Clearex blisko utrzymania
Clearex Chorzów pokonał w Białymstoku MOKS Słoneczny Stok 3:1 i jest więcej niż prawdopodobne, iż pozostanie w ekstraklasie.
Dzisiąta drużyna ekstraklasy na pewno spodziewała się łatwiejszego pojedynku. O tym, że zlekceważyła przeciwnika niech świadczy fakt, iż do meczu przystąpiła praktycznie z marszu, po bardzo długiej podróży.
Pierwsze minuty spotkania należały do przyjezdnych. Clearex od samego początku rzucił się na rywali, próbując zakreślić wyraźną przewagę, jaka rysuje się między ekstraklasą a pierwszą ligą. Faktycznie im się to udało. Słoneczni sprawiali momentami wrażenie sparaliżowanych, ograniczali swoją aktywność do nielicznych kontrataków. W ten sposób minęło pierwsze sześć minut.
Gospodarze, widząc nieskuteczność, a przede wszystkim częstą nieporadność w akcjach ofensywnych, zaczęli dochodzić do głosu. Wciąż główną rolę w ich poczynaniach odgrywała waleczność i ambicja w defensywie, ale pojawiały się do tego również coraz groźniejsze ataki. Poza kontrami, głównie z udziałem bardzo aktywnego Mateusza Lisowskiego, zaskakiwać faworytów próbował nieobliczalny Norbert Jendruczek. Bramkarz MOKS-u często podłączał się do akcji swoich kolegów i testował czujność Damiana Purolczaka.
Najlepszą okazję w 11. minucie stworzył wspomniany Lisowski. Nakręcił dwóch rywali, wyszedł przed samego Purolczaka, lecz w decydującym momencie trafił prosto w niego. Wydaje się, że to był ten przełomowy moment, po którym pozostali Słoneczni nabrali niezbędnej pewności siebie i częściej brali odpowiedzialność na swoje barki.
Trzy minuty później białostoczanie wyprowadzili błyskawiczną, znakomitą akcję, po której Patryk Hryckiewicz musiał praktycznie tylko dostawić nogę, aby otworzyć wynik meczu. W hali przy ul. Pułaskiego powstała spora konsternacja. Wielu kibiców i obserwatorów uwierzyło, iż Clearex jest do pokonany, a awans do ekstraklasy wcale nie jest poza zasięgiem gospodarzy.
Najprawdopodobniej byłoby o to zdecydowanie łatwiej, gdyby Słoneczni w kolejnej akcji wykorzystali dezorientację i zaskoczenie przeciwników przebiegiem meczu. Lisowski wybiegł ponownie przed Purolczaka, minął go, lecz następnie piłka po jego strzale zatrzymała się na ustawionym na linii bramkowej asekurującym zawodniku z Chorzowa.
Clearex wziął się w garść. Robił wszystko, aby jeszcze przed przerwą doprowadzić do wyrównania. Udało im się to w 17. minucie po rozegraniu z rzutu rożnego. Często stosowany schemat, czyli przerzut na woleja kolegi, który miał za zadanie huknąć w światło bramki i przestraszyć bramkarza. Wyszło nieco inaczej. Po nieczysto trafionym woleju piłka trafiła do Szymona Łuszczka, a ten będąc przy samym słupku skierował ją do siatki. Kompletnie zaskoczony był w tej sytuacji Jendruczek.
Stracony gol podciął skrzydła białostoczanom, a z drugiej strony nakręcił Mikołaja Zastawnika i spółkę. To właśnie młody reprezentant Polski robił bardzo dużą różnicę i ośmielał swoich partnerów. Brał dużo na siebie, wdawał się w pojedynki jeden na jeden i często w łatwy sposób ogrywał rywali. Najlepiej przekonywał się o tym Krzysztof Kożuszkiewicz, który miał często za zadanie krycie Zastawnika, a także Kamil Tomczyk, ale o tym za chwilę.
Do końca pierwszej odsłony chorzowianie mieli jeszcze dwie doskonałe sytuacje do objęcia prowadzenia. Najpierw w 18. minucie niezwykle aktywny Zastawnik wpadł przed samego Jendruczka, a następnie próbował efektownie przerzucić nad nim piłkę. Świetnie dysponowany tego dnia Norbert zostawił rękę, wyciągnął ją najwyżej, jak potrafił i sparował halówkę nad poprzeczkę. Minutę przed końcem goście wyszli z groźnym kontratakiem, który powinien zakończyć się golem. Daniel Wojtyna zgrał do środka, do nadciągającego kolegi, ale ten nie sięgnął piłki. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 1:1.
