Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Lat temu kilka podróżując po Francji, która jest dla mnie wybiórczym kulturowym przewodnikiem po europejskiej cywilizacji, przeczytałem takie oto zdanie o honorze, autorstwa jednego z francuskich poetów czasów Ludwika XIV. Wyczytałem mianowicie, że honor to stroma wyspa bez brzegów na którą nie można wrócić, gdy ją już się opuściło.

Przypomniały mi się te słowa po meczu z Kolumbią na rosyjskich mistrzostwach piłkarskich przegranym z kretesem przez naszą reprezentację. Sprawozdawca telewizyjny mówił, iż został już nam tylko mecz o honor. Jak na poprzednich dwóch mundialach w 2002 oraz 2006 roku. Po nim i tak pojedziemy do domu. Pozwolę nie zgodzić się z tymi słowami. Stracony na tych mistrzostwach honor wyrażony marnym stylem gry w meczach z Senegalem oraz Kolumbią jest nie odzyskania w jednym, nawet najwyżej wygranym meczu z „japońskimi samurajami”. Jest nie odzyskania podczas rosyjskich mistrzostw. Obrazkowo – reklamowy – czarodziejski epos medialny trenera Nawałki, a także jego podopiecznych prysnął na stadionach w Moskwie oraz Kazaniu. A wszelkie dotychczasowe gadania o tym jaką mamy wspaniałą drużynę, to były najzwyklejsze farmazony. I to by było na tyle gwoli mundialowego wstępu po drugim akcie piłkarskiego dramatu „Dziady” – którą to nazwę zaczerpnąłem z okładki „Przeglądu Sportowego”. Tylko kibiców mi żal. I pewnie Grzegorz Lato też nie doczeka się szybko polskiego piłkarza luzującego go na fotelu króla strzelców mundialu piłkarskiego.

Gdy patrzę po półroczu AD 2018 na polską piłkę seniorską – trawiastą, kobiecą, plażową, futsalową - całkiem inaczej jawi mi się występ reprezentacji futsalowej podczas styczniowo-lutowych słoweńskich europejskich finałów. Z czystym sumieniem mogę napisać teraz, że jako jedyna z wymienionych wyżej kadr nie dała przysłowiowej plamy. Patrząc na światowe miejsce rankingowe, futsal awansował o pięć pozycji. Plasuje się w drugiej dziesiątce europejskiej oraz trzeciej  światowej. A jest to ranking nad wyraz rzetelny, a nie na różne sposoby „naciągany” wybieraniem sobie przeciwników, czy unikaniem meczów. Trawiaści piłkarze są od miesięcy w dziesiątce najlepszych, ale rosyjska trawa zweryfikowała ich boleśnie.

Myślę, że jest do doskonała nauczka dla różnych decydentów, iż nie decydują o pozycji dyscypliny najbardziej nawet wymyślne rankingi, lecz postawa na mistrzowskich turniejach. I mam nadzieję, że raz na zawsze odzwyczai się nasza piłka od robienia sobie pijaru, czy marketingu za pomocą rankingów. Rankingi, co najwyżej, są pomocne przy losowaniach turniejowych. Niemniej – co widać po wynikach polskiej reprezentacji w Rosji - niewiele nam pomogły. A może nawet zaszkodziły. W każdym razie po losowaniu jeszcze bardziej od nas cieszyli się - i Senegalczycy, i Kolumbijczycy, i nawet Japończycy.

Portal Futsal Ekstraklasy ogłasza wyniki plebiscytowe wyborów „NAJLEPSZYCH” rozgrywek FE w sezonie 2017/2018. To już ósma edycja wyborów. Kategorii jest wiele, ale nie o to chodzi. Jak najbardziej popieram pomysł doceniania w ten sposób zawodników, kibiców, trenerów etc etc. Zresztą trwa to od lat i dobrze, że obecna władza Spółki kontynuuje tę ideę. Zastanowiło mnie jednak co innego. Dlaczego ogłaszanie wyników w poszczególnych kategoriach jest tak zindywidualizowane, by nie napisać sączone? Czy nie lepiej byłoby zebrać wszystkich, zorganizować jakąś ciekawą imprezę z „telewizorami”? A przy okazji może i jakiś mecz? Nie obraziłbym się, gdyby podsumowania dokonano podczas spotkania wszystkich klubów FE. Możliwości jest nad wyraz wiele.

