Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Jako człowiek związany od lat ze sportem wiem, że trener to specjalista kierujący całokształtem przygotowań zawodnika lub drużyny do zawodów. A także kierujący tym zespołem ludzkim w trakcie meczu. Wiem też, że każdy z trenerów ma swoje przyzwyczajenia, fobie, rytuały. Pan Górski nie golił się przed meczem i lubił prostotę rozwiązań. Pan Nawałka powiela systemy przygotowań – choćby w zakresie miejsc pobytowych. Pan Gmoch zaprzęgał naukę do służby futbolowej. I tak można wiele wymieniać, a spisuję tych ważniejszych, znanych.

Liczę, że przyjdzie kiedyś czas i na futsalowe przykłady. Chociaż pisząc te słowa do głowy – jak na razie - przyszło mi jedno, lecz nad wyraz symptomatyczne futsalowe zachowanie. Pan Bianga, który w minionym sezonie zaliczył dwa awanse, rozstał się po nich z pracą, czy też został zwolniony. Jeżeli coś zdarza się dwa razy i dotyczy podobnych wydarzeń, to pozwolę sobie nazwać to tradycją. Dlatego casus pana Biangi będzie dla mnie od tej chwili zwał się „Tradycja Polskiego Futsalu”. A tym, którzy biadolą nad poziomem polskiego futsalu wspomnę jeszcze tylko, że polska reprezentacja futsalowa od początku swojego istnienia miała 20 trenerów – selekcjonerów. Reprezentacja istnieje od 1992 roku, czyli wypada średnia - jeden pan trener-selekcjoner na niecałe półtora roku.

Kiedyś w jednej gazecie miałem zaszczyt, albo tylko możliwość, pisać felietony, które na łamach były zamieszczane po sąsiedzku z felietonami Jana Tadeusza Stanisławskiego (satyryk, radiowiec, aktor i autor tekstów piosenek), obiegowo zwanego profesorem mniemanologii stosowanej. Młodsi pewnie nie przypomną sobie tego pana, ale był to kultowy naśmiewca wszelkich głupot lat byłych. Naśmiewca wyrażający swoje myśli w sposób subtelnie zrozumiały. Chociaż jak długo ktoś czegoś nie pojmował i nie wyedukował się na jego felietonach, to mógł i oberwać obuchem. Oczywiście „obuchem ciętego pióra Mistrza”.

Gdy tak wspominam tamte lata oraz rozmowy z panem Janem zastanawiam się często, jaki obuch jest potrzebny, by zjednoczyć nasz futsal. Ciągle bowiem czytam, słyszę utyskiwania. Nie wiem, czy jest w polskim futsalu osoba zarządzająca, którą zaakceptowałoby całe środowisko. Moim zdaniem – nie ma. Dlatego widzę marne perspektywy jednościowe. I pewnie dobrze zrobiłem, że dzięki panu Kubie mogę popracować na własny rachunek. Bogatszy o doświadczenia z lat poprzednich, kiedy bywało, że mnie, oraz wielu innym, zdarzało się robić błędy. Ale to nie powód, by kogoś odsyłać natychmiast na przysłowiowe manowce. A z opcji trenerskiej najbardziej polubiłem zawód trenera snu. Trenera snu o sile futsalu polskiego.
Na futsal-polska zapoznałem się z mini-ankietą na temat zasad rozgrywek futsalowej ekstraklasy. Wypowiadali się szkoleniowcy, czyli grono jak najbardziej w tej materii reprezentatywne. Zaskoczenia nie było. Zadowolenie moje jak najbardziej. Większość szkoleniowców opowiadała się za systemem, który z panem Czeczką zaproponowaliśmy ekstraklasie na początku istnienia Spółki.

