Z notatnika dziejopisa

W noworoczny poranek telewizje organizujące sylwestrowe szaleństwa w różnych miastach Polski ogłosiły, że to ich impreza wywołała największe uznanie. Być może każda ze stacji ma rację. I w każdej coś ciekawego widz, czy uczestnik imprezy, znalazł dla siebie. Rozpocząłem felieton od telewizyjnych inspiracji, gdyż w podobnym tonie zadowolenia z siebie o minionym 2018 roku wypowiadają się różne podmioty polskiego futsalu.

Jako felietonista w żadnym wypadku nie będę brał się za numeryczne ocenianie tego stanu. Wychodzę bowiem z założenia, iż – jak mówi polskie przysłowie – „Każda pliszka (to taki ptaszek) swój ogonek chwali”. Niemniej, nie mogę pozostawić bez echa tego co zapamiętałem z naszego futsalu w roku 2018. A także tego czego nie zapamiętałem. 

Nim jednak przystąpię do futsalowego meritum, wspomnę o twitterowym wpisie prezesa Bońka, pomieszczonym w kontekście „cudów”, jakie dzieją się z klubem Wisła Kraków. Dla mniej obeznanych przypomnę, że kiedyś Wisła miała też sekcję futsalową - w której prym zawodniczy oraz szkoleniowy wiódł obecny selekcjoner naszej futsalowej reprezentacji - i która z dnia na dzień wycofała się z rozgrywek, pozostawiając polski futsal z „czarną dziurą” (by nie określić bardziej śmierdząco) w ówczesnej futsalowej Lidze Mistrzów. Dla prawdy zaznaczę, że futsalowa Wisła grała na wysokim poziomie sportowym, zdobywając tytuły mistrzowskie. A i wprowadziła na hale futsalowe „atrakcyjniejsze”, co nie znaczy spokojniejsze, grona kibiców. Kudy do nich w sensie pozytywnym, czy negatywnym dzisiejszym widowniom futsalu.  

Wracając do wpisu prezesa Bońka, zacytuję go w aspekcie działaczowskim – „Od sześciu lat mówię, że największym problemem polskiej piłki klubowej są zasoby ludzkie. Dzisiaj mogliście to sami zobaczyć”. Cytat odnosi się do konferencji prasowej nowych władz (polskich) krakowskiej Wisły. Nie przyznać racji prezesowi, to jakby okazać się abnegatem wiedzy piłkarskiej. O ile wpis prezesa dotyczy tylko piłki klubowej, to umiejscawiając go dla futsalu sięgnąłbym jeszcze po pokłady działaczy związkowych. W futsalu też zasoby ludzkie są problemem dla jego rozwoju. A szczególnie inkorporowanie ludzi z piłki trawiastej kosztem stricte działaczy futsalowych. Jest to pięta achillesowa systemu nominacji na wielu szczeblach.

Polski futsalowy rok 2018 na pierwszym miejscu wbił mi w pamięć całkiem przyzwoite wyniki reprezentacji seniorskiej, z pozytywnym występem w finałach mistrzostw Europy na czele. Oby trend wznoszący utrzymał się i w roku 2019. Oczywiście zapamiętałem piękną drogę Rekordu Bielsko Biała do najlepszej klubowej szesnastki Europy. A zaczynali od początkowych rund eliminacyjnych. Nie będę przesadzał i w kolejnym roku pożyczę tylko utrzymania status quo na mapie Europy. Zamykając dział zespołowy, wspomnę o rzadkim w polskim futsalu rozmachu beniaminka ekstraklasy, jaki jest udziałem Orła Jelcz-Laskowice. Życzę jak najlepiej, ale nie zaszkodzi przypomnieć o opisywanej powyżej Wiśle. Ona też znaczyła swoją futsalową drogę rozmachem sportowym oraz marketingowym. Spinając klamrą nasze futsalowe teamy napiszę, iż klasyfikuję pierwszą reprezentację na drugim miejscu w swoim rankingu polskich piłkarskich osiągnięć AD 2018. Wyżej stawiam wicemistrzostwo świata piłkarskich szóstek trenera Hirscha, a niżej reprezentację trawiastą z Lewandowskim na czele.

Kolejną dziedziną, o której nie da się zapomnieć, są inicjatywy okołofutsalowe, działania marketingowe, promocyjne, rozwojowe. Od razu na myśl nasuwa mi się jako przykładowy projekt Merkury Railway Futsal Team PL. Chociaż od początku czułem, że nie wzbudzi on oczekiwanego optymizmu w gronie zawodowych działaczy futsalu, czy zinstytucjonalizowanych jego formuł, kibicuję mu. Proszę kontynuować. Może tylko skierować się bardziej ku podstawom. I nie należy przejmować się brakiem wsparcia zobowiązanych do tego gremiów. Im większa centralizacja, tym mniejsza jest bowiem ochota do nakładania sobie dodatkowych obowiązków.

