Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Po ubiegłotygodniowej decyzji UEFA o rozegraniu meczu Ligi Mistrzów Legia Warszawa - Real Madryt bez udziału publiczności, zapewne należę do tych nielicznych stołecznych szczęśliwców, którzy mieli w tym roku okazję zobaczyć mistrzowski mecz Realu w LM na żywo. A zdarzyło się to w kwietniu w Wolfsburgu. Jednak po raz pierwszy na żywo mecz Realu oglądałem 40 lat temu. Było to w Mielcu, kiedy to w obecności 40 tysięcy widzów w meczu rozgrywek mistrzów krajowych pod nazwą Puchar Europy, Królewscy pokonali Stal Mielec 2:1. W tamtych latach Kazimierz Deyna - wielki piłkarz reprezentacji Polski oraz warszawskiej Legii mówił, że do Mielca jedzie się grać za stodołę. Czy obecnie tak samo nie może powiedzieć Real, gdy przyjeżdża do stolicy dużego, cywilizowanego państwa i też gra jakby za stodołą, bo przy pustych trybunach. Prezes Boniek odnosząc się do porażki Legii z Borussią aż 0:6 mówił - "Zawsze mówiłem, że chcemy mieć więcej niż mamy. Sami pchaliśmy się na afisz. Legia cieszyła się z finansowych zysków, jakie przyniosą występy w Lidze Mistrzów. Ale czy zespół stać na granie z najlepszymi jak równy z równym? Miałem co do tego wielkie wątpliwości". Prezes pewnie odnosił się w tych słowach do strony sportowej. Ja odniosę te słowa do całości wydarzeń tamtego dnia na stadionie przy Łazienkowskiej. Nie mnie wnikać w przyczyny tego stanu rzeczy, ale chciałbym to zadedykować jako przestrogę dla klubów futsalowych. Nie wystarczy, bowiem, mieć dobry zespół i osiągać jakie takie wyniki sportowe. Wizerunek klubowy, a co za tym idzie przychylność sponsorów kształtuje jeszcze wiele innych czynników, w tym bardzo ważne organizacyjne. I też kibice.
Nim przejdę do futsalu, jeszcze na moment zatrzymam się przy aferze alkoholowej w polskiej reprezentacji piłki trawiastej. Na boiskach od klasy okręgowej w dół jest obiegowo przytaczane takie powiedzenie - "Nie ma futbolu bez alkoholu". Okazuje się, że także na najwyższym poziomie problem ten jest znany. Zdziwiło mnie to bardzo, gdyż na prawo i lewo dziennikarze oznajmiali, iż kadra jest pod kontrolą, a trener Nawałka panuje nad wszystkim. W tym kontekście dziwne to panowanie. Raczej niewiedza albo udawanie, że wszystko jest OK. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że problem nagłośniły media, a nie wykrył go skrupulatny nadzwyczaj pod rządami prezesa Bońka, PZPN. No cóż, jak to mówią, bywalcy zaułków oraz zakamarków - "pod latarnią jest najciemniej". Aby nie było, że futsal jest wolny od napojowych wyskoków wspomnę turniej eliminacyjny mistrzostw Europy w futsalu, który w roku 2011 odbywał się w Bielsku Białej. Tam też jeden z najwybitniejszych europejskich futsalowców zatruł się jakimś napojem i trochę nabru(ź)dził, ale na drugi dzień grał jak z nut i do dzisiaj bryluje na światowych parkietach. Widać z tego pić też trzeba umieć. A, i Polska reprezentacja futsalowa wracała raz z meczów w Anglii trochę osłabiona. I działo się to pod okiem nadzwyczaj wrażliwego na "sytuacje napojowe" przewodniczącego Kazimierza.

