Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

L’histoire est un mensonge que nul ne conteste – powiedział kiedyś wielki Napoleon Bonaparte. W tłumaczeniu rzeczywistym powinno to brzmieć – „Historia jest wersją przeszłych wypadków, na które ludzie zdecydowali zgodzić się”. Nie będzie żadnym nadużyciem, gdy w tłumaczeniu felietonowym napiszę, iż historia to uzgodniony zestaw kłamstw. A jako historyk z wykształcenia wiem, że nie czynię żadnego nadużycia taką interpretacją. Nie czynię, gdyż – co zauważyłem nawet pośród historycznej profesury – wielu opowiadaczy dziejów, w zależności od prezentowanej opcji, jest skłonnych przychylać się do wersji jak najbliższych oficjalnemu zapotrzebowaniu. Zresztą podobnie jest z tak zwanym światkiem medialnym (czytaj dziennikarskim). A fakt, że działacze sportowi zawsze byli przodownikami wszelakiego oportunizmu - i przeważnie stawali tam, gdzie wieją dobre wiatry – jest znany od dziesięcioleci.

Ten przydługi wstęp, pewnie niektórym jawiący się jako nie mający nic wspólnego ze sportem, czy futsalem (ale mylą się) dedykuję w przedświąteczny tydzień do przemyśleń przy Wigilijnym stole. Proszę, by nie uciekać w Boże Narodzenie AD 2018, w tym okresie najbardziej lubianym przez Polaków, od tego, co naprawdę liczy się  w życiu. Nie uciekać od prawdy, wartości. A szczególnie sposobu ich postrzegania. Warto w tym czasie świątecznym zastanowić się, czy jest się człowiekiem podległym – jakby chcieli różni selekcjonerzy, prezesi, przewodniczący. Czy też posiada się odwagę posługiwania rozumem.

Polski futsal emanuje pokładami frustracji. Często jest ona przelewana na innych frustratów. Przelewana bez empatii. Tworzy to tylko nowe pokłady sporów. Zapewniam, znając środowisko, że i tak mówi ono cicho.  Ale mówi mądrze. I tylko nie zgadza się, aby ktoś nim kierował w sposób autorytarny. Związek piłkarski, wbrew temu co mówią nim kierujący, wcale nie jest korporacją, tylko najzwyklejszym stowarzyszeniem sportowym. W związku z tym nie ma potrzeby – jak w korporacjach rzeczywistych - siedzieć "od - do" i mieć nad sobą kogoś, kto mówi, co mamy robić. Ale z drugiej strony nie znaczy to, że współczesny działacz futsalowy ma nie znać się na robieniu biznesu, nie potrafić czytać faktur, czy nie móc opracować jakiegoś projektu. A z tego wynika, że nie powinien dać się ignorować. I dopiero, kiedy cały polski futsal personalnie to pojmie, można będzie powiedzieć, trawestując Immanuela Kanta, iż znajduje się w „epoce oświeconej”, a nie tylko działa w epoce Oświecenia.

Tradycyjnie przed Bożym Narodzeniem rozegrany został finał Młodzieżowych Mistrzostw Polski do lat 20. Jest to najstarsza ogólnopolska impreza młodzieżowa pod patronatem związkowym. Kiedyś implikowały te rozgrywki europejskie turnieje o randze Mistrzostw Europy kategorii U-21. Obecnie, gdy UEFA zmieniła kategorię mistrzowską na U-19 i nawet PZPN poszedł w nakazach licencyjnych dla futsalu (całkiem słusznie) w tym kierunku, mistrzostwa te – przynajmniej mnie – wydają się przeżytkiem. Chętniej oglądnąłbym ogólnopolską rywalizację w kategorii U-12. Tym bardziej, że PZPN sygnował coroczny halowy turniej dla dzieci o puchar prezesa nie jako futsalowy z nazwy, lecz zwykły halowy (coś słabe to lobby futsalowe w związku). A wiem, że początkiem roku w Warszawie odbędzie się kolejna edycja futsalowych zmagań pod szyldem „Młodej Ekstraklasy”. Właśnie w tak „młodych” kategoriach wiekowych.

W Nowy Rok 2019 reprezentacja dowodzona przez selekcjonera Korczyńskiego wejdzie w rok eliminacji mistrzostw świata - finałów Litwa 2020. O ile - jako felietonista – w roku 2018 na wyniki kadry (notabene niezłe) patrzyłem przez palce, to teraz stanę się surowszym recenzentem. Oczekuję minimum meczów barażowych o dwa miejsca finałowe, przypadające z puli europejskiej zespołom z drugich lokat grupowych zmagań eliminacyjnych. I nie są to oczekiwania na wyrost. Wynikają one z wypowiedzi selekcjonera oraz pana przewodniczącego. Chociaż – co prawda – przebija w nich nieco asekuracyjne głoszenie, że głównym celem są kolejne eliminacje oraz finały mistrzostw Europy. Oczywiście, każdy awans przyjmę ja, jak i polski futsal, z radością.

Okres świąteczny nie jest wymarzonym czasem do pisania „twardych” felietonów. Raczej są one okolicznościowo-wspomnieniowe. Czas ten obfituje w różne spotkania opłatkowo-noworoczne, połączone z życzeniami, a przy okazji wybaczaniem sobie. Podczas związkowego spotkania prezes Boniek uhonorował swojego poprzednika, wielkiego piłkarza Grzegorza Lato. Prezes pokazał: kiedy była walka o prezesurę, to walczyliśmy. Jednak nikt nie może zapomnieć, że Grzegorz był wielkim piłkarzem. Nie do wymazania z historii polskiej piłki. Jako felietonista nawet dodam, iż nie widać w określonej perspektywie polskiego piłkarza, który mógłby zostać królem strzelców mistrzostw świata. Taka prawda – panie Grzegorzu. Trochę to smutne lecz prawdziwe i świadczy marnie o naszych zawodnikach.

Wiem, że polski futsal przymierza się na rok przyszły do jubileuszy. Warto wziąć przykład z prezesa Zbigniewa i przypomnieć sobie o byłych futsalistach, działaczach, szkoleniowcach. Prawda bowiem jest taka, że obecny status polskiego futsalu nie wziął się z niczego. Nie jest wymysłem jednej kadencji. Pracowało na to wielu ludzi w minionym ćwierćwieczu. I tym felietonem pragnę im podziękować. 

Andrzej Hendrzak

P.S. Spotkałem się z zarzutem kolegi Józefa, że nie piszę o sędziach. Naprawię to więc przy okazji Świąt. Życzę polskim sędziom futsalu, by w roku 2019 wyeliminowali te błędy, które jeszcze czasami im zdarzają się. Ale na pewno jest lepiej niż drzewiej bywało.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W dobrych nastrojach polska seniorska reprezentacja futsalu kończy rok 2018. Dwie wygrane z Belgią pozwalają fetować Sylwestra nawet w Zakopanem przy rytmach piosenki znanego Sławomira. Nie wiem, komu oprócz selekcjonera Korczyńskiego oraz zawodników, gratulować. Wybiorę na chybił trafił wiceprezesa PZPN, pana Bednarka oraz wiceprzewodniczącego Komisji Futsalu, pana Duraja. Dlaczego ich? – pytasz kolego Józefie. Ano dlatego, że to ich najczęściej z działaczy futsalowych widziałem przy reprezentacji w minionym roku. Nawet przebili przewodniczącego Adama. Nie wspominając o innych członkach Komisji.

I niech tak dalej będzie w kolejnym roku. Roku jakże trudnym zapewne dla polskiego futsalu reprezentacyjnego, gdyż roku eliminacji Mistrzostw Świata. Roku oczekiwań ze strony sympatyków polskiej małej piłeczki, też wobec reprezentacji młodzieżowej. I nie zgadzam się ze słowami padającymi gdzieniegdzie z ust ważnych osób, iż raczej należy przyłożyć się do eliminacji seniorskich mistrzostw Starego Kontynentu, bo łatwiej powalczyć o finały. Nie wolno kapitulować przed czasem. Walczyć należy zawsze. I oby poszczęściło się.

Gdy już jestem przy nadchodzących eliminacjach futsalowych Mistrzostw Świata, przypomnę wszem i wobec, że finały tej imprezy odbędą się na Litwie. Na maleńkiej, sąsiedzkiej Litwie. I wcale nie futsalowej potędze, ale – jakby na ten sposób odczytywać przyznanie im przez FIFA organizacji mistrzowskiego turnieju - znających się na piłkarskiej, futsalowej dyplomacji. I dającej pewne priorytety tej dyscyplinie sportowej.

Wiele łączy mnie z litewskimi działaczami. Nawet piszę ten felieton ubrany w koszulkę reprezentacyjną litewskiego futsalu. Do dzisiaj utrzymujemy kontakty i bardzo cieszę się, że dostąpili tego zaszczytu. Podobnie pewnie myśli Leszek Łuckiewicz z Białegostoku – prezes futsalowego Heliosa, który w sprawach litewskiego czy białoruskiego futsalu mógłby być w Polsce prawdziwym cicerone. Jedno jest pewne, przy okazji tej litewskiej nominacji: że obojętnie na wynik polskiego teamu futsalowego można będzie najwyższej próby światowej futsal obejrzeć tuż za miedzą.

A w Polsce – przenosząc na nasz grunt tytuł powieści napisanej przez Remarque – „bez zmian”. Pisząc ściślej „Na Zachodzie bez zmian”. Pamiętam nie tak dawne czasy, gdy za prezesostwa pana Listkiewicza oraz pana Lato sondowano w UEFA szanse na organizację finałów futsalowych ME w Polsce. Świadek, pan Roman z Gliwic, a także były przewodniczący Komisji pan Kazimierz. Teraz już pewnie nawet sondowania nie ma, gdyż lobbing futsalowy w kierownictwie PZPN wyraźnie słabszy w porównaniu z dawnymi laty. Nie widać tam charyzmatycznych futsalowych postaci. No cóż – wszystko płynie, jak mawiał pewien człowiek w starożytności. Tym razem kosztem mnogości imprez trawiastych w Polsce „popłynął” futsal. Na szczęście jeszcze nie rozpływa się. I dzięki wielu społecznikom, klubowi Rekord Bielsko Biała oraz – co by nie mówić – reprezentacji seniorskiej, jest o nim całkiem sporo słychać.

Komisja centralna futsalowa ogłosiła nabór terenowy do rozgrywek Pucharu Polski w futsalu kobiecym. Znakomity pomysł, wychodzący z dołów kobiecego futsalu. Pomysł, o którym pan Tomek Aftański mówił wielokrotnie. Pomysł na masowość futsalu kobiecego. Nie da się bowiem ukryć, że futsal kobiecy nadal jest tylko w powijakach. Osobiście nie jestem pewny, że Puchar go ożywi, gdyż jak zauważyłem kobieca odmiana małej piłki jest tylko „przerywnikiem” zmagań piłkarek trawiastych na okres zwany umownie zimowym. A futsal kobiecy potrzebuje, by uzyskać znaczącego „kopa organizacyjnego”, co najmniej osoby pokroju Aleksandra Macedońskiego, którego sposób na rozwiązanie słynnego „węzła gordyjskiego” mógłby przełamać niemoc kobiecego futsalu w Polsce.

Niestety, takiego Aleksandra dla futsalu kobiecego w Polsce nie widać, nawet w dalekiej perspektywie. I nie winię akurat w tym przypadki futsalowej komisji związkowej. Sięgam dalej, ku kierownictwu związkowemu. Co prawda, na niedawnym zjeździe PZPN prezes Boniek wiele mówił o potrzebie dowartościowania piłki kobiecej, ale nie jestem wcale pewny, czy miał również na myśli kobiecy futsal.

Czytelnicy w swojej korespondencji zarzucali, że zapomniałem, pisząc poprzedni felieton, o występie bielskiego Rekordu w Elite round futsalowej Ligi Mistrzów. Nie zapomniałem. Napiszę trawestując słynnego Cezara – Rekord pojechał, pograł, powrócił. I od siebie dodam – nabrał doświadczenia, wstydu nie przyniósł. Oby w kolejnych edycjach utrzymał stan posiadania. A to będzie jeszcze trudniejsze. Niestety. Na razie niech rekordziści skupią się na lidze, gdyż może już nie być tak łatwo, jak w poprzednim sezonie. Ze zwyżki poziomu rywalizacji sportowej w polskiej ekstraklasie należy się cieszyć.

Szkoda tylko, że nie we wszystkich halach są pełne trybuny. To taka plama na „futsalowym honorze” choćby Chorzowa (gdzie te lata sprzed dekady...), Katowic, Gdańska. Z drugiej strony oko cieszy się, gdy widać trybuny w Pniewach, Laskowicach, Chojnicach, czy Zduńskiej Woli. Albo na meczach reprezentacji.

Pierwszy akapit był o reprezentacji, więc i podsumowujący także o niej. Kolejny raz jako kibice reprezentacji zostaliśmy wystawieni do przysłowiowego wiatru przez organizatorów, czyli pewnie piłkarski związek, który nie postarał się o transmisję telewizyjną. Tymczasem w telewizji można było oglądnąć jakieś „smutasy” z meczów trawiastego Pucharu Polski. I to nieraz przy pustych trybunach.

Panie profesorze Sitarz (przepraszam, że używam pańskiego nazwiska do podkreślenia wagi problemu) na nic zdadzą się zabiegi pana i wielu panu podobnych miłośników futsalu w Polsce, kiedy właściwe organy oraz osoby związku piłkarskiego nie potrafią zorganizować przyzwoitej live transmisji z meczów - było nie było - pierwszej reprezentacji Polski w futsalu. I to kolejny raz. Dochodzi do tego, że łatwiej jest zobaczyć potyczki reprezentacji poza granicami kraju niż na własnym terenie. Sam nie wiem, co myśleć o tej niemocy. Zaapeluję więc – panie prezesie Boniek, niech pan pomoże.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...