Kolejni sponsorzy doszlusowali do futsalowej ekstraklasy. Warto o tym pamiętać. Być może po nitce do kłębka i urodzi się coś większego. Chociaż patrząc z perspektywy lat widać, że wielki biznes do futsalu  nie będzie się garnął i nie ma co sobie nim zawracać głowy. Proponuję przeorganizować strategię na kolejne lata. Tym bardziej, że nie został wykorzystany przez związek w odpowiednim stopniu (medialnym, marketingowym) fakt udziału w finałach ME. A różne inicjatywy pozazwiązkowe nie mają możliwości zastępstwa. Tak stanowi statut.

Do tej pory było o czynach. Teraz też o wynikach, ale w kontekście indywidualnym. Po pierwsze – Michał Kubik, futsalista nietuzinkowy, ceniony za styl gry, charakterność, wiedzę pozasportową. Okazało się, że Rosjanie powinni się go niezwykle obawiać. To on strzelił Sbornej oraz ich zespołowi klubowemu wszystkie gole, jakie potrafiły wbić im teamy, w których występował. Na dodatek stanowi czołówkę strzelców futsalowej Ligi Mistrzów. Tak trzymać – Michale. Kolejnym do zapamiętania jest Marcin Mikołajewicz. Niedawno świętował 200 goli strzelonych w ekstraklasie oraz 100 występów w reprezentacji. Piękne liczby. Strzelaj Marcinie nadal. Najlepiej najwięcej w reprezentacji. W liczbie goli oraz występów Marcina jestem w stanie uwierzyć, gdyż zaczynał karierę futsalową w czasach, kiedy statystyki były już prowadzone fachowo. Wcześniej różnie bywało. Dobrze byłoby, gdyby kiedyś PZPN  zweryfikował i oficjalnie podał ile występów oraz ile goli ma każdy z reprezentantów Polski w futsalu od początku grania reprezentacji, czyli od 25-27 lat.

Z nazwisk, które zapamiętałem w roku 2018, wymienię jeszcze Mikołaja Zastawnika, Michała Kałużę oraz Tomasza Kriezela. Na nich stawiam jako przyszłe gwiazdy reprezentacji. Oni powinni ją pociągnąć do pierwszej dziesiątki rankingowej. Chciałbym, aby spróbowali sił w dobrym zagranicznym klubie futsalowym. To pomogłoby naszemu futsalowi. Powie ktoś, że zapominam o strzelcach. Rzadko zdarza się, by w meczu zaliczyć pięć trafień. Gdy kiedy ktoś strzeli pod rząd po pięć w pięciu meczach napiszę, podsumowując. Gole są ważne, lecz ważniejsze jest kreowanie gry.  

Jakby trochę mało zapamiętałem z futsalowego minionego roku. Najgorsze, że nie zapamiętałem żadnego sędziego. A przecież nie było spektakularnych wpadek. Widocznie nie wyrośli jeszcze następcy panów Frąka, Stawickiego, rzucający się w oczy. Być dobrym w kraju nie znaczy być zauważalnym za granicą. To moja opinia. Może osobowość ich szefa Przemysława Sarosieka powoduje, iż pozostają w cieniu. Organizacja sędziowska futsalu wykonała w roku 2018 kolejny spory krok organizacyjny oraz szkoleniowy, więc nie bez powodu działania jej szefa zapamiętałem. Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o trenerskiej części futsalowej. Przynajmniej jest o co apelować do poprawy.

Patrząc na to co napisałem, myślę – niedużo zapamiętałem. Być może jestem zbyt wybredny. Być może coś mi umknęło. Zobaczymy w kolejnym felietonie o czym nie udało mi się zapamiętać.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

L’histoire est un mensonge que nul ne conteste – powiedział kiedyś wielki Napoleon Bonaparte. W tłumaczeniu rzeczywistym powinno to brzmieć – „Historia jest wersją przeszłych wypadków, na które ludzie zdecydowali zgodzić się”. Nie będzie żadnym nadużyciem, gdy w tłumaczeniu felietonowym napiszę, iż historia to uzgodniony zestaw kłamstw. A jako historyk z wykształcenia wiem, że nie czynię żadnego nadużycia taką interpretacją. Nie czynię, gdyż – co zauważyłem nawet pośród historycznej profesury – wielu opowiadaczy dziejów, w zależności od prezentowanej opcji, jest skłonnych przychylać się do wersji jak najbliższych oficjalnemu zapotrzebowaniu. Zresztą podobnie jest z tak zwanym światkiem medialnym (czytaj dziennikarskim). A fakt, że działacze sportowi zawsze byli przodownikami wszelakiego oportunizmu - i przeważnie stawali tam, gdzie wieją dobre wiatry – jest znany od dziesięcioleci.

