FUT5AL HEA7EN ponownie w czwartek
I znowu mam spóźnienie... Powiem szczerze, że teraz brakowało i czasu i trochę też chęci, bo chwilowo nie mam zbyt wielu ciekawych pomysłów. Znaczy jeden mam, ale to wymaga dużo "researchu", tak więc o tym przeczytacie kiedy indziej.
Zacznę może od kadry, ten felieton piszę właśnie w czasie oglądania spotkania Włochy – Polska (zobacz skrót). W internecie jakość była kiepska, na szczęście jest facebook i koledzy, którzy dają dobre info - dlatego oglądam to komfortowo w Rai Sport Due na 500 calowym ekranie.
No dobra, może trochę mniejszym ale i tak się dobrze oglądało. Wynik całkiem niezły, ale dlaczego trener Bucciol nie podjął ryzyka i nie wycofał bramkarza? Porażka 3:4 to jednak dalej porażka, dla mnie niczym się nie różni od np. 3:5. A była szansa zrobić niespodziankę.
Trudno mi ocenić skład Włoch, czy to podstawowa kadra, czy testowali nowych, bo aż tak bardzo nie śledzę ruchów kadrowych w reprezentacjach narodowych. Ale generalnie ten sprawdzian wypadł całkiem przyzwoicie, choć strata dwóch bramek po rozegraniu w prosty sposób stałego fragmentu gry na pewno nie ucieszyła trenera Bucciola. To były czytelne zagrania, które należałoby zblokować.
Potem "Makaroniarze" dodali dwie kolejne bramki po ładnych akcjach kombinacyjnych, ale Polacy potrafili się zrewanżować Italii. Michał Kubik odebrał piłkę i dał świetną asystę do Kiełpińskiego, a parę minut później debiutujący Sebastian Wojciechowski popisał się wspaniałą indywidualną akcją i zdobył gola, dającego jeszcze szansę na wywalczenie remisu. W sercu zatliła się nadzieja po strzale Kiełpińskiego, ale piłka odbiła się od słupka i wyszła w pole. Gwoli prawdy, dwukrotnie słupek nas ratował po strzałach piłkarzy Italii.
Włosi dłużej utrzymywali się przy piłce i na pewno lepiej nią operowali, ale nasi zagrali naprawdę ambitnie i potrafili rywalizować jak równi z równymi. Jeszcze dużo nas dzieli od światowej czołówki, ale może się uda coś ugrać na turnieju eliminacyjnym. Zwłaszcza, iż drugie miejsce oznacza grę w barażach. Kadra robi stałe postępy, a graliśmy przecież bez kapitana Popławskiego, Marciniaka i Sobalczyka, a każdy z nich wnosi dużo dobrego do gry.
Jak wskazuje ostatni ranking (nieoficjalny), remis z silną Holandią (20. miejsce) i nieznaczna porażka z Włochami (3. miejsce) nastraja pozytywnie. Polska zajmuje 36. miejsce i liczę, że zacznie przesuwać się w górę. Na Wikipedii ostatnio pojawiło się sporo informacji, zarówno dotyczących kadry jak i poszczególnych klubów i zawodników (np. o reprezentacji). A jeszcze niedawno to było tylko po parę zdań o wszystkim i o niczym.
Kadra młodzieżowa wygrała obydwa spotkania z Belgią (zobacz skrót pierwszego meczu i skrót drugiego meczu). Tutaj jest widoczny dynamiczny progres od dłuższego już czasu. Trener Gerard Juszczak z nowym asystentem Marcinem Stanisławskim robią wspaniałą robotę. Szkoda, że Tomek Kriezel kończy już karierę juniora, bo był wzorowym kapitanem U-21. No i Piła, wspaniały sukces frekwencyjny. Niedawno tylko ci, którzy zbłądzili przypadkiem na halę oglądali mecze młodzieżówki, a teraz blisko 1700 osób na hali!!! Często pisałem pozytywnie o KS Credo Futsal z Piły, teraz jeszcze Wielkopolski ZPN stanął na wysokości zadania i świetnie zorganizował to widowisko. A publika dopisała i obejrzała dwa świetne mecze. Tomek zdobył dwie bramki, pierwsza była naprawdę przedniej urody. Piękny wolej na zamknięcie spotkania. Rośnie nam młodzież, będzie dobrze :)
A w naszej lidze kolejka remisów. Zacznę może od Red Devils. Nowa miotła w szatni przyniosła efekt w postaci znacznie lepszej gry. Aftan odbudował drużynę psychicznie, dawno już nie słyszałem tak fajnej, a jednocześnie tak motywującej odprawy przedmeczowej. Chłopacy odżyli, znowu chciało im się grać pomimo ciężkich nóg, ale przynajmniej głowy mieli lekkie.
