Z notatnika dziejopisa

Wywodzę się z terenu, gdzie swoje pierwsze kroki życiowe stawiali uznani polscy dziennikarze sportowi panowie - Atlas, Niemiec, Penar. Z każdym z nich przeprowadziłem wiele rozmów o sporcie i jednego nauczyłem się. Nie należy „klamkować” u drzwi pańskich. Gdy tak czyni się, to można – mówił Janusz Atlas, na zawsze pożegnać się z etosem niezależnego dziennikarstwa. Pisząc o tym zastanawiam się, co kieruje wieloma ludźmi sportowego pióra, którzy nieustannie starają przypodobać się, choćby prezesom związków sportowych. Z drugiej strony nie rozumiem poważnych prezesów od sportu, którym taka opcja jak najbardziej odpowiada. Przecież jest to oszukiwanie samych siebie. Opór takiemu wybiórczemu traktowaniu stara się dać we współczesnej dobie egalitaryzm mediów społecznościowych. W nich wszyscy są równi, ale i każdego można anonimowo zjechać. Po równo profesora i sprzątaczkę. Jak i każdego pochwalić. Często na tak zwane zamówienie. Każdy, bowiem, czuje się pełnoprawnym uczestnikiem dyskusji. A, gdy braknie siły argumentów, to od czego jest argument siły. Oczywiście, najczęściej anonimowy argument. Dawniej anonimowo można było co najwyżej nożykiem sobie wyskrobać obrażający napis na drzwiach od kibla, a obecnie w epoce internetu złym albo nieprawdziwym słowem infekuje się nie tylko sieć ale i wartości.
Puzzle najogólniej rzecz ujmując, to takie różne układanki. Ale puzzle, to też rywalizacja. Można „puzzlować” indywidualnie, ale można i zespołowo. Miliony darmowych układanek i puzzli tworzy wielką społeczność. Zapewne jeszcze większą, niż brać piłkarska, począwszy od kibiców, a kończąc na piłkarzach. W tym też całej grupy futsalowego bractwa.

Przypadkowo niedawno natknąłem się na propozycję jednego z portali, by internauci zaproponowali swoją wizję reprezentacji futsalowej Polski. Ot, taka zabawa jak wiele innych – pomyślałem. Czy jednak potrzebna – zastanowiłem się po chwili. I to w czasach, gdy mamy więcej piszących, niż z rozumem czytających. Powiększy to tylko liczbę selekcjonerów wirtualnych, mających się nijak do tych rzeczywistych. Dlatego sceptycznie odnoszę się do takich akcji i wolę wybrać rzeczywiste puzzle, w których przede wszystkim chodzi o to, by wykonując jak najmniej ruchów w krótkim czasie trafić na listę najlepszych. I za takim podejściem do tematu optuję oceniając sportowe posunięcia. Nie znaczy to jednak wcale, że nie należy od czasu do czasu racjami merytorycznymi próbować poprawiać wszechobecny, oficjalny obraz sielskości krajowej piłkarskiej rzeczywistości. I tutaj odsyłam wybiórczo do pierwszego akapitu felietonu.

Igor Sobalczyk – odkąd go znam, zawsze był bezpośredni w wyrażaniu swoich poglądów. Już na wstępie mojej wizyty w Zduńskiej Woli przed meczem z FC Toruń zapytał, czy będzie coś o nim felietonie. Oczywiście, kapitanie Igorze, są gratulacje za piękny mecz i wygraną z trudnym przeciwnikiem. Muszę przyznać, że już dawno nie widziałem w zespole Gatty tak wielkiej woli zwycięstwa. Dawali z siebie wszystko, a że przeciwnik nie zamierzał ustępować, widowisko było przednie. Losy spotkania rozstrzygnęły się w 30 sekundach finalnej minuty meczu.

Ale mecz miał dla mnie innego niż kapitan „gattowców” bohatera. Był nim Daniel Krawczyk. Ten najlepszy gracz polskiego futsalu w grze „jeden na jeden” przy jednym z goli wykonał prawdziwy majstersztyk. Nic nie przesadzę pisząc, że nie powstydziłby się go nawet słynny Portugalczyk Ricardinho. Daniel jest dla mnie zawodnikiem łamiącym w swojej karierze wiele reguł. Takim w pozytywnym znaczeniu ”enfant terrible” polskiego futsalu (w moim przekazie niesforna osoba). I niech już taki zostanie, gdyż każda próba innego  zaszufladkowania może tylko pozbawić go futsalowej maestrii. Tej „bożej iskry futsalowej”.

