Na północnej linii frontu - podsumowanie Marka Siwika fot.

Na północnej linii frontu - podsumowanie Marka Siwika

Dwa tygodnie temu zakończyły się rozgrywki I Polskiej Ligi Futsalu gr. I. W północnej Polsce 10 drużyn przystąpiło do walki o awans do Futsal Ekstraklasy, Red Dragons Pniewy jako jedyny zespół opuścił ligę, bardzo pozytywnie - grając szczebel wyżej. Na parkietach pojawiły się dwie zupełnie nowe firmy - Unikat Osiek oraz AZS WSIiU Malwee Łódź, jeden były pierwszoligowiec MOKS Słoneczny Stok Białystok, a jedna drużyna rozpoczęła grę pod zmienionym szyldem - Vamos Gdańsk przeobraził się w Politechnikę Gdańską.

Faworyt nie zawiódł


fot. Michał Wencek


FC Toruń już drugi sezon był nominowany jako pewniak do zwycięstwa w lidze. Toruńska ekipa zbrojąc się w nowego "generała" - Klaudiusza Hirscha, dwóch reprezentantów - Marcina Mikołajewicza i Michała Wojciechowskiego oraz czołowego bramkarza polskich parkietów - Nicolae Neagu, już na starcie swoim składem straszyła pozostałych rywali. Drużyna skrojona, wydawać by się mogło, na górną połowę Futsal Ekstraklasy, tym bardziej, że uzupełniona doświadczonymi: Morozowem, Suchockim, Szczepaniakiem oraz Kieperem, a także młodymi utalentowanymi: Kawką, Rauem oraz Świtoniem.

Pierwsze 4 kolejki bez straty bramki, pierwsza strata punktów w 9. kolejce, jedyna porażka w 17. meczu rozgrywek z wiceliderem. Futsaliści z grodu Kopernika rozpieszczali swoich kibiców, tracąc ledwie 5 punktów na 54 maksymalnie do zdobycia. Do tego należy dodać, że na swoim parkiecie zaliczyli komplet zwycięstw. Największy fundament pod ten sukces położył oczywiście najlepszy polski trener futsalu Klaudiusz Hirsch, który po raz czwarty wygrał ligę z prowadzoną przez siebie drużyną (w ciągu 5 sezonów). Mocno też pomógł król strzelców Marcin Mikołajewicz, strzelając aż 29 goli.

Nie zapominajmy, że tego sukcesu nie byłoby bez ogromnej pracy zarządu i kierownictwa klubu. "Odziedziczając" spadek po Marwicie Toruń, udało się środowisko sponsorów oraz władz miasta ukierunkować na dalsze mocne wsparcie futsalowej drużyny. Stworzone dzięki temu doskonałe warunki dały tak korzystny wynik i wystarczające zaplecze, by budować futsalową potęgę. Ambicje działaczy klubu sięgają na pewno znacznie wyżej niż tylko zwycięstwo w pierwszej lidze. Zobaczymy, co pokaże toruńska drużyna w nadchodzącym sezonie już w Futsal Ekstraklasie.

Tropem lidera


fot. Roman Strugalski (www.sportgniezno.pl)


KS Gniezno przez cały sezon dzielnie gonił drużynę FC Toruń, praktycznie nie ustępując na krok. Ubiegłorocznej "wpadki" i zajęcia dopiero piątego miejsca w rozgrywkach nikt już nie pamięta w pierwszej stolicy Polski. Skład oparty na doświadczonych graczach oraz zawodnikach triumfujących w MMP U-20 w sezonie 2012/2013 dał efekt. Ekipa dowodzona przez duet Michała Wasielewskiego i Adama Heliasza zanotowała 14 zwycięstw, 1 remis i tylko 3 porażki. Jako jedyna pokonała na własnym parkiecie FC Toruń, a w hali przy ul. Paczkowskiego uległa tylko tylko raz  - na początku sezonu, nie będąc w pełnym składzie (kontuzje zawodników) przegrała z Politechniką Gdańską.

