Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Szopienicka hala, w której swoje futsalowe mecze rozgrywa ekstraklasowy AZS UŚ Katowice, należy do moich najbardziej ulubionych obiektów związanych z polskim futsalem. I tylko mogę żałować, że jest niedoceniana przy organizacji meczów międzypaństwowych. Kiedy w 2009 roku polska reprezentacja grała w niej z Włochami, ulegając po zaciętej walce 2:3 utytułowanemu rywalowi, ówczesny, nowy trener Włochów Roberto Menichelli bardzo ją komplementował. Obecnie w telewizyjnej erze ekstraklasowego futsalu jak najbardziej spełnia wysokie wymagania realizacji przekazu TV. Powinna być wcale nie wygórowanym wzorem dla klubów futsalowej ekstraklasy w dążeniu do występowania na tak funkcjonalnym obiekcie w swojej miejscowości. Problem hal jawi się bowiem jako szczególnie ważny dla Spółki FE w aspekcie telewizyjnych zakusów na poważnego nadawcę.
Miło jest po latach przyjeżdżać w miejsca, które od lat są z polskim futsalem związane i widzieć na meczach ludzi, którzy dyscyplinę mają na co dzień w sportowym sercu. Takim regionem jest niewątpliwie Śląsk, a miejscem Katowice, gdzie przez wiele lat znajdowała się centrala polskiego futsalu. Gdzie rodziły się i skupiały pomysły na piłkę halową. Tak było i podczas meczu AZS UŚ z Gattą. Na widowni zebrało się dość spore grono niegdysiejszych graczy, trenerów, działaczy. Osobiście niezwykle uradowało mnie spotkanie z Krystianem Brzenkiem – nieco już dzisiaj zapomnianym golkiperem, a kiedyś podstawą i podporą naszej reprezentacji. Pamiętam wygrany mecz z Holandią w Suwałkach w 2006 roku, kiedy Krystian strzelił bezpośrednio gola przeciwnikowi, będąc - tym samym - niejako prekursorem obecnych wyczynów strzeleckich futsalowych bramkarzy. Ale jeszcze bardziej utkwiła mi w pamięci jego gra w reprezentacji oraz chorzowskim Cleareksie z dłonią poskręcaną śrubami po kontuzji. Jak on wtedy fenomenalnie bronił, jaką niesamowita prezentował formę... Wspominając w rozmowie tamte czasy, patrząc na mecz AZS-u z Gattą podzielił się Krystian taką oto refleksją – „Starzeje nam się ta liga. Młodych jakoś nie przybywa. Nie przybywa planowo z zaciągu stricte futsalowego lecz przeważnie po rezygnacji z występów na trawiastym boisku”. I rzeczywiście – pomyślałem – jest to jakiś problem polskiego futsalu, który kluby ligowe powinny mieć mocno na uwadze. Tym bardziej, że w młodzieżowych mistrzostwach Polski wiele teamów jest tworzonych ad hoc, typowo na daną imprezę.

A tak na marginesie, ciekaw jestem, czy prowadzący rozgrywki ekstraklasy oraz I ligi robili analizy wiekowe występujących w drużynach zawodników na przestrzeni chociażby czterolecia.

Jeżdżąc po Polsce i obserwując futsalowe zmagania, rozmawiając z działaczami, trenerami, kibicami, zawodnikami wyczuwam zderzanie się dwóch filozofii działania, czy rozwoju futsalu. Jedna to kanon ciężkiej pracy. Druga stawia na filozofię wizji. Nie jestem upoważniony do oceniania poszczególnych środowisk oraz ich wyborów, ale nikt nie może mi zabronić oceny całościowej. I w tym kontekście optuję za filozofią ciężkiej pracy kosztem owej - artykułowanej często enigmatycznie - wielkiej wizji.