Do Wieliczki na mecz ekstraklasy, beniaminka MKF Solne Miasto Wieliczka (dawny MKF Grajów) z Piastem Gliwice jechałem z dużym sentymentem. W tamtejszym pięknym kompleksie sportowym dwukrotnie za moich komisyjnych czasów grała reprezentacja Polski. Tam, a dokładnie w niedalekim Grajowie, działają prawie od zawsze przy futsalu bracia Gromalowie. Z jednym z nich, Krzysztofem, odbyłem przez lata minione wiele dyskusji o futsalu. Były to rozmowy nie zawsze spokojne, czy miłe, ale przeważnie rzeczowe. I wiedziałem po nich jedno - ci ludzie mają futsal po lewej stronie ciała. On jest ich życiem. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że po kilkunastu latach istnienia sekcji futsalowej, po kilku latach "wędrówek" na linii I - II liga, wreszcie Grajowianie wstąpili na ekstraklasowe salony. I niech tak już zostanie. Jeszcze po drodze zdobywali tytuły oraz medale młodzieżowych mistrzów Polski. Sam mecz nie powalał poziomem sportowym. Niemniej, każdemu działaczowi futsalowemu w Polsce polecam profesjonalne podejście panów Artura oraz Krzysztofa Gromalów do organizacyjnych obowiązków gospodarza. Kiedy telewizja zażyczyła sobie, aby wykonać podest dla kamer po przeciwnej stronie trybuny, bez zbędnych komentarzy został wykonany. Jak mówili mi ludzie z Komisji Ligi nie było zbędnych pytań, czy zdziwień, że coś wymaga się. I podeprę się jeszcze niezależną opinią osoby, która jako biznesmen kocha futsal. Siedząc niedaleko mnie na widowni po meczu powiedział - "Wie pan, byłem na meczach w Toruniu, Pniewach, ale jak miałbym zainwestować pieniądze w klub, to tutaj w Wieliczce". Kolejnym pozytywem, o którym warto wspomnieć, to familijna atmosfera w zespole, gdzie łączą się zawodnicy stricte futsalowi z zawodnikami, którzy posmakowali już nawet trawiastej ekstraklasy, czy I ligi (przykładowo Cebula, Jeleń, Skórski). I do tego trener, Krzysztof Kusia. Krzyśka znam już ponad dekadę. Zawsze miałem o jego profesjonalizmie jak najlepsze zdanie. Zresztą cenię go nie tylko jako - kiedyś zawodnika, teraz trenera, ale ogólnie - jako człowieka. Człowieka z autorytetem i to nie tylko futsalowym. Niejednokrotnie, bywało, w reprezentacji gasił pożary. Z jego zdaniem liczyła się drużyna, działacze, szkoleniowcy. Trzymam kciuki, Krzysztofie.
Czwarta kolejka ekstraklasy nie przyniosła sensacyjnych rozstrzygnięć. O ile ktoś za takie uznaje remis Cleareksu w Głogowie, to nie zna historii trenera Euromestera, Tomasza Trznadla, który występując jako zawodnik, czy trener przeciwko chorzowianom z zasady nie przegrywa. A pierwszy raz spotkali się już gdzieś około 20 lat temu, gdy obecny szkoleniowiec Euromastera kopał futsalówkę w Impelu Głogów. Czyżby pan Tomasz znał receptę na Clearex? W każdym razie punkcik na koncie głogowian zawsze wygląda lepiej niż zero. Nie sądzę, aby mecze telewizyjne ekstraklasy futsalu w niedzielne popołudnie były dobrym pomysłem. W tych samych godzinach w telewizji była Nieciecza z Jagiellonią w piłkarskiej ekstraklasie, siatkarze Lotosu z ZAKS-ą, a także trzecioligowe derby Łodzi pomiędzy ŁKS-em i Widzewem. Najlepiej niech Spółka trzyma się poniedziałku i przyzwyczaja do terminu kibiców futsalu, i cały ludek telewizyjny. Idzie zima i w tym dniu po południu odpadnie przynajmniej piłka trawiasta. Patrząc na tabelę zaryzykuję i napiszę, że Rekord oraz Gatta uciekły już peletonowi i używając terminologii kolarskiej dowiozą swoją przewagę do mety.