Kiedy opuszczałem halę przy ulicy Złotej słyszałem głosy kibiców, którzy mówili do siebie – jak to jest, że taki zawodnik nie jest w kadrze na słoweński turniej. No cóż – jak to mówią Francuzi – c’est la vie (takie jest życie), trener kadry ma swoje priorytety i należy je szanować. Myślę, że prawdziwie mocna dyskusja na temat nieobecności Daniela w reprezentacji odbędzie się dopiero po powrocie ze Słowenii. Szczególnie w przypadku, gdy tam nie powiedzie się naszemu futsalowemu teamowi.
Ile razy jadę do Zduńskiej Woli zawsze myślę, marzę sobie – a nuż usłyszę, iż budowana będzie nowa hala sportowa. Hala godna znakomitej drużyny Gatty, a i godna sportowej Zduńskiej Woli. Patrząc na niezwykle liczną obsadę vipowską - z posłem RP na czele, z miejscowymi notablami najwyższego szczebla, z licznymi ważnymi sympatykami sportu z wojewódzkiej Łodzi, z władzami ekstraklasowej spółki futsalowej, czy członkiem sztabu trenera Nawałki, nie wspominając o sponsorach – pomyślałem sobie, aby kibice przypomnieli o halowym problemie swoim włodarzom miejskim podczas tegorocznej wyborczej kampanii samorządowej.

Z drugiej strony ta hala ma w sobie coś magicznego. Jeden z zawodników powiedział mi, że czuje się tam ze względu na bliskość kibiców z każdej strony jak gladiator na rzymskiej arenie sprzed wieków. Rzeczywiście, kibice są blisko w każdym miejscu na trybunach wokół placu gry, czuć ich oddech, czuć ich presję. Hala ciągle szumi, niemal faluje. I to wyzwala kolejne pokłady emocji. Pobudza do gry. Na tej hali nie da się podczas gry odpoczywać.

Puentując temat hal, który obecnie uważam za jeden z priorytetowych dla polskiego futsalu, co potwierdziło się nawet w mojej rozmowie z realizatorami transmisji telewizyjnej, zacytuję Noela Cowarda – angielskiego komediopisarza, który mówił – „Przedtem, by dobra sztuka znalazła się na scenie, potrzeba było tylko jednej rzeczy – bohatera. Dziś dwóch – odtwórcy roli tytułowej i bohatera – dyrektora teatru, który odważy się ją wystawić”. I niech to będzie futsalowy lejtmotyw samorządowych wyborów.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Nie zastanawialiście się czasem, budząc się po przetańczonej sylwestrowej nocy, czy Nowy Rok zawsze oznacza początek? A może oznacza przede wszystkim koniec? Czy nie rozpatrywaliście jako nowego czasu, z którym wiązać należy wielkie nadzieje? A może to tylko dalszy ciąg rzeczywistości, w której inni ludzie nadal będą nam układać życie? Też około-futsalowe życie. I, czy owa zamiana cyfry 7 na cyfrę 8 poprawi nam futsalową rzeczywistość. Od wielu lat w Nowy Rok odczuwam nieodpartą myśl, że świat staje na głowie. A może już stanął nawet.

W odniesieniu do rodzimego futsalu nawet wiem, że zaistniał spory rozdźwięk pomiędzy tak zwanymi wyższymi sferami piłkarskimi, a tak zwanymi pospolitymi futsalowymi szarakami. Jedni nader często epatują wszechwiedzą, by nie napisać ekstrawagancją, a dla drugich często nowy czas jest początkiem końca. A jako żywy przykład niech posłuży ekstraklasowa Lex Kancelaria Słomniki, która wycofała się z rozgrywek na powitanie 2018 roku. Po raz kolejny dokonał tego team z Małopolski. To już piąte „zmycie się” zespołu futsalowego z tego pięknego regionu z rozgrywek w ich trakcie lub tuż przed sezonem. Czyżby tak rodziła się nowa futsalowa tradycja? Podejrzewam, że  klubie coś tam przeszacowano albo niedoszacowano. Ale i w pierś powinna uderzyć się stosowna komisja centrali związkowej, która zbyt ogólnie podeszła do futsalowego procesu licencyjnego. Osobiście nie rozumiem takiego podejścia. Albo realizujemy solidny proces, albo rezygnujemy z niego. Inaczej mamy takie oto kwiatuszki, które bardziej szkodzą futsalowi niż przymykanie oka na niedoróbki w procesie licencyjnym.
Powie ktoś, wystarczy podsumowań, nie zajmujmy się postanowieniami, bo i tak większość z nich nie zostanie nigdy spełniona. Niech każdy bierze na przysłowiową klatę swoje problemy futsalowe. I jestem za takim kierunkiem, ale z odrzuceniem opcji nakazowej naszego postępowania w sprawie futsalu. Opcji bo tak wypada. Bo tak już się przyjęło. Bo odchylenie od normy związkowej jest czymś złym. To nieprawda. Nikt nie dał nikomu prawa odbierania głosu w sprawach futsalu.