W przerwie opiekun Cleareksu musiał solidnie przemówić do głów swoich podopiecznych, ale to białostoczanie stworzyli sobie na początku zdecydowanie lepsze sytuacje. Już w 22. zapachniało ekstraklasą po rewelacyjnej akcji Osypiuk-Lisowski-Kożuszkiewicz. Drugi z nich przepięknie odegrał piętą do ostatniego, ale Kożuszkiewicz nie wykorzystał tej okazji. Krzysztof starał się być bardzo aktywny na parkiecie, przejmować inicjatywę, ale często tracił piłkę, a w defensywie jego gra wciąż pozostawia wiele do życzenia.
Kolejne minuty należały do MOKS-u, który grał bez najmniejszych kompleksów. O ile na początku meczu sprawiał wrażenie przestraszonego i ograniczał się do stopowania ataków rywali, o tyle w tym fragmencie gry za bardzo poczuł się pewnie i zostawiał olbrzymie luki. Przez to przyjezdni często wychodzili z kontratakami w przewadze liczebnej.
Tak właśnie było w 25. i w 26. minucie. Chorzowianie odbierali w łatwy sposób piłkę rywalom i wybiegali przed samego Jendruczka. Trwała wówczas wymiana ciosów. Norbert wychodził wysoko. W 25. minucie huknął z dystansu, a Purolczak sparował piłkę przed siebie. Dopadł do niej Hryckiewicz, lecz z bliskiej odległości nie był w stanie wpakować jej do siatki.
Trzydzieści sekund później było już 1:2. Za pierwszym razem udało się Jendruczkowi powstrzymać doskonale zapowiadającą się kontrę przeciwników, ale kilkanaście sekund później dał się zaskoczyć sprytnie uderzającemu z ostrego kąta Mateuszowi Omylakowi. Gracz Cleareksu miał pewność, że Jendruczek wyjdzie z bramki i wstrzelił piłkę wzdłuż linii bramkowej. Ta odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
W 32. minucie Jendruczek wyrzucił daleko piłkę. Purolczak nie spodziewał się, że przejdzie ona przez całe boisko i wypluł przed siebie. Czyhał na to Lisowski, lecz nie zdołał doprowadzić do wyrównania. Nie udało się to również grającemu trenerowi Słonecznych, który genialnie uderzył z dystansu. Golkiper rywali wyciągnął się i zbił piłkę na rzut rożny. Znowu niewykorzystane sytuacje białostoczan się zemściły. Kilka chwil później Zastawnik z olbrzymią łatwością urwał się Tomczykowi, przyjął piłkę po świetnym zgraniu kolegi i tym razem skutecznie przelobował Jendruczka. Należała się ta bramka Mikołajowi. Młody reprezentant Polski brał na siebie odpowiedzialność, odciążając swoich partnerów, którzy często sprawiali wrażenie, jakby Słoneczni mieli położyć się na parkiecie, oczekując najniższego wymiaru kary. Zastawnik robił bardzo dużą różnicę i dawał impuls swojemu zespołowi do kolejnych ataków.
Następne minuty przyniosły następne ciekawe sytuacji. Po obu stronach drużyny ratowały poprzeczki. Na półtorej minuty przed końcem Krzyszof Salisz wyciął rywala przed polem karnym, za co obejrzał żółtą kartkę. Było to piątego przewinienie gości. Z rzutu wolnego szukał szczęścia Adrian Citko, lecz najbardziej doświadczonemu futsaliście MOKS-u nie wyszedł ten stały fragment. Adrianowi należą się olbrzymie słowa uznania, ponieważ to w olbrzymiej mierze jego zasługa, iż białostoczanie znaleźli się w tym miejscu. Jego podopieczni mogą być mu bardzo wdzięczni.
Mecz zakończył się wynikiem 1:3, a chorzowianie na pewno odetchnęli z ulgą. W rozmowie po spotkaniu trener Cleareksu przyznał, iż nie spodziewał się tak trudnych warunków w Białymstoku, ale podkreślał przy tym największą bolączkę swoich zawodników, czyli nieskuteczność, a także absencję Pawła Budniaka i Roberta Gładczaka.