Ten przydługi wstęp, pewnie niektórym jawiący się jako nie mający nic wspólnego ze sportem, czy futsalem (ale mylą się) dedykuję w przedświąteczny tydzień do przemyśleń przy Wigilijnym stole. Proszę, by nie uciekać w Boże Narodzenie AD 2018, w tym okresie najbardziej lubianym przez Polaków, od tego, co naprawdę liczy się  w życiu. Nie uciekać od prawdy, wartości. A szczególnie sposobu ich postrzegania. Warto w tym czasie świątecznym zastanowić się, czy jest się człowiekiem podległym – jakby chcieli różni selekcjonerzy, prezesi, przewodniczący. Czy też posiada się odwagę posługiwania rozumem.

Polski futsal emanuje pokładami frustracji. Często jest ona przelewana na innych frustratów. Przelewana bez empatii. Tworzy to tylko nowe pokłady sporów. Zapewniam, znając środowisko, że i tak mówi ono cicho.  Ale mówi mądrze. I tylko nie zgadza się, aby ktoś nim kierował w sposób autorytarny. Związek piłkarski, wbrew temu co mówią nim kierujący, wcale nie jest korporacją, tylko najzwyklejszym stowarzyszeniem sportowym. W związku z tym nie ma potrzeby – jak w korporacjach rzeczywistych - siedzieć "od - do" i mieć nad sobą kogoś, kto mówi, co mamy robić. Ale z drugiej strony nie znaczy to, że współczesny działacz futsalowy ma nie znać się na robieniu biznesu, nie potrafić czytać faktur, czy nie móc opracować jakiegoś projektu. A z tego wynika, że nie powinien dać się ignorować. I dopiero, kiedy cały polski futsal personalnie to pojmie, można będzie powiedzieć, trawestując Immanuela Kanta, iż znajduje się w „epoce oświeconej”, a nie tylko działa w epoce Oświecenia.

Tradycyjnie przed Bożym Narodzeniem rozegrany został finał Młodzieżowych Mistrzostw Polski do lat 20. Jest to najstarsza ogólnopolska impreza młodzieżowa pod patronatem związkowym. Kiedyś implikowały te rozgrywki europejskie turnieje o randze Mistrzostw Europy kategorii U-21. Obecnie, gdy UEFA zmieniła kategorię mistrzowską na U-19 i nawet PZPN poszedł w nakazach licencyjnych dla futsalu (całkiem słusznie) w tym kierunku, mistrzostwa te – przynajmniej mnie – wydają się przeżytkiem. Chętniej oglądnąłbym ogólnopolską rywalizację w kategorii U-12. Tym bardziej, że PZPN sygnował coroczny halowy turniej dla dzieci o puchar prezesa nie jako futsalowy z nazwy, lecz zwykły halowy (coś słabe to lobby futsalowe w związku). A wiem, że początkiem roku w Warszawie odbędzie się kolejna edycja futsalowych zmagań pod szyldem „Młodej Ekstraklasy”. Właśnie w tak „młodych” kategoriach wiekowych.

W Nowy Rok 2019 reprezentacja dowodzona przez selekcjonera Korczyńskiego wejdzie w rok eliminacji mistrzostw świata - finałów Litwa 2020. O ile - jako felietonista – w roku 2018 na wyniki kadry (notabene niezłe) patrzyłem przez palce, to teraz stanę się surowszym recenzentem. Oczekuję minimum meczów barażowych o dwa miejsca finałowe, przypadające z puli europejskiej zespołom z drugich lokat grupowych zmagań eliminacyjnych. I nie są to oczekiwania na wyrost. Wynikają one z wypowiedzi selekcjonera oraz pana przewodniczącego. Chociaż – co prawda – przebija w nich nieco asekuracyjne głoszenie, że głównym celem są kolejne eliminacje oraz finały mistrzostw Europy. Oczywiście, każdy awans przyjmę ja, jak i polski futsal, z radością.

