Wyniki 1/2 finału Halowego Pucharu Polski
- Napisał Redakcja
- Zobacz komentarze
Rekord Bielsko-Biała nie miał większych problemów z zanotowaniem 22. z rzędu zwycięstwa, oznaczającego komplet wygranych w rundzie zasadniczej ekstraklasy. Najważniejszym wydarzeniem było w tej sytuacji strzelenie setnej bramki na polskich parkietach Oleksandra Bondara. Ukrainiec potrzebował na to niecałych czterech sezonów.
Trzeci zespół ekstraklasy pokonał drużynę beniaminka z Białegostoku, choć wygrana nie przyszła drużynie Łukasza Żebrowskiego łatwo. Zdecydowały dwie bramki zdobyte z rzutów karnych przez Krzysztofa Elsnera i dobra postawa między słupkami Nicolae Neagu w końcówce spotkania.
Po raz drugi w historii występów w futsalowej ekstraklasie Red Dragons Pniewy przegrały we własnej hali z Cleareksem Chorzów. Wcześniej doszło do tego w debiucie "Smoków" na najwyższym szczeblu rozgrywek, w 2014 roku. Tym razem gospodarzom nie pomogły nawet dwa kolejne efektowne trafienia Mateusza Kosteckiego. Jeżeli trener reprezentacji Błażej Korczyński szuka piwotów i pracuje nad odmłodzeniem składu kadry, to powinien przyjrzeć się występom 25-latka z Pniew.
Precyzyjne trafienia Artura Popławskiego i gol Michała Marka dały Rekordowi Bielsko-Biała najniższą, jak dotąd, wygraną na własnym parkiecie. Zawodnicy Piasta Gliwice też jednak swoje okazje mieli - na listę strzelców wpisał się Marcin Czech, goście nie wykorzystali też przedłużonego rzutu karnego, a raz Michałowi Kałuży pomógł słupek.
Po raz pierwszy w tym sezonie ekstraklasy jedna strzelona bramka wystarczyła do wygrania meczu. AZS Uniwersytet Gdański dzięki trafieniu Jakuba Domżalskiego wygrał z MOKS-em Słoneczny Stok Białystok, przełamując serię sześciu spotkań bez zwycięstwa (nie licząc walkowera z wycofaną Lex Kancelarią Słomniki).
Pogoń traciła w niedzielę zbyt kuriozalne gole, a jej zawodnicy nie wykorzystali zbyt wielu dogodnych sytuacji, by myśleć o korzystnym rezultacie w starciu z Cleareksem. Pierwszą bramkę gospodarze stracili po tym, gdy podanie Daniela Maćkiewicza w polu karnym szczecinian przeciął Mateusz Omylak. Maciej Mizgajski podwyższył wtedy, gdy chorzowianie grali w osłabieniu, po drugiej żółtej kartce dla Szymona Łuszczka.