Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Juliusz Cezar po wygraniu jednej z bitew oznajmił senatorom starożytnego Rzymu – veni, vidi, vici – czyli przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Zapewne nikt znający się nawet tylko przyzwoicie na polskim futsalu nie oczekiwał, że taki sam meldunek złoży zarządowi PZPN po powrocie z Brazylii Błażej Korczyński, trener naszej reprezentacji. Przed meczami, jeszcze w Polsce, selekcjoner zaznaczał, że każda jednostka treningowa, każdy dzień, który spędzą wspólnie zawodnicy oraz sztab szkoleniowy, jest bardzo cenny.

Jest to całkiem rozsądne założenie. Polski futsal nie może bowiem liczyć w związkowych realiach na zbyt częste okazje meczowe, czy turniejowe. W roku 2018 pewnie takich okazji będzie poza eskapadą brazylijską jeszcze najwyżej trzy. No, może cztery. Co stanowić powinno w sumie około 6-7 meczów. Ale mimo wszystko porównując z dawnymi laty, ma selekcjoner komfort pracy i czas spokojny na przygotowanie kadry do ważnych gier w roku przyszłym, kiedy nadejdzie czas rozliczeń. Choćby w eliminacjach światowego czempionatu. Nic, tylko zazdrościć. A brazylijski świąteczny wypad można krótko zreasumować parafrazując Cezara – pojechaliśmy, pograliśmy, powróciliśmy.
Przy okazji owego brazylijskiego wyjazdu pozwolę sobie po raz kolejny zapytać – sądzę, że w imieniu kibiców też – kiedy wreszcie ujrzymy futsalowych Canarinhos w Polsce? Czy przeprowadzono rozmowy, dające przynajmniej perspektywę pokazania najbardziej utytułowanej futsalowej drużyny globu polskiej publiczności? Zobaczenia, nie w telewizji, gdzieś po północy, czy podczas świątecznego obiadu, ale na żywo, w jednej, czy dwóch polskich halach.

Jest w sporcie coś takiego, jak kultura rewanżu. Oddanie w formie rewizyty meczu na terenie nacji, którą gości się wcześniej. A przypomnę, już trzykrotnie peregrynowaliśmy z kadrą na kontynent amerykański. Panie prezesie Boniek, panie prezesie Bednarek, panie przewodniczący Kaźmierczak, panie selekcjonerze Korczyński – czas złożyć rodzimym kibicom daninę gościnności dla brazylijskiego futsalu, czym byłyby mecze Brazylijczyków w Polsce. I to ich najsilniejszej reprezentacji (też z zawodnikami grającymi w Europie), gdyż obecnie, jak zauważyłem, potykaliśmy się z występującą pod szyldem narodowego teamu Brazylii reprezentacją składającą się z zawodników brazylijskiej ligi futsalu.

Polski w miarę zorganizowany futsal można opisywać od roku 1991, kiedy powstała komisja futsalowa w PZPN lub 1992, kiedy powołano po raz pierwszy kadrę narodową. Od tego czasu przez 27 lat związkiem piłkarskim w Polsce kierowało(ruje) 5 prezesów – Górski, Dziurowicz, Listkiewicz, Lato, Boniek. Z każdym z nich miałem okazję pracować. Jak nie przy futsalu, to w innych dziedzinach piłkarskiej działalności. Jeżeli chodzi o futsal, to czoła chylę przed panem Listkiewiczem. On to, za prezesury Kazimierza Górskiego, organizował wyjazd na finały mistrzostw świata w Hongkongu. On kierował ekipą na tym azjatyckim turnieju. Następnie za prezesury Dziurowicza jako sekretarz generalny pilnował, aby futsal nie zniknął w morzu przemian systemowych. To za jego prezesowskich czasów uzyskaliśmy awans do turnieju finałowego ME w Moskwie. To on z ramienia UEFA, czy FIFA był delegowany, jako przedstawiciel tych gremiów, na finałowe turnieje MŚ, ME w futsalu. To za jego kadencji powstawały kolejne reprezentacje młodzieżowe. To wreszcie za jego kadencji nastąpiła wyraźna procentowa progresja budżetu futsalowego w PZPN.