Ale to był tylko jeden z elementów "novum" w naszym klubie. Zespół w minionym tygodniu starał się zregenerować siły, zamiast dwóch treningów dziennie miał tylko dwa treningi w całym tygodniu. Po katastrofalnych wprost wynikach testów fizycznych należał się im odpoczynek. Nowy człowiek w sztabie - trener przygotowania motorycznego Jarek Wróblewski zaczął intensywną pracę nad pełnym monitoringiem wszystkich zawodników. Tego nam wcześniej brakowało, ale wreszcie wykonaliśmy ten krok w stronę profesjonalizacji naszego klubu. Podam przykład analizy pewnego zawodnika - "Zaburzenia w składzie monocytów to prawdopodobnie wynik wysiłku, wyższy niż norma wynik żelaza trudno jednoznacznie zinterpretować - może pochodzić z rozpady krwinek (z ferrytyny), może być efektem suplementacji żelazem lub nawet hemochromatozy, co u zawodników się zdarza". Strasznie poważnie, ale jeśli chce się osiągać sukcesy to każdy element jest ważny, a zwłaszcza zdrowie piłkarzy.
Wprowadziliśmy diety, regularne badania, zawodnicy spożywają PTF (czyli mieszanki białkowo-cukrowe) w pierwszych minutach po zakończonej jednostce treningowej. To chroni komórki mięśniowe przed uszkodzeniem, hamuje rozpad białek mięśniowych oraz pozwala na szybką odbudowę glikogenu. Wcześniej oczywiście mieliśmy odżywki do dyspozycji zawodników (tutaj pozdrawiam Marcina Żyndę i Michała Lenca z Perfect Body Center Chojnice, naszego sponsora supli), ale zawodnicy sami się obsługiwali, co wiązało się z tym, iż niekoniecznie było to spożywane w odpowiedni sposób. Niejeden powie, że to pierdołki, ale zaczęliśmy kłaść ogromny nacisk na właściwe odżywianie się, na podejście do treningu przed i po, na dynamiczne rozgrzewki treningowo-meczowe.
Lepiej późno niż wcale, czołowe kluby robią to już od dawna, teraz u nas nadszedł czas na zmiany. Chcemy mieć lepsze wyniki, to musimy dbać o zawodników w każdym elemencie. W drugiej rundzie zobaczycie odmienionych "Czerwonych Diabłów", szykujemy też jeden fajny transfer to powinno być znacznie lepiej.
Ale wracając do meczu z Gattą, w tym sezonie zespół ze Zduńskiej Woli gra znacznie lepiej w defensywie niż w poprzednich latach. Trudno było nam ugryźć, Darek Słowiński też grał dobry mecz. Na dodatek po stosunkowo prostych błędach straciliśmy dwie bramki i musieliśmy gonić wynik. Ale mamy Wadika, który nie boi się uderzać z każdej niemal pozycji. Czasami aż za bardzo, ale teraz okazał się skuteczny. I znowu strzeliliśmy gola grając z wycofanym, często pracujemy nad tym i daje to efekty.
Teraz ruszamy do Pniew, gdzie - nie ukrywam - liczy się tylko zwycięstwo. Sportowo mamy na papierze dużo lepszą drużynę, ale trzeba to udowodnić na parkiecie. Jedno jest pewne - nie zlekceważymy rywali, którzy na własnych śmieciach potrafili pokonać Wisłę i Pogoń. A te obie drużyny zlały nas w Krakowie i Szczecinie, tak więc jest to poważne ostrzeżenie dla naszych piłkarzy. W sparingach wygrywaliśmy z Red Dragonsami, ale liga to coś innego. Pełna hala, znakomita atmosfera, fajnie jest wrócić do Pniew po kilku latach przerwy.
Zresztą Historia obu klubów jest bardzo podobna, działacze musieli odbudować futsal na zgliszczach po upadłych kolosach Holiday'u i Akademii FC. I w obu klubach w ciągu zaledwie dwóch lat rozgrywki Futsal Ekstraklasy powróciły na domowe parkiety. Można? Można!!! W Red Dragons i Red Devils mocno stawia i stawiało się na wychowanków, którzy wywalczyli kolejne awanse. U nas dopiero później, stopniowo w miarę zwiększania budżetu pozyskiwaliśmy zawodników spoza naszego miasta, jednak nadal połowa drużyny to zawodnicy miejscowi. "Smoki" w obecnej chwili postawiły na młodzież i jak na razie daje to pozytywne efekty. Trener Łukasz Frajtag mocno stawia na taką ścieżkę rozwoju klubu i należą mu się za to wielkie brawa. Ci piłkarze mogą grać tylko lepiej, co dobrze wróży na przyszłość.
