Fantastyczne otwarcie Rekordu fot. TVP Sport

Fantastyczne otwarcie Rekordu

Absolutna dominacja Rekordu - tak można podsumować ostatni mecz 1. kolejki ekstraklasy, który był debiutem futsalu na antenie TVP Sport. Zawodnicy FC Toruń byli tylko tłem dla świetnie usposobionych w poniedziałek bielszczan.
FC ToruńRekord Bielsko-Biała19.09.2016 godz. 18:15

FC Toruń - Rekord Bielsko-Biała
0:6 (0:4)

Protokół meczowy

Pierwsze minuty nie zwiastowały, że mecz zakończy się sromotną porażką gospodarzy. Początkowo żadna z drużyn nie była w stanie sobie stworzyć jakiejś klarownej okazji, czy to onieśmielona kamerami, czy z ostrożności badająca rywala. Sygnał do ataku dał przyjezdnym w 5. minucie Jan Janovsky. Po koronkowo rozegranym rzucie wolnym czeski zawodnik zamykał akcję, lecz w bramce Nicolae Neagu wyręczył Mateusz Waszak. To tylko opóźniło objęcie prowadzenia przez gości, bo po kilkudziesięciu sekundach z prawej strony z około 15 metrów w okienko przymierzył Oleksandr Bondar potwierdzając, że jego strzelecka forma przez wakacje nie uleciała. Dotychczas delikatna przewaga Rekordu po bramce zarysowała się już bardziej zdecydowanie, choć wyrównać mógł Cleverson, strzelając po dynamicznej akcji prosto w... Michała Wojciechowskiego, który przy takiej bombie nie zdążył się ani uchylić, ani trącić piłki. W 11. minucie podwyższyć mógł Radek Polasek, ale przegrał pojedynek sam na sam z Neagu. Wyręczył go Łukasz Biel, po nabraniu na zwód Michała Suchockiego i strzale w krótki róg bramki zaskoczonego Mołdawianina. W tym momencie zaryzykował Klaudiusz Hirsch, na chwilę wycofując bramkarza, ale zamiar spełzł na niczym. Po dwóch fatalnych błędach gospodarzy, najpierw złym wybiciu z autu, a potem stracie przy własnym polu karnym Karola Czyszka, wynik podwyższyli Bondar i Michał Marek. Przed przerwą odpowiedzieć próbował jeszcze Michał Wojciechowski, przeprowadzając efektowny rajd przez pół boisko i mocno przestrzeliwując na koniec.

Kto po przerwie się spodziewał huraganowych ataków podrażnionych gospodarzy, ten srodze się zawiódł. Otwarcie drugiej połowy wyglądało bowiem tak, jakby to Rekord przegrywał i za wszelką cenę chciał doprowadzić do zmiany rezultatu. Ostrzeliwanie bramki Neagu przerwał dopiero Sylwester Kieper, który huknął w słupek "świątyni" Bartłomieja Nawrata. Wszelkie nadzieje na odwrócenie losów meczu opuściły toruńskich kibiców w 25. minucie. Choć to dopiero pierwsza kolejka, to bramka Romana Wachuły może z powodzeniem kandydować do miana najbardziej kuriozalnego gola sezonu. Piąte trafienie bielszczanie zapisali bowiem na swoim koncie po dalekim wyrzucie Bartłomieja Nawrata, zgraniu głową Łukasza Biela (który przeskoczył Estebana) i strzale także głową Wachuły. To ostatecznie dobiło torunian, którzy nie potrafili nawet założyć solidnego pressingu rywalowi - bielszczanie do końca meczu mieli jeszcze kilka niezłych okazji na kolejne bramki. Dobrą sytuację zmarnował Paweł Budniak, w słupek trafili Artur Popławski i Łukasz Biel, a do siatki trafił dopiero na dwie minuty przed końcem Radek Polasek.

Patrząc na parkiet w końcówce spotkania można było mieć problem z rozróżnieniem, czy był to mecz kolejki w ekstraklasie, czy Młodzieżowe Mistrzostwa Polski. Na boisku zaroiło się bowiem od młodzieży i to z obu stron, ale i w tej "kategorii wiekowej" lepiej do końca prezentowali się goście. U miejscowych zawiodło w zasadzie wszystko. Sprowadzeni przed sezonem Hiszpanie w pierwszym meczu FC nie wyróżnili się niczym. Torunianom brakowało szybkości, sił i pomysłu nawet nie na sforsowanie defensywy Rekordu, ale momentami wręcz na odebranie przeciwnikom piłki. Na tym tle Rekord zaprezentował się rewelacyjnie, jako drużyna grająca szybko, z łatwością utrzymująca się przy piłce, cechująca się wymiennością pozycji i ruchliwością. Po poniedziałkowym falstarcie kibice z Torunia mogą cieszyć się z przerwy na reprezentację, bo daje ona dodatkowy tydzień na pracę nad zgraniem i pewnością siebie ich pupili.