Dlatego idąc tropem pana Bońka, który przed Sylwestrem ogłosił prezesowskie, twitterowe typy wyróżnień w polskiej piłce AD 2017 ogłoszę w podobnych kategoriach swoje futsalowe. Nie, żebym chciał wyręczyć prezesa, chociaż na futsalu zapewne lepiej znam się od niego, ale gwoli wypełnienia luki to uczynię, gdyż nie zauważyłem, by prezes coś w swoim rankingu o futsalu wspomniał. Inaczej niż znany portal futsalplanet.com. który reprezentację męską Polski niespodziewanie umieścił w gronie drużyn nominowanych w kategorii "Najlepszy zespół narodowy" w plebiscycie Umbro Futsal Awards 2017. Nominacje otrzymał też trener Andrzej Bianga, który już trenerem naszej kadry... nie jest. Jako że niezbadane są zawiłości typowań rankingowych, nie będę tego komentował, ale muszę podkreślić po raz kolejny nienormalność sytuacji, gdy po niebywałym sukcesie trener odchodzi (no cóż, niewyjaśnialne są drogi naszego piekiełka). Niemniej, jest mi przyjemnie, że polski futsal został wzięty na poważnie pod uwagę przez nominujących. Czyli – idzie ku lepszemu.
Kontynuując zapowiedzianą powyżej myśl rankingową wesprę mottem – „nie dajcie się wbić w ramy, bo tak naprawdę każdy z nas jest wyjątkowy na swój sposób”. A przystępując do meritum „rozpiszę futsalowo” swój ranking z drobnymi zmianami nazw kategorii prezesa Zbigniewa. I tak za futsalową drużynę roku uważam Rekord Bielsko Biała. W kategorii trener wytypuję Andrzeja Biangę (awans do finałów ME). W kategorii piłkarz – Mikołaj Zastawnik. W kategorii sędzia – Andrzej Witkowsk. W kategorii osiągnięcie – awans do finałów ME reprezentacji Polski seniorów. W kategorii kibice – Red Dragons Pniewy. W kategorii impreza – turniej Futsal Masters 2017 we Wrocławiu. W kategorii media – za niezależność portal Futsal-Polska. W kategorii program – Łączy Nas Futsal pana Rafała Kędziora. W kategorii wpadka – przyjęcie przez centralę do rozgrywek ekstraligi żeńskiej drużyny Żyrardowianki, która po jednym meczu wycofała się z rozgrywek.

Niepoprawnym optymistą to ja nie jestem. Jednak nie przestaję wierzyć, że może kiedyś uda się przekierować futsalową zwrotnicę i w związku zapanuje większa moda na małą piłkę. Wiem, że moje oczekiwania mogą być za duże i nawet margines błędu nie będzie w stanie ich wytrzymać. Ale z drugiej strony idąc za Tristanem Bernardem, który kiedyś powiedział, że jest tylko jedna rzecz głupsza od optymizmu – pesymizm, muszę wierzyć. I tego się trzymajmy. Przynajmniej wobec futsalu.

Życzę sympatykom futsalu razem oraz każdemu z osobna też - Szczęśliwego Nowego Roku 2018

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Łęczycę miałem okazję w minionej dekadzie futsalowej odwiedzać dość często. Działo się to przy okazji występów Hurtapu w ekstraklasie futsalowej, później podczas imprez futsalu młodzieżowego, a także w związku z futsalowymi grami oldbojów. Zawsze było miło i profesjonalnie. Wcześniej o organizację dbała pani Karolina, a od pewnego czasu robi to pani Anna. Tak kiedyś jak i teraz czynione jest to z wdziękiem.