Pierwsze minuty spotkania należały do przyjezdnych. Clearex od samego początku rzucił się na rywali, próbując zakreślić wyraźną przewagę, jaka rysuje się między ekstraklasą a pierwszą ligą. Faktycznie im się to udało. Słoneczni sprawiali momentami wrażenie sparaliżowanych, ograniczali swoją aktywność do nielicznych kontrataków. W ten sposób minęło pierwsze sześć minut.
Gospodarze, widząc nieskuteczność, a przede wszystkim częstą nieporadność w akcjach ofensywnych, zaczęli dochodzić do głosu. Wciąż główną rolę w ich poczynaniach odgrywała waleczność i ambicja w defensywie, ale pojawiały się do tego również coraz groźniejsze ataki. Poza kontrami, głównie z udziałem bardzo aktywnego Mateusza Lisowskiego, zaskakiwać faworytów próbował nieobliczalny Norbert Jendruczek. Bramkarz MOKS-u często podłączał się do akcji swoich kolegów i testował czujność Damiana Purolczaka.
Najlepszą okazję w 11. minucie stworzył wspomniany Lisowski. Nakręcił dwóch rywali, wyszedł przed samego Purolczaka, lecz w decydującym momencie trafił prosto w niego. Wydaje się, że to był ten przełomowy moment, po którym pozostali Słoneczni nabrali niezbędnej pewności siebie i częściej brali odpowiedzialność na swoje barki.
Trzy minuty później białostoczanie wyprowadzili błyskawiczną, znakomitą akcję, po której Patryk Hryckiewicz musiał praktycznie tylko dostawić nogę, aby otworzyć wynik meczu. W hali przy ul. Pułaskiego powstała spora konsternacja. Wielu kibiców i obserwatorów uwierzyło, iż Clearex jest do pokonany, a awans do ekstraklasy wcale nie jest poza zasięgiem gospodarzy.
Najprawdopodobniej byłoby o to zdecydowanie łatwiej, gdyby Słoneczni w kolejnej akcji wykorzystali dezorientację i zaskoczenie przeciwników przebiegiem meczu. Lisowski wybiegł ponownie przed Purolczaka, minął go, lecz następnie piłka po jego strzale zatrzymała się na ustawionym na linii bramkowej asekurującym zawodniku z Chorzowa.
Clearex wziął się w garść. Robił wszystko, aby jeszcze przed przerwą doprowadzić do wyrównania. Udało im się to w 17. minucie po rozegraniu z rzutu rożnego. Często stosowany schemat, czyli przerzut na woleja kolegi, który miał za zadanie huknąć w światło bramki i przestraszyć bramkarza. Wyszło nieco inaczej. Po nieczysto trafionym woleju piłka trafiła do Szymona Łuszczka, a ten będąc przy samym słupku skierował ją do siatki. Kompletnie zaskoczony był w tej sytuacji Jendruczek.
Stracony gol podciął skrzydła białostoczanom, a z drugiej strony nakręcił Mikołaja Zastawnika i spółkę. To właśnie młody reprezentant Polski robił bardzo dużą różnicę i ośmielał swoich partnerów. Brał dużo na siebie, wdawał się w pojedynki jeden na jeden i często w łatwy sposób ogrywał rywali. Najlepiej przekonywał się o tym Krzysztof Kożuszkiewicz, który miał często za zadanie krycie Zastawnika, a także Kamil Tomczyk, ale o tym za chwilę.
Do końca pierwszej odsłony chorzowianie mieli jeszcze dwie doskonałe sytuacje do objęcia prowadzenia. Najpierw w 18. minucie niezwykle aktywny Zastawnik wpadł przed samego Jendruczka, a następnie próbował efektownie przerzucić nad nim piłkę. Świetnie dysponowany tego dnia Norbert zostawił rękę, wyciągnął ją najwyżej, jak potrafił i sparował halówkę nad poprzeczkę. Minutę przed końcem goście wyszli z groźnym kontratakiem, który powinien zakończyć się golem. Daniel Wojtyna zgrał do środka, do nadciągającego kolegi, ale ten nie sięgnął piłki. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 1:1.
W przerwie opiekun Cleareksu musiał solidnie przemówić do głów swoich podopiecznych, ale to białostoczanie stworzyli sobie na początku zdecydowanie lepsze sytuacje. Już w 22. zapachniało ekstraklasą po rewelacyjnej akcji Osypiuk-Lisowski-Kożuszkiewicz. Drugi z nich przepięknie odegrał piętą do ostatniego, ale Kożuszkiewicz nie wykorzystał tej okazji. Krzysztof starał się być bardzo aktywny na parkiecie, przejmować inicjatywę, ale często tracił piłkę, a w defensywie jego gra wciąż pozostawia wiele do życzenia.
Kolejne minuty należały do MOKS-u, który grał bez najmniejszych kompleksów. O ile na początku meczu sprawiał wrażenie przestraszonego i ograniczał się do stopowania ataków rywali, o tyle w tym fragmencie gry za bardzo poczuł się pewnie i zostawiał olbrzymie luki. Przez to przyjezdni często wychodzili z kontratakami w przewadze liczebnej.
Tak właśnie było w 25. i w 26. minucie. Chorzowianie odbierali w łatwy sposób piłkę rywalom i wybiegali przed samego Jendruczka. Trwała wówczas wymiana ciosów. Norbert wychodził wysoko. W 25. minucie huknął z dystansu, a Purolczak sparował piłkę przed siebie. Dopadł do niej Hryckiewicz, lecz z bliskiej odległości nie był w stanie wpakować jej do siatki.
Trzydzieści sekund później było już 1:2. Za pierwszym razem udało się Jendruczkowi powstrzymać doskonale zapowiadającą się kontrę przeciwników, ale kilkanaście sekund później dał się zaskoczyć sprytnie uderzającemu z ostrego kąta Mateuszowi Omylakowi. Gracz Cleareksu miał pewność, że Jendruczek wyjdzie z bramki i wstrzelił piłkę wzdłuż linii bramkowej. Ta odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
W 32. minucie Jendruczek wyrzucił daleko piłkę. Purolczak nie spodziewał się, że przejdzie ona przez całe boisko i wypluł przed siebie. Czyhał na to Lisowski, lecz nie zdołał doprowadzić do wyrównania. Nie udało się to również grającemu trenerowi Słonecznych, który genialnie uderzył z dystansu. Golkiper rywali wyciągnął się i zbił piłkę na rzut rożny. Znowu niewykorzystane sytuacje białostoczan się zemściły. Kilka chwil później Zastawnik z olbrzymią łatwością urwał się Tomczykowi, przyjął piłkę po świetnym zgraniu kolegi i tym razem skutecznie przelobował Jendruczka. Należała się ta bramka Mikołajowi. Młody reprezentant Polski brał na siebie odpowiedzialność, odciążając swoich partnerów, którzy często sprawiali wrażenie, jakby Słoneczni mieli położyć się na parkiecie, oczekując najniższego wymiaru kary. Zastawnik robił bardzo dużą różnicę i dawał impuls swojemu zespołowi do kolejnych ataków.
Następne minuty przyniosły następne ciekawe sytuacji. Po obu stronach drużyny ratowały poprzeczki. Na półtorej minuty przed końcem Krzyszof Salisz wyciął rywala przed polem karnym, za co obejrzał żółtą kartkę. Było to piątego przewinienie gości. Z rzutu wolnego szukał szczęścia Adrian Citko, lecz najbardziej doświadczonemu futsaliście MOKS-u nie wyszedł ten stały fragment. Adrianowi należą się olbrzymie słowa uznania, ponieważ to w olbrzymiej mierze jego zasługa, iż białostoczanie znaleźli się w tym miejscu. Jego podopieczni mogą być mu bardzo wdzięczni.
Mecz zakończył się wynikiem 1:3, a chorzowianie na pewno odetchnęli z ulgą. W rozmowie po spotkaniu trener Cleareksu przyznał, iż nie spodziewał się tak trudnych warunków w Białymstoku, ale podkreślał przy tym największą bolączkę swoich zawodników, czyli nieskuteczność, a także absencję Pawła Budniaka i Roberta Gładczaka.
Etykiety
- MOKS Słoneczny Stok Białystok
- Clearex Chorzów
- Ekstraklasa
- I liga
- baraże o ekstraklasę
- Mateusz Lisowski
- Norbert Jendruczek
- Damian Purolczak
- Patryk Hryckiewicz
- Szymon Łuszczek
- Mikołaj Zastawnik
- Krzysztof Kożuszkiewicz
- Kamil Tomczyk
- Daniel Wojtyna
- Michał Osypiuk
- Mateusz Omylak
- Krzysztof Salisz
- Adrian Citko
- Paweł Budniak
- Robert Gładczak

08.05.2016 godz. 18:00