Pamiętam, iż kiedyś tak nawet bywało. A co dla mnie najważniejsze - takie podsumowanie powinno odbywać się niechybnie po zakończeniu sezonu, gdy jeszcze zawodnicy, szkoleniowcy są zakotwiczeni w swoich klubach. I kiedy wszyscy mają w głowie miniony sezon, a nie żyją przygotowaniami do nowego. Nie piszę tego po to, aby się czepiać. Chcę tylko wyrazić opinię. I to nie tylko swoją. Ale wybory – mimo wszystko – proszę kontynuować. Natomiast, gdy mogę coś podpowiedzieć, to dodałbym jeszcze kategorię Najlepsza klubowa strona internetowa.

Kontynuując w kolejnym akapicie ów temat portalowy po raz kolejny napiszę, że tematy do felietonów czerpię w dużej mierze z tak zwanego resume klubowych portali internetowych. Z roku na rok są one coraz atrakcyjniejsze. Już nie tylko informacyjnie, ale ze sporą domieszką publicystyki. Związkowy portal zajmuje się głównie swoimi rozgrywkami oraz kadrami. Ekstraklasowy nacisk kładzie – co zrozumiałe – na swoje rozgrywki, chociaż bywa też o I lidze, czy kobiecej rywalizacji. Ale – dla mnie felietonisty – to klubowe portale są solą. W klubach dopiero potrafią przyprawić właściwymi smaczkami futsalowe danie. I jest to danie z pierwszej ręki. Nie, odgrzewany kotlet. One są źródłem newsów, szczególnie transferowych.

Nie tak dawno w jednym z felietonów nawoływałem kluby do organizacji w okresie przygotowawczym ciekawych turniejów. Też w obsadzie międzynarodowej. Turnieje urozmaiciłyby bardzo nasz futsal. A przede wszystkim chciałbym – pewnie nie tylko ja – zobaczyć jak nasi ligowcy spisują się w konfrontacji z zagranicznymi zespołami klubowymi. W rzeczywistości turniejowej mamy bowiem możliwość tylko popatrzeć – co najwyżej – na rywalizacje międzynarodowe z udziałem mistrza Polski w futsalowej Lidze Mistrzów.

Dlatego ucieszyła mnie wiadomość, że rzutki prezes beniaminka FE z Jelcza-Laskowic po raz kolejny zaprasza do Polski futsalową Barcelonę. I po raz czwarty zorganizuje turniej Futsal Masters 2018. Oprócz Hiszpanów zagrają między innymi zespoły z Ukrainy, Danii, Francji.  Oczywiście Polski – Orzeł, Piast. Osobiście cieszy mnie, iż na przyjazd dali namówić się futsaliści z dalekiej Kirgizji. Wiele lat temu byłem u nich, poznałem miłych ludzi. I powiem, że wcale nie są tacy słabi futsalowo. A sędziów, których pamiętam z finałów Akademickich Mistrzostw Świata w Poznaniu, mają całkiem niezłych.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Optymistycznie już było. Teraz trzeba się wziąć do roboty – powiedział Jan Domarski (którego poznałem w niemieckim Murhardt podczas pamiętnych piłkarskich mistrzostw świata RFN - 1974) po przegranym przez nasz narodowy team piłkarski meczu inaugurującym występy Polaków w rosyjskich finałach mistrzostw świata. Przegranym z Senegalem. A Jan wie co mówi, ponieważ to on był strzelcem gola w remisowym meczu z Anglią na słynnym Wembley, który utorował polskiej reprezentacji piłkarskiej drogę do sukcesów w mistrzostwach świata lat 1974 – 1982. Słowa Janka są pełne racji. Do roboty – panie Nawałka. Do roboty – panowie piłkarze. Nie wystarczy brylować przed mikrofonami oraz kamerami. Trzeba jeszcze swoją wartość pokazać na zielonej murawie rosyjskich stadionów.
Powyższy akapit doskonale współgra mi z tematem, który chcę kolejno omówić, czy też opisać. Nie będę już na wstępie nawoływał – do roboty, ale wyrażę zatroskanie. Przynajmniej swoje. Za środowisko nie będę się wypowiadał. W kategorii U-19 chłopców, albo jak kto woli mężczyzn, jesteśmy jeszcze przed eliminacjami do mistrzowskich europejskich finałów. Według otrzymanej z UEFA informacji, miarodajny będzie ranking z 1 listopada 2018. Tym bardziej  troski swojej nie wycofuję, gdyż nie tak dawno podczas turnieju w chorwackim Poreć nasz futsalowy team U-19 zanotował poważną wpadkę. Podopieczni trenera Żebrowskiego na pięć rozegranych meczów wygrali tylko jeden (z ostatnią w tabeli Mołdawią) i w gronie ośmiu teamów narodowych zajęli trzecie miejsce od końca. Co prawda, przyznano im Nagrodę Fair Play, którą jednak warto zawsze wymieniać na wyższe lokaty oraz meczowe zwycięstwa.