Ale do rzeczy. Po trzech latach wybrałem się po raz kolejny na futsalowe finały MMP do lat 20 mężczyzn. Tym razem był to dzień trzeci imprezy, czyli gry o lokaty. I trafiłem dobrze. Nie wiem jak obecnych w Łęczycy trenerów różnego sortu, w tym i kadr, ale mnie poziom sportowy zadowolił. Sędziowski – w  dniu kiedy byłem, też. O ile do minionej niedzieli miałem pewne obiekcje, czy  w związku z wycofaniem się przez UEFA z oficjalnych imprez rocznika U-21 na rzecz U-19 te mistrzostwa kontynuować, to teraz twierdzę – jak najbardziej tak. Sztandarowa impreza futsalowa związku dla młodzieży daje możliwość ciekawego przeglądu zaplecza. Jeżeli miałbym coś kontestować, to stawiałbym wniosek, który podpowiedział mi jeden z ekspertów na hali, by rozpoczynać zawody w piątek od godzin porannych, co zmniejszyłoby  intensywność turniejową. 
Rekord Bielsko Biała po raz kolejny udowodnił, że jest poza zasięgiem w tej kategorii wiekowej. Gratuluję trenerowi Piotrowi Szymurze dobrze wykonanej pracy. Cieszę się, że młodzieżowy team lubelski z logo uniwersyteckim na koszulkach, UMCS, któremu od lat niezmiennie kibicuję, kolejny rok zakończył rywalizację na drugim miejscu. I jeszcze wyróżnię chłopaków z kaszubskich Kartuz. Przebojem wdarli się do czwórki. I takiej świeżości potrzeba w ustalonej hierarchii futsalowej w każdych finałach. On daje asumpty innym, by wierzyć, że przyjdzie czas, kiedy i Rekord zostanie pokonany.

Finalizując temat turnieju, nie sposób nie wspomnieć o profesjonalnym obrandowaniu związkowym z wszechobecnym „Łączy nas piłka”. Chociaż jeszcze lepiej byłoby, gdyby związek dodawał i „łączą nas ludzie”. Zresztą nad oprawą związkową nie będę się rozwodził, bo jest ona obowiązkiem i wypadła na turnieju okazale. Natomiast pragnę wspomnieć o rozmaitości nagród oraz wielorakości innych propozycji marketingowych, skierowanych do uczestników finału przez bezpośredniego organizatora, czyli Hurtap Łęczyca. Poprzeczkę podniesiono naprawdę wysoko i pewnie nie każdemu kolejnemu organizatorowi będzie to w smak. Ale równać do najlepszych zawsze warto.

Kiedy jesienią 2008 roku w imieniu ówczesnego prezesa PZPN pana Listkiewicza prowadziłem w słowackim Popradzie negocjacje ze związkami Węgier, Czech oraz Słowacji w temacie powołania w miejsce turnieju trzech państw (Polska, Słowacja, Czechy) Futsalowego Turnieju Państw Grupy Wyszechradzkiej nie przypuszczałem, że jesteśmy prekursorami czegoś, co zrealizuje się później na innym polu w politycznej przestrzeni. Węgrom zależało bardzo, by dołączyć do naszego projektu futsalowego, gdyż za dwa lata mieli futsalowe finały europejskie i chcieli sprawdzić się organizacyjnie. I ten wyszehradzki turniej kadr seniorskich oraz U-21 miał być tego okazją. Impreza przyjęła się i trwa do dzisiaj. Naprzemiennie, kolejno organizują ją układające się w Popradzie nacje. Ale w tym roku jakoś on w moim mniemaniu skarlał. To, że nie grali seniorzy rozumiem, gdyż reprezentacje państw grupy wyszehradzkiej były zaangażowane w baraże od finałów ME Słowenia 2018. Ale to co odbyło się niedawno w Budapeszcie jest karykaturalną formą tamtej idei. W kategorii U-19 chłopców Węgrzy oraz Czesi wystawili kadry U-17. W gronie kobiet reprezentacji nie wystawili gospodarze, Węgrzy. Jednym słowem żenada, a nie poważny w zamiarze turniej. Apeluję, do wiceprezesa Bednarka, aby nie zadowalać się jakimś – jak to na pewno znani mu z racji zamieszkania sąsiedzi zza Odry mówią – ersatzem, lecz dobierać kadrom poważne imprezy. Nic na siłę – panie prezesie. Szanujmy nasz futsal.
W połowie grudnia otrzymałem z PZPN informację o systemie awansowym z drugich lig futsalowych do I ligi. Jest to coś, co jest zbieżne z moim myśleniem w tych sprawach. I szkoda tylko, że trzeba było czekać aż do grudnia na wypracowanie zasad. Pozytyw jednak jest taki, iż ma być to system na lata. Najważniejsze, że jest sprawiedliwy. Powiedzmy makroregionalny, dający szanse każdemu. I tym słabszym, i tym mocniejszym futsalowo wojewódzkim związkom na powalczenie o wyższą ligę.

