Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN
Dzisiejszy felieton będzie przebiegał pod tytułem "kontrowersje". Dużo tego ostatnio u nas, zarówno w Futsal Ekstraklasie jak i w Pierwszej Lidze...
W sobotę obejrzałem, co prawda nie na żywo, ale w internecie świetny mecz FC Toruń z Politechniką Gdańsk (zobacz skrót). Aż 13 goli, emocje do samego końca, naprawdę wysoki poziom sportowy - to było właśnie to, czego można się spodziewać się po futsalu. Kibice wyszli z hali usatysfakcjonowani, ci sprzed monitorów także.
W poprzednim tygodniu miałem okazję wpaść na trening Politechniki i wziąć udział w gierce. W sumie to nie była tylko gierka, tylko ciężki dwugodzinny trening poprowadzony przez trenera Michała Janiaka, który nie oszczędzał swoich piłkarzy. Widziałem zaangażowanie, sportową złość i wiedziałem, że nawet jeśli ten zespół przegra w Toruniu, to po ciężkiej walce. I tak właśnie było. Niemal przez całe spotkanie to gdańszczanie prowadzili i nadawali rytm meczu, ale w samej końcówce spotkania torunianie swoją konsekwencją w grze, a przede wszystkim doświadczeniem i chłodną głową zdobyli trzy punkty. Niemniej wcześniej dwie bramki samobójcze PG pomogły drużynie Klaudiusza Hirscha utrzymać kontakt z rywalami. To był dużo słabszy występ "pierników". Wydaje mi się, iż wcześniej zespoły, które miały grać z nimi, wychodziły na parkiet mocno przestraszone i ze spętanymi nogami licząc tylko na jak najniższą porażkę. A chłopaki z Gdańska pokazali, iż można nawiązać równorzędną grę z faworytami.
Drużyna PG to młodzieńcza radość z gry, szaleńcza gra do przodu, zapał i zaangażowanie - czasami zbyt mocne, przez co popełnili kilka niepotrzebnych fauli. Banda (w dobrym tego słowa znaczeniu) pasjonatów futsalu kontra odbudowujący się profesjonalizm w Toruniu. Zderzenie dwóch filozofii, starcie Dawida z Goliatem. Ale jak to w życiu przeważnie bywa, górę wzięła rutyna, niemniej gdańszczanie naprawdę pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.
Jedną z kontrowersji tego spotkania był zakaz filmowania meczu przez kierownika zespołu z Gdańska. Czemu to ma służyć? Doprawdy nie wiem. Takie drobne złośliwości są naprawdę niepotrzebne i nie pomagają kreować przyjaznej atmosfery wokół piłki halowej. Tutaj minus dla działaczy z Torunia. Z ostatnich doniesień wynika jednak, iż postanowili się zrehabilitować i przesłać materiał działaczom z Gdańska. Niech będzie za to plus :)
Następna kontrowersja zaistniała w meczu Gwiazda Ruda Śląska - Red Dragons Pniewy. W sumie to nawet dwie. Pierwsza nastąpiła w chwili, kiedy goście chcieli wycofać bramkarza. Grający trener Łukasz Frajtag ubrał ciemnozieloną koszulkę typu T-shirt z numerem 10 zrobionym z plastra. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni, który tak zrobił. A trener gospodarzy Tomasz Klimas gorąco zaprotestował u arbitrów, którzy nie dopuścili Łukasza do gry. Było to wyraźnie słychać podczas transmisji, długa oracja trenera Klimasa przekonała arbitrów, aby nie dopuścili Frajtaga do gry. To pierwszy błąd arbitrów w tym spotkaniu.