Okres świąteczny nie jest wymarzonym czasem do pisania „twardych” felietonów. Raczej są one okolicznościowo-wspomnieniowe. Czas ten obfituje w różne spotkania opłatkowo-noworoczne, połączone z życzeniami, a przy okazji wybaczaniem sobie. Podczas związkowego spotkania prezes Boniek uhonorował swojego poprzednika, wielkiego piłkarza Grzegorza Lato. Prezes pokazał: kiedy była walka o prezesurę, to walczyliśmy. Jednak nikt nie może zapomnieć, że Grzegorz był wielkim piłkarzem. Nie do wymazania z historii polskiej piłki. Jako felietonista nawet dodam, iż nie widać w określonej perspektywie polskiego piłkarza, który mógłby zostać królem strzelców mistrzostw świata. Taka prawda – panie Grzegorzu. Trochę to smutne lecz prawdziwe i świadczy marnie o naszych zawodnikach.

Wiem, że polski futsal przymierza się na rok przyszły do jubileuszy. Warto wziąć przykład z prezesa Zbigniewa i przypomnieć sobie o byłych futsalistach, działaczach, szkoleniowcach. Prawda bowiem jest taka, że obecny status polskiego futsalu nie wziął się z niczego. Nie jest wymysłem jednej kadencji. Pracowało na to wielu ludzi w minionym ćwierćwieczu. I tym felietonem pragnę im podziękować. 

Andrzej Hendrzak

P.S. Spotkałem się z zarzutem kolegi Józefa, że nie piszę o sędziach. Naprawię to więc przy okazji Świąt. Życzę polskim sędziom futsalu, by w roku 2019 wyeliminowali te błędy, które jeszcze czasami im zdarzają się. Ale na pewno jest lepiej niż drzewiej bywało.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W dobrych nastrojach polska seniorska reprezentacja futsalu kończy rok 2018. Dwie wygrane z Belgią pozwalają fetować Sylwestra nawet w Zakopanem przy rytmach piosenki znanego Sławomira. Nie wiem, komu oprócz selekcjonera Korczyńskiego oraz zawodników, gratulować. Wybiorę na chybił trafił wiceprezesa PZPN, pana Bednarka oraz wiceprzewodniczącego Komisji Futsalu, pana Duraja. Dlaczego ich? – pytasz kolego Józefie. Ano dlatego, że to ich najczęściej z działaczy futsalowych widziałem przy reprezentacji w minionym roku. Nawet przebili przewodniczącego Adama. Nie wspominając o innych członkach Komisji.

I niech tak dalej będzie w kolejnym roku. Roku jakże trudnym zapewne dla polskiego futsalu reprezentacyjnego, gdyż roku eliminacji Mistrzostw Świata. Roku oczekiwań ze strony sympatyków polskiej małej piłeczki, też wobec reprezentacji młodzieżowej. I nie zgadzam się ze słowami padającymi gdzieniegdzie z ust ważnych osób, iż raczej należy przyłożyć się do eliminacji seniorskich mistrzostw Starego Kontynentu, bo łatwiej powalczyć o finały. Nie wolno kapitulować przed czasem. Walczyć należy zawsze. I oby poszczęściło się.

Gdy już jestem przy nadchodzących eliminacjach futsalowych Mistrzostw Świata, przypomnę wszem i wobec, że finały tej imprezy odbędą się na Litwie. Na maleńkiej, sąsiedzkiej Litwie. I wcale nie futsalowej potędze, ale – jakby na ten sposób odczytywać przyznanie im przez FIFA organizacji mistrzowskiego turnieju - znających się na piłkarskiej, futsalowej dyplomacji. I dającej pewne priorytety tej dyscyplinie sportowej.

Wiele łączy mnie z litewskimi działaczami. Nawet piszę ten felieton ubrany w koszulkę reprezentacyjną litewskiego futsalu. Do dzisiaj utrzymujemy kontakty i bardzo cieszę się, że dostąpili tego zaszczytu. Podobnie pewnie myśli Leszek Łuckiewicz z Białegostoku – prezes futsalowego Heliosa, który w sprawach litewskiego czy białoruskiego futsalu mógłby być w Polsce prawdziwym cicerone. Jedno jest pewne, przy okazji tej litewskiej nominacji: że obojętnie na wynik polskiego teamu futsalowego można będzie najwyższej próby światowej futsal obejrzeć tuż za miedzą.

A w Polsce – przenosząc na nasz grunt tytuł powieści napisanej przez Remarque – „bez zmian”. Pisząc ściślej „Na Zachodzie bez zmian”. Pamiętam nie tak dawne czasy, gdy za prezesostwa pana Listkiewicza oraz pana Lato sondowano w UEFA szanse na organizację finałów futsalowych ME w Polsce. Świadek, pan Roman z Gliwic, a także były przewodniczący Komisji pan Kazimierz. Teraz już pewnie nawet sondowania nie ma, gdyż lobbing futsalowy w kierownictwie PZPN wyraźnie słabszy w porównaniu z dawnymi laty. Nie widać tam charyzmatycznych futsalowych postaci. No cóż – wszystko płynie, jak mawiał pewien człowiek w starożytności. Tym razem kosztem mnogości imprez trawiastych w Polsce „popłynął” futsal. Na szczęście jeszcze nie rozpływa się. I dzięki wielu społecznikom, klubowi Rekord Bielsko Biała oraz – co by nie mówić – reprezentacji seniorskiej, jest o nim całkiem sporo słychać.