Byłbym osobiście całkiem kontent – choć wiem, że zdanie moje nie jest tutaj najważniejsze - gdyby podobny system zalogowano do rozgrywek młodzieżowych. System ów  wyrównuje bowiem szanse regionów, a o rozwój futsalu w całym kraju, a nie tylko wybranych regionach, zarządzającym futsalem przecież powinno chodzić.

Jako że zbliżają się święta, i to te najbardziej magiczne dla Polaków, pozwolę sobie wspomnieć o czymś co nie jest rywalizacją, ale retrospekcją oraz takim quasi świątecznym spotkaniem wielu znajomych, ale w większości z futsalowej rodziny. Na początku grudnia w Gliwicach odbył się tradycyjny turniej futsalowy dzieci z Domów Dziecka. Jest to impreza, która rokrocznie zyskuje sympatię i wsparcie znanych osobistości ze świata sportu i show biznesu, a także lokalnych firm. W tym roku na halowym boisku pojawiły się między innymi dawne tuzy futsalu, występujące jako Reprezentacja Polski Futsalu „Moskwa 2001”. Cieszy, że nie zapomina się, przynajmniej w nieoficjalnej kolebce polskiego futsalu o zawodnikach, trenerach tamtego sukcesu. Niezmiernie mnie raduje, że znajdują się ludzie, którzy potrafią zadbać o takie z łezką w oku wspomnienia. Chylę czoła. Szczególnie przed futsalem gliwickim, który w latach 1992-1994 i mnie uczył piłki halowej, jeszcze wówczas futsalem nie nazywanej.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Noblista Albert Camus powiedział kiedyś, że prawie wszystko, co wie o obowiązkach i moralności zawdzięcza futbolowi. Nie wiem, co miał na myśli tak mówiąc i w to specjalnie nie wnikam,  gdyż od pewnego czasu nie należę, niestety, do grona osobników, którzy bezgranicznie wierzą w umoralniającą rolę piłki w „światowym teatrum”. Jak patrzę na decyzje europejskich czy światowych władz piłkarskich, dążących do umasowienia finałów ważnych imprez piłkarskich, odbieram je jako typowe działania dla zbijania kasy. A przy okazji traktuję jako idealną formułę zaspokojenia głodu sukcesu u wszystkich narodów kopiących piłkę po trawie, czy hali lub na plaży, a czasami nawet i siebie po czole. Traktuję jako formę agitacji wyborczej, gdyż poprzez takie wyciągniecie ręki szczególnie ten słabszy zgłaszający się do rywalizacji może poczuć się już na starcie swoistym zwycięzcą. To tak na wstępie gwoli dania asumptu do przemyślenia, dlaczego polski futsal nie profesjonalizuje się klubowo w rozmiarach oczekiwanych od lat.
W rok po objęciu władzy przez obecną ekipę kierującą polskim futsalem zastanawiam się, czy jest jakiś wzór matematyczny, który pozwoliłby opracować nieskomplikowane zasady wyboru dobrego działacza. Pewnie go nie ma. Tak jak nie ma wzoru na wyłonienie dobrego trenera, czy zawodnika. To taka profesja, w której szlachectwo nie jest dane raz na zawsze. Trzeba je ciągle, na bieżąco potwierdzać. Niemniej, jednego oczekiwałem od panujących futsalowi miłosiernie zarządców - zasypania podziałów w polskim futsalu. Niestety – jest to moje odczucie – jakoś to jeszcze nie wyszło. A czas biegnie.