Posprawdzałem tu i tam, przeczytałem dokładnie regulaminy - ta koszulka nie do końca była prawidłowa, bo zabrakło tzw. "obrandowania", czyli logotypów ligi, sponsora ligi oraz nazwiska. Zgadzam się, iż taka koszulka jest nieprofesjonalna, ale nie można kwestionować koloru koszulki!!! Zresztą od tego jest Komisja Ligi, która potem ma prawo ukarać zespół za nieodpowiedni strój. Witalij Koleśnik zostawił koszulkę meczową w hotelu w Gliwicach i w pierwszej połowie z GAF Jasna zagrał w koszulce treningowej i zostaliśmy za to ukarani. Tutaj także powinien być wprowadzony porządek, ale to nie trener Klimas jest od decydowania czy Łukasz Frajtag może zagrać czy też nie.
Wynikła z tego gorąca dyskusja na twitterze, chyba najdłuższa w historii futsalu. Trener Tomasz Klimas uparcie twierdził, iż kolor koszulki zawodnika lotnego musi być zgodny z kolorem koszulki bramkarza. Ten przepis zmienił się już kilka lat temu i warto wchodząc do ligi zaznajomić się z takimi faktami. Gwoli ścisłości, poprzedni zapis nakazujący grę w takim samym kolorze został usunięty, tak więc można grać w dowolnym.
Parę lat temu sytuacja była jasna i klarowna, zawodnik miał obowiązek ubrać koszulkę identyczną w jakiej występuje bramkarz. My mieliśmy komplety czarne i białe dla naszych GK, to takie same zamówiłem dla Mariusza Kaźmierczaka, który wcielał się w rolę lotnego. I nie było jakichkolwiek problemów. A teraz jest samowolka, za chwilę ktoś wyskoczy na parkiet w futrze kierownika albo kufajce kierowcy.
Z kolei w meczu AZS Uniwersytet Gdański - Pogoń ’04 Szczecin zdarzył się jeszcze lepszy numer. Gospodarze wycofali bramkarza, w którego rolę wcielił się Tomasz Poźniak grający normalnie z nr 12. Ten zawodnik ubrał żółtą koszulkę bramkarską bez nazwiska z numerem 9, z którym w tym meczu występował Paweł Friszkemut. Tu kolor się zgadzał, ale numer wylosowany z teletomboli. A sędziowie zero reakcji.
Proste pytanie do arbitrów - w której sytuacji należało zareagować, a w której nie? Pretensje także powinny być skierowane do kierowników drużyn. Ta liga ma być profesjonalna, a ciągle zdarzają się takie amatorskie sytuacje. Numery z plastra, kłótnie o kolor, dowolne numery, brakuje jeszcze tylko "świata kolorowych getr" rodem z B-klasy. Krótko mówiąc "dziadostwo".
A jest jeszcze druga kontrowersja ze spotkania w Rudzie Śląskiej. Grający jako lotny Łukasz Frajtag zbiegał do boksu, jednocześnie Gwiazda ruszyła z kontrą, a Maciej Foltyn wbiegł zbyt szybko na parkiet. Parę sekund później, po skutecznej interwencji arbiter ukarał go drugą żółtą kartkę za nieprawidłową zmianę i nakazał grę w osłabieniu. Skonsultowałem tę sytuację z arbitrem sędziującym w FE. Foltyn wbiegł na parkiet jako "szósty zawodnik" nie uczestniczący w grze. Został słusznie ukarany żółtą kartką, ale drużyna NIE MOŻE być karana grą w osłabieniu!!! A to już nie błąd, a wielbłąd (copyright Janek Tomaszewski) dwójki sędziowskiej. Ta sytuacja miała poważny wpływ na przebieg meczu i na pewno skrzywdziła pniewską drużynę.
Ciekawie także oglądało się pomeczowe wypowiedzi. Każdy z trenerów, Klimas i Frajtag uważali że ich drużyna była zdecydowanie lepsza w tym pojedynku. Który jest małym kłamczuszkiem? ;) (zobacz wywiady).
