FUT5AL HEA7EN
Raz napiszesz i od razu chce ci się stukać kolejny... No i jest puchar, wypada się pochwalić, ale o tym później.
Wróćmy na chwilę do poprzedniego felietonu. Zebranie, które proponowałem zorganizować w gronie trenerzy kadry, prezesi i kapitanowie drużyn nie doszło do skutku. Oficjalnym powodem było to, iż podobno musi być dwutygodniowy termin zawiadomienia, a nieoficjalnie...
Piszę te felietony, aby poruszać tematy zmian na lepsze w polskim futsalu, ale jest sporo opornych osób, którym jest to nie w smak. Ja nie boję się poruszać kontrowersyjnych tematów, bo stoimy w miejscu pod względem sportowym od 2001 roku. I nic się nie zmienia. Dlatego też ten światek nazywam towarzystwem wzajemnej adoracji, który nawzajem klepie się po plecach i zachwyca, jak tutaj jest pięknie i wspaniale.
Jeszcze jeden wątek dotyczący ostatniego FH, w Zduńskiej Woli zaczepił mnie na korytarzu Igor Sobalczyk, który miał pretensje, że źle opisałem powody nieobecności w Kazachstanie. Przekazał mi informację, iż jakoby on i Daniel Krawczyk sami zrezygnowali z występów kadrze i dlatego ich zabrakło w tym meczu.
Moje źródło informacji jednak twierdzi coś innego. Aby być zupełnie pewnym, zapytałem się jeszcze Bogdana Duraja, jak sprawa wyglądała od środka. Przewodniczący Komisji Futsalu powiedział, iż obaj zawodnicy zostali wezwani na komisję dyscyplinarną (trenerzy A. Bianga, B. Korczyński oraz działacze PZPN E. Nowak, J. Bednarek i B. Duraj), która stwierdziła, iż całkowitą winę za nieobecność na rewanżowym meczu z Kazachstanem ponosi dwójka zawodników, która nie dopełniła formalności paszportowo-wizowych.
31 maja trenerzy i działacze spotkają się z reprezentacją Polski, aby podziękować im za turniej eliminacyjny i dwumecz barażowy o awans do Mistrzostw Świata w Kolumbii. Igor Sobalczyk i Daniel Krawczyk mają zagrać jeszcze pożegnalny mecz w reprezentacji i na tym zakończą swoje występy w kadrze. Czyli precyzując: nie rezygnacja zawodników, a rezygnacja Z zawodników kończy całą tą sprawę.
Wybory nowego prezesa Futsal Ekstraklasa Sp. z o.o. powoli rozgrzewają nasze towarzystwo. W Zduńskiej Woli toczyły się zakulisowe rozmowy z udziałem dwóch faworytów do stołka. Nie da się ukryć, iż Maciej Karczyński i Roman Sowiński mają apetyt na kręcenie sterem polskiego futsalu. Obaj są wielkimi pasjonatami halówki, obaj nadają się na to miejsce znakomicie. Nie będę tutaj rozstrzygał, kto bardziej, bo moim zdaniem powinniśmy dobrać do tej dwójki jeszcze jedną osobę i stworzyć silny zarząd spółki, który będzie dynamicznie rozwijał Futsal Ekstraklasę. I dla mnie nie ma znaczenia, kto będzie kapitanem silnej załogi. Ja swoje zdanie wyraziłem w mailu, skierowanym do prezesów klubów FE:
Jak wiadomo, nie przelewa się nam zbytnio, a już mieliśmy warszawskiego prezesa z wysoką pensją, który sprezentował nam faceta w prześcieradle na konferencji prasowej (na której nie było nikogo) oraz logo skradzione federacji piłkarskiej Kanady. Robert Kaczyński okazał się mitomanem i bajkopisarzem, zabrakło też ewidentnie kontroli rady nadzorczej.Otrzymałem odpowiedź od Marka Homy, który jest odpowiedzialny za sprawy relacji telewizyjnych: „Kluby wpłaciły 12x 15.000 zł = 180 tys. złotych. Koszt jednego meczu waha się między 9 a 10 tysięcy złotych czyli jeżeli pokażemy w tym sezonie 26 spotkań koszt ten zamknie się między 234 a 260 tysięcy złotych. Dodam, że choć sporą część wpisowego transmisje pochłaniają, to nie zapominaj, że nie są to jedyne wydatki Spółki. Zapewniam Cię, że tych jest sporo a szczegóły podawane są na każdym zebraniu, ale o tym faktycznie trudno byś wiedział”. Mały prztyczek co do mojej rzadkiej obecności na zebraniach, ale o tym napiszę później.