Jak popracujemy wspólnie oraz w porozumieniu na rzecz rozwoju futsalu, to owa wizja sama zmaterializuje się po ciężkiej pracy. Bez potrzeby magicznych czynów i przy unikaniu zbędnych słów. Tak dzieje się – choćby – z młodzieżową pracą dla futsalu w Bochni, albo kobiecym futsalem na Mazowszu, czy seniorskim działaniem w niedużych Pniewach. I jeszcze - po drobnym wahaniu - wspomnę o postępie w pracy sędziów. Naprawdę – proszę mi wierzyć – a wiem co piszę, porównując obecny ich poziom z początkiem XXI wieku: nie ma się czego wstydzić.
Wspomniałem wcześniej o Krystianie Brzenku, więc nie bez powodu pociągnę bramkarski futsalowy temat. O tym, że w futsalu bramkarz może wygrać jak i przegrać mecz, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Podobnie jak o prawdzie, że to Chińczycy wynaleźli proch wiele wieków temu. Podobną rolę jak w futsalu pełni jeszcze bramkarz – moim zdaniem – w hokeju. Obu dyscyplinom daję skuteczność gry bramkarza do wygrania meczu na przedział 60-70 procent. Tak składa się, że polski futsal obfitował i obfituje w dobrej klasy futsalowych golkiperów. Wspomniałem już o Brzenku, a do plejady znakomitych strażników futsalowej świątyni dołączę jeszcze, Dulębę, Skorupskiego, Nawrata, Ulfika, Groszaka, Słowińskiego i wreszcie Kałużę. Liczę, że z czasem dojdą do tych znakomitości kolejni, mniej na tę chwilę znani. Czekamy.

Nie jest rolą felietonisty opisywać rozgrywki ligowe w kontekście sprawozdań meczowych. Ale nic nie stoi na przeszkodzie bym mógł przedstawić swoje preferencje w gronie zespołów pierwszoligowych typowanych do awansu ekstraklasowego. Co prawda do końca rozgrywek pozostało jeszcze kilka meczów i wiele może zdarzyć się. Niemniej, nie bacząc na to, najpewniej chciałbym w przyszłym sezonie zobaczyć w ekstraklasie teamy z Jelcza-Laskowic oraz Chojnic. Nie znam na tyle ich potencjału organizacyjno-sportowego, by traktować swoje przewidywania jako pewnik, lecz typując kieruję się opcją poszerzenia geograficznego lokowania drużyn ekstraklasy. Dolny Śląsk po erupcji głogowskiego futsalu nie ma przedstawiciela w tych rozgrywkach. A przydałoby się dopełnić zachodnią flankę polskiego futsalu. Natomiast Chojnice bardziej doceniam za tradycje futsalowe oraz zaangażowanie środowiska, władz miejskich nie wykluczając. No i jest tam trener Bianga, któremu należy się choćby taka nagroda po wymiksowaniu (się) z reprezentacji.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Każdej zimy znajduję chwilę, by odpocząć od polskiego śniegu, zimna. A mówiąc szerzej od „rodzimego piekiełka”. Tym razem było to miejsce słynące ze znakomitych olimpijskich baseballistów. Gdy wracałem, pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem na polskim niebie, był klucz żurawi, które swoim charakterystycznym klangorem oznajmiały powrót po sezonowej nieobecności. Zapachniało optymizmem. Jak ptaki wracają, to jeszcze trzeba mieć wiarę. Wiarę, chociażby, w polski futsal. Ale nie może to być wiara bezrefleksyjna. Nie może być to wiara oparta na prawdzie jednego, dwóch, czy trzech ludzi. Choćby byli oni prezesami spółek, przewodniczącymi komisji, trenerami reprezentacji. To mnogość opinii, poglądów, działań, pozwoli stworzyć siłę naszej „małej piłeczki halowej”. I każdy winien posiadać swoją swobodę wizji, którą potrafi wybronić. W żadnym wypadku nie może być ona a priori negowana tylko ze względu, że ktoś pełni ważniejsze stanowisko. To by było na tyle tytułem wstępu  akademickiego do felietonu, w ramach przemyśleń zakonotowanych z dala od swarów naszego futsalowego podwórka.
W swojej sportowej przygodzie miałem możliwość przyjrzenia się jako działacz, dziennikarz, urzędnik, sędzia, zawodnik, czy wreszcie kibic wielu sportom. I wiem, jak każda dyscyplina sportowa jest różna. Rozmawiałem przez lata o sporcie z premierami, ministrami, prezesami związków, znakomitymi sportowcami, wybitnymi dziennikarzami, etc - i wiem jak każda z dyscyplin jest inna. Jak każda oczekuje czegoś wyróżniającego. No, może oprócz kasy, o którą starają się wszystkie. Niedawno przeczytałem znakomity wywiad trenera Artura Gadzickiego z mojego ulubionego klubu futsalowego AZS UMCS Lublin. Wynotowałem sobie z niego krótki passus dotyczący relacji piłka trawiasta - futsal. Czytam w nim ogólnie rzecz ujmując takie przesłanie - o piłce nożnej nie należy zapominać, iż mówi się jako o najpopularniejszym sporcie na świecie, gromadzącym miliony ludzi na widowniach stadionowych, czy telewizyjnych. Natomiast o futsalu jako sporcie należy wiedzieć, że jest odmianą halową piłki nożnej. Jakby młodszym bratem, co nie znaczy wcale, że gorszym. Wyjaśnienia trenera niejako w jego merytoryce potwierdził mi arcyciekawy materiał w „Rzeczpospolitej”, w którym autorka podpierając się słowami słynnego Ricardinho pisze, że futsal nie musi ścigać się z piłką nożną trawiastą, tylko iść z nią w parze. I to jest sedno współczesnego futsalu. Może kiedyś, gdy do futsalu przyjdą duże pieniądze (oby tak stało się), nadejdzie czas takiej rywalizacji. Póki co nie psujmy na siłę biznesem emocji futsalowych.