Zawsze powtarzam za swoim profesorem ze studiów i promotorem, że nie należy wyważać otwartych drzwi. Więc dziwi mnie mocno, iż dekada istnienia w miarę niezależnej ekstraklasy futsalu nie pozwoliła wypracować finalnej wersji rozgrywek. Ale poniekąd to rozumiem, gdyż – jak pewnie wszyscy orientują się – nie zawsze głos władz Spółki jest jednaki z głosem klubowym. Chociaż wydawać by się mogło, że vox Dei (władzy), to vox populi (kluby). Czy też odwrotnie. Jeżeli mogę do tej ankiety coś powiedzieć od siebie, to wskażę dość ciekawe tegoroczne rozwiązanie siatkarskiej ekstraklasy męskiej. I to by było na tyle w tym temacie. Temat jest wybitnie ogórkowy, gdyż po to ma się władzę, aby coś ustalać, a nie tylko konsultować oraz wysłuchiwać.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Kiedy latem 2004 roku oglądałem w Sopocie zwycięstwo Rafaela Nadala, wówczas osiemnastolatka, nad Jose Acasuso w finale tenisowego ATP World Tour, nie przypuszczałem, że widzę najlepszego w przyszłości tenisistę globu. W ogóle był to pierwszy wygrany finał turniejowy mistrza Rafaela w tej kategorii zawodów. Można powiedzieć, że od Sopotu rozpoczęła się trwająca po dziś dzień passa jego finałowych, turniejowych zwycięstw. Nie jestem aż takim fanem Nadala, by kibicować mu wszędzie oraz zawsze. Moim priorytetem jest w tym zakresie  Roger Federer.

Ten wstęp felietonowy dedykuję głównie naszym młodym kadrowiczom, futsalistom, często debiutantom, którzy w miniony weekend dwukrotnie rozprawili się z Anglikami na wyjeździe. Tak trzymać. Nigdy nie wiadomo jak potoczą się ich dalsze sportowe losy. Zapewne i Nadal w 2004 roku nie był pewny, że zawędruje na szczyty światowego tenisa. Optuję za myśleniem, iż każdy ma swoją szansę sportową daną przynajmniej raz i tylko od niego zależy, czy ją właściwie wykorzysta. Tego życzę zawodnikiem z obecnie trwającej – moim zdaniem – wymiany pokoleniowej w polskiej reprezentacji seniorskiej futsalu. Jak to mawiał cesarz Napoleon - „Każdy żołnierz nosi buławę (marszałkowską – przyp. A.H.) w tornistrze”. W tym przypadku przełóżmy to na myślące głowy oraz piłkarskie nogi. Przypowieść z buławą dedykuję również selekcjonerowi Korczyńskiemu.
Rozpocząłem od tenisa, więc pozwolę sobie jeszcze trochę kontynuować temat. Oczywiście w połączeniu z futsalem. Nie jestem zwolennikiem monogamii w sporcie. Zajmowanie się tylko jedną dyscypliną zdecydowanie zuboża sportowca, trenera, działacza. Nie mówiąc już o dziennikarzu. Zawsze trzeba mieć pole porównań. Próbować zrozumieć inne rywalizacje. Sprawdzić siebie. Oczywiście, profesjonalnie na wysokim poziomie uprawiania trudno jest pogodzić kilka sportów. Niemniej interesować się warto.

Jeżeli już piszę o tenisie, to wspomnę o panu Darku Kupczyku. Kiedyś prezesie klubu ekstraklasy polskiego futsalu – Kupczyk Kraków. Od kilku lat team z Krakowa już nie uczestniczy w profesjonalnych rozgrywkach. W minionym sezonie w halach zespołów Futsal Ekstraklasy pojawiało się za to logo firmy Darkomp, z którą pan Darek jest związany. Ale wracając do tenisa. Otóż, niewielu pewnie w środowisku futsalowym wie, że pan Darek jest zagorzałym fanem tej dyscypliny i potrafi podróżować po najdalszych zakątkach świata, by obserwować tenisowe turnieje.

Inny rodzaj sportowej aktywności wybrał przed laty ówczesny prezes Clearexu Chorzów, Zdzisław Wolny. Jego pasją stały się biegi. Biegi długie, maratony. I to nie tylko te uliczne, ale górskie i wszelkie inne wymagające hartu, zawziętości, sporej fizyczności, często nawet nadludzkiego, wręcz, wysiłku. Pan Zdzisław wziął udział w najważniejszych maratonach świata na kilku kontynentach. A osiągane czasy, czy miejsca budziły podziw. Jak widać dla prawdziwego sportowca, nie tylko profesjonalisty, ale też amatorsko podchodzącego do rywalizacji, zawsze trwa walka o jak najlepszy wynik.