Droga nasza młodzieży futsalowa - kanikuła kanikułą, ale nie zapominajcie wraz ze swoim sztabem, że finał jest do wywalczenia. A nawet nie wyobrażam sobie innej możliwości, gdy podeprę się informacjami członków związkowej Komisji, odpowiadających za ten wycinek naszego futsalu, o wysokim poziomie sportowym oraz organizacyjnym polskiego futsalu młodzieżowego. Niech to będzie więc doskonałe "sprawdzam".

Po czasach działania w centrali polskiej piłki pozostały mi jakie takie znajomości w UEFA. Na pewno są one mniejsze niż Romana Sowińskiego, ale wystarczające, by rozmawiać mailowo, czy też gościć w kraju pewnych ludzi z grona piłkarskiej Europy. Informacja o mistrzostwach Europy kobiet w futsalu ucieszyła mnie jak najbardziej. Jeszcze bardziej przekaz, iż rozpoczniemy gry eliminacyjne od main round. Czyli nasz futsal kobiecy jest zapamiętany przez władze UEFA. A wszystko co jest związane z futsalem kobiecym zaczęło się w PZPN za kadencji, w której przyszło mi zawiadywać futsalem, czyli pod koniec minionej dekady XXI wieku. I nie od rzeczy jest wymienienie w tym miejscu pani Magdy Stefankiewicz, która była niewątpliwym spiritus movens raczkującego wówczas futsalu kobiecego w strukturach związkowych. To jej zaparcie, pasja nie dawały zapomnieć zarówno mnie jak i kierownictwu PZPN o futsalu kobiecym. Jak widać – wizje pani Magdy realizują się, bo najważniejsze jest te wizje posiadać. To tak gwoli przypomnienia i wskazania drogi następcom pani Magdy.

Piszę o wizji aż tyle razy, gdyż w kadencji Komisji Futsalu lat 2012-2016 doszło do pewnych turbulencji, czy też sporów kompetencyjnych w zakresie futsalu kobiecego. I na pewien czas prezes związkowy wyeliminował kadrę kobiecą z działania. Po zmianie personaliów futsal kobiecy wrócił na należne mu miejsce w środowisku. I niech tak pozostanie. Z czego osobiście cieszę się bardzo, gdyż mazowiecki futsal kobiecy posiada trzy zespoły w ekstralidze kobiet, a i rokrocznie zdobywa tytuły mistrzowskie oraz gromadzi medale w rywalizacji młodzieżowych mistrzostw Polski.

Wielka szkoda, że władze związkowe skupiły się głównie na aplikowaniu o ważne finały europejskie w piłce trawiastej. Organizowanie, szczególnie w piłce młodzieżowej, turniejów finałowych jest najprostszą drogą do wystąpienia w rozgrywce o trofea. Po cichu liczyłem, iż wystąpimy przynajmniej o organizację finałów – przywróconych po latach – młodzieżowych mistrzostw Europy. Tym razem w kategorii Under 19. Niestety, ponownie wybrana została przez władze związku „trawa” – a dokładnie U-20.
Tymczasem zaaplikowali do UEFA o organizację finałowego futsalowego U-19 Chorwaci, Gruzini, Węgrzy, Łotysze, Portugalczycy, Rosjanie, Ukraińcy. I wcale niektórym z tych nacji nie przeszkadza, że organizowali niedawno, czy organizują teraz, wielkie imprezy piłki trawiastej albo gościli finały futsalowe. Nie chcę przesadzać, ale można niewątpliwie pomyśleć, że takie podejście unaocznia jak najbardziej miejsce naszego futsalu w rodzimym związku. Szkoda. Chociaż kolega Józef, któremu – jak zwykle – pozwoliłem zrecenzować felieton przed wysłaniem orzekł, iż lepiej sobie wspólnie z wiceprezesami związku podróżować po Bahamach, Brazylii i innych ciepłych, atrakcyjnych krajach niż „zarabiać się” u siebie. Hola hola Józefie, aż tak nie rozpędzaj się.

Abraham Lincoln, dziewiętnastowieczny prezydent Stanów Zjednoczonych, mawiał: „Można nabierać cały świat jakiś czas i kilka osób cały czas, ale nie można nabierać wszystkich ciągle”. I to niech będzie puentą nie tylko do futsalu. A przy okazji jeszcze wspomnę, iż drugi gol, jaki wbił nam Senegal, pachniał bardzo taktycznym wykonaniem rodem z futsalu. Schodzi, wchodzi, goluje. I pomyśleć, że w sztabie analitycznym selekcjonera Nawałki jest trener futsalowy – pan Juszczak. A tak dali się nabrać.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...