Komisja centralna futsalowa ogłosiła nabór terenowy do rozgrywek Pucharu Polski w futsalu kobiecym. Znakomity pomysł, wychodzący z dołów kobiecego futsalu. Pomysł, o którym pan Tomek Aftański mówił wielokrotnie. Pomysł na masowość futsalu kobiecego. Nie da się bowiem ukryć, że futsal kobiecy nadal jest tylko w powijakach. Osobiście nie jestem pewny, że Puchar go ożywi, gdyż jak zauważyłem kobieca odmiana małej piłki jest tylko „przerywnikiem” zmagań piłkarek trawiastych na okres zwany umownie zimowym. A futsal kobiecy potrzebuje, by uzyskać znaczącego „kopa organizacyjnego”, co najmniej osoby pokroju Aleksandra Macedońskiego, którego sposób na rozwiązanie słynnego „węzła gordyjskiego” mógłby przełamać niemoc kobiecego futsalu w Polsce.

Niestety, takiego Aleksandra dla futsalu kobiecego w Polsce nie widać, nawet w dalekiej perspektywie. I nie winię akurat w tym przypadki futsalowej komisji związkowej. Sięgam dalej, ku kierownictwu związkowemu. Co prawda, na niedawnym zjeździe PZPN prezes Boniek wiele mówił o potrzebie dowartościowania piłki kobiecej, ale nie jestem wcale pewny, czy miał również na myśli kobiecy futsal.

Czytelnicy w swojej korespondencji zarzucali, że zapomniałem, pisząc poprzedni felieton, o występie bielskiego Rekordu w Elite round futsalowej Ligi Mistrzów. Nie zapomniałem. Napiszę trawestując słynnego Cezara – Rekord pojechał, pograł, powrócił. I od siebie dodam – nabrał doświadczenia, wstydu nie przyniósł. Oby w kolejnych edycjach utrzymał stan posiadania. A to będzie jeszcze trudniejsze. Niestety. Na razie niech rekordziści skupią się na lidze, gdyż może już nie być tak łatwo, jak w poprzednim sezonie. Ze zwyżki poziomu rywalizacji sportowej w polskiej ekstraklasie należy się cieszyć.

Szkoda tylko, że nie we wszystkich halach są pełne trybuny. To taka plama na „futsalowym honorze” choćby Chorzowa (gdzie te lata sprzed dekady...), Katowic, Gdańska. Z drugiej strony oko cieszy się, gdy widać trybuny w Pniewach, Laskowicach, Chojnicach, czy Zduńskiej Woli. Albo na meczach reprezentacji.

Pierwszy akapit był o reprezentacji, więc i podsumowujący także o niej. Kolejny raz jako kibice reprezentacji zostaliśmy wystawieni do przysłowiowego wiatru przez organizatorów, czyli pewnie piłkarski związek, który nie postarał się o transmisję telewizyjną. Tymczasem w telewizji można było oglądnąć jakieś „smutasy” z meczów trawiastego Pucharu Polski. I to nieraz przy pustych trybunach.

Panie profesorze Sitarz (przepraszam, że używam pańskiego nazwiska do podkreślenia wagi problemu) na nic zdadzą się zabiegi pana i wielu panu podobnych miłośników futsalu w Polsce, kiedy właściwe organy oraz osoby związku piłkarskiego nie potrafią zorganizować przyzwoitej live transmisji z meczów - było nie było - pierwszej reprezentacji Polski w futsalu. I to kolejny raz. Dochodzi do tego, że łatwiej jest zobaczyć potyczki reprezentacji poza granicami kraju niż na własnym terenie. Sam nie wiem, co myśleć o tej niemocy. Zaapeluję więc – panie prezesie Boniek, niech pan pomoże.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jak szybko minął miesiąc spostrzegłem się dopiero, gdy kolega Józef zadzwonił z pretensjami o braku felietonów. Nie każdy – drogi Józefie – jest emerytem z górniczym urobkiem i może sobie latać po Karaibach, czy gdziekolwiek indziej. Są ludzie, którzy nawet nie będąc na emeryturze muszą dorabiać. Ale rzeczywiście zaniedbałem co nieco futsal. I pewnie niektórzy byli zadowoleni z tego, a inni - tak jak kolega - zawiedzeni.

