Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Liczba tygodnia, a może i sezonu - 310. Od razu wiadomo o co chodzi. Błażej Korczyński absolutnym rekordzistą Futsal Ekstraklasy pod względem ilości strzelonych bramek. W wywiadach udzielanych przed pobiciem rekordu kurtuazyjnie mówił, że ktoś go kiedyś prześcignie. Osobiście w to wątpię, bo to już nie czasy, kiedy piłkarze strzelali po 30-40 bramek w sezonie. W futsal można grać dłużej niż na trawie, ale to i tak trzeba by zagrać 15 sezonów z regularnym trafianiem po 20 goli. Nierealne, futsal się zmienił i gra w defensywie jest już znacznie inna. To nie są czasy radosnej gry do przodu, wyników typu 10:9. Co oczywiście w żaden sposób nie umniejsza olbrzymiego sukcesu "Korka". Będzie go nam wszystkim brakować, kiedy już zakończy swoją barwną karierę. Kilka wiader medali, gdyby otworzył kwiaciarnię, to nie potrzebowałby wazonów, tyle złomu ma na półkach. Legenda, wszyscy na kolana i bić pokłony!!!

Przy okazji mamy kolejny jubileusz, to już 30-sty felieton. Jak napiszę 310 to będę dopiero zadowolony. Jak to szybko zleciało... Na koniec może wydam książkę, będziecie mieć sezon w pigułce. Szyderczo-radosny opis naszej futsalowej rzeczywistości. No dobra, może na półce obok Ernesta Hemingwaya nie będzie stać, bo w większości to nudy, ale czasem uda mi się coś ciekawego napisać. Jak dzisiaj na przykład. Jak co tydzień na przykład :)

Co kolejkę przeglądam skróty meczów, to spoko. Chłopaki giercują, akcje, obrony, temu zejdzie, tamtemu wejdzie. Ale te konferencje pomeczowe... Strasznie nudne. Kiedyś już narzekałem, ale mogę robić to w kółko. Banały, pierdołki, zwalanie winy na sędziego, krzywy parkiet, niepełnosprawne sprzątaczki. Rzadko się zdarza, że ktoś porażki bierze na klatę, no chyba, że czapa konkretna, to w eter idzie "nie dojechaliśmy na mecz". Ostatnio rzuciła mi się taka myśl Krzysztofa Stanowskiego, szefa weszlo.com, dotycząca właśnie wymówek trenersko-piłkarskich po poniesionych porażkach:

Czasami słyszę, że gdyby bramkarz przeciwny nie bronił tak dobrze i gdyby nasi zawodnicy strzelali tak skutecznie jak rywale, to wynik byłby odwrotny. Przypominam, że piłka nożna (futsal - dopisek M7) polega na tym, by ściągnąć do swojej drużyny bramkarza, który broni lepiej niż bramkarz przeciwny, oraz napastników, którzy strzelają lepiej niż napastnicy przeciwni. Wtedy powstaje lepszy zespół. Ot, cała filozofia.

Krótko, treściwie i na temat. A nie, że "przegraliśmy, bo zabrakło nam szczęścia". Szczęście to jest jak nie wdepniesz w gówno na trawniku, a nie że piłkarz trafił między słupki. No ale to jest legendarna już wymówka. Proszę zatrudnić wróżbitę Macieja, on wie, gdzie to szczęście znaleźć. Tylko terminy ma zajęte do następnej zimy, poza tym zna już spadkowiczów, to po co marnować czas i pieniądze?

Takiej ciekawej ligi nie było od lat. Siedzę w futsalu - nie licząc amatorskich czasów - już dwunasty sezon (3 Holiday, 9 Red Devils), a w ekstraklasie to już mój ósmy i nie pamiętam takiej sytuacji, żeby była aż tak bardzo wyrównana walka. Ostatni zespół może wygrać z pierwszym, a to co się dzieje w środku tabeli, to już kompletny galimatias. Nas skazywano na walkę o utrzymanie, minęły dwie kolejki, a jesteśmy o punkt od czołowej czwórki. Za chwilę znowu może być odwrotnie. Nikt nie chce spaść, wszyscy będą się bili do samego końca. Byłem przeciwny wprowadzeniu barażu, ale teraz widzę, iż dzięki temu niemal wszystkie spotkania do końca sezonu będą miały stawkę, więc nie będzie odpuszczania.

Przeanalizowałem ostatnie 10 sezonów. Po prawej macie ilość punktów zapewniającą utrzymanie w lidze, czyli zajęcie 10. miejsca w tabeli. Nie liczyłem miejsc barażowych, bo w przeciągu tych sezonów zmieniało się to wielokrotnie, od dwóch po jeden lub w ogóle.

