Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Futsalowe dziewczyny rozegrały dwa mecze z reprezentacją Rosji. Oba przegrały, ale wstydu nie przyniosły. Niemniej zastanawia mnie, jak długo jeszcze nasz związek będzie traktował futsal kobiecy amatorsko. Jako coś, co jest, ale wcale nie jest aż tak ważne, by reformować to co jest. I nie wymuszą zmiany tej oceny nawet częste mecze reprezentacji. Widzę to w takiej perspektywie z jednego, ale całkiem jasnego powodu. Otóż, rozgrywki naszych lig futsalowych w wykonaniu pań są najzwyczajniej jesienno-zimowym przerywnikiem dla rozgrywek piłki trawiastej. A taką drogą, bez wprowadzania rokrocznie zmian w kierunku usamodzielniania ligowego futsalu kobiet nie dościgniemy, choćby Rosjanek, u których sezon trwa o wiele dłużej i poważniej jest kobiecy futsal traktowany.

Tymczasem nasz zakończył się gdzieś w okolicy połowy marca. A może nawet ciut wcześniej. Nie mam na chwilę obecną nadziei, że coś zmieni się, gdy popatrzę na niedawne perypetie o wiele ważniejszej dla władz polskiej piłki reprezentacji trawiastej (casus meczów z Albanią oraz Szkocją) podczas eliminacji mistrzostw świata. Osobiście po lubuskich meczach z Rosją najbardziej cieszy mnie optymizm zawodniczek naszej kadry. I tak trzymać – drogie panie, bez względu na dalsze losy polskiego, kobiecego futsalu.
Chojnice, po rocznej banicji, na powrót w ekstraklasie futsalu. Pierwsze co zrobiłem, to pogratulowałem trenerowi Biandze oraz... panu Synoradzkiemu (mimo, że nie prezesuje już klubowi). Temu pierwszemu za wykonaną dobrą robotę, a temu drugiemu za wyrazistość.

Futsal nasz potrzebuje bowiem postaci wyrazistych, niekonwencjonalnych, krnąbrnych, z własnym zdaniem. Niezwyczajnym tylko przytakiwać. W tym kontekście nieraz zastanawiam się, co niektóre osoby robią w futsalowej komisji. Ale to już inna bajka. Na inne opowiadanie felietonowe. Tymczasem wrócę na chwilę do trenera Andrzeja Biangi. Niech mi ktoś wskaże w polskim futsalu trenera, który w ciągu jednego sezonu osiągnął dwa znaczące awanse. Awanse na forum europejskim (reprezentacja Polski do finałów ME) oraz krajowym (awans Red Devils do ekstraklasy). Nie ma. Chętnie przeczytam sprostowanie, jeśli się mylę. I mam nadzieję, reasumując wątek, że w Chojnicach nikomu nie przyjdzie do głowy zmieniać trenera. Niech nie powtarza się, nie przez wszystkich akceptowalny, casus reprezentacyjny.

Na piłkarskim portalu 90minut wyczytałem, iż Komisja Licencyjna PZPN zajmuje się Heliosem Białystok, który nie dopełnił obowiązku licencyjnego, powiązanego ze startem drużyny młodzieżowej w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. Ciekaw jestem werdyktu. Rok temu Gatta ze Zduńskiej Woli została ukarana karą finansową. Zapewne tak samo będzie z Heliosem. Z decyzjami związkowymi – tym bardziej w tak oczywistych sprawach – nie dyskutuję. Niemniej pozwolę sobie zastanowić się, dlaczego ciągle władze futsalowe utrudniają życie młodzieżowemu futsalowi nie godząc się na rozgrywanie eliminacji MMP - kolejno w związkach wojewódzkich, następnie makroregionach i dopiero finalnie na szczeblu centralnym. Wielu tak zwanych działaczy terenowych nawet twierdzi, że pomogłoby to rozwijać futsal w ich związkach regionalnych. I rzeczywiście powody, by tak nie mogło być, są raczej miałkie. Czy to jest uprzedzenie do zmian, czy chęć trzymania całości w „ważnych” rękach nie mnie rozstrzygać. Ale wypada choćby zapytać - czy pomyślano, że zespołom byłoby o wiele taniej grać eliminacje w swoich związkach. I wtedy może nie byłoby potrzeby zawracać głowy Komisji Licencyjnej.
Nie ukrywam, że zbierając informacje o polskim futsalu, które uda się następnie pomieścić w felietonie sięgam też do różnych futsalowych portali internetowych. Dla felietonisty portal związkowy jest zbyt oficjalny, by był wystarczający. Spółkowy nieco jednostronny w marketingu pijarowym, ale ciekawszy od tego z PZPN. Klubowe sypią smaczkami – i dobrze. Jest co poczytać.

