Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

W niedzielę najpierw zajrzałem najpierw na halę Politechniki Gdańskiej, gdzie obejrzałem zacięty pojedynek gospodarzy z Constract Lubawa (zobacz skrót). Mecz zakończył się podziałem punktów po remisie 3:3, co wydaje się sprawiedliwym wynikiem. Spodziewałem się jednak ciut wyższego poziomu sportowego, widziałem wcześniej obie drużyny i obie zagrały poniżej swoich możliwości. Dominowała walka, a sędziowie dopuścili do czasami zbyt ostrej gry. Generalnie drużyna Michała Janiaka była zdecydowanym faworytem i pod względem umiejętności indywidualnych miała na pewno lepszy zespół, ale piłkarze Dawida Grubalskiego przeciwstawili się agresywną grą i wolą walki. Być może to zaskoczyło gospodarzy, bo zwłaszcza na drugą połowę wyszli mocno zaspani i dostali dwie bramki, po których musieli gonić wynik. A jeszcze Dawid Dąbrowski z Costractu z dwóch metrów nie trafił w piłkę, co by mogło dobić piłkarzy PG. W końcówce grający prezes Piotrek Wardowski miał dwie szanse, ale w obu minimalnie przestrzelił po długim słupku. A przypadałby się piękna podcinka zamiast strzału na siłę. Wygodnie się komentuje z boku, no nie? ;) A tak kolejna strata punktów u siebie oddala gdańszczan od FC Toruń. A jeszcze do walki o barażowe miejsce włącza się KS Gniezno i o ewentualny awans będzie naprawdę ciężko. Na koniec minus dla gospodarzy za jakość skrótu video - drżący obraz, opóźnienie kamery idącej za akcji... Kręcenie meczów "z ręki" to było dobre w latach 90-tych, teraz czas na profesjonalizm. Natychmiast się poprawić :)

A teraz o kadrze, bo prosto z Gdańska pojechałem do Kwidzyna na drugie spotkanie Turnieju Czterech Narodów, czyli mecz Polski z Grecją. Dobrze, że w reprezentacji obecnie grają najlepsi futsalowcy, bo w przeszłości bywało, iż powoływani zawodnicy wykręcali się z obowiązku pod pretekstem pracy zawodowej lub po prostu działacze klubowi nie puszczali piłkarzy na zgrupowanie, obawiając się ewentualnych kontuzji. Teraz jest pod tym względem "normalnie" i trenerska para Andrzejów: Bucciol i Bianga ma pełen komfort selekcji.

Zaskakujące jest dla mnie powoływanie Krystiana Antczaka, choć też rozumiem iż chcemy zachęcić go do gry na hali. Jest to naprawdę ciekawy zawodnik. Po raz pierwszy zauważyłem go ponad roku temu, kiedy drużyna Red Devils U-20 rywalizowała w eliminacjach MMP z CityZen Poznań, w którym grał Krystian. Zainteresował mnie ten zawodnik i skontaktowałem się z jego trenerem, Bartoszem Bochińskim, byłym asystentem Klaudiusza Hirscha w Akademii FC Pniewy. Bartek odesłał mnie do managera zawodnika, Rafała Budzisza. Ten menago poinformował mnie, iż Krystian z futsalem nie wiąże żadnej przyszłości i jakiekolwiek propozycje z klubów piłki halowych ich nie interesują. Antczak miał propozycje testów w klubach zagranicznych (trawiastych) i tam miał szukać swojej szansy. Jeśli tak nadal jest, to jaki sens ma powoływanie zawodnika do reprezentacji, jak za chwilę jego nowy klub zakaże mu występów w kadrze? Jedynym rozsądnym tłumaczeniem jest to, że ma to być forma zachęty dla tego zawodnika.

Kto mnie zna albo czyta to doskonale wie, że dla mnie futsal jest sportem nr 1. Dlatego też z niechęcią patrzę na zawodników trawiastych, bo mało kto z nich się sprawdza w piłce halowej, która jest artyzmem w porównaniu z topornością piłki jedenastoosobowej. Oczywiście mówię tu o edycji krajowej, bo wiadomo że Manchestery, Madryty i Barcelony to inna półka. A dlaczego inna półka? Bo Falcao, Ronaldo i Messi zaczynali od futsalu, bo nie mieli zakazu halówki od swoich piłkarskich trenerów, jak to zwykle w Polsce bywa. Oby Antczak się rozczarował trawą, a postawił na futsal, bo tutaj może być prawdziwą gwiazdą, a tam będzie tylko jednym z wielu tysięcy wyrobników.