Jestem poniekąd człowiekiem małej wiary jeżeli chodzi o takie sprawy, gdyż wiem z autopsji, iż materiał ludzki jest niezwykle ambitny i nie poddaje się łatwo zaszeregowaniu w nakreślane ramy. Ale z drugiej strony wierzę w doświadczenie przewodniczącego Kaźmierczaka wyniesione z dużej piłki. Celowo podkreślam – dużej piłki – czyli tej trawiastej, gdyż uważam, że wiele rozwiązań organizacyjno-regulaminowych - choćby w temacie rozgrywek młodzieżowych, czy systematyzacji lig niższych futsalu – należy stamtąd pobierać. Korzystać z rozwiązań wcześniej praktycznie sprawdzonych. I nie ma co wyważać w futsalu częstokroć już wcześniej otworzonych drzwi. Jeżeli mogę o coś poprzez felieton zwrócić się do przewodniczącego, to będzie to apel o kierowanie się jak najczęściej własnym rozsądkiem oraz doświadczeniem wyniesionym z macierzystego związku piłkarskiego oraz piłki trawiastej. I niech dzieje się to nawet kosztem odrzucania różnych podpowiedzi z - od lat raz bardziej, raz mniej – niejednolitego, by nie powiedzieć skonfliktowanego, środowiska futsalowego.

Wiele jeździłem jesienią po Polsce i tak składało się, że miałem możliwość rozmawiać z wójtami, burmistrzami niedużych gmin, czy miast. Zawsze wtrącałem temat futsalowy. I muszę stwierdzić, że właśnie w tych niewielkich samorządach upatrywałbym przyszłości dla rozwoju polskiego futsalu. Dzisiaj w czasach, kiedy niemal w każdej gminie, miasteczku, znajduje się hala sportowa do gry w futsal, ich zaangażowanie może pozwolić poszerzyć wiedzę o futsalu i jego bazę w tak zwanym piłkarskim terenie. A samorządowcy są do tego chętni.

Dla mnie bywają oni niejednokrotnie ważniejsi niż różni prezesi ważnych firm, którzy przeważnie o futsalu wiedzą tyle, co przeciętny zjadacz chleba na pięknej wyspie Kubie o skokach narciarskich. Co najwyżej kiwną głową, przytakną, coś może czasem wysupłają z kabzy, ale szerszego gestu dla futsalu nie zaoferują, bo to nie on przysporzy im tak oczekiwanego lansu, rozpoznawalności. I dlatego trzeba bywać – drodzy działacze futsalowi wszystkich szczebli oraz organizacji – częściej w terenie, a rzadziej na centralnych salonach. To w terenie czeka futsal organiczna, ale i syzyfowa nieraz praca.
Od roku 2011 utrzymuję kontakt z futsalem brazylijskim. Przyznaję od razu, że stał się on możliwy dzięki byłemu trenerowi naszej reprezentacji Vlasitmilowi Bartoskowi (dziękuję ci Vlasta – o ile czytasz felietony). Pokłosiem tych kontaktów był między innymi sfinalizowany w lipcu 2012 roku wyjazd naszej seniorskiej reprezentacji futsalowej na trzy mecze do Brazylii. I – co jest oczywiste w poważnych kontaktach – nasz pobyt przez cały czas pokrywali zapraszający. Przy okazji na marginesie wspomnę, że dodatkowo kadra otrzymała całkiem niespodziewanie atrakcyjny bonus od portugalskich linii lotniczych w postaci dobowego pobytu w Rio i zakosztowania słynnej Copacabany. Wiem jak trudne są negocjacje z Brazylijczykami, gdyż z upoważnienia prezesa Lato osobiście prowadziłem z nimi dialog oraz negocjowałem zaproszenie przez długie pół roku. Raz było łatwiej, raz trudniej, ale udało się. Ten wyjazd pozostaje dla mnie spełnieniem futsalowego marzenia dla zawodników ówczesnej kadry. A osobiście wielką satysfakcją, która zaowocowała ciekawymi kontaktami. O ile mnie pamięć nie myli był to drugi wyjazd polskiego futsalu do kraju kawy. Chyba z dekadę wcześniej była tam kadra pod wodzą Romana Sowińskiego. Życzę polskiemu futsalowi, aby był i trzeci raz, bo to naprawdę piękny kraj i fantastyczny ze znamionami organizacyjnej fiesty futsal, którego poziom jest znany na całym świecie. Jednak wcześniej oczekiwałbym od władz PZPN oraz kierownictwa polskiego futsalu zaproszenia reprezentacji futsalowej canarinhos na mecze do Polski. Tak wypada według zasad rewanżu. Liczę, że doczekam się. Z tego co wiem, Brazylia też na to liczy. I na pewno na taką futsalową ucztę czekają polscy kibice.