Jak widzimy, zdobycie 20 punktów gwarantowało praktycznie utrzymanie się w lidze. Pozostało sześć kolejek i jedno zwycięstwo Katowic czy Rudy Śląskiej na pewno nie da jeszcze utrzymania. Tak więc będą emocje do ostatniej kolejki. Jeśli tytuł mistrzowski może być wcześniej rozstrzygnięty, to na dole wątpię, aby tak się stało. Gdańsk też ma nadzieje, które zostały podtrzymane przez zwycięstwo nad mistrzem Polski. To dlaczego mają tego nie powtórzyć w następnej kolejce? Wszystko jest możliwe, naprawdę wszystko. Byłem na naprawdę fajnym filmie "Disco Polo" w kinie w Trójmieście, a więc tutaj dedykuję chłopakom piosenkę Skanera. Nadzieja umiera ostatnia :) Na co dzień gustuję w trochę innej muzyce, ale to już klasyka gatunku, to dlaczego nie?

Przegląd ligowy zaczynam więc od piątkowego meczu w Gdańsku. Kto się tego spodziewał? Nikt. No może oprócz prezesa Walczaka, który cały w nerwach wbiegał do strefy technicznej. Nie dziwię się, sam pewnie bym tak samo robił, gdybyśmy grali o przeżycie. Sędziowie w protokole meczowym opisali go jako kibica, który podawał się za prezesa. No cóż, nie każdy jest taki rozpoznawalny jak ja ;) Piotrek, pisz felietony albo publikuj fotki spod prysznica UG, to będziesz sto drugim celebrytą futsalowym. Ja skromne sto pierwsze miejsce, bo Numer Raz to wiadomo że od dawna zarezerwowany. A potem długo długo nic i dopiero po stówce my biedne żuczki wraz z całym peletonem prezesów.

Wracamy do meczu, 95% światka futsalu skreśliło Akademików po porażce z Gwiazdą, a tu patrz - żyją i zapierdalają jak dzikie reksy. Niezniszczalna trójca Widzicki - Broner - Cirkowski najpierw pokonała Rekord, a potem w weekend w Przodkowie rozbiła wszystkich w pył na Mistrzostwach Pomorza Oldboys. Razem mają jakieś 150 lat, ale na parkiecie grają, jakby dopiero zaczynali kariery. Jak Uniwerek ma wszystkich zawodników do dyspozycji, to są groźni dla każdego. Rekord - jak już doszlusowali do czołówki po zwycięstwie nad Gattą, to teraz sami sobie strzelają w kolano. Zaczęło się planowo, Popławski łatwo zgubił Poźniaka i zaserwował asa w swoim stylu. Potem już nic nie było planowo. Broner przy pasywnej grze obrońców podał do Widzickiego i mieliśmy remis. W drugiej połowie zamiana ról - tym razem to Poźniak wykiwał Popławskiego i po ładnej indywidualnej akcji dał prowadzenie UG. Za chwilę prosty błąd Szymury bezlitośnie wykorzystał Pawicki. Rekord się pogubił, proste błędy, przegrane pojedynki 1 na 1. Tak nie gra Mistrz. Tak gra zespół środowiskowy. I jeszcze Karton się zrehabilitował za słaby mecz sprzed tygodnia, wbijając gwóźdź do trumny gości. Gol Kameko już nie zmienił wyniku spotkania. Gdańszczan teraz czeka absolutnie kluczowy mecz z Pogonią w Szczecinie. Jeśli tego nie wygrają, to potem trudno się będzie nawet łudzić, iż wygrają większość z pozostałych spotkań, a rywale poprzegrywają wszystko. A gościom znowu duet Wisła - Gatta odjeżdża w dal. Czy to brak Adama Krygera na ławce spowodował takie "miękkie" podejście? Ale był na trybunach, zespołem kierował Andrzej Szłapa, to chyba nie...

Uniwerek Śląski zatańczył sobie z Clearexem. Tydzień temu chorzowianie dopiero co wyszli z kryzysu, żeby znowu upaść na kolana. Naprawdę zaskakująca jest ta cała negatywna metamorfoza. Taki zasłużony klub, niby wszystko dobrze poukładane, a wyników kompletnie brak. Dobrze, że mają solidny zapas z pierwszej rundy, bo inaczej biliby się o utrzymanie. Zresztą jeszcze nic nie wiadomo, jak tam ktoś nie pierdolnie pięścią, to różnie może być. 22 punkty to wcale nie jest aż tak dużo.

