Skrót meczu / RedDragons-TV

Smoki z Pniew lepsze od Smoka Wawelskiego!

  • Media
Drugi sezon z rzędu Wisła Krakbet Kraków zaskakuje, przegrywając ze znacznie niżej notowanym beniaminkiem. Choć optycznie i statystycznie Biała Gwiazda miała przewagę, to z Pniew wraca bez punktów i z pierwszą porażką w tym sezonie. Szok!

Red Dragons Pniewy
Wisła Krakbet Kraków

Red Dragons Pniewy - Wisła Krakbet Kraków
4:2

 
Sobotnie spotkanie 5. kolejki z założenia miało być spacerkiem dla Wisły Krakbet Kraków, która to była zdecydowanym faworytem. Tak uważali typerzy tej kolejki - Jędrzej Jasiński, który prognozował wyniki dla strony Futsal Ekstraklasy, oraz Douglas Ferreira na naszym portalu. Dostrzegli to także bukmacherzy, którzy typowali gładką wygraną przyjezdnych. Także w hali w Pniewach było czuć nerwową atmosferę. W końcu do beniaminka przyjechał były mistrz, a aktualny zdobywca Pucharu Polski.

Pierwszą połowę rozpoczęli goście. Od samego początku próbowali zdominować gospodarzy. Jednak popełniali bardzo dużo niewymuszonych błędów. Po jednym z nich już w 2. minucie "Smoki" objęły prowadzenie. Po stracie piłki przez krakowian, kapitalnym strzałem popisał się Patryk Hoły i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Stracona bramka podziałała na gości jak płachta na byka. Zaczęli coraz częściej zagrażać bramce Macieja Foltyna, który jednak popisywał się bardzo udanymi interwencjami. Śmiało można stwierdzić, że to głównie jego fantastyczna postawa ratowała zespół gospodarzy przed stratą gola.

Kolejny zabójczy cios, w postaci następnej skutecznej kontry, gospodarze zadali w 7. minucie. Euforia, która zapanowała na hali po tej bramce, była wręcz nie do opisania. Tym razem publiczność skandowała nazwisko Adama Wachońskiego. Po ponownym rozpoczęciu gry przewaga Wisły zwiększała się z każdą minutą, o czym świadczy choćby posiadanie piłki w pierwszej połowie - wynosiło ono aż 64% na korzyść gości. Jednak nic to nie znaczyło. Cały czas nadspodziewanie dobrze spisywał się golkiper gospodarzy. Dopiero w 14. minucie skomasowane ataki Białej Gwiazdy przyniosły efekt. Gola kontaktowego zdobył Adam Pater. Po tej bramce gra znacznie się uspokoiła. Zarówno ataki Red Dragons, jak i gości, nie przynosiły żadnych klarownych sytuacji. Pierwsza połowa zakończyła się zatem nieznacznym prowadzeniem pniewian.

Na twarzach powracających z przerwy Wiślaków można było wyczytać wielkie niezadowolenie. Na drugą połowę wchodzili wyraźnie podrażnieni wynikiem. W 24. minucie niespodziewanie piłka znalazła się w siatce gospodarzy. Niestety dla przyjezdnych, nie została ona zaliczona. Zawodnicy Wisły byli bardzo zdziwieni takim obrotem sytuacji, jednak parę sekund wcześniej sędzia odgwizdał faul gospodarzy. Gra zacznie się zaostrzyła, a zawodnicy obu ekip nie odpuszczali. Wszyscy grali na granicy faulu. Obrazuje to 25. minuta, w której to gospodarze w przeciągu dosłownie 10 sekund zanotowali 3 przewinienia. Po ostatnim z nich, na boisku zapanował chaos. Gracze Red Dragons oraz Wisły Kraków doskoczyli do siebie i wywiązała się pyskówka. Jednak sędziowie zapanowali nad sytuacją, wręczając dwie żółte kartki. Wiślacy coraz częściej znajdowali się pod bramką gospodarzy. Mimo wyraźnej przewagi, nie potrafili oni wykreować żadnej "czystej" sytuacji. Znów ze świetnej strony pokazał się za to Wachoński, po kolejnym kontrataku podwyższając na 3:1.

Po tym ciosie trener gości zadecydował się wycofać bramkarza. Jego miejsce zajął najlepszy strzelec poprzedniego sezonu - Douglas dos Santos - ale gra w przewadze niezbyt Wiśle wychodziła. Pomimo jednego więcej zawodnika nie potrafili zaskoczyć defensywy gospodarzy. Tymczasem ci ostatni po raz kolejny zaskoczyli Krakusów. Łukasz Frajtag zamknął wgranie na długi słupek, samemu się z nim zderzając i podwyższył wynik na 4:1. Na skutek kontuzji grający trener gospodarzy musiał jednak opuścić boisko.

Pomimo straconego gola, Wisła grała nadal z lotnym bramkarzem, co wreszcie się opłaciło. Na 5 minut i 30 sekund przed końcem meczu, po zamieszaniu pod bramką gospodarzy, kolejnego gola strzelił Wachoński, jednak tym razem był to gol samobójczy. Przypisano go jednak uderzającemu na bramkę Douglasowi. Po tym golu byli mistrzowie kraju poczuli krew. Mająca już 5 fauli na koncie drużyna gospodarzy tylko się broniła. Wytrwać do końca bez przewinienia się nie udało. 30 sekund po bramce na 4:2 sędzia odgwizdał przedłużony rzut karny. W hali w Pniewach zapanowała przeraźliwa cisza. Wszyscy wiedzieli, że gdy Wisła strzeli, to może być ciężko wyjść z tego meczu zwycięsko. Na szczęście dla kibiców Red Dragonsów, okazało się, że piłka minęła lewy słupek bramki Macieja Foltyna.

Wisła próbowała zmienić wynik spotkania do samego końca. Jej ataki były coraz groźniejsze, a przewaga optyczna coraz bardziej przygniatająca. Statystycznie Wisła wypadła świetnie, o czym może świadczyć np. liczba rzutów rożnych, które drużyna Krzysztofa Kusi egzekwowała 26 (!) razy, a gospodarze tylko 4. Posiadanie piłki też było po stronie gości (Red Dragons 31%, Wisła Krakbet 69%). Ale w najważniejszej statystyce - wyniku końcowym - triumfowali Łukasz Frajtag i spółka.

W spotkaniu w Pniewach, to beniaminek okazał się lepszym zespołem i dzięki wygranej wskakuje na 6. miejsce w tabeli. Wisła natomiast może mieć pretensja sama do siebie za niewykorzystane sytuacje. Nikt nie stawiał na zwycięstwo gospodarzy, a jednak potrafili pokonać utytułowanego rywala. Niemożliwe staje się możliwym.