Nie bez kozery podaję te przykłady, gdyż niejednokrotnie wydaje mi się, iż przydałoby się czasem wielu zresetowanie głowy od futsalu. Przydałby się tak zwany futsalowy odpoczynek oraz spojrzenie z dystansem na siebie. Na pewno wówczas po resecie inaczej jest się w stanie ponownie spoglądać na futsal. Rywalizację. Taka myśl nasunęła mi się po niedawnym spotkaniu w PZPN, w którym wzięli udział szefowie futsalu z wojewódzkich związków piłkarskich. Półtora roku kierowania komisją futsalową w PZPN przez przewodniczącego Kaźmierczaka na pewno ujawniło właściwy kierunek we współpracy oraz postrzeganiu tak zwanego terenu. Pan Adam – jako prezes jednego z Wojewódzkich Związków doskonale rozumie potrzebę współpracy, dowartościowania oraz pomocy futsalowi w terenie. Nie da się bowiem ukryć, że bez futsalu wojewódzkiego polski futsal nie wybije się wyżej niż jest. A tego niejednokrotnie nie dostrzegali jego poprzednicy, a nawet niektórzy obecni współpracownicy.

Zapewne nie pomylę się, kiedy ocenię, że dla przewodniczącego równie ważny jest mocny futsalowo Śląsk, jak też Warmia i Mazury, gdzie dopiero futsal związkowy kiełkuje. I jeszcze jest jedna mocna strona przewodniczącego: nie szuka jakichś nowych, rewolucyjnych rozwiązań, tylko stara się dostosowywać na pole futsalowe sprawdzone działania organizacyjne ze związkowej z piłki trawiastej. Futsal bowiem, nie jest jakąś nową wyspą organizacyjną, która wyłoniła się po niespodziewanej erupcji z głębin, tylko działa na określonym brzegami oceanie polskiej piłki - jako całości. A tego często wielu ludzi futsalu – i to też we władzach - nie rozumie, albo też nie chce pojąć.
AZS UG Gdańsk dał radę w dwumeczu barażowym o pozostanie w ekstraklasie futsalu lepszemu z dwójki wicemistrzów I ligi, Gwieździe Ruda Śląska. Rozmiary zwycięstwa Gdańszczan w swojej hali (7:2) nieco mnie zaskoczyły. Liczyłem, że śląski team bardziej postawi się ekstraklasowcowi. Kto bowiem, jak nie Gwiazda, która posiada ekstraklasowe tradycje, sensownych działaczy, niezłych zawodników i potrzebne na grę w FE wsparcie, wygrać ma rywalizację z trzecim od końca zespołem ekstraklasy? Okazuje się, że jeszcze nie czas ku temu.

Jeszcze nie teraz. Ale może być, że już nie zobaczymy takiej rywalizacji, gdyż planowane są zmiany. I w ekstraklasie, w której gdy będzie 14 zespołów może zabraknąć regulaminowo barażowania. W tym kontekście całkiem rozsądne wydawałoby się rozwiązanie - przynajmniej dla mnie - o degradacji wówczas trzech zespołów ekstraklasowych i awansie bezpośrednim dwóch mistrzów I ligi oraz jednego wicemistrza wyłonionego po dwumeczu barażowym owych właśnie wicemistrzów. Jako felietoniście rozwiązanie z wymianą trzy za trzy wydaje się najsłuszniejsze. Przynajmniej w kontekście popularyzacji.

Ponadto zwróciłbym uwagę, iż nienormalnym jest, aby pierwszoligowcy tak długo od zakończenia rozgrywek czekali na najważniejsze mecze barażowe. Tymczasem rzeczona wymiana raczej nie obniży poziomu sportowego, gdyż nie na tych, co grają o spadek, ma opierać się siła futsalowej ekstraklasy. A podeprę to stwierdzeniem tenisisty Federera, który przyznaje, że to właśnie rywalizacja z Nadalem zmusza go do stałego podnoszenia umiejętności. Więc granie silny z silnym a nie słaby kontra silny ma sprzyjać wzrostowi poziomu. Przynajmniej w lidze tak to widzę.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...