Kolejnego pierwszoligowego meczu nie rozegrały Futsal Team Brzeg oraz Słoneczny Stok Białystok.  Jakieś kulawe są te rozgrywki. Nie znam przyczyn, ale głośno pomyślę, aby rozbudzić myślenie czytelników w tej materii. Czy przypadkiem powodem nie są nakładające się terminy meczów piłki trawiastej, w których wielu zawodników klubów futsalowych I ligi bierze jeszcze udział - co najmniej - do połowy listopada. Jeżeli tak byłoby, to marne jest to zaplecze ekstraklasy. Może po wyborach nowa Komisja Futsalu to przemyśli. A jak już jestem przy wyborach w PZPN, to rzucę jeden niezwykle gorący temat, który krąży po środowisku. Nic bowiem tak bardzo nie rozpala wyobraźni, jak personalia. Wiem to z autopsji. Otóż obiegła środowisko wieść, że ktoś z grona piłki plażowej może w nowej kadencji pokierować wspólną PEZETPEENOWSKĄ Komisją Futsalu i Piłki Plażowej. Biorąc pod uwagę wyniki sportowe - rzeczywiście plażowicze mają przewagę. Biorąc pod uwagę masowość dyscypliny, systemy rozgrywek - zdecydowanie góruje futsal. A może ktoś ważny wpadł na pomysł, aby rotacyjnie co cztery lata obsadzać to stanowisko. Na chwilę obecną "plażówka" chyba nie ma nawet autonomicznego delegata na Walne Zebranie PZPN. Przypominam, wybory 28 października. Benjamin Disraeli, polityk brytyjski napisał ponad wiek temu - "Światem rządzą zupełnie inni ludzie niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie należą do kręgu wtajemniczonych". Świat, to i nasza polska piłka. Mam jednak nadzieję, że polski futsal nie obudzi się po tych październikowych wyborach z ręką w przysłowiowym nocniku.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Po poprzednim felietonie miałem telefon od pana Józefa, zasłużonego działacza piłki halowej lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Powiedział - "Dziękuje ci Andrzeju, że wspomniałeś o tych, dla niektórych, już zamierzchłych czasach naszej halówki. Mało jest działaczy w teraźniejszym futsalu, którzy owe początki pamiętają. A było trudno, ale i śmiesznie, niemniej jednak przyjacielsko. Całkiem inaczej niż teraz. Nie napinaliśmy się na wynik. Ot, była to rywalizacja z wolą zabawy. Jak to u prawdziwych pionierów bywa. I napisz, że blisko jubileusz 25-lecia polskiego futsalu. Może ktoś pofatyguje się i zrobi jakieś obchody". Obiecałem przyjacielu, że o tym napiszę i to robię na poczesnym miejscu kolejnego felietonu. Tylko, kto miałby to zrobić - zastanawiam się. W PZPN raczej głowy do małej piłki nie mają. Komisja boryka się z innymi problemami i tak po prawdzie nie ma co świętować. Zresztą na chwilę obecną mają pewnie ważniejsze sprawy - choćby jak załapać się do nowej komisji po powyborczym rozdaniu z 28 października. Może więc ekstraklasa z niektórymi ojcami założycielami polskiego futsalu sprzed lat. Ogólnie biorąc Śląskiem, Podbeskiedziem, Zagłębiem oraz Opolszczyzną czele. Jak to mówią Rosjanie - pożiwjom, uwidim. Temat, obiecany przyjacielowi, rzuciłem i poczekam na odzew.