W innych meczach Pogoń po kompromitującej porażce w Pniewach zrehabilitowała się wygrywając z Cleareksem. Powrót na Twardowskiego, na stare śmieci, okazał się być szczęśliwym. A co do Cleareksu - tradycyjnie już, jak kogoś pochwalę, to za parę dni dostaje w czapę. To chyba będę chwalić wszystkich naszych najbliższych przeciwników.
GAF bez problemów uporał się z Gwiazdą, tutaj nie było większej historii. Gliwiczanie byli zdecydowanie lepsi w pierwszej połowie, a potem już kontrolowali przebieg spotkania. Wynik spotkania był jak najbardziej do przewidzenia. Nie idzie wygrać meczu jak się gra tylko 20 minut.
Wisełka długo się rozkręcała w Katowicach, ale potem odpalili motorki i odjechali Akademikom. W końcówce Korczyński zdobył gola i jest coraz bliżej Filipczaka, o tym pisałem tydzień temu. A właśnie, jak coś napiszę w odcieniu negatywnym to BAM!!! - w weekend mam pozytywną odpowiedź ekipy/grajka. Lub odwrotnie, jak pochwalę to zaraz jest w ryj. To kolejny przykład jak wielką siłę mają moje felietony ;) Wróżbita Maciej zrobił karierę (catchphrase – "dziękuję bardzo za uznanie"), wróżbita Dawid nieco mniejszą (zobacz), ale ten to dopiero miał fantazję. Taki eksponat przydałby się w sztabie szkoleniowym, ten to dopiero by robił odprawy - "wypalam świętą pochodnię ognia i sprawiedliwości, wypalam negatywne działanie". No to tyle o wróżeniu, nie moja branża. W STS-y nie szło, to już nie gram, więc chyba nie mam predyspozycji.
Rekord zremisował z KGHM-em Euromaster po bardzo ciekawym meczu. Trener Adam Kryger był mocno niezadowolony z postawy arbitrów. Nie pierwszy raz w tym sezonie słychać takie narzekania. Głogowianie grali naprawdę dobrze, zwłaszcza ich motor napędowy, stary wyga Darek Pieczyński. Kluczowym momentem gry była czerwona kartka dla Piotra Szymury. Kluczowym dla Rekordu, gdyby nie faul kapitana Rekordu to Euromaster odjechałby na 4:1 i a to już bardzo trudno odrobić. A tak gospodarze przetrwali grę w osłabieniu, wymienili dwa ciosy z rywalami a w końcówce ich dopadli go polach Polaska (hat-trick!) i Franza grając w przewadze. Można mówić, iż nie jest to gra fair play, ale Piotrek nie faulował brutalnie. Bardziej jest to element taktyki. Jak kiedyś Luis Suarez wybił piłkę ręką z bramki w końcówce dogrywki w meczu Ghana - Urugwaj. Bramkarz wybronił rzut karny, Urusi dociągnęli do rzutów karnych i awansowali dalej. Poświęcenie się dla drużyny? Cel uświęca środki :)
W Gdańsku padł remis po emocjonującym meczu. Wojtek Pawicki dwoił się i troił, ale niestety przyczynił się do utraty dwóch goli. Ale też popisał się znakomitą asystą i w ostatniej minucie zrehabilitował się ratując punkt dla swojej drużyny. Jednoosobowa orkiestra w Gdańsku gra do końca, ale toną jak Titanic i aktualnie nie mają pomysłu aby to powstrzymać.
Rozmawiałem z Wojtkiem i po meczu mi powiedział: "to gra błędów i spędzając dużo minut na parkiecie siłą rzeczy jest się podatnym na popełnianie ich więcej niż inni, a to co robiliśmy w trakcie całego meczu, ile okazji seryjnie zmarnowaliśmy to już ciężko opisać i generalnie niewygranie z najsłabszym przeciwnikiem w historii mojego grania w ekstraklasie, było na prawdę wstydem wczoraj. U nich gra tylko i aż bramkarz, jak oni wygrali z kimkolwiek, to ja naprawdę nie wiem, chyba ta publiczność ich tak niesie. Dużo by gadać jeszcze co się wczoraj działo... Ale cóż, życie zawsze jest tak ze jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz, a tego mimo wszystko nie będę dobrze wspominał".
I tą wypowiedzią, której na pewno nie brak kontrowersji, kończę dzisiejszy felieton. Przynajmniej Wojtkowi nie brakuje odwagi, aby powiedzieć co myśli i nie boi się przyznać do błędów.
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)