SZÓSTE PRZEWINIENIE

Za nami półmetek rundy jesiennej sezonu 2014/2015 Futsal Ekstraklasy. W tym tygodniu Pogoń ’04 Szczecin po wygranej z gdańskimi Akademikami uciekła ze strefy spadkowej, a Wisła Krakbet Kraków rozgromiła na swoim parkiecie chorzowski Clearex, rewanżując się kibicom za niespodziewaną porażkę z Red Dragons Pniewy w poprzedniej kolejce.

Pierwsze przewinienie - AZS Uniwersytet Gdański 1:2 Pogoń ’04 Szczecin

Rywalizacja zespołów plasujących się na ostatnich dwóch miejscach ligowej stawki rozpoczęła się od szybkiego ataku AZS-u, który już po czterech sekundach spotkania mógł wyjść na prowadzenie. Goście starali się narzucić swoje tempo gry, jednak futsaliści z Gdańska pozwalali przyjezdnym tylko na strzały spoza pola karnego. W 9. minucie, fatalny w skutkach błąd popełniła defensywa gospodarzy, który z zimną krwią wykorzystał Łukasz Tubacki. Jeszcze przed przerwą do remisu doprowadził Marek Widzicki, wygrywając pojedynek sam na sam z bramkarzem Portowców. Druga odsłona meczu to przede wszystkim gra asekuracyjna obu drużyn. Śmielsze poczynania zawodników Łukasza Żebrowskiego dały oczekiwany rezultat, w 37. minucie po kombinacyjnej akcji Kubik-Jurczak, ten drugi wpisał się na listę strzelców. Do absurdalnej sytuacji doszło w końcówce spotkania, gdy Tomasz Późniak, który rozgrywał spotkanie z numerem 12,  jako bramkarz lotny miał na koszulce nr 9, nominalnie należący do Pawła Friszkemuta. Pogoń po wygranej opuściła strefę spadkową, natomiast AZS UG Gdańsk z jednym oczkiem zajmuje ostatnią, dwunastą pozycję w tabeli. Wielką zmorą tego sezonu dla gdańszczan jest skuteczność, podopieczni Szymona Hartmana potrafią stworzyć sobie groźne sytuacje bramkowe, jednak ich wykończenie pozostawia wiele do życzenia. Rozczarowuje Dominik Depta, którego celownik w tym sezonie jest poważnie rozregulowany.

Drugie przewinienie - Gatta Active Zduńska Wola 3:6 GAF Jasna Gliwice

Tak dobrze grającego GAF-u w tym sezonie jeszcze nie widzieliśmy. Faworytem tego spotkania była drużyna ze Zduńskiej Woli, która jest wyjątkowo niebezpieczna na własnym parkiecie. Strzelecki festiwal rozpoczął Przemysław Dewucki, który umieścił piłkę w siatce już w pierwszej minucie meczu. Goście długo nie cieszyli się z prowadzenia, gdyż niecałe 26 sekund później w swoim stylu Marcin Olejniczak doprowadził do wyrównania. W pierwszej połowie wyraźnie aktywniejsi byli podopieczni Rafała Barszcza, którzy swoje starania udokumentowali jeszcze dwukrotnie, za sprawą Macieja Mizgajskiego oraz Dominika Śmiałkowskiego. Po przerwie spodziewałem się heroicznych ataków gospodarzy, jednak do głosu po raz kolejny doszli goście, a Śmiałkowski i Mizgalski w przeciągu siedmiu minut dwa razy pokonali golkipera Kocurów. Nadzieję w serca gospodarzy wlali Mariusz Milewski oraz Michał Szymaczak, którzy w przeciągu minuty zniwelowali wynik do 3:5. Gdy wydawało się, że wynik jest sprawą otwartą i Gatta ma szanse na zdobycz punktową, piłkę w siatce gospodarzy umieścił... bramkarz GAF Jasna Gliwice Michał Widuch. Goście wywożąc z ciężkiego terenu zwycięstwo, utrzymali kontakt z czołówką tabeli. Kocury po tym spotkaniu tracą do lidera jeden punkt.

Trzecie przewinienie - Red Devils Chojnice 2:4 Rekord Bielsko-Biała    

Kibice, którzy byli świadkami widowiska w Chojnicach, nie mogą być zawiedzeni poziomem, jaki prezentowały oba zespoły tego wieczoru. Po dwóch minutach rywalizacji pachniało niespodzianką, kombinacyjnie wykonany stały fragment gry wykorzystał niepilnowany Charczenko, który umieścił piłkę pomiędzy nogami bezradnie interweniującego obrońcy Rekordu. Bielszczanie pozwolili cieszyć się z prowadzenia Czerwonym Diabłom tylko 30 sekund, mocne uderzenie z dystansu Artura Popławskiego doprowadziło do remisu. Taki wynik utrzymał się do dwudziestej minuty i druga część spotkania zapowiadała się na naprawdę emocjonująco. Po zmianie stron, obrona Red Devils popełniła prosty błąd, pozwalając stanąć Piotrowi Szymurze oko w oko z Jackiem Burglinem. Zawodnik z Bielska-Białej zachował zimną krew i lekką podcinką umieśił piłkę w siatce. Czując wiatr w skrzydłach podopieczni Adama Krygera ruszyli do ataku. W polu karnym sfaulowany został Szymura, a pewnym egzekutorem okazał się Artur Popławski, dla którego było to już drugie trafienie tego wieczoru. Swoje trzy grosze dorzucił Michał Marek, posyłając piłkę w okienko bramki gospodarzy w 33. minucie meczu. Honorowe trafienie dla chojniczan po stałym fragmencie gry zdobył Wadim Iwanow. Po sześciu spotkaniach zespół Rekordu Bielsko-Biała ma na swoim koncie 13 punktów i wraz z krakowską Wisłą lideruje w tabeli.  