Z wielkiego świata futsalowego czas jednak powrócić - przynajmniej na chwilę - na ligowe podwórko. Mikołaj Zastawnik po kontuzji wrócił do kadry i strzela gole. Po jego powrocie Clearex też nie przegrywa. Chociaż w tym przypadku nie zapominałbym o Rafale Krzyśce w bramce. Ale wracając do Mikołaja. Jest to największy talent obecnych dni naszego futsalu. Kiedyś jako młodzieżowiec wyłapany z wielu przez trenera Korczyńskiego zbliża się do czasu, gdy powinien wyemigrować do niezłego zagranicznego klubu.

Niech pamięta, że Robert Lewandowski kisnąc dalej w polskiej słabej lidze tylko by tracił. Wyjechał do prawdziwie profesjonalnej ligi oraz topowego klubu i ciągle zyskuje. A niejako przy okazji zyskuje reprezentacja. Zastawnikowi jeszcze daleko do casusu Lewandowskiego w zakresie poziomu gry, ale warto już przynajmniej jedną nogą być poza granicą. O ile polski team trawiasty bez Roberta raczej nie obędzie się, reprezentacyjny futsal jeszcze bez Mikołaja daje radę. Czego przykładem jest sławetny remis z Hiszpanami w Elblągu. Niemniej, wreszcie chciałoby się też, aby po Pawle Budniaku kolejny polski futsalowiec „powąchał” dobrego zagranicznego klubu, gdyż to tylko podniesie oceny rodzimego futsalu.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Kadra pana Nawałki miała lepsze losowanie niż kadra futsalowa pana Biangi, a obecnie pana Korczyńskiego. Nie da się bowiem ukryć, iż reprezentacje futsalowe Rosji, czy Kazachstanu są o wiele mocniejsze, niż trawiaste ekipy Senegalu, Japonii, czy Kolumbii. Chociaż szczególnie Senegalu nie lekceważyłbym, gdyż potrafi sprawić psikusa mocniejszym od nas.

Osobiście mam szczególny sentyment do tego teamu, ponieważ w 2002 roku pozwolił mi zarobić nieco grosza. A było to podczas ówczesnych mistrzostw świata, kiedy to wygrałem zakład z moim przyjacielem stawiając, że reprezentanci tego afrykańskiego kraju pokonają w grupowym meczu japońsko-koreańskich mistrzostw świata faworyzowaną Francję. Było nie było, jeszcze wówczas aktualnego mistrza świata. Podaję to, by przestrzec przed hurraoptymizmem po losowaniu. Na innych kontynentach też kopią nieźle w piłkę, a formę kształtują w dobrych europejskich klubach. Dla mnie grupa polska na rosyjskich mistrzostwach, to taka „grupa-pułapka”. Coś na wzór tej z polsko-ukraińskiego finału EURO. To grupa wybiegana, w której akurat to my, jako papierowy faworyt, mamy najwięcej do stracenia. Więcej o szansach nie chcę dywagować, ponieważ pozostaję w przekonaniu, że i tak najważniejsze dla wyniku będzie zdrowie oraz forma Lewandowskiego.
Kontynuując natomiast poza-finałowe dywagacje naszych kadr narodowych – trawiastej mężczyzn oraz męskiej futsalowej - odnoszę wrażenie, że ich obecne sukcesy nieco przyciemniają obraz szkolenia polskiej piłkarskiej młodzieży. I oby nie stały się ponownie prorocze słowa pana Kazimierza Górskiego, trenera tysiąclecia, który gdzieś tak końcem lat '70 dwudziestego stulecia po paśmie sukcesów polskiej kopanej na mistrzostwach świata w RFN oraz Argentynie mówił przewrotnie, że przegraliśmy ówczesny boom na piłkę, zaniedbując szkolenie młodzieży, co odbije się w przyszłości.

I rzeczywiście po latach tłustych, przyszły niezwykle chude lata, które od roku 1982 z małym przerywnikiem na rok 1992 (Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie) trwały aż do roku 2002. Ten passus, abstrahując w tym momencie od piłki trawiastej, daję pod rozwagę polskiemu futsalowi. Jeszcze raz w kolejnym felietonie, z uporem poniekąd maniaka, powtórzę – nie ma lepszego momentu, niż chwila awansu oraz udziału w futsalowych finałach ME Słowenia 2018, na zaszczepienie, czy rozwinięcie tej dyscypliny pośród dzieci, młodzieży. W szkołach, klubach, w gronie trenerów trawiastych. Promocji w mediach wśród sponsorów etc etc.

