Andrea Bucciol: Wiem, na kogo mogę liczyć, ale kadra nie jest zamknięta
22 maja 2013 roku trenerem polskiej reprezentacji w futsalu został Andrea Bucciol. Przez 12 miesięcy kadra pod wodzą Włocha rozegrała 20 spotkań, wygrywając 12 z nich, a nie ponosząc porażki w ostatnich dziewięciu. Jak budowana była nasza narodowa drużyna i czy selekcjoner jest zadowolony z przepracowanego z nią okresu? W rocznicowym wywiadzie pytamy szkoleniowca także o personalia.
Kiedy rok temu obejmował pan kadrę, zastał ją pan...
- Każdy trener ma swoją wizję, czasem się ją uda zrealizować, a czasem nie. Moim priorytetem było, żeby zawodnicy z niecierpliwością - oczywiście w pozytywnym sensie - oczekiwali powołania do kadry narodowej. Na początku znałem zawodników tylko z parkietu i normalne jest, że musieliśmy dużo rozmawiać i tłumaczyć, dlaczego warto mobilizować się i zaangażować w grę w kadrze. W tym samym czasie nakreśliłem im moją filozofię. Krok po kroku tworzymy grupę ludzi, którzy już wiedzą czego chcę, co i jak trzeba robić, aby osiągnąć cel, który wszyscy mamy.
Z kadry, która przegrała eliminacje do poprzedniego Euro, nie zdecydował się pan ani razu powołać tylko trzech futsalistów - Bartosza Łeszyka, Daniela Lebiedzińskiego i Pawła Machury. Co jest nowego w tej kadrze, skoro w dużej mierze są to ci sami ludzie?
- Co było wcześniej - nie wiem i nie zastanawiam się nad tym. Mogę tylko powiedzieć, że mamy bardzo dobrą atmosferę w grupie i chłopaki są bardzo zdyscyplinowani i zaangażowani w naszą pracę.
Przez 12 miesięcy powołał pan łącznie 31 zawodników, ale tylko dwóch gościło na każdym zgrupowaniu. Pamięta pan, którzy?
- Oczywiście dwóch Arturów :) Jurczak i Popławski.
Czy po tych ośmiu zgrupowaniach wie już pan na kogo stawiać?
- Absolutnie kadra nie jest definitywnie wybrana. Wiem mniej więcej na kogo mogę liczyć. Życie sportowca pokazuje jednak, że kondycja fizyczna jest elementem podstawowym, przede wszystkim kiedy się gra tak, jak graliśmy ostatnie cztery mecze. Bardzo trudno utrzymać ją przez cały sezon. Dlatego ważne jest, by zauważyć kiedy następuje jej spadek u zawodnika i mieć w zanadrzu kogoś, kto może go zastąpić. Oczywiście trzeba również zwrócić uwagę na umiejętności taktyczne i techniczne zawodników.
Gdy spojrzy się na osiągane wyniki, punktem przełomowym wydaje się moment, w którym do kadry znów powołania otrzymywali zawodnicy Gatty - przede wszystkim Daniel Krawczyk i Igor Sobalczyk. Od tego momentu ani razu nie przegraliśmy. Nie obawia się pan stawiać na starszych już zawodników?
- Nie zapominajmy, że grają dwie czwórki plus bramkarz. Wydaje mi się więc, że bardzo trudno jest, aby jeden lub dwóch zawodników wygrało mecz międzynarodowy na wysokim poziomie. Oczywiście Igor i Daniel dużo wnieśli do drużyny. Byli powołani w momencie, gdy prezentowali optymalną formę - Igor był najlepszym strzelcem, a Daniel był w najlepszej formie odkąd go znam.
Nie będę udawał mądrzejszego od pana w kwestii powołań, ale o jedno nazwisko muszę zapytać - Rafał Franz ostatnio zagrał na turnieju w Gyorze. Dlaczego później już nie? Jakby nie patrzeć jest to zawodnik, który gdzie nie pójdzie, tam zostaje mistrzem Polski...
- Rafał Franz nie jest "maskotką", która przynosi szczęście. Sam wie i wiedział, kiedy był lub nie był w formie. Lubię rozmawiać z zawodnikami i z Rafałem dużo rozmawialiśmy, a o czym - to zostaje między nami. Ale to nie znaczy, że nie wróci do kadry.
Gdyby - czysto teoretycznie - mógł pan powołać do kadry któregoś z obcokrajowców grających w tym sezonie w polskiej lidze - kto to by był?
- Jan "Honza" Janovsky, którego bardzo dobrze znam i cenię jego umiejętności, lub też Roman Wachuła, bo oprócz umiejętności cenię jego profesjonalizm na boisku.
W przyszłym sezonie plan sparingów wygląda imponująco, sami - przynajmniej teoretycznie - silniejsi od nas rywale. Odpowiada panu taki rozkład jazdy?
- Tak jak w klubie - gdy zaczynają się przygotowania do sezonu, sparingi są planowane tak, by zwiększać trudność wraz z biegnącym czasem. Oczywiście nie jest to takie proste, kiedy rozmawiamy o meczach kadry, ale na razie się udało to tak zorganizować.
Ilu zawodników chce pan powołać na zapowiadane przez Kazimierza Grenia zgrupowanie w Zakopanem?
- Dwudziestu, tak samo, jak Gerard Juszczak na kadrę młodzieżową.
Odejdźmy od kadry, a zajmijmy się szkoleniem. Za miesiąc bierze pan udział w konferencji dla trenerów we Włoszech. Kiedy coś podobnego zorganizowane zostanie w Polsce?
- We Włoszech konferencje organizują prywatni ludzie związani z futsalem. Planujemy zorganizować coś podobnego w Polsce, ale pod patronatem PZPN. Niestety, nie jestem w stanie powiedzieć, jak szybko się to uda.
Czy widział pan uchwałę zarządu PZPN w sprawie organizacji futsalowych kursów trenerskich i jak ocenia pan wprowadzone tam rozwiązania?
- Nie widziałem i nie potrafię na ten temat nic powiedzieć.
Odbiera pan telefony od klubowych trenerów z prośbami o jakieś sugestie bądź konsultacje?
- Ja się kontaktuję z trenerami, gdy jadę na obserwację meczów. Nikt się ze mną nigdy nie kontaktował się prosząc o konsultacje.
Na koniec tak ogólnie - po tym roku z kadrą, a kilku już latach w naszym kraju: w jakim kierunku zmierza polski futsal?
- Niestety nie widzę dużego postępu. Ponieważ - żeby go mieć - należy zainwestować nie tylko pieniądze, ale także czas i inne środki. Powoli, powoli coś się rusza i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
Tego panu i nam wszystkim życzę, i dziękuję za rozmowę.
Etykiety