Czwarte przewinienie - Gwiazda Ruda Śląska 2:1 Red Dragons Pniewy

Spotkanie pomiędzy dwoma beniaminkami było typowym meczem o sześć punktów, w których najważniejszą rolę zazwyczaj pełnią bramkarze, Aleksander Waszka i Maciej Foltyn. Podbudowani zwycięstwem nad Wisłą Krakbet Kraków, zawodnicy Łukasza Frajtaga rozpoczęli spotkanie od chaotycznej gry, szczególnie w obronie. Nieporadność w defensywnie gości szybko wyłapali gospodarze, którzy za sprawą Jacka Hewlika wyszli na prowadzenie. Pomimo wielu prób oraz kiksów zawodników Gwiazdy, Czerwone Smoki nie potrafiły znaleźć recepty na sforsowanie bramki rudzian. Pierwsza połowa zakończyła się jednobramkową zaliczką gospodarzy. W drugiej odsłonie prowadzenie podwyższył Szymon Łuczek, pakując piłkę do bramki głową z najbliższej odległości. Na piętnaście sekund przed końcem rywalizacji na niesygnalizowany strzał z dystansu pokusił się Adam Wachoński, a piłkę trącił jeszcze Patryk Zdankiewicz, ustalając wynik końcowy na 2:1. Jako, że tydzień bez kontrowersji jest tygodniem straconym, tym razem sędzia nie zezwolił grać Łukaszowi Frajtagowi jako lotnemu bramkarzowi w koszulce innego koloru niż miał Maciej Foltyn.

Piąte przewinienie - AZS UŚ Katowice 3:3 KGHM Euromaster Chrobry Głogów

Znając historię poprzednich potyczek z zawodnikami Euromastera, byliśmy pełni nadziei na korzystny wynik. Lepszego początku spotkania nie mogliśmy sobie wymarzyć, już w trzeciej minucie po bardzo dobrym zagraniu Krzysztofa Piskorza, piłkę w siatce umieścił Marcin Krzywka. Minutę później po indywidualnej akcji, wynik podwyższył kapitan Akademików, Robert Gładczak. Mogło się wydawać, że goście co prawda fizycznie snują się po parkiecie, jednak mentalnie pozostali chyba jeszcze w autobusie. Podopieczni Tomasza Trzandla wybudzili się z sennego letargu gdzieś koło piętnastej minuty, pozwalając sobie na coraz śmielsze poczynania pod bramką dobrze dysponowanego Mateusza Bednarczyka. W 18. minucie po błędzie naszych obrońców, przytomnie zachował się Tomasz Urbaniak pakując piłkę do siatki. Po zmianie stron wiara w utrzymanie korzystnego wyniku z niewiadomych przyczyn zaczęła się ulatniać, a widząc naszą nieporadność ofensywną goście, ruszyli do ataku. W przeciągu sześciu minut z wyniku 2:1 zrobiło się 2:3 za sprawą Łukasza Pieczyńskiego i Piotra Pietruszko. Na trzy minuty przed końcem spotkania mogło się wydawać, że goście wyjadą z kompletem punktów, jednak nie odpuszczając broni staraliśmy stworzyć sobie sytuacje podbramkowe. Duży błąd popełniła defensywa Euromastera, gdy w momencie wprowadzenia przez nas bramkarza lotnego, zdecydowali się na wysoki pressing. W konsekwencji wynik mierzonym strzałem w okienko ustalił Michał Słonina. Pomimo wielu błędów technicznych i problemów z koncentracją obu zespołów, mecz poprzez swoją dramaturgię mógł się podobać kibicom. Duży wpływ na wynik spotkania miał Mateusz Bednarczyk, który swoimi kapitalnymi paradami wielokrotnie uratował swój zespół przed utratą bramki.

Szóste przewinienie - Wisła Krakbet Kraków 8:2 Clearex Chorzów

Wisienka na torcie tej kolejki, czyli spotkanie kandydata na mistrza z aktualnym liderem. Nikt nie spodziewał się że futsaliści Białej Gwiazdy szybko zdetronizują Clearex, który w tym meczu wyglądał najłagodniej mówiąc bezbarwnie. Wiślacy od początku ruszyli na bramkę strzeżoną przez Pawła Pstrusińskiego. Bramkarz Cleareksu pierwszy raz skapitulował już w 5. minucie, a strzelcem gola okazał się Sehij Kowal. Trzy minuty później swoim kunsztem strzeleckim popisał się Paweł Budniak. W 16. minucie ponownie Kowal znalazł sposób na umieszczenie piłki w siatce i ten rezultat utrzymał się do końca pierwszej części gry. W drugiej połowie gospodarze ponownie zabawiali krakowską publiczność pięknymi akcjami, które po za swoją efektownością były również efektywne. W 22. minucie Adam Jończyk i 60 sekund później, po raz kolejny Kowal trafiają do bramki gości, doprowadzając do wyniku 5:0. Na listę strzelców po stronie gospodarzy wpisali się jeszcze Ricardo Gomes, Wojciechowski oraz Wachuła. Dwie honorowe bramki dla przyjezdnych były autorstwa Tomasza Golly, który jako jedyny nie zasługuje na słowa krytyki.

Piątka Tygodnia:

Mateusz Bednarczyk - Artur Popławski, Tomasz Golly, Serhij Kowal, Dominik Śmiałkowski.