Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Lato tego roku mamy niezwykle upalne. Nie przymierzając afrykańskie. Jednak przechodząc do futsalu napiszę, że kanikuła roku 2018 jest dla kopiących małą piłkę na hali dość zapracowana. Wydarzenia sportowe z udziałem drużyn akademickich w lipcu oraz sierpniu. Sierpień, to tradycyjnie początek treningów elity ekstraklasowej. Ponadto Rekord wystartuje w eliminacjach futsalowej Ligi Mistrzów. Odbędą się ciekawe turnieje oraz multum gier kontrolnych. A wszystko będzie działo się w interesującej międzynarodowej obsadzie. Nawet dowodzeni przez pana Przemysława sędziowie nie wypoczywają za wiele i praktycznie albo teoretycznie walczą o awanse, lokaty rankingowe i z zaciekawieniem spoglądają na ogłaszane klasyfikacje w tych swoich „topach”.  Tak czy inaczej coś dzieje się.

A jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było w futsalu, aby w okresie wakacji pisało się o futsalu. Co najwyżej, gdzieś tam przy okazji jakichś okazjonalnych turniejów nad Bałtykiem, czy jeziorami, kiedy pokopano sobie na hali, a głównym celem spotkań było ognisko, piwko, plaża, woda. Ci co cierpliwie czekali, licząc na zmiany, są zadowoleni. Malkontentom ciągle będzie mało. Niemniej, bądźmy cierpliwi. Dla mnie - to słowo klucz, ma w sporcie pierwszorzędne znaczenie. I tyle tytułem ogólnego wstępu.

Przechodząc do szczegółów napiszę, iż zadowoliły mnie akademiczki futsalowe z  Uniwersytetu Jagiellońskiego, które przywiozły z portugalskiej Coimbry brązowy medal Europejskich Igrzysk Uniwersyteckich, czy też jak mówią inni – Studenckich. Czwarte miejsce przypadło studentkom z wałbrzyskiej PWSZ. Gratulacje. Niestety, nie mogę tego słowa użyć wobec reprezentacji męskich Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Dolna połowa drugiej dziesiątki w rywalizacji absolutnie mnie nie zadowala. Mam nadzieję, że studentów, ich działaczy oraz trenerów też. Czyli jest co robić. I proszę pamiętać przy tym – cierpliwość popłaca. Może w kolejnej edycji będzie lepiej. O cierpliwości pamięta pewnie arbiter Sławek Steczko, który poprowadził wielki finał zmagań w Coimbrze. A jeszcze niedawno był zmartwiony, iż ma zbyt mało obsad międzynarodowych. I jak tu nie być cierpliwym.

Rozglądam się w letni upał wokół naszych granic i zauważam, że tylko Niemcy odstają futsalowo od reszty sąsiadów Polski. Niemcy – taka potęga piłkarska. Inaczej rzecz wygląda w Rosji, na Ukrainie, w Czechach, na Białorusi, czy Słowacji. Za Bałtyk nie zaglądam. Ale jest szansa, że i za Odrą zmieni się, Futsalowy mistrz Niemiec, zespół VfL 05 Hohenstein-Ernstthal e. V., przygotowując się do startu w eliminacjach futsalowej Ligi Mistrzów rozegrał kontrolne mecze w Pniewach. Nie o wynik chodzi. To pozostawię statystykom. Od dekady obserwuję starania Niemców o godziwy rozwój futsalu. Jak na razie idzie to naszym sąsiadom nieco opornie. Chociaż mają już reprezentację, co ciekawe powołaną na zasadzie swoistego castingu, a ich futsalowy Nationalmannschaft nawet pokonał Anglików (tak na marginesie też żadną futsalową potęgę europejską).