Akademicy jak rok temu uciekają spod topora, dobre transfery na pewno pomagają w robieniu punktów. Krzyśka w naprawdę wysokiej formie, Korczyński jak nie przekombinuje z taktyką, to dobrze ustawia zespół, który systematycznie punktuje. Teraz sam też pomoże drużynie, bo z lekką głową dużo lepiej się gra. Otworzył wynik i pozbył się balastu, który wyraźnie mu ciążył od kilku spotkań. Clearex do 15-stej minuty całkiem nieźle grał, mieli PRzK i kilka innych sytuacji. Ale po ładnym golu Gładczaka z wolnego odpuścili sobie. Jeszcze mieli drugi PRzK, ale Krzyśka obronił i wprowadził piłkę do szybkiej kontry - 3:0 i mecz się skończył. Jak już Mirosław Miozga robi proste błędy, to czego oczekiwać po dużo mniej doświadczonych kolegach? Świetny mecz Roberta Gładczaka, który zaliczył hat-tricka.

Wisełka tylko w pierwszej połowie męczyła się z przyjezdnymi smokami. W Red Dragons po raz pierwszy wystąpił Łukasz Błaszczyk, który zastąpił będącego w rewelacyjnej formie Macieja Foltyna. Do Lucka nie można mieć pretensji, dwoił się i troił, ale po prostu nie dał rady krakowskiej nawałnicy.

Na konferencji trener Krzysztof Kusia jak zwykle powiedział jedno zdanie składające się z trzech wyrazów, a Paweł Budniak narzekał na presję, jaka wiąże się z grą w Wiśle. Cóż, kończy mu się kontrakt to jaki problem przejść do zespołu który nie gra o nic? Paweł to fajny chłopak, ale grając na Wisłę to każdy się spina podwójnie i po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić.

A co do skrótu - naprawdę super pomysł z zamieszczeniem ponad 15-minutowej relacji video. Trzeba było już wrzucić cały mecz z rozgrzewką i zmywaniem parkietu po zakończeniu. Ja chcę obejrzeć akcje, bramki w 5-minutowej pigułce, a nie chóralne śpiewy oraz reklamę sklepiku z szalikami, który ma w ofercie kilkadziesiąt wzorów. Pomyślałem - długi skrót, to może będą powtórki bramek? Zapomnijmy, lepiej pokazywać przez minutę przybijanie piątek zawodników. I jeszcze jedna uwaga, nie można rozjaśnić tego obrazu? Bo relacja wygląda jak z solarium. Pniewy przegrały mecz po bardzo prostych błędach w obronie, stratach na własnej połowie. Wisła to nie ogórki, dostają prezenty to je biorą. Fajnie zagrał Mikołaj Zastawnik, dwie asysty, pierwsza z dużą fantazją i wizją gry.

Gatta Active - Pogoń 04. Szczecinianie wreszcie wpuścili rozsądną ilość bramek, bo wcześniej to do ich siatki trafiał nawet niewidomy żebrak spod kościoła. Rozmawiałem po meczu z Darkiem Słowińskim, który uczciwie przyznał się, że puścił babola, ale odnowiła mu się kontuzja i musiał zejść z parkietu. Na szczęście dla nich gospodarze mają niezawodny duet Krawczyk - Marciniak, który ustrzelił rywali na cztery. Taka dwójka to marzenie każdego prezesa. Ale Pogoń grała dobry mecz i grając z wycofanym mieli dwie naprawdę dobre sytuacje do wyrównania. Chyba wychodzą powoli z kryzysu. Teraz mamy ich w pucharze i jak znam życie, to będą chcieli na nas zrobić sobie nawrotkę na właściwe tory. Kiedyś muszą odpalić, bo w lidze pali się im pod nogami, a jakości w tym zespole jest naprawdę dużo.

Red Devils - Gwiazda. Wymęczone trzy punkty, ale właśnie to się liczy, a nie styl. Trzecie zwycięstwo z rzędu, zespół wskoczył na właściwe tory. Mamy praktycznie 6 pkt przewagi nad UŚ i Gwiazdą (bo bezpośrednie mecze lepsze), zyskaliśmy komfort psychiczny przed następnymi spotkaniami. Od meczu z Gdańskiem i pierwszej zmiany trenera bardzo poprawiliśmy grę w defensywie. Wiecie ile straciliśmy bramek w ostatnich 9 ligowych meczach? Zaledwie 14. To bardzo dobry wynik, najlepszy spośród wszystkich drużyn. Tylko w Katowicach strzelili nam więcej niż 2 bramki, na dodatek kiedy graliśmy z wycofanym. Oby tak dalej, a jeszcze się okaże, iż będzie to całkiem przyzwoity sezon. Jest to efekt zatrudnienia trenera od przygotowania motorycznego i solidnych treningów. Jak masz siłę biegać, to masz też siłę do powrotów i dobrej gry w defensywie.

Wracając do meczu, to mieliśmy w nim cały czas kontrolę. I powinniśmy "zabić" to dużo wcześniej. Patryk Laskowski otworzył wynik, ale potem jak minął bramkarza i mógł zrobić wszystko, to nabił piłkę na leżącego w bramce zawodnika gości. Był gol czy nie był? Nie było, bo sędzia nie odgwizdał. Trzeba walić pod ladę a nie sprawdzać czy się wturla czy nie. Ale to młody chłopak, ciągle się uczy. Robi postępy i to jest najważniejsze. Potem Sobańskiemu zabrakło nogi, kiedy dostał idealne podanie do pustaka od Wadika. Zrobiła się niepotrzebna nerwówka, na 3 sekundy przed końcem Burglin musiał ratować punkty ofiarną interwencją. Najpierw puścił szmatę, ale potem się zrehabilitował, dając nam cenne zwycięstwo. No to jedziemy dalej z tym koksem, kolejna przeszkoda Szczecin, po drodze po Wielki Wazon.

A na koniec telewizyjny mecz, czyli GAF kontra drużyna o "jak najdłuższej nazwie". Mecz zaczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, jakieś problemy z zegarem czy coś. A teraz UWAGA!!! Teoria spiskowa prosto od ekspertów Macierewicza: zrobili to specjalnie, żeby jak najdłużej wyświetlać reklamy bez zasłaniających bandy LED piłkarzy. Cwaniaki z Gliwic ;)

Gdyby głogowianie chociaż coś strzelili z pięciu przedłużonych rzutów karnych, to byśmy mieli naprawdę emocjonującą końcówkę, ale woleli zbijać tynki ze ścian. Uderzali już chyba wszyscy z KGHM-u, do kolejnych ustawili się już kierowca busa, maser i pani, która robi bułki na drogę. Gospodarze mogli ich jeszcze sfaulować z pięćset razy, ale wtedy Euromaster by im zburzył halę. W międzyczasie dostali krótkiego na zachętę, żeby wreszcie coś strzelili, ale potem wrócili do niszczenia wnętrz.

Coś mi się wydaje, że po cichu zaplanowano akcję "bijemy rekord Guinessa w ilości rzutów karnych", a piłkarze GAF aktywnie włączyli się w promocję tego wydarzenia. W międzyczasie Marcin "kurwa ja pierdolę kurwa chuj" Waniczek dostał czerwoną kartkę. Zdziwiłbym się, gdyby ją dostał za przekleństwa, bo by musiał dostać od razu sto. Sędziowie też chcieli być głównymi aktorami widowiska, nie wyjmowali gwizdków z ust, a jak już to robili, to po to, aby dyskutować z kibicami. Kamery zachęcały do dziwnych zachowań, cyrk Monty Pythona to jest nic w porównaniu z widowiskiem, jakie nam zaserwowano w poniedziałkowy wieczór.

Anyway, jak mawiają gentlemani, to był dosyć ciekawy do oglądania mecz, najpierw jedni grali a drudzy stali, a potem odwrotnie. Mizgajski - tylko kopyto, nic więcej w tym meczu. Od kapitana się wymaga czegoś więcej, niż uderzeń siła razy gwałt. Należy pochwalić Kiełpińskiego za powrót po kontuzji, Betao był tam, gdzie być powinien. Obudził się też Diemiszew, który miał być ukraińskim seryjnym mordercą z kałasznikowem w ręce, a do tej pory strzelał z pistoletu na wodę. GAF zgłasza aspiracje medalowe, czwórka się powoli krystalizuje i odjeżdża w tabeli.

A ja wysłałem obiecanego lakierka Danielowi Lebiedzińskiemu, a nawet dwa. Ostatnia deska ratunku dla Euromastera. Wersja uniwersalna typu "ślub/mecz/pogrzeb", a i na imieninach cioci zrobi wrażenie. Model z wysokiej półki, zrobiony ze skóry węża strażackiego. Już widzę, jak będą go sobie przekazywać z rąk do rąk (a raczej z nogi na nogę) przed karniakami, jak insygnia papieskie. Tylko proszę nie wąchać :) Choć jest takie powiedzenie, że jeden lubi jak mu cyganie grają, a drugi jak mu buty śmierdzą...