Korzystając ze sportowych znajomości, przyjrzałem się bliżej dyscyplinie, która po wycofaniu futsalu z TVP SPORT zagościła – wydaje się na trwałe – w tej stacji. To zapasy. Mimo, iż robiłem dawno temu materiały o słynnych braciach Lipieniach, jakoś ten niezwykle dla Polski medalodajny na igrzyskach sport nie porwał mnie. Ale po latach jestem pod wrażeniem atrakcyjności telewizyjnej i halowej jego przekazu w rywalizacji w ramach tak zwanej Krajowej Ligi Zapaśniczej. Myślę, że futsal w tej materii wiele mógłby się nauczyć. Nic nie ubliżając organizacji imprez futsalowych, nieodparcie jednak nasuwa się myśl, że jeszcze sporo brakuje organizatorom meczów do poziomu marketingowo-promocyjnego ligi zapaśniczej. Jest więc co dopracowywać.

W momencie, kiedy obydwie dyscypliny akurat teraz w Polsce uznawane mogą być za niszowe, wymagań organizacyjnych w zakresie realizacji imprez nie stawiam futsalowi za wysokich. Abstrahując na moment od meczów ligowych, myślę, że najbliższy Finał Four Halowego Pucharu Polski mógłby być dla PZPN taką swoistą próbą sił, czyli pokazania swoich umiejętności i „zakasowania” marketingowo-sportowego zapaśniczej ligi. Trzymam kciuki.
Niedawno miałem okazję rozmawiać o futsalu z ważnymi osobami, niemal decydentami, polskiego futsalu o jego dzisiejszym obrazie oraz historii. Wiem, że zarówno Spółka FE jak i PZPN chciałyby zrobić coś uroczystego w związku z nadchodzącą rocznicą 25-lecia rozgrywek ligowych futsalu w Polsce. Słyszałem, że nastąpiły jakieś rozbieżności odnośnie początków ligi. Akurat termin nie jest najważniejszy w momencie, gdy pomysł jest przedni. Niedługo PZPN będzie obchodził sto lat działalności. Może w tym jubileuszowym dziele należałoby znaleźć miejsce dla futsalu. Gdyby ode mnie zależało, nie upierałbym się – pisząc o początkach polskiego futsalu – przy dacie inauguracji rozgrywek ligowych w Polsce, ale sięgnąłbym głębiej, czyli do startu naszej reprezentacji w finale mistrzostw świata w Hongkongu. Wtedy to w roku 1992 powołano narodową reprezentację Polski w futsalu. W takim razie nasz zorganizowany w miarę futsal miałby obecnie 26 lat. A ligowy dopiero 24. Czyli ćwierćwiecze, jako srebrny jubileusz można i na rok 2018 wypośrodkować (!).     

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...