Niemniej pozostaje niedosyt. Na pewno w zakresie futsalu kobiecego, a też i młodzieżowego. Co prawda strona mmp jest informacyjnie dopełniona, ale brakuje bieżących informacji z terenowych działań. Regionalne informacje o futsalu zamieszczane na portalach obsługiwanych przez wojewódzkie ZPN są różnej jakości. A zależy to od ważności futsalu w danym związku wojewódzkim. Niemniej porównując stan obecny z latami poprzednimi widać – przynajmniej ilościowy – krok w przód. I to jest pozytywne mimo zdarzających się niedoróbek merytorycznych. Wszystkie ręce na pokład – takie zawsze popularne hasło w gronie działaczy PZPN, kiedy trzeba zmobilizować się do działania winni przyswoić sobie działacze futsalowi całej Polski. Nie znaczy to jednak, że nawołuję do mówienia jednym głosem, gdyż to właśnie w różnorodności widzę siłę polskiego futsalu. Nawet starożytni już mawiali „varietas delectat”, czyli „różnorodność cieszy”. I tego trzymajmy się.   

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Krzysztof Ignaczak, to jeden z najwybitniejszych polskich siatkarzy. Z wielką atencją podchodziłem przed laty do rozmów z nim jako zawodnikiem. Tym bardziej teraz zawsze z zainteresowaniem czytam jego przemyślenia dotyczące piłki siatkowej. Niedawno zabrał głos na temat piłek, jakimi będą rozgrywane mecze barażowe o awans do PlusLigi siatkarskiej. Cały szkopuł – jego zdaniem – tkwi w tym, że PlusLiga gra mikasami, a zaplecze, czyli I liga moltenami. Do barażów będzie użyta piłka Mikasy. Zdaniem pana Krzysztofa piłki te różnią się sporo i potrzeba trochę czasu, by przyzwyczaić się do innej. A Mistrz wie co mówi.
Niby jest to problem daleki od futsalu, gdyż jedno co łączy bliżej te dyscypliny to gra na hali. Ale... No właśnie, w futsalu też mamy baraże. I też ekstraklasa gra innymi piłkami (select), a I liga innymi (masita). Jest więc problem, czy go nie ma? Moim zdaniem nieduży, ale jest. Nie wiem jakie piłki zostaną zadysponowane do użytku barażowego pomiędzy zespołem ekstraklasy a uprawnionym do tego pierwszoligowcem. Kiedyś próbowałem obydwu na nodze, ale nie jestem zawodnikiem, by oceniać. Niemniej, optowałbym za selectem, jako sprzętem ekstraklasowym. Tym bardziej, że walka toczyć się będzie o najwyższy poziom rozgrywkowy.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby jednak unikać baraży i utrzymać awans bezpośredni dwóch mistrzów I ligi, względnie dać szanse bezpośredniego awansu też wicemistrzom. Przecież czternastozespołowa ekstraklasa, to całkiem ciekawe rozwiązanie. Mnie przy takim podejściu gnębi tylko jedno pytanie. Patrząc na rozgrywki ekstraklasy oraz I ligi wcale nie jestem pewien,  czy wszystkie zainteresowane kluby dadzą radę spełnić wymogi licencyjne, aby wizytówką futsalu nie być tylko na papierze.   

Kiedy już jestem przy I lidze futsalowej nie od rzeczy będzie wspomnieć, iż w grupie północnej jeszcze cztery zespoły walczą o awans i udział w barażach. Natomiast na południu są to trzy teamy. I jeden z tych kandydatów ma mecz zaległy do rozegrania. Dla mnie zawsze dziwnym jest, a zdarza się to prowadzącemu pierwszoligowe rozgrywki po raz kolejny, że mecze są przekładane i grane przed finalną kolejką rozgrywek. Broń Boże, nie posądzam nikogo o złą wolę lecz dziwne konotacje nachodzą same.