Chciałbym, aby prezesi PZPN byli tak mocno osobiście zaangażowani w futsal jak pan Michał. Niestety, nie zawsze tak dzieje się. Zarówno jego poprzednicy jak i następcy co prawda futsalowi nie przeszkadzają, lecz jakichś szczególnych inicjatyw pro-futsalowych z ich strony nie zauważa się. Zawsze jest jednak czas na zmianę. Czego felietoniście wolno oczekiwać.
Brazylijskie tournee to już historia, nasz futsal wraca na ligowe tory. Pozostały trzy terminy do zakończenia rundy zasadniczej ekstraklasy, podziału na grupy oraz podział punktów. W zasadzie tylko cud mógłby sprawić, że Słoneczny Stok wyprzedzi Red Dragons i znajdzie się w „spokojnej” szóstce. Ale dopóki piłka w grze...

Wróżem to ja nie jestem, niemniej obstawiam, iż po podziale na grupy rywalizacja szczególna toczyć będzie się tylko o wicemistrzostwo oraz brązowy medal. A w dole tabeli głównie o opuszczenie strefy zagrożonej barażami o utrzymanie w ekstraklasie. Na chwilę obecną bardziej mnie jednak interesuje, czy Rekord zakończy zasadniczą rundę bez straty punktu. Najbliżej przerwania „złotej pasy” może być już w najbliższym terminie meczowym Gatta.

Panowie prezesi klubów ekstraklasy – róbcie coś, by dorównać Rekordowi, gdyż z czasem walka mistrzostwo może stać się nieciekawa. Tak jak w Niemczech w Bundeslidze trawiastej, gdzie Bayern zdominował wszystkich. Osobiście nie chciałbym, aby tak było u nas w futsalu, bo to nie gwarantuje wysokiego poziomu sportowego całości rozgrywek.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Felieton jest niejednokrotnie trudną sztuką tolerancji. Na ulicach w momencie, gdy piszę te słowa jest więcej śniegu – przynajmniej w Warszawie – niż na Boże Narodzenie. I jak nie zazdrościć reprezentacji futsalu, która spędzi Wielkanocny czas w Brazylii? Raczej zimy tam nie zobaczy. Ale liczę, że nadchodząca Wielkanoc wyzwoli z pomocą słońca i w futsalowym gronie radość i optymizm. A może nawet podeprą ów świąteczny czas dobrymi wynikami uzyskanymi za Atlantykiem polscy futsaliści.

Jak już jestem przy Brazylii, to nie od rzeczy będzie napisać, że stan Parana, którego stolicą jest Kurytyba, jawi się jako główne skupisko polskiej emigracji do Brazylii od XIX do XX wieku. Emigracji zarobkowej, za chlebem. Według statystyk niemal co dziesiąty mieszkaniec tego stanu jest pochodzenia polskiego. O futsalu w Kurytybie miałem okazję rozmawiać już lat temu wiele (co wynika z moich zapisków) z obecnym prezesem PZPN, a kilka lat po nim z jednym z sekretarzy generalnych PZPN. Panu Bońkowi, gdzieś tak na przełomie wieków, opowiadałem, jak może być silna reprezentacja Polski w futsalu, gdyby sprowadziło się do kraju potomków polskich emigrantów, kopiących piłkę na plażach i w halach Brazylii.