Jednak jestem i piszę. Przeanalizowałem miniony miesiąc i muszę stwierdzić, że nic aż tak nadzwyczajnego w tym czasie w naszym futsalu nie zaszło. Podopieczni selekcjonera Korczyńskiego przegrali dwa mecze z Serbami – co było do przewidzenia. W Gliwicach oraz Katowicach odbyła się konferencja futsalowa - i też nie osiągnięto wspólnego konsensusu różnych opcji polskiego futsalu – co też było do przewidzenia. Jako felietonista kadrę pana Korczyńskiego Anno Domini 2018 przyjmuję – pisząc po wojskowemu – jako rozpoznanie bojem przed kolejnym ważniejszym sezonem i z dystansem patrzę na obecne jej wyniki. Natomiast z konferencyjnym projektem profesora Sitarza wiążę większe nadzieje. Nawet większe niż z projektem ekstraklasowej spółki. A powodem jest jego szersze otwarcie na całość polskiego futsalu, a nie tylko na określony jego wycinek.

W galerii polskiego futsalu było, jest i zapewne będzie wiele postaci godnych zauważenia. Jedni byli, są, czy będą Don Kichotami. Inni tylko Sancho Pansą. Różnie można mówić, myśleć o tych bohaterach z hiszpańską proweniencją znakomitej książki pana Cervantesa. Niemniej, budzili oni szczególną sympatię czytelników. Nie napiszę, że w polskim futsalu nie znajdą się osoby, które sympatii nie budzą, bo byłaby to najzwyklejsza nieprawda. Tak jak są takie, które sympatią cieszą się. Lecz ogólnie najgorzej jest z zaufaniem. Zaufaniem na linii jednostek, jak w kontekście relacji podmiotów poziomych oraz pionowych. I właśnie w działaniach - niezależnych od związku piłkarskiego, klubów, czy organów ligowych - różnych grup futsalowych, stowarzyszeń, zrzeszeń i podobnych widzę największą szanse na rozwój polskiego futsalu. Nie będę podpierał się górnolotnie słowami o jedności, gdyż nie o to mi chodzi. Wolę bowiem tak zwaną „szorstką przyjaźń” niż wymuszanie dla idei pozorowanej lojalności.

Jeden z polskich dziennikarzy sportowych napisał, że nie zna bardziej niesłownej grupy zawodowej niż piłkarze (dodałbym jeszcze politycy). Z drugiej strony oddał cześć kibicom, stwierdzając, iż mało jest związków tak wiernych, miłości na dobre i na złe, tak trwałych, jak te na linii kibic-klub. Pewnie nic dodać, nic ująć. Ale nie piłkarzami chciałbym zająć się teraz. Też nie kibicami. Mając miesięczny czas przemyślałem sobie polski futsal w kontekście współpracy, czy ważkości zadań albo inaczej – włożonego wysiłku w polski futsal przez Komisję Futsalową, spółkę ekstraklasową, związki wojewódzkie, kluby futsalowe. I wyszło mi, że najtrudniej jest w klubach. Tej podstawie futsalowej. Dlatego chylę czoła przed działaczami klubowymi. To oni „dają utrzymanie” związkowej „wierchuszce futsalowej” w postaci Komisji. To oni dają utrzymanie władzom spółki FE. To oni pozwalają zaistnieć Komisjom, czy Wydziałom Futsalu w piłkarskich związkach wojewódzkich. To oni wreszcie pozwalają od jesieni do wiosny poemocjonować się kibicom i co nieco dorobić sędziom. Panowie, działacze klubowi, a przy okazji też piłkarze w klubach futsalowych – tak to prawda, bez Was nie byłyby potrzebne stanowiska dla działaczy w związkach i podobnych organizacjach tworzących rozgrywki ligowe. Chapeau bas.

Pisząc powyższe słowa proszę nie wyobrażać sobie, że zapominam o wymogach płacowych piłkarzy, czy nieudolnych prezesach. Broń Boże, nie zapominam. Ale nie chciałbym mnożyć negatywów. Najzwyczajniej, nie mam bowiem recepty na rozwiązanie natychmiastowe problemów polskiego futsalu. Patrząc od strony działacza wojewódzkiego zauważam, że będąc w jednym związku piłkarskim powinienem współpracować z „Komisją Centralną”. Ale z drugiej strony, spoglądając jako terenowy związkowiec widzę, że mogę działać równie dobrze bez jej wsparcia. Tym bardziej, że przepływ informacji od centrali do dołów związkowych jest raczej mało informacyjny, czy niezbyt częsty. A marzy mi się każdorazowy komunikat do związku wojewódzkiego, co mądrego postanowiono na posiedzeniu komisji w centrali związkowej. I chyba nie jest to zbyt wielkie marzenie.