Potrzebna jest osoba w 100% dyspozycyjna, działająca w naszym środowisku i posiadająca kontakty, które umożliwią rozwój spółki, przede wszystkim finansowy. Spółka działa już 6 rok i oceniając jej działalność wyłącznie pod względem finansowym, to otrzymaliśmy piłki (wartości kilku tysięcy złotych - na pewno każdy klub stać na ich zakup) oraz aktualnie matę na mecze telewizyjne, która nie jest aż tak konieczna do przeprowadzenia relacji TV. Co do transmisji meczów to fajnie że są, ale przecież idzie na to ogromna suma pieniędzy z corocznej opłaty wpisowej klubów. Czyli tak naprawdę kluby same płacą za transmisje.
Nie chciałbym, aby powyższe spostrzeżenia były odbierane jako krytyka, bo darowanemu koniu nie zagląda się w zęby, ale ja sobie to zupełnie inaczej wyobrażałem w momencie przystępowania do spółki klubów.
Podsumowując całą dotychczasową działalność spółki, to wydaje mi się, iż to jednak nie jest zbyt duże osiągnięcie. Rozumiem, iż Pan Janusz Szymura działając charytatywnie nie był w stanie porzucić swoich codziennych obowiązków na rzecz działalności w spółce - i tak dobrze, iż wyciągnął nas z problemów finansowych.
Ale teraz ja chciałbym, abyśmy mieli prezesa, który zrobi krok do przodu. Ale nie kosztem klubów, które będą finansować wysoką pensję, bo to nie jest żadną motywacją do skutecznego działania. A teraz do konkretów:
- miesięczna pensja w wysokości maksymalnie średniej krajowej brutto (najlepiej, gdyby prezes rozliczał się fakturą, bez ZUS)
- prowizja w granicach 10-25% od każdej umowy, opiewającej na czystą, żywą gotówkę.
Jasne i proste - prezes załatwi, prezes ma na furę, hacjendę, na szkło i leżaki. Ale płacimy nie za pierdzenie w stołek (jak to robił kiedyś Pan Robert Kaczyński), tylko za wykonaną robotę. Wysoka prowizja musi być, ma to być zachęta do wytężonej pracy. Uczciwy i godny zarobek, bo sam z doświadczenia wiem, ile trzeba się najeździć, aby załatwić jakiekolwiek pieniądze. Charytatywnie z kolei to nikt nie będzie pracować, bo tak to można się dołożyć do studni w Gabonie, żeby Pigmeja napoić. W sumie tutaj też można znaleźć jakiś plus, naturalizacja i będzie z tego pożytek.
Faktycznie, firma Rekord dokłada do transmisji, ale otrzymuje za to reklamę w TV. Jak ktoś przeczyta dokładnie i ze zrozumieniem mój tekst, to nie znajdzie tam słów krytyki pod adresem Janusza Szymury, z którym zresztą na ten temat rozmawiałem w Zduńskiej Woli.
Obecny prezes wyciągnął spółkę z problemów finansowych. Ale działanie w sposób "nie mam czasu załatwiać wszystkich spraw, to luki zapełnię własną forsą" nie jest modelem pracy prezesa na przyszłość. I to nie jest tylko moje zdanie. Janusz Szymura był dobrym prezesem na trudne czasy, ale teraz oczekuję znacznie więcej. I mam pełne prawo jako akcjonariusz spółki tego żądać. Bo ja także wykładam mnóstwo pieniędzy z własnej kieszeni na to, aby mój klub mógł funkcjonować w lidze, w której za wszystko muszę płacić.