Obserwując Niemców, przypominają mi się początki naszego futsalu. Trudno było. Chociaż, co miałem możliwość zaobserwować podczas pobytów u nich oraz rozmów w ich federacji, organizacyjnie lepiej wyglądają niż my przed dwudziestu laty, czyli na początku naszej futsalowej drogi. Myślę, że i teraz w rywalizacji z nimi w sferze stricte organizacyjnej (organizacja meczów, porządek, solidność) mielibyśmy niełatwo. Tym bardziej, że w futsalową kampanię przed pierwszymi meczami reprezentacji zaangażowały się tamtejsze media z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” na czele. Tylko pozazdrościć i zapytać – dlaczego polskie topowe media nie są zainteresowane poważnie naszym futsalem? Na ważnych imprezach bywają u nich byli znani piłkarze z trawy. Chociażby Horst Hrubesch. Prezes związku też nie próżnuje. Z nostalgią wspominam, jak czynił to kiedyś u nas prezes Listkiewicz. Obiegowe powiedzenie niemieckie informuje „Ordnung muss sein” – porządek musi być. Gdy do tego doda się cierpliwość, jestem pewny, że za lat kilka doszlusują do Europy futsalowej. I pewnie z niezłymi wynikami.
Niejednokrotnie zastanawiam się, jakie są powody, że olbrzymie masy ludzkie oglądają widowiska sportowe. Najróżniejsze mecze, walki, wyścigi, mityngi gromadzą przed telewizorami czy na arenach dużo większą widownię, niż wydarzenia kulturalne lub polityczne. Czyżby człowiekowi aż tak był potrzebny niepowtarzalny smak rywalizacji? A może przeważa fakt, iż w sporcie nie da się generalnie prezentować głównie pustoty? A może dlatego, że wynik jest widoczny ad hoc na ekranie, czy stadionie, bez czarów z urną albo sondażami? A może z powodu niemożności stosowania dubli – jak w przypadku aktorstwa serialowego? Przy okazji rozmyślam, co ciągnie ludzi do piłki, w tym do futsalu. Nie wierzę, że większość przechodzi do futsalu – jak określa kolega, recenzent Józef – po niespełnieniu się w piłce trawiastej. Sporo osób sfrustrowanych brakiem osiągnięć w dużej piłce zapewne przerzuca się na futsal, gdzie niewątpliwie istnieje możliwość szybszego oraz tańszego zabłyśnięcia. Ale, czy tylko dlatego? Pozostawiam bez odpowiedzi.

Ogólnie, dla mnie niezbyt ważne jest, dlaczego lubują się w futsalu. Zostawię to socjologom. O wiele bardziej ważnym jest, by ten futsalowy wózek ciągnęli w jednym kierunku. Tymczasem u nas nawet fakt bycia w jednej spółce, komisji, klubie, stowarzyszeniu lub przebywanie blisko siebie na widzowskiej trybunie wcale o tego nie powoduje. Podsumuję więc felieton takim chińskim powiedzeniem, które ponad trzy dekady temu usłyszałem w Mongolii od starego Chińczyka. Mówił on do mnie – „fakt, że dwie osoby śpią w jednym łóżku nic nie znaczy, gdyż mogą mieć one różne sny”. Tak skojarzyło mi się to  w odniesieniu do lokacji futsalu w związku, czy nawet współpracy w gremiach wszelakich. Obawiam się, że są sytuacje, w których i cierpliwość nie podoła.   

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Pisząc felietony – i to nie tylko sportowe - kiedyś i teraz ważne było dla mnie oraz nadal jest, aby ich treści w swoisty sposób „podróżowały”, żeby stały się w przypadku „Z notatnika Dziejopisa” przyczynkiem do rozmów o futsalu w Polsce. Chciałbym także, aby pozwoliły też spojrzeć na dyscyplinę oraz ludzi z nią związanych albo tylko jej sympatyzujących z dystansu. Celowo piszę o owym dystansie, gdyż my Polacy – zupełnie niepotrzebnie – bardzo drażliwi jesteśmy na tle własnego znaczenia w czynieniu dzieła (czytaj sportu, futsalu, i podobne), którym się zajmujemy. Dlatego życzyłbym sobie, aby felietonowe zdania wywoływały najlepiej refleksję, a nie powodowały zatargów.

Prezes Boniek zaprezentował z wielką pompą nowego selekcjonera kopanej trawiastej, Jerzego Brzęczka. Przyjąłem to jako normalne zadanie prezesa. Niemniej z jego mowy laudacyjnej wpadła mi do ucha kwestia, w której prezes przedstawia swój, a pewnie i związkowy, pogląd na awanse do finałów mistrzowskich turniejów (MŚ, ME). Zdaniem prezesa w cyklu dwuletnim powinniśmy awansować na każde kolejne finałowe turnieje mistrzowskie. Jak zrozumiałem jest to w sposób zawoalowany przekazanie oczekiwań wobec nowego selekcjonera.

Też jestem zdania, że teraz - kiedy do finałów ME awansuje niemal co druga reprezentacja zrzeszona w UEFA - wstydem byłoby nie widzieć tam Polski. Z drugiej jednak strony zadziwił mnie nieco minimalizm prezesowski. Ja postawiłbym obowiązek bycia w szesnastce turniejowej każdej z tych imprez. Widzę z tego, że moja wiara w polska piłkę jest większa od prezesowskiej. Chyba, że ja czegoś nie wiem, a prezes będący bliżej lepiej rozpoznaje rzeczywistość. Takie zadanie uczestniczenia w każdym turnieju finałowym można bowiem co najwyżej stawiać futsalowi, który jest niedoinwestowany, a nie mocarnej finansami piłce trawiastej.