Z niesmakiem przeczytałem niedawno o perypetiach reprezentacyjnych piłkarek trawiastych z podróżą do Szkocji na mecz eliminacji mistrzostw świata. Traktuję to jako wydarzenie losowe bez jakichkolwiek podtekstów. Niemniej, nie mogę sobie wyobrazić, by opóźnienie samolotu aż o tyle godzin mogło zdarzyć się reprezentacji seniorskiej mężczyzn. Tej od Lewandowskiego. A nawet jakiejkolwiek męskiej młodzieżówce. Nie chcę, opisując ten przypadek, znachodzić potwierdzenia mojej tezy z kilku felietonów, że futsal, piłka kobieca, czy plażowa są jakby w pewnym stopniu sportami niszowymi w porównaniu do „trawy męskiej”.  I obojętnie co robiliby fani futsalu, to wyżej pewnego poziomu, by nie napisać brzydko, nie podskoczą. Chyba, że przeniosą się do Hiszpanii, Rosji, Portugalii albo Brazylii.

Nieodgadniony pan Józef – stały recenzent pisanych przeze mnie cotygodniówek, zagadnął podczas mojego pobytu w Krakowie w temacie klasyfikacji indywidualności polskiego futsalu za rok 2017. Przypomniał, że takie felietonowe porównanie popełniłem za rok 2016. Oczywiście, drogi Józefie – tak było. Ale, co mam teraz wykazywać, czy porównywać jak w futsalu wszystko kręci się wokół czterech osób i kolejność ważności zdarzeń, decyzji, możliwości każdy może sobie sam ustalać według poważania, czy sympatii?

Celowo abstrahuję od merytoryki. A te osoby to są panowie – Kaźmierczak, Karczyński, Bednarek, Korczyński. Jeżeli mam już coś, a nie kogoś wyróżnić, to oprócz kolejnego wyeksponowania awansu reprezentacji do finałów ME wytłuszczę dopięcie spraw organizacji II ligi, a szczególnie makroregionalnego systemu awansowego oraz systematyczne wzmacnianie się marketingowej stabilności FE. Na inne spostrzeżenia przyjdzie czas, kiedy „wybuchną” jakieś spektakularne działania. Na razie bowiem ogólnie przeważa powielanie, przestawianie, podróżowanie (prezesów).
Tenże pan Józef podesłał mi przy okazji klasyfikację strzelców ekstraklasy. Na dwie kolejki przed zakończeniem rundy zasadniczej lideruje Marcin Mikołajewicz. Za nim kolejno plasują się  Michal Seidler, Daniel Krawczyk, Sebastian Leszczak, Paweł Budniak, Oleksandr Bondar, Michał Marciniak. Gdy patrzyłem na maila od pana Józefa przed oczy od razu nasunęła mi się myśl – kto ma strzelać gole w reprezentacji, jak w czołówce strzelców tylko reprezentacyjny kapitan z Torunia? Co prawda, jest jeszcze Leszczak, ale on został dokooptowany do kadry dopiero po pięciu golach w meczu białostockim Cleareksu (ach co to był za festiwal i co za szczęście, że mogłem go naocznie oglądać w białostockiej hali).

Nie jestem taktykiem, czy strategiem szkoleniowo-selekcjonerskim, ale nawet dla laika zauważalne są owe zachwiania defensywno-atakujące w kadrze. A większość goli zdobytych w tym roku przez nasz zespół reprezentacyjny w pięciu meczach kadry (raptem 3, w tym 1 brazylijski samobój) wynika najzwyczajniej ze szczęścia. Nie wiem, czy jest to pokłosiem faktu, że większość snajperów z czołówki ekstraklasowej ogląda mecze kadry w telewizji, a dodatkowo dwaj z nich to zagraniczniacy, ale - przynajmniej dla mnie - jest to zagadka. Nierozwiązywalna na tę chwilę zagadka. Francuski filozof oraz historyk Hipolit Taine mawiał przy takich subiektywnie ocennych wrażeniach – „Może jest rzeczą nieroztropną spisywać pierwsze wrażenie, ale czemuż ich nie spisać, skoro ich doznaje się?". I to też jest prawda.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...