Tutaj niestety kluby futsalowe przegrywają z trawiastymi, bo tam są dużo większe pieniądze. Zwłaszcza dla managera, który steruje karierą nastolatka. Antczak mógłby w futsalu zrobić duża karierę. Ale to jest jego wybór. Patrząc jednak na naszą dyscyplinę powoływanie takich zawodników na dłuższą metę mija się z celem, bo i tak go stracimy, a blokuje miejsce zawodnikowi, którzy gra i wiąże przyszłość z futsalem.

Mecz z Grecją wygrany 6:1 (zobacz skrót) oglądałem w towarzystwie trenerów: odpowiednio pierwszą połowę z Dawidem Grubalskim z Contractu, a drugą część z Marcinem Stanisławskim z Gatty Active Zduńska Wola i Michałem Szymańskim, prezesem beachsoccerowego KP Łódź. Oczywiście cieszyliśmy się z efektownych zwycięstw, ale graliśmy mecze z zespołami, z którymi prowadziliśmy grę. A z Włochami i Białorusią w eliminacjach ME tak już nie będzie. Przydaliby się po prostu silniejsi sparingpartnerzy, bo Grecja to teraz cień zespołu, który wygrał z Polską półtora roku temu. No i ci greccy bramkarze, każdy z wyraźną nadwagą. W latach 90-tych w kadrze Włoch bronił bramkarz mający ponad 100 kg - Andrea powinien go znać. Dowiedziałem się, iż podobno w miejsce Grecji i Walii miały grać reprezentacje Gwatemali i Egiptu, ale podkupili ich Kuwejtczycy, którzy zorganizowali Futsal Continental Cup. No co zrobić, przynajmniej nasi sobie postrzelali jak do kaczek ;)

Z kolei mecz ze Słowenią pokazał, iż ta kadra notuje progres. Podobał mi się ten występ, któremu przyglądałem się wraz z chłopakami z Red Devils oraz trenerami Olegiem Zozulya i Krzyśkiem Juśko z UKS Morze Stegna. Rok temu w Bydgoszczy padł raczej przypadkowy remis 2:2, ale potem w Świeciu Słoweńcy dali nam lekcję 1:5 (zobacz skrót). Tym razem nasi rywale nie mieli tak łatwo, Polacy zagrali naprawdę dobre spotkanie, tocząc wyrównany pojedynek z wyżej notowanym rywalem (zobacz skrót).

Słoweńcy to klasowy zespół z brylującymi na parkiecie Igorem Osredkarem (nr 7) i Alenem Feticiem (nr 10). Grali fajny, dynamiczny futsal opierający się  na szybkim rozegraniu ze skrzydeł i świetnej grze kombinacyjnej, dużo było też zagrań z pierwszej piłki. Polacy z kolei grali na dwójkę pivotów, Mikołajewicza i Kiełpińskiego, choć dwie bramki padły po dynamicznych wejściach skrzydłowego Michała Kubika. Szkoda dwóch szans Mikołajewicza, na początku spotkania i w drugiej połowie, bo można było się pokusić o zwycięski remis. Ale nie ma co narzekać, po tym spotkaniu jestem pełen optymizmu, to naprawdę idzie w dobrą stronę.

Tak jak pisałem wielokrotnie, bez sukcesów reprezentacji, bez awansu do Mistrzostw Europy, bez pokazywania tych meczów w Eurosporcie futsalu nikt nie zauważy. Jesteśmy sportową niszą i tylko kadra może nas z tej dziury wyciągnąć. ALL HANDS ON THE DECK, czyli "wszystkie ręce (nogi) na pokład" i zapierdalamy!!!

A na koniec przebitki z Futsal Continental Cup (zobacz terminarz) który odbył się w minionym tygodniu w Kuwejcie. W pierwszym półfinale spotkali się odwieczni rywale, czyli Brazylia i Argentyna. Tym razem górą byli Argentyńczycy, którzy zwyciężyli 4:1. (skrót meczu) Ozdobą spotkania była druga bramka dla Argentyny zdobyta piękną lobującą podcinką. W drugim półfinale Czesi pokonali faworyzowanych Włochów po rzutach karnych 3:2, w normalnym czasie gry było 1:1, to spora niespodzianka (zobacz skrót).

Finał pomimo wysokiego wyniku 6:2 dla Argentyny wcale nie był takim jednostronnym widowiskiem. Jan Janovsky z kolegami postawili wysoko poprzeczkę rywalom, jednak nie dali rady Latynosom, którzy święcili ostateczny triumf. (zobacz skrót)

A teraz dwie sytuacje z tego turnieju, najpierw gol Yukiego Muroty z Japonii w meczu z Gwatemalą (zobacz). Palce lizać. Falcao Style!!! Druga to wspaniała obrona czeskiego bramkarza Libora Gerčáka  (zobacz). Szkoda, że Polska nie bierze udziału w tego typu turniejach... No ale po awansie do Mistrzostw Europy i zdobyciu medalu to pierwsze maile będą przychodzić do Warszawy :)

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)