A jak już przeszedłem tak elokwentnie do futsalu, to muszę napisać odnosząc się do awansów, że będę oczekiwał awansów do finałów ME seniorów. Natomiast jeszcze nie odważę się narzucać obowiązku awansu do finałów seniorskiego turnieju światowego. O ile w Europie to jest minimum co powinniśmy zrobić, to w rywalizacji światowej czeka nas jeszcze wiele pracy. I każdy awans przyjmowałbym jako spora niespodziankę. Ale miłą niespodziankę. A nawet sensację. Też miłą. Artykułując natomiast swoje oczekiwania wobec futsalu kobiecego oraz młodzieżowego odnośnie udziałów w mistrzowskich turniejach napiszę, że nic od nich nie oczekuję. Każdą kwalifikację oraz wynik przyjmę z zadowoleniem. Na „prawdziwe wyniki” poczekam, aż usystematyzuje się praca w polskim futsalu w tych kategoriach.

Kolega z Ukrainy, znawca tamtej „małej piłki”, zapytał mnie podczas pobytu w Odessie, dlaczego jego rodacy nie mogą grać w polskim futsalu na podobnych zasadach jak obywatele Unii Europejskiej. Szczerze mówiąc nie wiem – odpowiedziałem mu krótko. A nawet nieco wstydliwe. Wstydliwie, gdyż wstydzę się jako Polak za tych, którzy nakreślają takie zasady regulaminowe. Jeden zawodnik spoza UE na parkiecie jest dla mnie rzeczą śmieszną w momencie, gdy pozwala się „unijnym średniakom”, a nawet „słabeuszom” wybiegać na parkiety futsalowe w liczbie nie mającej nic wspólnego z rozwojem polskiego futsalu. Aby było jasne, nie wynika to z żadnych nadrzędnych regulacji lecz tylko z założeń danych związków sportowych. Tak oto kolego z dalekiego Kijowa na budowie w Polsce twoich rodaków może pracować na jednej zmianie, w jednej brygadzie ilu tylko będzie chciało, ale na parkiet futsalowy jednocześnie wybiegnie tylko jeden. Chociaż klub może ich sprowadzić więcej. I jaka sprawiedliwość. Chyba żadna.
Po felietonie, w którym oceniłem, że brak play-off w ekstraklasie futsalu jest niekorzystny dla rywalizacji otrzymałem wiele telefonów, maili. Większość respondentów optowała za play-offami. Należę do ludzi, którzy nie unikają poszukiwania nowych rozwiązań. Futsal nie jest przecież aż taką świętością, by miał być nietykalny regulaminowo. Poważniejsze dyscypliny czynią to cyklicznie, względnie ad hoc. Wszystkim moim czytelnikom polecam system, o którym niegdyś już wzmiankowałem. Czyli pierwsza szóstka po sezonie zasadniczym gra play offy, z tym, że dwie pierwsze drużyny w tabeli wchodzą do nich dopiero w półfinale. Zespoły od trzeciego miejsca do szóstego grają pomiędzy sobą pucharowo o dwa miejsca w czwórce. I następnie razem z liderem oraz wiceliderem tabeli po rundzie zasadniczej rozstrzygają bój systemem pucharowym o mistrzostwo oraz w dalszej kolejności o medale. To, do ilu wygranych będzie się toczyć rywalizacja w tych systemach pucharowych, zależy od wolnych terminów na rozgrywki. Pozostałe zespoły od siódmego miejsca do czternastego (tyle teamów ma liczyć ekstraklasa od sezonu 2019/2020) mogą jeszcze zmierzyć się parami o sąsiadujące miejsca. Jakie to proste – powiedział pan Józef – recenzent, gdy mu przeczytałem. A jakie atrakcyjne – dodałem.

Czasami wydaje mi się, że takie dyskusje mają wymiar czysto akademicki. I nie chodzi w nich o treść tylko formę. Jeżeli poda projekt ktoś ważny, decydent – przyjmuje się go bez sprzeciwów. Gdy zaaplikuje go ktoś z drugiego szeregu rozpoczyna się nic nie wnosząca dyskusja ostatecznie utrącająca projekt. I dopiero po czasie, jakby kuchennymi drzwiami, przepycha się go w wersji nieco przerobionej i „odpowiednio podanej”. Bo to jest Polska właśnie. Już w szesnastym wieku jezuita Piotr Skarga mówił – „Prawda jako uczciwa niewiasta w lada sukni jest przyjemna; nieprawda jako nierządnica szatami, słowami się pstrymi przybiera”.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...