Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Tym razem było spokojniej, bez nerwowych telefonów choć doszły mnie słuchy iż w Gdańsku są na mnie mocno obrażeni. Może już czas spojrzeć w lustro i tam szukać winnych słabej formy aniżeli w moich felietonach?

Zacznę może od pochwał - świetna promocja futsalu w Pile, na trybunach 1300 osób!!! Na zaproszenie klubu Credo Futsal właśnie do tego miasta przyjechała drużyna Herthy Berlin. I na hali zgromadził się komplet widzów. Można? Można!!! Działacze Credo Futsal, pomimo że ich drużyna występuje w II lidze futsalu po raz kolejny zaprezentowali poziom organizacji i marketingu rodem z Futsal Ekstraklasy, a nawet z T-Mobile Ekstraklasy. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy wynikiem 7:6, a sam mecz dostarczył niemałych emocji kibicom futsalu. I właśnie o to chodzi, o taką reklamę - sprzedajemy widzom emocje. I jestem pewien, że gros tych ludzi powróci na halę, aby obejrzeć mecz ligowy Credo. Tak się buduje klub, tak się buduje bazę kibicowską. Panowie działacze z Gdańska, Warszawy i Katowic - macie tutaj pole do popisu. Jak się chce, to można ściągnąć tłumy na halę, pomimo teoretycznie słabszego poziomu sportowego. Tak to się powinno robić!!!

Zresztą futsal akademicki w Polsce to dla mnie duża zagadka. Na przykład w USA drużyny uniwersyteckie cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Czy to futbol amerykański, czy koszykówka, czy też mało znana u nas dyscyplina lacrosse - na trybunach są komplety widzów. A stadiony (olbrzymy o pojemności 80 tysięcy) czy hale (nawet 20 tysięcy miejsc) przecież nie tak łatwo wypełnić. A jednak to się znakomicie udaje za "wielką wodą". Do tego mają świetne pomysły promocyjne typu "silent night" kiedy na hali obowiązuje kompletna cisza, ale po zdobyciu 10. punktu następuje erupcja szaleństwa.  A jak amerykańscy studenci potrafią się świetnie bawić, tylko pozazdrościć!!!. U nas też umieją się bawić, niestety bardziej na dyskotekach i domówkach, niż na imprezach sportowych. Chciałbym zobaczyć taką pełną halę, wypełnioną bracią studencką, która aktywnie kibicuje swoim kolegom. To naprawdę może być świetna zabawa. Przyjadę wówczas i pierwszy będę klaskać.

Ale na razie też chciałbym być działaczem klubu uniwersyteckiego. Nic nie trzeba robić, kasa jest na wszystko, nie ma potrzeby biegać po sponsorach, pewnie znajdzie się też biurko i wygodny ciepły fotel. Ale nie na tym polega "robienie" sportu. Widzę, jak wyglądają strony klubowe w internecie (dział "sponsorzy" to jakiś żart), czy też bannery reklamowe w Gdańsku oraz Katowicach. Praktycznie nie ma sponsorów zewnętrznych, a nie uwierzę że w tak dużych miastach nie można pozyskać jakiegokolwiek sponsoringu. Po prostu działacze nie muszą tego robić. Więc tego nie robią.

Ktoś się zapyta, dlaczego tak uczepiłem się tych biednych akademików? To nie jest moja idée fixe (natrętna myśl), aby się czepiać kogokolwiek. Po prostu chcę, aby futsal w Polsce się rozwijał, żeby kluby się dynamicznie rozwijały. Żeby na halach było coraz więcej kibiców, żeby było lepiej, fajniej, ciekawiej.

Krytykuję, bo widzę, że to wszystko można dużo lepiej zorganizować i napędzić widzów do pustych hal. A teraz mamy kompletny marazm, minimalizm, śpiączkę działaczy akademickich. Rozumiem, iż nie ma takich tradycji, ale wszystko można "zaszczepić", zachęcić ludzi do aktywnego kibicowania poprzez różnego rodzaju akcje reklamowe. Trzeba tylko chcieć, no i poświęcić bardzo dużo czasu na zorganizowanie tego wszystkiego. Ale gwarantuję, iż satysfakcja z osiągniętego celu będzie ogromna. Przynajmniej ja taką mam.

Wraz z kilkoma kolegami budowaliśmy Red Devils od zera, ruszyliśmy jako drużyna osiedlowa w 1995 roku, a od 2006 gramy w rozgrywkach ogólnopolskich. Na naszych meczach regularnie pojawia się kilkaset osób. Stworzyliśmy markę, które coś znaczy w futsalu, jesteśmy już jednym z najstarszych klubów w polskiej lidze halowej. Popełniliśmy oczywiście  wiele, ogromnie wiele różnego rodzaju błędów, ale na nich się też uczymy. Niemniej osiągnęliśmy ogromny sukces organizacyjny tworząc stabilny klub futsalu, który trwa i powoli buduje swoją historię. I jestem z tego bardzo dumny.  
Pewnie znowu się ktoś obrazi albo powie: "co ten Synoradzki pierdoli, niech się martwi o swój klub" itepe itede. Nie spodziewam się od razu szybkich zmian, bo wygodnictwo dominuje niemal wszędzie w tym kraju. Nie mówię, że akademicy mają od razu działać profesjonalnie, ale zachęcam ich, aby krok po kroku właśnie w tę stronę dążyli.