Wolność jest moim zdaniem takim przejawem, który umożliwia wychodzenie z miejsc, które nie są lubiane. Wychodzenie, kiedy chce się i jak chce się. Dlatego w 80. minucie opuściłem we wtorek Stadion Narodowy, bo miałem dość robienia ze mnie idioty przez kilkadziesiąt milionów PLN w postaci polskich piłkarzy biegających bez składu i ładu po nienajlepszej tego dnia murawie w meczu z Armenią. Z tej grupy PLN, czyli polskich złotych wyłączam Lewandowskiego, bo - moim zdaniem - jemu jednemu tak naprawdę się chciało. Pal licho te dwie stóweczki, które wyłożyłem, aby zasiąść w tym magicznym dla piłkarskiej Polski miejscu (przynajmniej zobaczyłem w jednej lokalizacji sporo pięknych kobiet. Oj ładne są te Polki. Oj cudowne), ale nie zdzierżę, gdy ktoś robi ze mnie idiotę i nie przykłada się należycie do wykonywanej roboty. Tego dnia na Narodowym przekonałem się też, iż pan Nawałka wcale nie jest cudotwórcą, jak opisywały go niektóre media. Co gorsze, zobaczyłem, że ubywa z kadry dwóch zawodników i nie ma reprezentacji. Panie prezesie Boniek, proponuję pielgrzymkę do Częstochowy z jakimś votum oraz prośbą, aby "Lewego" omijały kontuzje. Powyższy passus chyba wyjaśnia sympatykom futsalu, dlaczego reprezentacja futsalowa nie może przebrnąć pewnego poziomu. Po prostu, żaden nasz futsalista nie gra w dobrym klubie poza Polską i ma braki wolicjonalne albo techniczne. Futsalowego Lewandowskiego nie widać nawet w najodleglejszej perspektywie. A, i nasze kluby nawet "nie wąchają" od lat trwającej obecnie klubowej main round UEFA Futsal Cup. Jest takie powiedzenie - tak krawiec kraje, jak materiału staje. Nie oczekujmy więc zbyt nachalnie, że trenerzy Bianga oraz Korczyński przeskoczą pewne etapy. I tak robią więcej, niż to wygląda po pobieżnej analizie umiejętności zawodników. Jeżeli ktoś w tej materii ma inne zdanie, to jest najzwyczajniej ignorantem. Aha, jeszcze pragnę dodać, że paradoksalnie gol Roberta może przejść do historii jako jedna z najważniejszych jego bramek w karierze reprezentacyjnej. A za rok może okazać się, że nawet jest najważniejszą.

Po tej jubileuszowo-trawiastej części przejdźmy do bieżących futsalowych wydarzeń. Tym razem Pniewy dostąpiły zaszczytu przywitania z futsalową telewizją publiczną, która misyjnie nadaje futsal. I robi to coraz lepiej, mimo iż nie zawsze ma sale, hale temu sprzyjające. Pniewski mecz atrakcyjnością przypadł mi do gustu. Po raz pierwszy na misyjnym ekranie telewidzowie zobaczyli przedłużone rzuty karne i to wykonywane wcale nie z oznaczonego punktu, co wzbudzało konsternację przed ekranami, ale i pokazywało, ile do zrobienia dla wyjaśniania zawiłości futsalowej gry dla przeciętnego polskiego Kowalskiego mają komentatorzy tej dyscypliny. Muszę powiedzieć, że drugi gol Łukasza Frajtaga był najprzedniejszej urody. Panie Łukaszu, proszę o kolejne takie cudeńka. Natomiast, nie zauroczyli mnie kadrowicze reprezentacyjni, może poza Foltynem, z obydwu zespołów. Ale widocznie moja wyobraźnia jest mniejsza niż trenerów Biangi oraz Korczyńskiego. I niech tak pozostanie dla dobra polskiego futsalu. Szkoda, że spiker nie przedstawił widzom Pawła Wojtali, byłego reprezentacyjnego piłkarza naszej trawiastej kopanej, a od niedawna prezesa Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Osobiście nie przypominam sobie, aby prezesi wojewódzkich ZPN  tak gremialnie drzwiami oraz oknami chadzali na futsalowe mecze ligowe. Co najwyżej, jak jest mecz reprezentacji, to wtedy ogrzeją się przy futsalu. Prawda, panie przewodniczący Bogdanie. Wypadałoby też zgromadzonej, aż w nadmiarze, rozkochanej w futsalu publiczności pniewskiej przedstawić prezesa Spółki, Macieja Karczyńskiego. Zawsze twierdzę, że w takich sytuacjach lepiej powiedzieć więcej, niż za mało. Niemniej, organizacyjnie piąteczka.