Kiedy patrzę jak prezes Boniek zaprasza prezesów Wojewódzkich ZPN na mecze międzypaństwowe reprezentacji seniorskiej, trawiastej czuję się trochę głupio nie otrzymując jako szef struktur futsalu w wojewódzkim związku podobnego zaproszenia - i to wcale nie na koszt pobytowy PZPN – na mecze futsalowe naszej reprezentacji. Przynajmniej te w Polsce rozgrywane. Czy tak trudno wygospodarować miejsce na trybunie. Nie wierzę. O ile pamiętam ostatni raz, gdy zaproszenie z PZPN poszło do wszystkich przewodniczących wojewódzkich struktur futsalowych, był mecz w Szczecinie z Kazachstanem (chyba, że były inne, tylko do mnie nie doszły). I było to za kadencji poprzedniej Komisji. A decyzję podjął prezes Jan Bednarek, za podpowiedzią pana Duraja. Może czas przypomnieć sobie o takim jakby futsalowym savoir vivre i powtórzyć to. Być może dla szanownej komisji związkowej jest to drobnostka, ale właśnie nieraz takie drobnostki budują atmosferę i współpracę. Komu jak komu, lecz to właśnie futsalowej komisji związkowej w PZPN powinno zależeć najbardziej na wprowadzeniu w miarę rozsądnej współpracy futsalowej różnych gremiów oraz organizacji (tych sformalizowanych i jeszcze niezrzeszonych) parających się „małą piłką” w Polsce. Proszę mi wierzyć – a przerobiłem to na własnej skórze – działaczem się bywa, a futsal zostaje. I nie bywanie na zjazdach PZPN decyduje o jego kondycji.

Jest rzekomo taki przepis na udane małżeństwo. I to długoletnie. „Należy wziąć szczyptę kompromisu, dodać do tego nutkę inicjatywy, dwie krople goryczy, łyżeczkę zazdrości, gotować na wolnym ogniu do wyparowania”. Osobiście jestem za. Dla dobra futsalu.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Igrzyska Olimpijskie są marzeniem każdego sportowca. Start w nich jest niewątpliwą nobilitacją. Nie sądzę, aby futsal kiedykolwiek zagościł na tej imprezie. Tym większą mam pewność, kiedy widzę, że nawet Brazylijczycy, którzy w dyscyplinie są zakochani, nie zaproponowali futsalu jako chociażby dyscypliny pokazowej na organizowanych przez nich igrzyskach w Rio de Janeiro w roku 2016. Ale są nacje – i to w naszym bliskim sąsiedztwie, które mogą poszczycić się udziałem w zawodach noszących w nazwie miano Igrzysk Olimpijskich. Co prawda, pełna nazwa imprezy brzmi - Letnie Igrzyska Olimpijskie Młodzieży, lecz wpis olimpijski do sportowego Curriculum Vitae pozostaje na lata.

Takie Igrzyska zakończyły niedawno się w argentyńskim Buenos Aires. W programie był też młodzieżowy futsal dla uczestników urodzonych w latach 2000-2003. Nie wiem, czy w polskim związku piłkarskim znano zasady kwalifikacji do tych igrzysk i czy się do nich przymierzano. Znając jednak zainteresowanie kopaną piłką halową mogę domniemywać, że nie było wielkiego parcia na udział w imprezie. A szkoda, gdyż skorzystali z możliwości udziału Słowacy, z którymi rokrocznie potykamy się w Turnieju Wyszehradzkim.

Tradycyjnie też na starcie pojawili się młodzi Rosjanie, kierowani przez głównego trenera seniorskiej Sbornej, Siergieja Skorowicza. To tylko świadczy, jak wielką wagę przywiązuje się w Rosji do szkolenia. I nie dziwmy się później, iż ciągle znajdują się w strefie medalowej wielkich imprez seniorów w futsalu. Gwoli felietonowego podsumowania wstępu olimpijskiego, nadmienię jeszcze, że mistrzami zostali Brazylijczycy, pokonując w finale właśnie młodych Rosjan. Jeszcze dodam, iż ozdobą finałowego meczu był samobójczy (!) gol futsalisty rosyjskiego już na początku spotkania (można to trafienie zobaczyć w internecie).

Wspomniany wyżej Siergiej Skorowicz to niezwykle charyzmatyczna postać rosyjskiego futsalu. Kiedy o północy patrzyłem na finałowy mecz w Buenos Aires, uprzytomniłem sobie, jak ważny musi być ten turniej dla rosyjskiej małej piłki, gdy delegują na zawody najważniejszego coacha futsalowego w kraju. Skorowicz żyje futsalem. Można z nim o futsalu dyskutować długimi godzinami, czego osobiście doświadczyłem.

