Finały MMP U-16: Gol widmo, "wideoweryfikacja" i wskazywanie palcem zawodnika
"W 10. minucie spotkania piłka po strzale jednego z naszych zawodników wylądowała w bramce przeciwników, a sędziowie ją słusznie uznali, jednak po protestach zawodników z Łęczycy sędzia nr 1 tego spotkania Rafał Ziach podszedł do stolika technicznego przy którym znajdował się m.in. Grzegorz Morkis – wiceprzewodniczący Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN na którego wniosek (po obejrzeniu przez niego tej sytuacji w serwisie YouTube) sędzia anulował naszą bramkę" - pisze w swoim oświadczeniu zarząd BSF Bochnia. Zdarzenie można obejrzeć w retransmisji z turnieju (od 3:29:10).
Czy piłka przeszła obok słupka i trafiła do bramki przez dziurę w siatce? Jeśli to drugie, to fatalnie świadczyłoby to o sędziach, którzy nie sprawdzili wystarczająco dobrze bramek przed rozpoczęciem spotkania. Ale nie ma to większego znaczenia, bo z takimi golami już futsal miewał do czynienia. Z "wideoweryfikacją Komisji Technicznej", którego to terminu użył komentator LajfyTV - nigdy.
- Na pewno nie było żadnej wideoweryfikacji i sędzia nie dostał żadnej informacji ode mnie, że ma nie uznawać bramki. To na sto procent - mówi w rozmowie z Futsal-Polska Grzegorz Morkis z Komisji Futsalu PZPN, który w momencie zdarzenia siedział przy stoliku sędziowskim. Zastrzega, że usiadł na krótko, ponieważ wyjść musiał akurat inny członek Komisji Technicznej Tomasz Kulczycki, a Anna Straszewska z Hurtapu z oczywistych względów nie chciała pełnić żadnej funkcji na meczu własnej drużyny. - Ktoś dopisał sobie, że ja kiwnąłem głową i stwierdziłem, że bramki nie ma. Nie mam takiej mocy sprawczej - tłumaczy Morkis. Dodać należy, że mówienie o "wideoweryfikacji" czy "VAR-ze" jest niewłaściwie, ponieważ sędzia nagrania na pewno nie oglądał.
Po zamieszaniu przy stoliku sędziowskim główni arbitrzy konsultowali się jeszcze ze sobą. Z naszych informacji wynika, że jeden z nich był całkowicie przekonany, iż bramka padła prawidłowo. Po konsultacji sędzia główny nie rozmawia już ze stolikiem, tylko decyduje o wznowieniu gry od bramki.
"Wyrażamy ogromne zaniepokojenie ową sytuacją. Jest nam bardzo przykro, że doszło do czegoś takiego na imprezie tej rangi organizowanej przez Polski Związek Piłki Nożnej. Jak wszyscy wiemy system VAR nie został jeszcze wprowadzony do futsalu, jednak dzisiaj w Chrzanowie mogliśmy zobaczyć jego zalążek. Nie mamy żadnych pretensji do sędziów tego spotkania jeżeli chodzi o decyzje podjęte na boisku. Jak wszyscy wiemy arbitrzy to tylko ludzie i popełniają błędy, jednak używanie systemu VAR i konsultowanie swoich decyzji z członkami PZPN nie powinno mieć miejsca i jest to ogromne złamanie regulaminu rozgrywek" - pisze BSF. Brak owych "pretensji" do arbitrów jest ciekawym wątkiem, ponieważ na koniec to oni decydują o uznaniu - bądź nieuznaniu - bramki. W rozmowie z Futsal-Polska prezes BSF Rafał Czaja prostuje jednak: zastrzeżenia są, acz nie pod względem błędu jako takiego, który może się zdarzyć, a złamania regulaminu poprzez konsultacje z osobami postronnymi przy stoliku sędziowskim.
W dyskusji o meczu BSF z Hurtapem pomija się jeden co najmniej równie istotny wątek. Po zwycięskiej bramce na półtorej sekundy przed końcem spotkania, zawodnicy z Łęczycy wybiegli na boisko, wyrażając swoją radość z wygranej. Przesadne okazywanie radości skończyło się dwoma żółtymi kartkami. Jedną z nich sędzia wręczył po tym, gdy na boisko wszedł Tomasz Kulczycki, również członek Komisji Technicznej i palcem wskazał zawodnika, który powinien ją zobaczyć.

screen z transmisji LajfyTV
Choć regulamin MMP stanowi, że "wszelkie sprawy sporne dotyczące rozgrywek finałowych w ramach Młodzieżowych Mistrzostw Polski w Futsalu U-16 rozstrzyga Komisja Techniczna powołana przez Komisję ds. Futsalu i Piłki Plażowej PZPN" i "Decyzje Komisji Technicznej są ostateczne i nie podlegają zaskarżeniu", nic nie stoi na przeszkodzie, by BSF Bochnia złożyła stosowny wniosek do Komisji Dyscyplinarnej PZPN ws. swoich zastrzeżeń dotyczących działań Grzegorza Morkisa i Tomasza Kulczyckiego. Pytany o to Rafał Czaja odpowiada: - Zobaczymy. Rana na razie krwawi i goi się powolutku. Dojdziemy powoli do sedna sprawy i dojdziemy do wniosku, czy będzie to służyło rozwojowi tej dyscypliny. Na pewno się z tym prześpimy i rozważamy taką możliwość - zapowiada prezes BSF.