Oczywiście była to rozmowa niezobowiązująca – raczej jako ciekawostka - chociaż pan Boniek był wówczas wiceprezesem PZPN. Kilka lat później ten sam temat poruszyłem z sekretarzem Kręciną, a było to już po doświadczeniach z praprawnukiem polskich emigrantów do Brazylii, Cleversonem Pelcem. To były już sensowniejsze merytorycznie rozmowy, lecz i one spaliły na panewce. Być może teraz jakiś „Polak brazylijski” przypomni sobie o ojczyźnie przodków i zawita z futsalową grą do „Starego Kraju”. Przynajmniej ja nie mam nic przeciw takim eksperymentom.
Czytając powyższy tekst złapałem się na myśli, jak dobrze jest mieć zapiski różnorakie. Słowo daję, gdyby nie one zapomniałbym o tych moich rozmowach. A notowania nauczyłem się od Chińczyków. Często mając w dawnych latach z nimi kontakt zauważyłem, iż podczas każdej  rozmowy prowadzą zapiski, więc i ja począłem utrwalać treści. W zasadności tego, co robię, umocnili mnie kilka lat później Andrzej Strejlau oraz Henryk Kasperczak, kiedy podczas jakichś spotkań w Polsce z kibicami opowiadali o swoich sportowych przygodach w „Kraju Środka”. Między innymi zwracali uwagę na prowadzenie przez Chińczyków ciągłych notatek z ich metod treningowych, czy odpraw.

Dlatego polecam szczerze tę formę archiwizacji. Całkiem legalną i niezbyt ciężką do realizacji, a niezwykle przydatną.

Niezwykle rzadko mam możliwość zapoznać się z wypowiedziami przewodniczącego Komisji Futsalu, pana Kaźmierczaka. Tym bardziej z zainteresowaniem przeczytałem na portalu Futsal-Polska.pl jego argumenty odnośnie regulaminu, który nie zezwala na awans do I ligi rezerwom drużyn ekstraklasy. Podpisuję się pod tym obiema rękami. W PZPN o miejscu występowania rezerw klubowych jasno mówi regulamin związkowy i nie widzę powodów, by go dla futsalu naginać. Nawet przy całym moim szacunku do pracy wykonywanej dla futsalu przez klub Rekord, to inni mają równać do Rekordu i podnosić poziom sportowy swoich pierwszych zespołów do występów w I lidze.

Przy obecnej sytuacji, gdzie Rekord organizacyjnie oraz sportowo odjechał reszcie polskiego klubowego futsalu niemal o lata świetlne, jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, że za lata kilka w I lidze mogłyby być oprócz Rekordu bis jeszcze jakieś inne zespoły filialne bielskiego futsalowego mocarza, oparte na jego wychowankach. A nie o to przecież chodzi, by jedno środowisko, które nota bene podziwiam, zawładnęło polskim futsalem.

Gdy już wymieniłem pana przewodniczącego, to zaapeluję, by w okresie świątecznym przemyślał, czy nie warto dla związków wojewódzkich albo makroregionów „uwolnić” rozgrywek młodzieżowych mistrzostw Polski. Po co je tak kurczowo trzymać na etapie eliminacji w centralnych rękach?
Pogoń 04 Szczecin zaangażowała na trenera Romana Smirnowa z Ukrainy. Nie byłaby to żadna sensacyjna wiadomość, a jedynie zwyczajny news, gdyby nie fakt, że stanowi to wyłom w polonizacji szkoleniowej ekstraklasy futsalu. Oczywiście jest jeszcze Andrea Bucciol, ale jego przez zasiedzenie uznaję za Polaka.

Trenera Smirnowa znam od wielu lat i cenię jego warsztat. Na pewno jest to dobry ruch Portowców. Ponadto zerwali z nieciekawym zwyczajem grającego trenera, czemu zawsze byłem przeciwny. Inny raczej problem widzę w tym angażu. Polski Związek Piłki Nożnej zorganizował już bodaj trzy kursy trenerskie UEFA Futsal B. Jak wieść niesie będą i następne, ale rzekomo na razie liczba trenerów przeszkolonych futsalowo jest wystarczająca. Chociaż moim zdaniem nie jest tak, że wystarcza. Zawsze kogoś trzeba szkolić lub doszkalać. I klub ze Szczecina tak jakoś niechcący przy okazji potwierdził moją tezę. Rozglądnął się za zagraniczniakiem. Gdzie leży więc prawda. W kasie, wiedzy, dyspozycyjności. Fajnie byłoby jakby ktoś odpowiedział.

Chciałem jeszcze kilka zdań napisać o finansach futsalu, ale... może po świętach. W innym nastroju. Zapraszam do stołu i życzę Wesołych Świąt!

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...