Moim zdaniem największą gwiazdą drużyny jest grający trener oraz golkiper Michał Wasielewski - podpora gnieźnieńskiego klubu, który setkami udanych interwencji udowodnił najwyższy kunszt bramkarski. Do tego należy wyróżnić dwóch bramkostrzelnych (obaj zdobyli łącznie 29 goli) młodych graczy: Dariusza Rychłowskiego oraz Oskara Stankowiaka. Na pewno oni będą w przyszłości dalej stanowić o sile KS-u Gniezno.

Plasując się na 2. miejscu ekipa gnieźnieńska dalej ma szansę na awans do najwyższego szczebla rozgrywek. Oglądając ich zwycięstwo 7:4 z FC Toruń muszę przyznać, że zrobili bardzo dobre wrażenie. Widać wysoką formę i dojrzałość w grze. Myślę, że Cuprum Polkowice będzie miało bardzo ciężką przeprawę w drodze do gry z drużyną nr 10 Futsal Ekstraklasy. Kto wie, może to KS Gniezno upora się z obydwoma rywalami ? Nie jest to wykluczone.

Beniaminek na podium


fot. Michał Wencek


MOKS Słoneczny Stok Białystok po trzech sezonach nieobecności ponownie zagościł na szczeblu pierwszej ligi. Drużyna złożona z młodych, utalentowanych graczy, wsparta kilkoma doświadczonymi zawodnikami, łączącymi grę na hali z grą w podlaskich ligach na trawie, dała sporo kolorytu tegorocznym rozgrywką. Mistrzowie własnego parkietu - tylko jedna porażka z Politechniką Gdańską, do tego cenny remis z FC Toruń, daje bardzo pozytywny wizerunek drużyny z Podlasia.

Na czołową postać ekipy wyrósł grający trener MOKS-u Adrian Citko, który znakomicie przygotował zespół do rozgrywek. Do tego 15 strzelonych bramek to naprawdę wyborny dorobek najlepszego zawodnika klubu. Na plus zapisali się jeszcze Kamil Tomczyk - drugi strzelec drużyny (13 goli) oraz bramkarz Norbert Jendruczek, który znakomicie spisywał się w meczach u siebie. Myślę, że dalej z taką pracą MOKS może spokojnie myśleć o czołowych lokatach w lidze w przyszłym sezonie - pod warunkiem, że nie spadnie AZS Uniwersytet Gdański i Pogoń 04 Szczecin.

Zespół środka


fot. Michał Wencek


AZS Uniwersytet Warszawski obronił czwartą lokatę w lidze. Zespół prowadzony od początku sezonu przez doświadczonego Gerarda Juszczaka pokazał się z dobrej strony. Drużyna, zbudowana na zawodnikach związanych z warszawskim futsalem, nie miała najlepszego startu. Jednak runda rewanżowa przebiegła bardzo dobrze. Akademikom nie udało się powstrzymać tylko FC Toruń, KS-u Gniezno oraz Heliosu Białystok. Miejsce jak najbardziej zasłużone w stawce. Widać jednak spory progres dzięki pracy nowego szkoleniowca i na pewno rywale będą musieli się mocno przyglądać dalszym poczynaniom tego zespołu.

Trzeba odnotować bardzo udany sezon Adama Grzyba, który popisał się aż 17 bramkami w sezonie i uplasował się na 2. miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców. W przyszłym sezonie na pewno będzie to lider drużyny.

Poskromione lwy


fot. Urszula Skarżyńska


Zespół Politechniki Gdańskiej po zeszłym sezonie, gdzie do ostatniej kolejki walczył z FC Toruń o 2. miejsce w lidze, teraz nieco rozczarował. Drużyna, który potrafiła grać jak równy z równym przeciwko każdemu przeciwnikowi, w tym sezonie nie pokazała w całości swojego potencjału. Przeprowadzka drużyny na nową halę Politechniki na pewno w tym nie pomogła. Tylko 3 zwycięstwa na własnym parkiecie przeciwko Unikatowi, Malwee i Heliosowi to na pewno mało. Bardzo udany początek sezonu, gdzie w pierwszych czterech meczach Gdańskie Lwy zdobyły 10 punktów, szybko został roztrwoniony, by na finiszu ligi odnotować 3 porażki z rzędu i spaść na 5. lokatę.

Gdzieś zespół pod wodzą trenera Michała Janiaka popełnił błąd, ale na pewno uda się wyciągnąć z niego wnioski. Jedna z młodszych drużyn w I lidze ma czas jeszcze na naukę. Dzięki charyzmatycznemu liderowi drużyny - Piotrowi Wardowskiemu - który drugi sezon z rzędu musi zapisać jako bardzo udany, strzelając aż 17 bramek w sezonie, ekipę Politechniki będzie stać na poprawienie wyniku w kolejnym roku. Do tego znakomitą techniką oraz grą popisują się Osiński, Urtnowski i Pawlicki, dzięki czemu jest na kim oprzeć grę zespołu. Jedynym mankamentem pozostaje gra bramkarzy. Tutaj przydałaby się zmiana lub wzmożona praca na umiejętnościami.

Ponownie na "szóstkę"


fot. Michał Wencek


Constract Lubawa - klub który w tym sezonie I ligi może poszczycić się najlepszą frekwencją kibiców na meczach. Włodarze z Lubawy robią wszystko, by przyciągnąć tłumy na trybuny i skutecznie im się to udaję, mimo nie najlepszych wyników w zakończonym sezonie. Stanowczo drużyna pod wodzą trenerów Jarzembowskiego i Grubalskiego zaliczyła falstart na starcie rozgrywek. 5 remisów i porażki z FC Toruń oraz KS Gniezno na początku zepchnęły zespół w dolne rejony tabeli. Później krok po kroku zespół zdobywał punkty przed własną publicznością. Drużyna złożona z wychowanków klubu, pracująca bardzo mocno z młodzieżą, na pewno ma przed sobą świetlaną przyszłość. Sytuacja w Lubawie wygląda jak przed kilkoma laty w Pniewach. Wzorowo prowadzone grupy młodzieżowe powinny dać w przyszłości zawodników na wysokim poziomie sportowym, a na pierwszą "gwiazdkę" klubu z województwa Warmińsko-Mazurskiego wyrasta nam Daniel Sass, który łapie się już do reprezentacji młodzieżowej, wykazując się nieprzeciętną techniką gry.

Myślę, że czas aby do Constractu sprowadzić doświadczonego zawodnika z bogatym stażem ekstraklasowym, który stanie się wzorem dla tamtejszej młodzieży i przekażę szereg wiedzy zdobytej na parkietach. Przydałby się tam weteran hal, taki jak Andrzej Szłapa dla Rekordu, Krzysztof Kusia dla Wisły czy Marcin Stanisławski w Gattcie. Taka współpraca powinna pozytywnie wpłynąć na rozwój zespołu w krótkim czasie.

Im strzelać nie kazano


fot. Michał Wencek


Elhurt-Elmet Helios Białystok drugi sezon z rzędu plasuje się na 7. lokacie. Zespół, który od lat zadomowił się już w I lidze, cały czas pozostaję typowym "średniakiem". W zasadzie z liderami nie wygrywa, a z pozostałymi może osiągnąć każdy wynik.

Jednak najgorszym faktem dla drużyny z Podlasia jest indolencja strzelecka. Tylko 34 bramki strzelone w 20 meczach to naprawdę mierna statystyka. Zmiana trenera Dariusza Gołdowskiego, na byłego selekcjonera reprezentacji Polski Andrzeja Biangę ma szansę coś zmienić. W końcówce sezonu tego jednak nie dało się zauważyć, ale z ocenami poczekajmy już do przyszłych rozgrywek. Silnymi punktami drużyny byli na pewno doświadczony bramkarz Kamil Ulman i nieobliczalny pivot Mateusz Marczuk, którzy najwięcej napracowali się, by drużyna prezesa Leszka Łuckiewicza zdobywała punkty w lidze. Zabrakło na pewno Przemka Siuchno, który dawał zawsze wiele dobrego dla drużyny Heliosu.

Drużyna chaosu


fot. Roman Strugalski (www.sportgniezno.pl)


Unikat Osiek jako beniaminek rozgrywek i nowy twór na futsalowej mapie polski niczym wielkim się nie popisał w tym sezonie. Startując w rozgrywkach z zawodnikami którzy "wypadli" ze składu FC Toruń, uzupełnionymi graczami z lig trawiastych, tworzył totalny misz-masz. Poza tym ani trenerowi Białkowi, ani trenerowi Marchewce nie udało się stworzyć z ciekawych zawodników, z doświadczeniem na parkietach, zespołu, który może coś ugrać. Tym bardziej, że zdarzały się mecze, gdzie drużyna jechała w szóstkę na potyczkę z rywalem - w takich sytuacjach ciężko o pozytywny rezultat.

Ciekawostką w lidze był występ doświadczonego trawiastego napastnika Jacka Magdzińskiego, niegdyś gracza II-ligowego Zawiszy Bydgoszcz, który przerwał swoją karierę futsalową na rzecz kontraktu w drużynie angolskiej ekstraklasy. Postacią pierwszego planu był też Krzysztof Elsner, który popisał się bramkami w meczu Pucharu Polski przeciwko Red Devils Chojnice i na pewno dał się zapamiętać z dobrej strony. Jego pewnie już nie zobaczymy w klubie z Osieka... o ile Unikat przystąpi ponownie do rozgrywek, bo w kuluarach różnie się mówi o "tworze" spod Torunia.

Młodzi gniewni


fot. Michał Wencek


Unisław Team PBDI to zespół stworzony praktycznie wyłącznie z młodych wychowanków z okolic tej miejscowości. Trener Jerzy Siemieniecki sumiennie pracuje ze zdolnymi chłopakami, kształtując krok po kroku, sezon po sezonie, ich umiejętności. Na I ligę wystarcza to na tyle, by ugrać tylko 15 "oczek". Może to mało, jednak przed tą drużyną i zawodnikami na pewno jest przyszłość. Udało się tej młodej drużynie napsuć krwi kilku drużynom, a przeciwko wielu grali jak równi z równym. Nieraz rozstrzygali wynik meczu w ostatnich sekundach meczu i już można powiedzieć, że słyną z gry do końca. Brak doświadczenia i siły fizycznej nie daje myśleć zawodnikom Unisław Teamu o lepszych wynikach, ale potrzeba jeszcze trochę cierpliwości. Na pewno za kilka sezonów wspomnimy nazwiska zdolnych chłopców z Unisławia, takich jak Szatkowski, Komur czy Belzyt.

Czerwona latarnia


fot. Urszula Skarżyńska


AZS WSIiU Malwee Łódź, podobnie jak zespół z Unisławia, ten sezon musi zapisać pod tytułem "zbieranie cennego doświadczenia". Grupa młodych zawodników z Łodzi pod wodzą trenerów Michała Zawadzkiego i Przemysława Olczaka spotkała się z szarą rzeczywistością I ligi, gdzie o każdy punkt trzeba walczyć na 200 % swoich możliwości, a błędów w grze praktycznie nie da się nadrobić. 2 zwycięstwa w lidze dają iskierkę nadziei, ale trzeba na pewno dużo wytężonej pracy nad zawodnikami aby ten wynik poprawić.

Warto jednak pokusić się o pewną analogię do sezonu 2012/2013. Wtedy to Red Dragons Pniewy w I lidze zdobył tylko 4 punkty, by w następnym sezonie wywalczyć z 1. miejsca i awans do Futsal Ekstraklasy. W futsalu takie rzeczy są możliwe i nie należy nikogo nigdy skreślać!