Ruszyła I liga futsalowa - 23 zespoły, w pierwszych dwóch kolejkach aż 4 mecze przełożone. W porównaniu z poprzednim sezonem jest o jeden zespół mniej. Było nie było jest to ważne zaplecze dla ekstraklasy, choć trochę zbyt liczne, aby stabilizować poziom do najlepszych drużyn kraju. Dlatego z zaciekawieniem poobserwuję wyniki ekstraklasowych beniaminków. Jak na razie wyżej w tabeli jest Gdański AZS, chociaż w bezpośrednim boju Solna Wieliczka była lepsza. Mnie osobiście cieszy, że Wieliczka znalazła się w najwyższej klasie rozgrywkowej, gdyż reprezentuje region krakowski, gdzie tradycje futsalowe są spore, a po różnych perypetiach Baustalu, Kupczyka, czy Wisły nie było, bodajże, przez miniony sezon drużyny tego regionu w ekstraklasie. Dobrze, że wrócił Gdańsk. Tylko proszę, panowie piłkarze AZS – niech nie będzie to na zasadzie przysłowiowej "wańki-wstańki", czyli wchodzimy, spadamy, znowu wchodzimy. Czas na stabilizację, aby futsal wzmocnił się na dłużej na północy Polski. Zdaję sobie sprawę, że w I lidze jest o wiele trudniej niż w ekstraklasie. Mniej kasy. Nie ma stałego medium. O wizerunek trzeba dbać samemu, nie tak jak w Spółce Futsal Ekstraklasa. Nie wierzę bowiem, aby zadbał o te sprawy związek centralny, czy regionalny. Komisja Futsalu w zasadzie, jako główne i słusznie, realizuje inne swoje zadania, przeważnie dotyczące reprezentacji narodowych, czy młodzieżowych mistrzostw Polski. Niedawno jeden z działaczy klubowych I ligi podczas dyskusji rzucił tak niezobowiązująco - może panowie byśmy też powołali sobie takie stowarzyszenie, jak ma I liga na trawie. Coś w tym jest. Pamiętam jak w 2010 roku Szymon Czeczko proponował objęcie przez Spółkę Ekstraklasa patronatem rozgrywkowym kluby I ligi. Wtedy było ich mniej i pewnie byłoby łatwiej przejąć prowadzenie rozgrywek, ale związek centralny był przeciwny. Teraz przy tej ilości zespołów byłoby trudniej o taką wolę. A, i pewnie atmosfera w PZPN ku temu jest nadal niesprzyjająca.
Zawsze powtarzałem, że kto chce być sędzią w sporcie, musi być albo gruboskórny w odbiorze wrażeń zewnętrznych, albo nie myć uszu przed meczem. Starożytni powiadali - "Nullus videtur dolo facere, qui suo iure utitur - nie uważa się, aby postępował nieuczciwie ten, kto wykonuje swoje uprawnienie." Ja tę maksymę zawsze mam przed oczami, gdy słyszę narzekanie na sędziowanie. Dlatego nieprzyjemne, krytyczne okrzyki pniewskiej widowni wydają mi się mocno nieuprawnione. Zawsze powtarzałem i będę to czynił nadal. Sędzia to tylko człowiek i pomylić może się. Najgorsze jest, kiedy myli się z premedytacją. To jest niewybaczalne. A takich momentów w pniewskiej hali tego poniedziałkowego wieczora - według mnie - nie było. Bywając na meczach futsalowych odnoszę wrażenie, że to właśnie sędziowie zrobili największy postęp w minionych 2-3 latach. Zresztą mam na to namacalny dowód. Tylko sędziowie z grona polskiego futsalu od lat regularnie uczestniczą w finałach międzynarodowych imprez, co nie jest przywilejem ani reprezentacji ani klubów. Akurat, gdy piszę te słowa sędzia Frąk wyjeżdża na turniej futsalowej ligi mistrzów do Serbii. I pomyśleć, że piszę to ja, który - jak to określają znajomi ze sfer futsalu - jestem ustawiony do sędziów jak pies do przysłowiowego jeża. Zapewne spory wpływ na sędziowski postęp miało wyalienowanie się ich spod władczej ręki komisji futsalu i przejęcie pod opiekuńcze skrzydła przez Kolegium Sędziów PZPN. Tak zresztą już było w latach 2009-2012, ale później na chwilę ponownie komuś tam w futsalu zachciało się "ręcznego sterowania" sędziami. Jest takie popularne powiedzenie - Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. I tak pozostanie w relacji sędzia - zawodnik - kibic - działacz - trener. Zawsze najlepiej zwalić winę za niepowodzenie na tego obcego - czytaj sędziego. A my Polacy wobec obcych, inaczej myślących albo nie wspierających naszych prawd - rzekomo oczywistych - jesteśmy szczególnie wyczuleni.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...