka, potem uderzenie Tomka Kriezel z linii bramkowej wybił Żebrowski. Pogoń wycofała bramkarza i na kilkadziesiąt sekund przed końcem Szamotij zdobył gola dającego jeden punkt. My ponownie w ostatniej minucie tracimy punkty, wydaje się iż dwa razy lepiej mógł interweniować nasz bramkarz. Ale nie ma co gdybać, wynik można uznać za sprawiedliwy.
A w Pniewach ostra strzelanina. Ostatnia taka w Wielkopolsce miała miejsce, kiedy mafiozi walczyli o wpływy w burdelach, trup padał gęsto. Tutaj było podobnie. Gospodarze szybko objęli prowadzenie, ale Rekordziści po uderzeniu z rzutu wolnego Ukraińca Kameko doprowadzili do remisu. A potem ruszyła pniewska nawałnica. Mistrz Polski raz po raz nadziewał się na szybkie kontry młodego zespołu Czerwonych Smoków. W 25. minucie było już 5:1 dla gospodarzy, którzy jednak postanowili też dać coś od siebie i sprezentowali rywalom dwa gole samobójcze, przeplecione trafieniem Pawła Machury. 5:4 na 3 minuty przed końcem zapowiadało bardzo nerwową końcówkę. Rekord grał z wycofanym, co skrzętnie wykorzystał Adrian Skrzypek. Rekord odpowiedział jeszcze drugim golem Machury, ale gospodarzy wytrzymali napór i po raz kolejny w meczu u siebie pokonali faworyta. Spojrzałem w tabelę meczów u siebie - Red Dragons na drugim miejscu, tuż za Wisłą Krakbet. To nie przypadek, iż w Twierdzy Pniewy tak dużo zespołów gubi punkty. A Rekord definitywnie pozbawił się szans na inny medal niż brązowy.
Wisła Krakbet - KGHM Euromaster. Mecz bez historii, mocno osłabiony brakiem pauzujących zawodników zespół z Głogowa nie sprostał liderowi tabeli. Zawodnicy Wisły nie musieli się nawet zbytnio wysilać, cały mecz mieli pod kontrolą i spokojnie skasowali trzy punkty.
Gatta Active - AZS UG. Gdańszczanie mając brzytwę już blisko szyi pojechali do wicelidera z myślą o wywiezieniu punktów. Ale z taką grą w defensywie to jedyne, co mogli przywieźć ze Zduńskiej Woli, to ciasto na wynos z pobliskiej cukierni. W meczu była wymiana ciosów, ale gospodarze niemal cały czas zachowywali bezpieczny dystans dwóch bramek różnicy. Skutecznością popisał się blisko 40-letni Tomasz Broner, zaliczając hat-tricka, co również udało się Danielowi Krawczykowi. "Krawiec" dzięki skuteczności w ostatnich kolejkach wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców i ma już 20 trafień.
AZS UŚ - GAF Jasna. Mecz z dużymi podtekstami, katowiczanie zdecydowali się wbrew zakazowi z umowy transferowej wystawić Tomasza Szczurka wypożyczonego właśnie z Gliwic. Oficjalnie z powodu sporej ilości pauzujących za kartki zawodników. Do przerwy prowadzili faworyci, czyli goście po golu Mizgajskiego. Tuż po wznowieniu drugiej połowy po raz pierwszy zabłysnął Błażej Korczyński, absolutnie fantastycznym technicznym uderzeniem lobując z bliska Michała Widucha. Gliwiczanie szybko zaatakowali i po golach Dewuckiego i Pautiaka wyszli na prowadzenie 3:1. Jak wyszli, tak stanęli. Ostatnie 10 minut należało do gospodarzy, którzy jak rok temu w końcówce ligi walczą o życie i wypruwają flaki na parkiecie. Najpierw Piskorz, a potem dwukrotnie Korczyński trafiali do siatki z sąsiedniego miasta. Bezcenne punkty zostały w Katowicach, a Gliwice oddaliły się od wymarzonego brązowego medalu. Po spotkaniu działacze GAF zastanawiali się nad złożeniem protestu, ale z powodów formalnych (mało precyzyjny zapis w umowie) postanowili odstąpić od wyciągnięcia konsekwencji za występ Szczurka. Krótko mówiąc, wszystko zostało w rodzinie.
Telewizyjny mecz nie zachwycił poziomem. Gwiazda tradycyjnie w drugiej rundzie rozgrywek ograła Clearex, choć tym razem musiała się nieźle wysilić. W poprzednich sezonach to raczej chorzowianie swobodnie rozdawali swoim pobratymców punkty, kiedy były im bardzo potrzebne. Tym razem sami musieli walczyć o życie, bo ich forma jest najgorsza z najgorszych. Długie pasmo porażek, trzeba zacząć martwić się o byt. Tym spotkaniem po raz drugi z Cleareksem pożegnał się trener Adam Lichota. Podobno sam prezes Zdzisław Wolny zdecydował się zostać "ratownikiem" w ostatnich meczach, z pomocą brata Tadeusza. Zobaczymy, na ile duet braci Wolnych zmobilizuje zespół do lepszej gry. Gwiazda z kolei złapała wiatr w żagle i punktuje. Mają teraz u siebie Euromastera i myślę, że gdybym obstawiał zakłady, to warto by było dać w tym meczu "jedynkę".
Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Derby Pomorza w Gdańsku, a Pogoń gości Red Dragonsów. Te dwa niezwykle kluczowe dla układu tabeli spotkania na pewno wzbudzą wiele emocji zarówno na trybunach jak i na parkiecie. Będzie ciekawie, oby do ostatniej kolejki :)
Kącik bibliotekarski - po krótkiej przerwie chciałbym zaproponować przede wszystkim osobom ćwiczącym i lubiącym wysiłek sportowy książkę T.J. Murphy’ego pod tytułem: "Sprawność - Siła - Witalność. Jak CrossFit zmienił moje życie".
Jak moi wierni czytelnicy wiedzą, od kilku miesięcy regularnie ćwiczę tę stosunkowo nową dziedzinę sportu. Nazywam to "dziedziną", gdyż odbywają się Mistrzostwa Świata oraz szereg innych imprez, na których sportowcy rywalizują w tej dyscyplinie. Poniżej zacytuję kilka opinii, z którymi całkowicie się zgadzam.
Książka jest wnikliwą analizą zjawiska CrossFitu, jako dziedziny sportu, a zarazem pewnego fenomenu socjologicznego. Pasjonująca lektura napisana przez kogoś kto zafascynował się CrossFitem, jedną z najmłodszych i najbardziej tajemniczych dyscyplin sportowych w historii.
CrossFit to więcej niż fitness. To sport, który naprawdę pomaga zrzucić wagę, poprawić swoją kondycję i zwiększyć masę mięśniową. Autor opisuje jak z kulejącego byłego biegacza zmienił się w pełnosprawnego człowieka, mogącego nie tylko normalnie chodzić, ale również wykonywać strasznie trudne i męczące treningi crossfitowe. Nie ukrywa, że bywało ciężko. Książka rozwiewa wiele mitów odnośnie tego sportu - nie jest on tylko dla osób szukających wyzwań, ale dla każdego człowieka, który chce stać się "wszechstronnie sprawnym".
"Moje ego zostało zniszczone - wspomniał. - Był to jednak trening, którego szukałem przez całe życie." Murphy przedstawi Wam historię powstania CrossFitu, poznacie podstawowe zasady i cele treningów. Odkryjecie, na czym polega CrossFit, a dzięki załączonym zdjęciom wraz z opisem nie tylko zobaczycie jak wyglądają poszczególne ćwiczenia, ale i będziecie wiedzieli jak je poprawnie wykonać. Dowiecie się, dlaczego poszczególnym zestawom ćwiczeń ich pomysłodawca zaczął nadawać imiona, a także, dlaczego treningi sprawdzające kondycję otrzymują imiona żeńskie. Przeczytacie ile czasu Amerykanin służący w marines potrzebował na wykonanie treningu "Elizabeth", który innym zajmował maksymalnie 10 minut. Odkryjecie, które ćwiczenie jest najbardziej wymagającym, z jakim sportowiec CrossFit spotka się podczas pierwszego roku treningów. Z lektury dowiecie się także, kiedy zawodnicy biorący udział w turnieju CrossFit Games dowiadują się, jakie konkurencje przyjdzie im wykonywać.
W ulotce o CrossFicie, którą czytał Murphy, w akapicie zatytułowanym "Czy ja się do tego nadaję?" odpowiedź brzmiała "Oczywiście". Patrząc już na samą okładkę książki, gdzie sportowcy trzymają sztangę nad głową jestem przekonana, że w życiu bym tego nie wykonała.
Najważniejsze jest to, że każdy, od największego atlety, po nowicjusza z nadwagą jest traktowany w ten sam, profesjonalny sposób. Nie ważne ile wyciskasz, ważne żebyś dawał z siebie wszystko. Kolejną sprawą która mnie urzekła jest atmosfera panująca w tej zamkniętej społeczności.
Książka niezwykle motywuje do działania, do zadbania o siebie. Podczas czytania ciągle miałem wrażenie, że powinienem ruszyć się z kanapy i zacząć ćwiczyć. I właśnie ta motywacja jest największą siłą tej lektury. Dlatego jest to pozycja dla każdego, nie tylko dla osób zainteresowanych CrossFitem.
Ja osobiście gorąco zachęcam do lektury, potem do znalezienia lokalnego klubu crossfitowego i rozpoczęcia treningów. Na początku jest bardzo ciężko, po pierwszych treningach całe dnie regenerowałem organizm, nie mając czasem siły sięgnąć po butelkę z wodą. Ale przetrwałem i wkręciłem się na maxa. Tę recenzję także piszę w czwartek po porannym treningu, który nieźle mnie zmęczył, ale też sprawił ogromną satysfakcję po pokonaniu kolejnych barier. Koniec ziewania, ruszyć tłuste tyłki do boxu crossfitowego i... youtube.com/watch?v=LHdrZpto4-c :)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)