Podsumowanie kolejki zacznę od mojej drużyny - mieliśmy być czarnym koniem a jesteśmy zdechłym kucem. Najpierw falstart i głupia strata pewnego zwycięstwa z Euromasterem, potem się udało wygrać w planowym zwycięstwem nad Katowicami. Ale ostatni tydzień i dwa wyjazdy na południe to był piłkarski dramat. Z GAF-em powinniśmy wygrać na spokojnie, przy prowadzeniu 2:1 mieliśmy naprawdę świetne okazje do zdobycia kolejnych bramek. Indolencja strzelecka, brak umiejętności i koncentracji? Nawet do pustaka nie trafialiśmy. Jak zwał tak zwał, punktów nie ma. A powinny być. Znowu ostatnie kilka minut to oddawanie piłki rywalom i rozpaczliwa gra w obronie. Jeden nie zablokuje, drugi nogę podniesie, trzeci nie wróci i padają gole dla rywali.

W Krakowie w pierwszej połowie gramy dobry mecz, ale znowu musimy mieć chyba pustą bramkę żeby trafić. Walimy wszędzie, tylko nie pomiędzy słupki. A Wisła grała spokojnie swoje i w drugiej części strzelała gola za golem. Czwarta bramka to komedia, juniorzy tak nie grają, żeby pozwolić szybko rozegrać rzut wolny bez jakiejkolwiek reakcji. Chyba za dobrze u nas się dzieje, przyzwoite wypłaty na czas, nie ma zaległości, wynajęte mieszkania, obiady - wszystko dobrze zorganizowane. Tylko trenować i grać - a tu wyników nie ma. W biedzie bywało lepiej, może wtedy by się starali tak jak kiedyś. Gramy końcówki spotkań jak amatorzy z ligi robotniczej. Tak grać dalej nie można!!!

Pogoń - może lepiej wrócić na starą halę, bo nowa najwyraźniej nie służy Portowcom. Druga ciężka porażka w Szczecinie. Można to tłumaczyć klasą rywali, ale to tylko podkreśla różnicę, która obecnie dzieli Pogoń od czołówki. Nie udało się zatkać dziur po zawodnikach, którzy opuścili Szczecin, to nie dziwią słabsze wyniki. Taka smutna rzeczywistość. No i pytanie, czy Łukasz Żebrowski będzie potrafił wstrząsnąć szatnią złożoną z kolegów? My przerabialiśmy już wariant grającego kolegi trenera i ten pomysł nie zakończył się szczęśliwie. Były konflikty, których nie udało się rozwiązać i musieliśmy rozstać się z trenerem. Oby "Żebro" wyszedł zwycięsko z tej sportowej próby, życzę mu jak najlepiej.

W innych meczach Gatta wymęczyła zwycięstwo nad Euromasterem, wreszcie zagrali na "zero" z tyłu, z czym mieli ewidentnie problemy do tej pory. Zobaczymy, jak sobie poradzą w zaległym meczu z Rekordem, to będzie prawdziwy sprawdzian jakości dla zduńskowolan.

W pojedynkach drużyn, które wcześniej typowałem do walki o utrzymanie, nastąpiły raczej sprawiedliwe podziały punktów. AZS UG w Gdańsku zremisował z Gwiazdą Ruda Śląska 2:2, choć mogli pokusić się o wygraną. Mitologiczny "brak skuteczności" nie tylko Red Devils dolega, to chyba chroniczna słabość drużyn z północy.

Red Dragons Pniewy urwali punkt w Katowicach AZS UŚ po przepięknym trafieniu grającego trenera Łukasza Frajtaga. Najmłodszy zespół z ligi powoli się aklimatyzuje i zbiera punkciki.

A Clearex jest "Królcem Wyjazdów", z kolei znów zawodzi GAF. Typowałem gliwiczan do czołowej czwórki, ale na razie w żadnym z pojedynków nie pokazali tego, na co ich teoretycznie stać. Potrzeba jakiegoś wstrząsu, tym razem pozytywnego w tym górniczym (do niedawna) mieście. Chorzowianie z kolei punktują rywali, a Pstrusiński w tej formie to nadaje się do kadry futsalu. Co wybronił mecz, to naprawdę klasa. I robi co rok postępy, to naprawdę ciekawy golkiper.

A nasza liga staje się naprawdę ciekawa. Jeśli jeszcze Wisła i Rekord potkną się kilka razy, to naprawdę będzie ciężko wytypować zespoły do czołowej czwórki. Zapowiada się emocjonujący sezon. I bardzo dobrze :)

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)