Tymczasem oprócz tradycyjnych już młodzieżowych mistrzostw Polski – które rozwijają się i trwają (brawo) – nie zauważyłem żadnych kroków - chyba, że są one aż tak tajne (!)- w kierunku poszerzenia spektrum futsalowego, choćby w polskich szkołach. O innych możliwościach nie wspomnę, gdyż nie zamierzam być darmowym doradcą związkowym. Niemniej, dla przestrogi napiszę - oby po obecnej nad wyraz utalentowanej generacji futsalowej nie przyszedł okres tak zwanego czarnego, czy mokrego dołu. Ale, by być całkowicie obiektywnym napiszę także, że zauważyłem niedawno pewne światełko w tunelu. No, może nie ja zauważyłem, lecz opowiedział mi o nim pan Jezierski z Gatty Zduńska Wola.

Chodzi o cykl turniejów pod chwytliwą nazwą „Futsal Młoda Ekstraklasa”, której imprezy pomysłodawcą jest sympatyk futsalowej Gatty poseł Schreiber, a współdziała w projekcie Futsal Ekstraklasa z prezesem Karczyńskim. Rozumiem inicjatywę jako program pilotażowy, który po sprawdzeniu się mogą zainicjować inne regiony kraju, inni parlamentarzyści, czy samorządy oraz związki piłkarskie regionalne, czy związek centralny. Miłość do futsalu powinna bowiem łączyć i nie mieć odcieni polityki lub osobistych gierek. Jak mawiał niegdyś prezes Wolny – futsal jest religią, którą się wyznaje albo nie. I te słowa pana Zdzisława dedykuję do przemyślenia tym, którzy będąc przy futsalu myślą o karierach, czy pozasportowych korzyściach.
Odchodząc od rzeczy wzniosłych do przyziemnych ligowych, pogratuluję MOKS Białystok pierwszego zwycięstwa w ekstraklasie futsalu na własnym terenie. Z drugiej strony pochylę się nad niepowodzeniami Piasta Gliwice. Może jeszcze nie czas bić na alarm, lecz niewątpliwie jest to zaskakujące. Nieprzypadkowo kilka słów poświęcam akurat tym właśnie ekipom. Białostoczanie nie czynili rewolucji w składzie po awansie i jak na beniaminka spisują się całkiem korzystnie. Czyli ciągłość pracy popłaca. W Piaście z kolei nastąpiły pomiędzy sezonami spore zmiany, ze szkoleniowcem włącznie. Niestety, piłka to głównie materiał ludzki. A ten musi dotrzeć się, zrozumieć intencje nowego szkoleniowca. I teraz tylko od władz klubu zależy, czy będą cierpliwe, czy nie zagotują się. W każdym razie są to dwie drogi działania. Obydwie ciekawe, ale szczególnie ta druga wymagająca większej ilości czasu.

Recenzent Józef zwrócił mi uwagę po poprzednim felietonie, iż zbyt ostro potraktowałem kobiecy futsal. Drogi Józefie – wcale mi się tak nie wydaje. A casus zespołu kobiecego z Żyrardowa, który po jednym przegranym meczu w Gdańsku zrezygnował z gry w ekstralidze kobiecej, jest tego twardym dowodem. Potwierdzeniem. Zdanie o rozgrywkach ligowych kobiecych zmienię dopiero wtedy, gdy prowadzący je PZPN zdecyduje się na rozpoczęcie dla klubów kobiecego futsalu przynajmniej ograniczonego procesu licencyjnego. A nie będzie się tworzyło na zasadzie – kto chce, tego łapiemy.  

Byłem na meczu w Bielsku Białej. Na żywo oglądnąłem popisy indywidualne panów Krawczyka oraz Budniaka. Palce lizać. Wcale mnie więc nie dziwi – chociaż tacy są w tym kraju, co odczułem po telefonach po wywiadzie z trenerem Szłapą – że umieścił ich trener Andrzej w gronie najlepszych – jego zdaniem – zawodników futsalu minionego dwudziestolecia. Też tak zrobiłbym. Natomiast ich brak w kadrze – jak rozumiem – wynika zapewne z koncepcji selekcjonera i nad tym przechodzę do porządku dziennego. Jak go obroni wynik w Słowenii – dyskusji nie będzie. Jak nie – wtedy rozpoczną się rozliczenia. To jest normalne jak to, że po piątku zazwyczaj jest sobota. I tego trzymajmy się bez niepotrzebnych podtekstów.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS