Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Kariera sportowa nie trwa wiecznie. Czy to zawodnika, czy sędziego, czy trenera, czy działacza. Dlatego ważnym jest, by znaleźć sobie miejsce w sporcie lub na „działce” około-sportowej po zakończeniu kariery, czy też po sportowym wypaleniu albo zauroczeniu ową pasją. I to jest czasem ważniejsze, niż sportowa kariera. I nie chodzi wcale o indywidualne zadowolenie, tylko o wymiar społeczny po-sportowych działań.

Kiedy patrzę na byłych sportowców zauważam choćby działania Otylii Jędrzejczak, Artura Siódmaka czy Łukasza Kadziewicza. Pewnie mógłbym wymienić jeszcze sporo nazwisk, ale pozostawiam czytelnikom, by każdy dodał swoją wiedzę w tym temacie. I tak powinno być. Każdy z wymienionych na początku felietonu profesji po zakończeniu swojej misji związanej czynnie ze sportem nie powinien zapominać o swojej pasji życiowej w sporcie i nadal na różne sposoby ją realizować. Najlepiej byłoby, aby czynione to było w ukochanej dyscyplinie. Jest to, poniekąd, nawet obowiązek. I do tego namawiam byłych futsalowych działaczy, zawodników, szkoleniowców. Róbcie coś, bo akurat futsal jest niezmiernie ubogi we wszelkie profutsalowe akcje. Być może są lokalne inicjatywy. I chwała im za to. Ale chodzi o wymiar ogólnopolski. Wymiar, który da fascynację futsalem już w gronie kilkulatków, czy kilkulatek. Nikt za Was, wolontariuszy, tego nie zrobi. A na pewno nie piłkarski związek, czy inne sformalizowane struktury polskiego futsalu. Gdyby to robili, to Polska dzisiaj kipiałaby futsalem. A tak, niestety, nie jest.

Znajomi wiedzą, że jestem wielkim pasjonatem siatkówki. Może jeszcze większym niż piłki nożnej i futsalu. Kiedyś nawet byłem rozjemcą w tym sporcie i to wcale nie niskiego szczebla. Dlatego podeprę się siatkarskim przykładem w nawoływaniu o zaangażowanie w niesztampowe imprezy promujące daną dyscyplinę. Przykładem w organizowaniu różnych campów. Campów z aktywnym udziałem rodziców malców biorących w nich udział. Zapewne jest w takich projektach sporo zabawy, ale – być może – wykluje się zainteresowanie futsalem i narodzą się zastępy futsalistów. Jak nie spróbuje się, to nie pozna się też efektów. Nie liczę, że moje pisanie aż tak zmobilizuje środowisko, iż od jutra zaczną tworzyć się masowo futsalowe campy. Ale rzucam ziarno siewne mając nadzieję, że spadnie na żyzną futsalowo glebę.

Po agitacyjnym dla futsalu wstępie czas przejść do rzeczywistości. Co prawda futsalowa Polska nie płynie mlekiem oraz miodem, ale nie jest już też taka siermiężna, jak choćby przed czterema laty. Rozpoczęła gry nowego sezonu ekstraklasa. I już na początku mieliśmy festiwal strzelecki w liczbie goli danej kolejki. W takiej sytuacji nawet jeżeli nie zachwyci nas poziom, to mamy atrakcyjne bramkami, emocjonujące widowiska. A gole są wspaniałą promocją dyscypliny, bo przecież w tej grze chodzi o umieszczenie piłki w tym prostokącie z siatką. Ale były również niespodzianki. Dla mnie największą wygrana AZS Gdańsk w Gliwicach. Jedna kolejka nie jest polem do osądów, ale czerwone światełko w Gliwicach pewnie powinno zapalić się. Zaskoczyły mnie także rozmiary porażki Cleareksu w Pniewach. Podsumuję to krótkim rosyjskim zadaniem „tiszie jediesz dalszie budiesz”. Red Dragons w spokoju bez wielkich fanfar oraz zadęć przygotowywali się do sezonu i fajnie im na początku wyszło. Mniej niż porażka chorzowian zaskoczyła mnie wygrana Red Devilsów w Katowicach. Katowicki team jest nierówno grającym zespołem. Co pokazywał w poprzednich sezonach i potwierdził już na początku tego.
Nie wystartowała jeszcze I liga, ale już na początku będziemy mieli odwołane mecze. Otóż, po zmianach zafundowanych przez Komisję Futsalu, teraz powołanie już tylko jednego zawodnika z danego klubu do reprezentacji może skutkować przełożeniem meczu. Pomysł niezły – do tej pory dotyczyło powołania dwóch zawodników – ale oby nie skutkowało to częstym przekładaniem zawodów. Znając realia naszego futsalu i terminy kontraktowania gier reprezentacyjnych – często na ostatnią chwilę – mogą takie sytuacje powtarzać się. A nie byłoby to dobre wizerunkowo dla dyscypliny. Takie rozwodnione kolejki. Może więc czas ustalać terminarze gier kadry z minimum rocznym wyprzedzeniem. Tak, jak dzieje się to w wielu znaczących federacjach. Choć z drugiej strony nie wierzę, aby aż tak wielu futsalistów z I ligi selekcjoner Korczyński na stałe zadomowił w reprezentacji.

W poprzednim felietonie nie pochwaliłem naszej młodzieży reprezentacyjnej oraz kobiecego teamu narodowego w futsalu. Przypomnę, iż pozytywnie odniosłem się tylko do kadry męskiej, seniorskiej. Od razu zaowocowało to głosami, że ocena jest niesprawiedliwa. Najgorzej jest, że jak ktoś czytając felieton odnosił to do przytyków - indywidualnie. Odczytywał jako wybieranie winnych. Nie, krytyczne zdanie wypowiadane było o systemie. I w tym kontekście zdania nie zmieniam. Zarówno kadry kobiece jak i młodzieżowe mają szanse na udowodnienie swoich racji – podobnie jak związkowi twórcy systemu – kwalifikacjami do finałów ważnych turniejów mistrzowskich. Kobiety już to zaprzepaściły. Przed młodzieżą szansa jeszcze jest. Poczekamy i zobaczymy, po czyjej stronie jest racja. W każdym razie na chwilę obecną połowicznie (kobiecy falstart) po stronie felietonisty. A zaistniałą różnicę zdań podsumuję słowami francuskiego reżysera filmowego Pagnola, który mówił, iż lepiej wybierać winnych niż ich wyszukiwać. Proszę więc nie szukać winnych nieudanych startów poza sobą. 

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Wakacje minęły. Futsal rusza. Chociaż już w sierpniu było go wiele w halach. Tradycyjnie w drugiej połowie sierpnia oraz początkiem września objechałem „Basen Bałtycki” od Sztokholmu poprzez Gdańsk, Rygę oraz Tallin. Kiedy w czerwcu podczas mistrzostw świata zahaczyłem o rosyjskie białe noce, mogę uznać, że bałtyckie plany wojażowe spełniły się. Niemniej nie zapominałem o futsalu. I w tym miejscu pragnę podziękować panom prezesom – Szymurze, Bednarzowi oraz Łuckiewiczowi za zaproszenia na organizowane przez ich kluby turnieje. Gratuluję zwycięstw, udanych imprez, wysokich ocen w UEFA oraz uznania ze strony klubów – uczestników tych turniejów. Osobiście czuję się usprawiedliwiony za nieobecność.

Jednak tego samego nie mogę powiedzieć o polskich klubach futsalowych – żeńskich oraz męskich, które totalnie zlekceważyły wybory delegatów na sprawozdawcze walne zebranie PZPN. Jest żenujące, że tylko coś około 20 osób uczestniczyło w spotkaniu, w tym kilku członków Komisji Futsalu w związku. Jeszcze raz powtórzę wobec klubów – ŻENADA. Zapytam szanowne kluby, kiedy, z kim oraz gdzie i jak chcecie dyskutować o problemach polskiego futsalu. Takie coroczne spotkanie jest przecież do tego najlepszą okazją. A tymczasem oddaliście w większości ten pojedynek walkowerem. I wcale nie zdziwię się, gdy Komisja Futsalu zaproponuje, by nie odbywać takich corocznych wyborów i aby delegaci byli wybrani na całą czteroletnią kadencję PZPN. Tak oto – szanowne kluby polskiego futsalu od góry do samego dołu – strzeliliście sobie w przysłowiową stopę.

Gdy poruszałem ten temat z wieloma prezesami klubów (obecnymi i nieobecnymi na spotkaniu) odniosłem wrażenie, że chcieliby innych delegatów wybrać, ale nie mają siły przebicia, więc po co mają jechać do Warszawy. Przyznam, że zmroził mnie ten tok rozumowania. To jest jeszcze gorsze niż nieobecność w stolicy na wyborach. Nie znam aktualnie panujących relacji Komisji – i dobrze mi z tym, więc nie mam swojego zdania w tym temacie. Niemniej, gdy odzywają się takie głosy, to musi być coś na rzeczy. Sprawdziłem i rzeczywiście panowie Morkis oraz Kulczycki są wybierani po raz kolejny. Jak kluby polskiego futsalu akceptują ten stan rzeczy nie uczestnicząc w głosowaniu, to przynajmniej niech później nie narzekają, że tak dzieje się. Jak mówi się – nieobecni nie mają racji. A nawet jakby ją mieli, to nie przyjeżdżając jej nie wyrazili.

Patrząc na te wybory i porównując je z innymi ujrzałem rozgadane towarzystwo klubów ekstraklasy futsalu. Tam nie brakuje trudnych pytań, sporów, czy dyskusji. Prezesi muszą ciągle mieć się na baczności. I nie wystarczają gładkie słówka. A - i obecność zawsze niemal stuprocentowa. Jakże inna rzeczywistość. A przecież, tu i tu futsal. Porównując zobaczyłem kolejną płaszczyznę, która utwierdza mnie coraz mocniej, iż powołanie Spółki było jedną z najlepszych decyzji, jaka przydarzyła się polskiemu futsalowi w mijającej dekadzie. I zadowolony jestem, że przyłożyłem do tego też swoją rękę.

Tradycyjnie nowy sezon futsalowy zainaugurował mecz o Superpuchar. Rozgrywany był na terenie podległym przewodniczącemu Kaźmierczakowi, czyli w Bełchatowie. Wynik zgodny z przewidywaniami. Rekord Bielsko-Biała z kolejnym trofeum. Jako jeden z rozjemców zadebiutował czeski sędzia. Zgodnie z porozumieniem pomiędzy związkami, nastąpi od nowego sezonu wymiana arbitrów w rozgrywkach futsalu w Polsce oraz Czechach. Brawo – panie Przemku. Szkoda, że bełchatowska impreza nie zachwyciła frekwencją na trybunach. Dobrze, że futsalowi arbitrzy mieli równocześnie szkolenie i podratowali nieco widownię. Myślę, że należy zastanowić się w związku, gdzie oraz jak rozgrywać takie mecze, podobnie jak finał Halowego Pucharu Polski, by zainteresowanie było większe. To jest ważne dla polskiego futsalu i nie można tego zbyć przysłowiowym machnięciem ręki.

Na deser pierwszego felietonu w nowym sezonie rozgrywkowym pozostawiłem sobie kadry narodowe. O kobietach nie będę rozpisywał się, mimo iż udają się do Hiszpanii na ważny eliminacyjny turniej. Kadra kobiet jest ciągle w powijakach, mimo rozegrania wielu ciekawych meczów towarzyskich. I teraz, gdy ruszyły rozgrywki kobiece na trawie, nie zawsze wszystkie zawodniczki, które selekcjoner widziałby w reprezentacji, pewnie mogą pojechać. Kadra młodzieżowa męska wydaje mi się jakby zlepiana ad hoc na eliminacyjny turniej mistrzostw Europy. Odważę się i powiem, że przespano miniony czas. Teraz próbuje się go nadrobić hurtem powołań piłkarzy Rekordu. Natomiast co do kadry seniorskiej, z ciekawością przyglądam się powołaniom selekcjonera Korczyńskiego. I nie uważam, by na obecnym etapie błądził – jak to ogłaszają różne facebooki, czy twittery. Powołując mało znanych futsalistów pokazuje, że chciałby przedrenować polski futsal, odsiewając poprzez gry ziarno od plew. Chciałby pewnie, aby nie zniknął z jego pola widzenia żaden potencjalny zawodnik nadający się do reprezentacji. Jest to zasadne tym bardziej, że do ważnego turnieju ma jeszcze sporo czasu. Trzymam kciuki, by udało się wyselekcjonować rzeczywiście najlepszych. Podobnie jak życzę, by selekcjoner miał dobrego nosa, gdy testował piłki dla rozgrywek futsalowej I ligi. Ale dziwię się, że dał swoje nazwisko przy ich wyborze.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...