Druga sprawa to zebrania klubów Futsal Ekstraklasy. Skontaktowałem się z przedstawicielami klubów (zwłaszcza z północnej części Polski - Pogoń 04 Szczecin, AZS UG Gdańsk, FC Toruń), którzy w przeszłości podobnie jak ja, nie zawsze byli obecni na zgromadzeniach. Zaproponowałem natychmiastowe wprowadzenie zasady organizacji kolejnych zebrań w różnych miejscach Polski, w siedzibach klubów FE (oczywiście w tych, które wyrażą chęć na zorganizowanie). Nie zgadzam się z tym, iż kluby z południa mają za każdym razem przysłowiowe "trzy kroki", a my musimy tracić cały dzień, a także ponosić wysokie koszty przejazdu (w moim przypadku jest to ok. 140 litrów paliwa za każdą podróż, nie mam lekkiej nogi, a chcę wrócić przed porankiem do domu). Prowadzę firmę transportową, teraz otworzyłem jeszcze CrossFit Box (inaczej mówiąc klub, mała autoreklama), który jest moją pasją od 1,5 roku. Każdy dzień to jest ciężka praca od rana do wieczora i niezwykle ciężko jest mi się wyrwać na niemal całą dobę poza Chojnice.
Dodam, iż w TOP5 Futsal Ekstraklasy jest tylko jeden klub z dolnej części kraju, ale za to aż cztery zajmują ostatnie miejsca w tabeli. Układ sił od kilku sezonów zmienia się, to nie tylko Śląsk i okolice grają w lidze.
Dodam, iż to tutaj są kibice, zobaczcie frekwencje w Toruniu, Szczecinie, Chojnicach. Porównajcie to sobie z halami w Chorzowie, Katowicach, Rudzie Śląskiej. No ale to my musimy za każdym razem zapierdalać na południe, gdzie ani poziom sportowy, ani zainteresowanie kibiców w ŻADEN sposób nie może się równać do naszego.
Rozumiem, iż to Bielsko Biała jest siedzibą spółki, ale np. zebranie rady nadzorczej FE rok temu odbyło się w Chojnicach, a ostatnie zebranie klubów w Szczecinie. W przeszłości odbywało się w Katowicach, tak więc siedziba spółki nie jest jedynym możliwym miejscem, w którym mogą się odbywać zebrania.
Wysunąłem kandydaturę Gdańska na miejsce najbliższego zebrania, Piotr Walczak poinformował mnie, iż są przygotowani do organizacji spotkania.
Jeśli to dojdzie do skutku, to jestem bardzo ciekawy frekwencji, zwłaszcza iż moja osoba była często krytykowana za nieobecności. Zobaczymy, jaka będzie chęć przyjazdu na północ (nie biorę pod uwagi zebrania w Szczecinie, bo tam magnesem był mecz reprezentacji Polski). Jeśli kolejne zebrania odbędą w Gdańsku, Chojnicach, Toruniu, to wówczas porównamy moje nieobecności z obecnościami prezesów klubów z południa Polski. Wbijam znowu kij w mrowisko, ale w tym przypadku to my jesteśmy pokrzywdzeni.
Moim dodatkowym postulatem na przyszłość jest możliwość obecności na zebraniach poprzez internet (np. skype). Żaden z naszych klubów nie jest klubem zawodowym, gdzie prezesi czy inni członkowie zarządu skupiają się wyłącznie na pracy w klubie. W dzisiejszym świecie wiele zebrań odbywa się właśnie w taki sposób i nie widzę przeszkód, aby u nas było tak samo. To ułatwi podejmowanie decyzji, gdyż wówczas przedstawiciele wszystkich klubów będą w stanie być obecni na zebraniach, a co za tym idzie podejmować wiążące decyzje.
Puchar, Puchar, Puchar... Nie ukrywałem, iż przebieg bieżącego sezonu był do niedzieli dla mnie sporym rozczarowaniem. Budowaliśmy zespół, który miał powalczyć o Mistrzostwo Polski, ale nie pompowaliśmy balonu w mediach. Seria czterech remisów w domu pozbawiła nas szansy gry o złoto, a także bardzo słaba forma wyjazdowa w pierwszej fazie rozgrywek. W sobotę nie mogłem być obecny w Zduńskiej Woli, oglądałem półfinał z Cleareksem w internecie i muszę przyznać, iż dawno się tak nie denerwowałem. W lidze w ostatnich 3 minutach gry straciliśmy aż 10 punktów (5 meczów, w których prowadziliśmy zakończyły się remisami), teraz było podobnie. Znowu zamiast grać piłką szybko się jej pozbywaliśmy, a przeciwnik przejmował inicjatywę i to wykorzystywał. Ale teraz scenariusz był nieco inny, dogrywka i karne, w których bohaterem był Sebastian Kartuszyński. Sebastian w tym sezonie był naszym piątym bramkarzem, który sporadycznie tylko trenował z zespołem. Jednak w obliczu kontuzji starszego brata Michała, wyjazdu zagranicznego Artura Czarnowskiego i ograniczeń dotyczących graczy spoza UE (Bondarenko) został powołany na turniej Final Four. I to właśnie on okazał się piątym elementem, dzięki któremu awansowaliśmy do finału (czterema pierwszymi był Seba Wojciechowski, który rozegrał swój najlepszy mecz w RD). "Karton" jest bramkarzem o potężnych gabarytach, stojąc w bramce sprawia wrażenie, iż nie ma tam zbyt wiele miejsca na to, aby piłka go ominęła. I w drugiej serii rzutów karnych skuteczną interwencją sparował piłkę na słupek. Nasza trójka strzelców nie pomyliła się i mogliśmy cieszyć się z awansu.