Innym wschodnim omnibusem futsalowym był Gienadij Lisenczuk z Ukrainy – długoletni selekcjoner tamtejszej reprezentacji, a ponadto niemal alfa i omega ukraińskiej piłeczki halowej. Zarówno Skorowicz jak i Lisenczuk to ikony futsalowe w ich krajach. Gdy tak przy wymienianiu tych nazwisk pomyślę, kto w Polsce mógłby uchodzić za taką ikonę futsalową, znaną poza granicami kraju i na różnych futsalowych forach, jakoś klawiatura mi się zacina. Nie znaczy to, że ludzie polskiego futsalu są nieznani. Niemniej, kudy im do autorytetu międzynarodowego wyżej wymienionych.

Jak już jestem dłużej przy Skorowiczu, to zaprezentuję moje marzenie, które tuła mi się po umyśle od lat. Jest to marzenie, którego nie mogłem zrealizować w polskim futsalu. Nie realizowano go też przede mną, a i po mnie też jakoś nikt nie pali się, by taki pomysł zmaterializować. Twierdzę mianowicie, że selekcjoner seniorskiej reprezentacji futsalowej powinien być na zadowalającym go etacie w PZPN. I nie tułać się po pierwszoligowych klubach jako trener. A nawet – biorąc za wzór rosyjskich olimpijczyków - powinien mieć też etatową pieczę nad reprezentacją młodzieżową.

O takie postawienie sprawy apeluję do prezesa Bednarka, przewodniczącego Kaźmierczaka oraz dyrektora sportowego Majewskiego. Nie piszę tego – aby było jasne – przede wszystkim z sympatii do obecnego selekcjonera, którego szanuję za futsalową wiedzę, lecz czynię to z troski o polski futsal.

Kolejka polskiej ekstraklasy futsalowej z minionego weekendu sypnęła niespodziankami a może nawet sensacjami. Nie sądzę, aby znalazł się ktoś, kto trafnie wytypowałby wyniki. Osobiście – mówiąc szczerze – trafiłbym tylko wygraną będącego – jak na razie – w zwycięskim transie Cleareksu w Szczecinie. No, może jeszcze pokusiłbym się o postawienie na wygraną pniewian z wyraźnie będącą bez formy drużyną Piasta Gliwice. Miło, iż już na początku rozgrywek nie jest nudno. Rekord przegrywa teraz, a nie jak w minionym sezonie, dopiero gdzieś wiosną.

Dół tabeli jest udziałem Piasta oraz Gatty ze Zduńskiej Woli. Obydwa teamy akademickie grają w taką kratkę, że dla stawiających w zakładach są najbardziej nieprzewidywalnymi zespołami tej ligi. Pojedynek beniaminków rozstrzyga na swoją korzyść ten skazywany na degradację, pokonując tego, który - wzmocniony zagranicznymi internacjonałami - ma walczyć o medale. Wreszcie odnajduje się MOKS, którego kilku zawodników - po euforii jaka niewątpliwie była ich udziałem w ekipie wicemistrzów świata szóstek piłkarskich - wraca do futsalowej rzeczywistości. Jednak zmartwił mnie Rekord. Mimo, iż miał przeciwnika z wysokiej krajowej półki, to nie odnalazł się dużej toruńskiej hali. A Elite Round coraz bliżej. Zarzuci ktoś, że w wywodzie ekstraklasowym nie wspomniałem o zawodnikach. Przyjdzie kiedyś i na to czas, ale trzeba zapracować systematycznością i poziomem w pewnym przedziale czasowym. Nie będę chwalił, czy ganił za jedną kolejkę. Zresztą tym zajmują się branżowe portale i dajmy spokój felietoniście.

Kolega Józef jadąc ze Śląska do Gdańska wstąpił do mnie w Warszawie i przekazał mi ważną wieść o organizowaniu jakiegoś tam lecia polskiego futsalu. I jak to on potrafi, od razu sarkastycznie ocenił – nie ma wyników, to będą odznaczenia. Drogi Józefie – jakieś tam wyniki są. I kadra w na finałach w Słowenii, i Rekord w gronie najlepszych w Europie. W futsalu za często nie nagradzają. Związek nie jest aż taki hojny dla dyscypliny, więc każda okazja jest dobra. Oby tylko nie okazało się, iż pierś wypną do orderów głównie ci najbliżsi władzy. A o takich – jak choćby mój kolega – zapomni się. Ale o tym przyjdzie też jeszcze czas napisać. Im będzie bliżej imprezy i jaśniej w sferze nagrodzeń.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS