Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN
Po raz pierwszy od wielu imprez nasz klub nie otrzymał zaproszenia na turniej. Ale to nie było przeszkodą dla mnie, zawitałem do Krosna jako dziennikarz portalu futsal-polska.pl, czym wzbudziłem niemałą sensację u pewnego działacza.
Do Krosna wyruszyłem w towarzystwie Krzyśka Juśko (UKS Morze Stegna) i jego żony Dagmary, z którymi się przyjaźnię od wielu lat. Podróż się nie dłużyła, nagadaliśmy się sporo o futsalu, a to był dopiero wstęp. Miło spędziłem czas na turnieju, spotykając się z wieloma osobami z polskiego światka futsalu. Począwszy od Janusza Szymury, szefa Rekordu i spółki Futsal Ekstraklasa, byłego przewodniczącego komisji futsalu Andrzeja Hendrzaka, aż po wielu trenerów i zawodników z naszego środowiska. Ze względu na szereg obowiązków musiałem wrócić w piątek do Chojnic, trzecie spotkanie, a dokładniej drugą połowę oglądałem na necie w trakcie koncertu "Kult Unplugged" w gdańskiej filharmonii. Zboczenie zawodowe ;) Na szczęście Kazik (ten lepiej śpiewający) nie miał nic przeciwko.
Zacznę może od tego, jak wyglądała organizacja turnieju od wewnątrz. Było trochę plusów, jak piękna oprawa przy wejściu na parkiet, znakomite ciastka w pressroomie (zjadłem chyba sto, ale wszystko wypociłem dzień później na siłowni), albo kolega śpiewak z hymnem. Ale też było sporo minusów. Niestety ta mityczna doskonała organizacja z bliska już nie wyglądała aż tak fantastycznie.
Mieszkałem w hotelu 200 metrów od hali, ale po Krośnie poruszałem się taksówkami. Jak się orientujecie, to właśnie taryfiarze wiedzą wszędzie najlepiej, co się w danym mieście dzieje. A ja jadąc czterokrotnie taksówką i gaworząc sobie z kierowcą dowiedziałem się, iż żaden z nich o turnieju nie ma zielonego pojęcia!!!
Frekwencja na hali także była niezadowalająca. A to nie była hala na 10 tysięcy miejsc, a jedynie na 1690 krzesełek. Jak było trochę ponad 1000 osób na meczach Polski, to jest max. Trybuny za bramkami były puste, a na głównej sporo wolnych miejsc. Jedynie na ostatnim meczu hala się bardziej zapełniła.
Moim - i nie tylko moim - zdaniem idealnym miejscem był Szczecin. Jestem absolutnie pewien, iż na dużo większej hali byłby tam komplet widzów. Nie wiem, kiedy była składana aplikacja na Krosno, ale fenomen bijącej rekordy publiczności hali w Szczecinie nie trwa od dzisiaj. Już w pierwszej rundzie rozgrywek tysiące ludzi oglądało spotkania Pogoni w Futsal Ekstraklasie. Same Krosno jest małym miastem bez tradycji futsalowych i trudno było oczekiwać, aby mieszkańcy wypełnili halę po brzegi. Moim zdaniem takie wydarzenia należy organizować w dużych miastach, gdzie ludzie wiedzą co to jest futsal i są już tradycje kibicowania tej dyscyplinie sportu.
Następna sprawa, którą można było zaplanować inaczej, to umiejscowienie trybuny VIP. Z tych miejsc widoczność była bardzo słaba i wielu zaproszonych gości przenosiło się na zwykłe trybuny. Był także niemiły incydent, jeden z dziennikarzy został wyproszony przez ochroniarza z trybuny dla gości, chociaż było tam wiele wolnych miejsc. Chwilę wcześniej ja z nim siedziałem, być może to moja osoba była motywem takich działań. Na dodatek dziennikarze nie mieli wydzielonej strefy i musieli oglądać spotkania zza szyby salki konferencyjnej, tzw. "akwarium".
Kolejna sprawa to transmisja telewizyjna. Nie było meczów na kanałach telewizyjnych, jedynie firma Livepark przeprowadzała bezpośrednie relacje na kanale Łączy Nas Piłka. Znani w światku futsalu z doskonałych relacji członkowie ekipy KP Sport na własny koszt wybrali się do Krosna, otrzymawszy wcześniej akredytacje TV. Tam dostali zapewnienie od organizatora, iż mogą filmować mecze i zamieszczać skróty w internecie. Jak się okazało później, ta zgoda na "kamerowanie" turnieju która nie miała żadnych podstaw prawnych. Prawa medialne do pokazywania meczów z Krosna miała zupełnie inna firma i nic dziwnego, iż zaprotestowała przeciwko "dzikiemu" filmowaniu imprezy. Także inne telewizje, m.in. TVP, nie mogły nagrywać materiałów. Bardzo dziwna sytuacja, tym bardziej, iż telewizje pozostałych krajów z turnieju pokazywały spotkania.
Teraz o kadrze. Trzeba przyznać, iż przez ostatnie dwa lata mieli wszystko. Tutaj należą się słowa pochwały dla działaczy komisji futsalu, którzy zapewnili pełen komfort przygotowań, zorganizowali wiele sparingów z różnymi zespołami, od słabych po bardzo mocne. Trener miał pełne możliwości sprawdzenia piłkarzy i wyselekcjonowania najlepszych. No i tutaj dochodzimy do największego problemu kadry - czyli selekcji.
Gdyby Andrea Bucciol pokazał że ma jaja, to przed turniejem powołałby autorską kadrę, złożoną z najlepszych obecnie futsalowców. Mógł zagrać "va banque". Tydzień przed turniejem nikt go by z posady trenera nie wyrzucił, a gdyby wywalczył bezpośredni awans lub dostał się do baraży, to by się obronił i pozostał na stanowisku. A gdyby przegrał, to z honorem podałby się do dymisji. Lubię Andreę, to naprawdę fajny chłop, ale opinię w środowisku futsalowym ma taką, że jest podatny na różne sugestie.
Jeśli chodzi o samych zawodników, którzy reprezentowali Polskę - na nich nie napiszę pół złego słowa, bo grając w takim zestawieniu kadrowym dawali z siebie wszystko. Walki i ambicji na pewno nie zabrakło, zabrakło jednak umiejętności, zimnej krwi i chłodnej głowy pod bramką rywali. Ale to przecież nie ich wina, starali się jak mogli i z mojej strony wielkie brawa za to zaangażowanie i wiarę do końca w zwycięstwo. Na pewno kilku zawodników zawiodło oczekiwania. Myślę, że przede wszystkim zawiedli samych siebie ale to pozostawiam do oceny im samym. Ja kibicowałem Polakom z całego serca i dziękuję za cały turniej.
Pierwszy mecz z Białorusią. Bojaźliwa gra, wyprowadzanie kontr zaledwie dwójką zawodników. Nie znam do końca założeń taktycznych, ale tu trzeba było ruszyć z impetem i wbić rywali w parkiet, dając znać o tym, jaka jest siła polskiej drużyny. A wyglądało to nieciekawie, zaledwie kilka strzałów na bramkę gości. Dużo asekuracji, gry do tyłu. Zmarnowana szansa na wejście z dużym "BUM!!!" w turniej.
Rozmawiałem po meczu z trenerem Finlandii Mico Marticem, z którym znam się od kilkunastu lat (kiedyś byłem współpracownikiem FP, dostarczałem wyniki z naszej ligi i wymieniałem się kasetami video z meczami ligi hiszpańskiej i polskiej). Nie wymyślał "kwadratowych jaj"; dostosował taktykę do umiejętności swoich zawodników. Grali prosty futsal, ale to wystarczyło na naszą drużynę. A Polska waliła głową w mur, nie mogąc znaleźć sposobu na sforsowanie zasieków. "Fortuna" sprzyjała Finom przy dwóch bramkach i to starczyło na nasz zespół. Ogromna niespodzianka, a co za tym idzie gigantyczne zadanie do wykonania w meczu z Italią.
A tak przy okazji tematu moich kontaktów z Mico, jednym z założycieli www.futsalplanet.com - jak ktoś się chce pośmiać, to tutaj ma wgląd w mój dawny profil współpracownika z FP. Nie muszę chyba dodawać, iż wiele się od tego czasu zmieniło, zwłaszcza nawyki żywieniowe ;)
Przed trzecim spotkaniem Białoruś pokonała Finów 2:0, co przedłużyło nadzieje Polaków. Dobrze weszliśmy w mecz, Kubik po odebraniu piłki popędził do przodu i pokonał Stefano Mammarellę. Nastąpiła wówczas bardzo ciekawa sytuacja - na ławce kapitan Artur Popławski mocno gestykulując pokazywał wszystkim, iż należy przede wszystkim chłodno myśleć, skoncentrować się i nie cieszyć się zbytnio objęciem prowadzenia. Krótko mówiąc po piłkarsku - "nie podpalać się". Nikt na to jednak nie zwrócił uwagi i po zaledwie 8 sekundach Włosi doprowadzili do wyrównania. Potem jeszcze "klopsy" Stefano dały nam nadzieję, ale w drugiej połowie Italia mocno przyśpieszyła i rozwiała wszelkie marzenia o awansie choćby do baraży. Jak ci Włosi pięknie celowali, można się zachwycać długo. Ale to klasa światowa, daleko nam do nich niestety...
Pozwolę sobie ocenić niektóre decyzje kadrowe, gdzie moim zdaniem szeroki sztab szkoleniowy popełnił ogromne błędy:
- brak Rafała Franza - najskuteczniejszego zawodnika ligi i będącego w formie pivota, który regularnie występuje w Futsal Ekstraklasie, rywalizując z najlepszymi obrońcami w lidze.
- brak Macieja Foltyna - zdecydowanie najlepszego bramkarza obecnego sezonu, mającego równą i stabilną formę.
- brak Tomasza Kriezela - który obecnie jest w bardzo wysokiej formie i kreuje grę Red Devils w lidze - a wygraliśmy ostatnie cztery mecze z rzędu - pod pretekstem braku doświadczenia. A jednocześnie powołanie Mikołaja Zastawnika który do tej pory rozegrał zaledwie 15 meczów ligowych. Gdzie tu logika???
- brak Pawła Budniaka, który w meczu z Finlandią pokazał przez 90 sekund więcej, niż inni przez cały mecz (3 bardzo groźne strzały). Paweł był podstawowym zawodnikiem przez 2 lata, a teraz turniej głównie przesiedział na ławce. Takich zawodników wystawia się "w ciemno"!!!
- z powodu braku drugiego pivota (powołany jako trzeci pivot Tubacki wystąpił dopiero w ostatnim meczu) granie Danielem Krawczykiem "out of position". Czyli wystawianie "Krawca" nie na skrzydle, gdzie bryluje w klubie, a na "ścianie", gdzie nie mógł wykorzystać swoich umiejętności gry 1 na 1.
Czyli aż 5 pozycji na 9 grających (bramkarz i dwie czwórki) mogło być znacznie lepiej obsadzonych. A przecież mogłoby być jeszcze gorzej, bo Michał Kubik został w ostatniej chwili powołany z listy rezerwowej. To także daje dużo do zastanowienia - jeśli zawodnik na tydzień przed turniejem nie jest potrzebny, a potem nagle wskakuje do składu meczowego i jest w trakcie turnieju najlepszym polskim zawodnikiem. O co tu chodziło???
Nasuwa się szereg pytań. Dlaczego najlepsi zawodnicy nie są powoływani? Dlaczego wszystko stanęło na głowie, podstawowi piłkarze którzy decydowali przez te 33 sparringi o jakości kadry poszli w odstawkę tuż przed turniejem? Dlaczego nie trenowano w meczach towarzyskich gry z wycofanym bramkarzem, a potem nie potrafiliśmy rozegrać ataku w takiej formacji?
Sami widzicie jaki był efekt końcowy, jaki ogrom błędów tutaj popełniono. A kto był głównym architektem tej porażki? Podsumuję to jednym zdaniem - TOTALNA KOMPROMITACJA TEJ AUTORSKIEJ KONCEPCJI KADRY. I proszę czytać ze zrozumieniem - "koncepcji", a nie samej kadry.
Szkoda tego wszystkiego. Po prostu szkoda, bo zmarnowaliśmy doskonałą szansę, gdzie mając turniej u siebie, na dodatek z bardzo przeciętnymi rywalami (oczywiście oprócz Italii), zajęliśmy niechlubne ostatnie miejsce...
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)