W niedzielny poranek wyruszyłem do Zduńskiej Woli, gdzie zdążyłem załapać się na obiad w niezwykle miłym towarzystwie Anny Straszewskiej (Hurtap Łęczyca), Bogdana Duraja, Macieja Karczyńskiego i Romana Sowińskiego. Futsal do kotleta, było wesoło i smacznie :)
Na hali ugościł nas Andrzej Dąbrowski, szef Gatta Active. Wesolutki nastrój organizatora całej imprezy udzielił się także naszej ekipie i ja z dużym spokojem oczekiwałem meczu finałowego. Od pierwszych sekund spotkania graliśmy dobrze, bez paniki, prezentując przede wszystkim niezwykle skuteczną grę w obronie. Nawet kiedy straciliśmy pierwsi bramkę byłem absolutnie pewien, iż wygramy to spotkanie. Byliśmy lepszym zespołem, lepiej zorganizowanym, rywale zostali zmuszeni do strzelania z dystansu, ale tutaj nie miał problemów Mario Modrusan, który w turnieju zaprezentował się znakomicie. Pewność między słupkami udzieliła się także reszcie zespołu, który uparcie dążył do celu. Najpierw niezawodny Sania Bondar doprowadził do remisu, a potem Przemek Laskowski, który z każdym meczem jest lepszym zawodnikiem, strzelił zwycięskiego gola. No i Tomek "MVP" Kriezel wraz Witalą "Rukowoditiel kamandy" Koleśnikiem, którzy byli kręgosłupem zwycięskiego zespołu. Rekord próbował, ale na próbach się skończyło. Gdyby nie Michał Kałuża w bramce rywali, to wynik byłby znacznie wyższy. Wreszcie pokonaliśmy bielszczan, z żadnym zespołem nie mieliśmy tak słabego bilansu meczów. A teraz lepszy zespół wygrał, mamy kolejny wazon do kolekcji i to najcenniejszy w 21-letniej historii klubu. Pojawiły się łzy w oczach działaczy i trenerów, nigdy nie widziałem takiej euforii. To są prawdziwie chwile szczęścia, o których się marzy w naszym sportowym życiu. Ogromna satysfakcja, a do tego spora kasa. Od Bogdana Duraja i Jana Bednarka z PZPN otrzymaliśmy czek na 30 tysiaków. To rekordowa nagroda z naszej federacji na rzecz futsalu. Po raz pierwszy także zespoły z 2., 3. i 4. miejsca otrzymały pieniądze, co jest chwalebnym plusem. Przyjechała także chojnicka grupa kibiców i sponsorów naszego klubu, która nas gorąco dopingowała w finale, w tym miejscu chciałbym im gorąco podziękować, brawo chłopaki!!!
I na sam koniec o lidze, w temacie meczów o kolor medali (bo nie nazwę tego potworka play offem). Przykro mi jest to pisać Marcin (Stanisławski, z którym ostatnio rozmawialiśmy i który kibicował nam w HPP, za co mu dziękuję), ale moim faworytem do wygrania ligi jest Pogoń. Będziemy mieć pierwszego pierwszoligowego Mistrza Polski ;) Dlaczego? Dużo szersza ławka, wysoka forma w końcówce sezonu, hala wypełniona kibicami. No i wiadomo, swoi z północy Polski. Ale niech wygra lepszy, wypiję drinka albo dwa z Andrzejem albo Mirkiem. A w sumie nie, nie piję z obcymi ;)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice. Nie prezentują również stanowiska redakcji Futsal-Polska.pl)