Skrytykowałem wcześniej akademickich działaczy za marazm w pozyskiwaniu sponsorów - odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. O to właśnie chodzi, obudzić się z zimowego snu i budować silne ośrodki futsalu. Brawo i duży plus. Ale za to nie dają punktów, a AZS UG przegrał kolejny mecz. Rok temu pozbawili szczecinian szansy na złoto, a teraz pudłowali na potęgę. Czy to brak regularnych treningów, czy też po prostu umiejętności? Gonda bronił dobrze, to zastąpił Burglina, za Kriezela doszli doświadczeni Widzicki i Broner. Teoretycznie więc powinno być dobrze. W tym meczu ruszyli od samego początku z wielkim impetem, stworzyli mnóstwo sytuacji, ale Pogoń spokojnie przetrzymała ten napór i skarciła gospodarzy. Tym razem szczęśliwie odbili się od dna, ale gra "Portowców" pozostawia wiele do życzenia. Coś jest nie halo z tą drużyną pomimo zwycięstwa. Obyśmy to wykorzystali w najbliższą niedzielę w Szczecinie.
No właśnie, moje Red Devils... Nie wiem o co chodzi w tym sezonie. Zawodnicy mają wszystko, stworzyliśmy naprawdę komfortowe warunki do trenowania. Gramy szósty mecz ligowy i po raz trzeci rozdajemy punkty. Mamy kilku zawodników, którzy by znaleźli miejsce w każdej drużynie, a jednak zawodzimy na całego. Przecież mamy tyle samo punktów co Red Dragons Pniewy, które grają juniorami i Gwiazda Ruda Śląska, gdzie piłkarze grają za niewielkie wynagrodzenie!!! Czyli bez pieniędzy także można zrobić drużynę, która będzie na takim samym poziomie sportowym. W meczu z Rekordem przy remisie 1:1 idziemy dwa razy 3 na 1 i nie potrafimy zakończyć tego bramką. Tu jest jak w boksie, jak nie umiesz celnie trafić to za chwilę sam dostaniesz w mordę. Mija parę chwil, no i oczywiście pod własną bramką musimy podać do przeciwnika i dać możliwość wyjścia na prowadzenie. Trener mówi, że Popławski szuka szansy na uderzenia z prawej nogi z dystansu i żeby blokować mu takie próby strzałów, to oczywiście "Popi" strzela nam gola w taki sposób. Potem znowu jakieś odstawianie nogi, tu nie pobiegnę, tam nie zablokuję... Tak to można na podwórku grać, ale tu jak zrobisz błąd to Mistrz Polski bezlitośnie to wykorzysta. Zresztą nie tylko zespół mistrzowski, niemal każdy ciebie skarci jak tylko dasz mu na to szansę. Nie chcę umniejszać sukcesu gości, ale nie tyle Rekord wygrał ten mecz, co my go przegraliśmy na własne życzenie.
Jestem bardzo niezadowolony z postawy drużyny, ale poczekamy na koniec rundy. Ale jak tak dalej będzie to będą zmiany w zespole, jak to Dudała w kultowym filmie zapowiada. Zawsze powtarzam jedno - każdy zawodnik jest tyle wart, ile ktoś jest skłonny mu zapłacić. I jak przeszłość pokazuje, to niełatwo jest znaleźć klub, który zapewni takie warunki jakie my oferujemy.
O innych meczach napiszę pobieżnie: Gatta przegrała u siebie z GAF Jasna. Kolejny przykład, że ta liga jest bardzo wyrównana i o wyniku decyduje przede wszystkim "dyspozycja dnia". Jest niemal niemożliwe wytypowanie sześciu prawidłowych wyników z każdej kolejki. W Katowicach remis, akademicy ukradli punkty głogowianom. Asystą przy końcowym golu Słoniny popisał się kolejny człowiek z numerem zrobionym z plastra lekarskiego. Stara moda wróciła na dobre, czekam jeszcze na plastrony z wielką dziurą na plecach. W poniedziałek Wisła przejechała krakowskim walcem po Cleareksie. Przewaga była bezdyskusyjna, a demolka konkretna. Beton kontra okna z plastiku, tu zwycięzca mógł być tylko jeden. Czołówka ligi się powoli krystalizuje, trzy teoretycznie najsilniejsze zespoły już są na swoich miejscach. I nie zdziwiłbym się w ogóle, gdyby ta liga właśnie w takiej kolejności by się zakończyła.
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)