Kontrowersją kolejki na pewno jest nieuznanie bramki Patryka Laskowskiego w meczu Red Devils - Gwiazda. Ale dopóki nie będzie w futsalu "goal line technology" (a nie będzie, bo nikogo na to nie stać), to takie pomyłki będą się zdarzały. W innym miejscu piszę, iż zawodnik sam jest sobie winny, bo mógł zdobyć tą bramkę na sto różnych sposobów, ale wybrał najtrudniejszy do ocenienia przez arbitrów. Drugą kontrowersją na pewno jest postawa arbitrów w meczu GAF - KGHM, gdzie tylko w drugiej połowie odgwizdali aż 11 przewinień zespołu gospodarzy. Czy wszystkie były słuszne? Trudno ocenić oglądając spotkanie w telewizji. Oceniając wzburzenie trenerów i działaczy z Gliwic (trzy odesłania na trybuny) trudno nie zgodzić się z tym, iż niektóre faule były mocno naciągane. Ale czy to sędziowie się mylili, czy głogowianie tak dobrze udawali to sam nie wiem, trzeba to na żywo oglądać.

Kącik bibliotekarski - "Arsenal - jak powstawał nowoczesny superklub". Kolejna pozycja o Premier League. A wiecie, że szefowie ligi właśnie podpisali nowy kontrakt na prawa telewizyjne ze Sky Sports i BT Sport? Na drobne PIĘĆ MILIARDÓW funtów za trzy lata transmisji. Kluby będą tapetować banknotami szatnie. Dlatego warto zapoznać się z tą książką, gdzie przedstawiono krok po kroku, jak budowano wielki klub. Fakt, że Arsenal nie zdobywa hurtem trofeów, ale zawsze jest w czołówce Premiership i regularnie grywa w Champions League.

A tu fragment recenzji doskonale obrazujący o czym jest ta książka - czyli o Arsenalu, a raczej o dziejach klubu pod wodzą Arsèna Wengera. Historia o pozytywach pracy francuskiego szkoleniowca, która trąci obiektywizmem, bo pokazuje także to, co w jego pracy najlepsze nie było. Charakterystyczne dla Wengera "è" w nazwie klubu w połączeniu z jego wizerunkiem na okładce nie pozostawia tajemnicą, że kolejne strony opisują pracę Francuza w angielskim klubie. Książka opisuje proces tworzenia superklubu, który ma nowoczesny stadion i obrót, wynoszący ponad 200 mln funtów. Jest to droga, którą Arsenal przeszedł wraz z Wengerem zaczynając od 21 mln funtów w 1996 roku. Książka ta nie ucieka jednak od negatywów i wpadek Wengera. Warto przypomnieć sobie jak wiele pracy włożył szkoleniowiec w to, by trzykrotnie sięgać po zwycięstwo w Premier League, a w sezonie 2003/04 uzyskać obok Preston North End tytuł "The Invincibles", czyli zdobyć tytuł mistrza Anglii, nie doznając w sezonie żadnej porażki.

Autorzy Alex Fynn, znany konsultant branży futbolowej, określony przez "The Sunday Times" jako "duchowny ojciec chrzestny Premier League" i Kevin Whitcher, redaktor "The Gooner", wpływowego fanzinu poświęconego Arsenalowi, wkraczają zdecydowanie dalej, aniżeli sama piłka w dosłownym jej słowa znaczeniu. "To, czego o Arsenalu nie wiedzą Alex Fynn i Kevin Whitcher, pewnie nie jest warte poznania (...). Z pewnością jednak ten tytuł opisuje wiele spraw nie poruszanych gdzie indziej" - pisze "Arsenal World". Książka posiada szeroko opisany aspekt biznesowego prowadzenia klubu, tym samym można ja polecić wszystkim tym, którzy już są w zarządach klubów piłkarskich, bądź dopiero planują w nich być. Arsenal jest przedstawiony jako firma, przedsiębiorstwo, które musi mieć osiągnięcia sportowe, ale też zachować płynność finansową, zwłaszcza podczas ogromnej inwestycji, jaką niewątpliwie była budowa nowego obiektu i przeprowadzka na Emirates Stadium. Książka" jest publikacją wspaniałej historii człowieka, który uruchomił ogromną maszynę do zarabiania pieniędzy, nie skupiając się jednak na samych finansach, a przede wszystkim na ludziach.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)