Z notatnika dziejopisa
- Dział: Felietony
Po ubiegłotygodniowej decyzji UEFA o rozegraniu meczu Ligi Mistrzów Legia Warszawa - Real Madryt bez udziału publiczności, zapewne należę do tych nielicznych stołecznych szczęśliwców, którzy mieli w tym roku okazję zobaczyć mistrzowski mecz Realu w LM na żywo. A zdarzyło się to w kwietniu w Wolfsburgu. Jednak po raz pierwszy na żywo mecz Realu oglądałem 40 lat temu. Było to w Mielcu, kiedy to w obecności 40 tysięcy widzów w meczu rozgrywek mistrzów krajowych pod nazwą Puchar Europy, Królewscy pokonali Stal Mielec 2:1. W tamtych latach Kazimierz Deyna - wielki piłkarz reprezentacji Polski oraz warszawskiej Legii mówił, że do Mielca jedzie się grać za stodołę. Czy obecnie tak samo nie może powiedzieć Real, gdy przyjeżdża do stolicy dużego, cywilizowanego państwa i też gra jakby za stodołą, bo przy pustych trybunach. Prezes Boniek odnosząc się do porażki Legii z Borussią aż 0:6 mówił - "Zawsze mówiłem, że chcemy mieć więcej niż mamy. Sami pchaliśmy się na afisz. Legia cieszyła się z finansowych zysków, jakie przyniosą występy w Lidze Mistrzów. Ale czy zespół stać na granie z najlepszymi jak równy z równym? Miałem co do tego wielkie wątpliwości". Prezes pewnie odnosił się w tych słowach do strony sportowej. Ja odniosę te słowa do całości wydarzeń tamtego dnia na stadionie przy Łazienkowskiej. Nie mnie wnikać w przyczyny tego stanu rzeczy, ale chciałbym to zadedykować jako przestrogę dla klubów futsalowych. Nie wystarczy, bowiem, mieć dobry zespół i osiągać jakie takie wyniki sportowe. Wizerunek klubowy, a co za tym idzie przychylność sponsorów kształtuje jeszcze wiele innych czynników, w tym bardzo ważne organizacyjne. I też kibice.
Nim przejdę do futsalu, jeszcze na moment zatrzymam się przy aferze alkoholowej w polskiej reprezentacji piłki trawiastej. Na boiskach od klasy okręgowej w dół jest obiegowo przytaczane takie powiedzenie - "Nie ma futbolu bez alkoholu". Okazuje się, że także na najwyższym poziomie problem ten jest znany. Zdziwiło mnie to bardzo, gdyż na prawo i lewo dziennikarze oznajmiali, iż kadra jest pod kontrolą, a trener Nawałka panuje nad wszystkim. W tym kontekście dziwne to panowanie. Raczej niewiedza albo udawanie, że wszystko jest OK. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że problem nagłośniły media, a nie wykrył go skrupulatny nadzwyczaj pod rządami prezesa Bońka, PZPN. No cóż, jak to mówią, bywalcy zaułków oraz zakamarków - "pod latarnią jest najciemniej". Aby nie było, że futsal jest wolny od napojowych wyskoków wspomnę turniej eliminacyjny mistrzostw Europy w futsalu, który w roku 2011 odbywał się w Bielsku Białej. Tam też jeden z najwybitniejszych europejskich futsalowców zatruł się jakimś napojem i trochę nabru(ź)dził, ale na drugi dzień grał jak z nut i do dzisiaj bryluje na światowych parkietach. Widać z tego pić też trzeba umieć. A, i Polska reprezentacja futsalowa wracała raz z meczów w Anglii trochę osłabiona. I działo się to pod okiem nadzwyczaj wrażliwego na "sytuacje napojowe" przewodniczącego Kazimierza.
Do Wieliczki na mecz ekstraklasy, beniaminka MKF Solne Miasto Wieliczka (dawny MKF Grajów) z Piastem Gliwice jechałem z dużym sentymentem. W tamtejszym pięknym kompleksie sportowym dwukrotnie za moich komisyjnych czasów grała reprezentacja Polski. Tam, a dokładnie w niedalekim Grajowie, działają prawie od zawsze przy futsalu bracia Gromalowie. Z jednym z nich, Krzysztofem, odbyłem przez lata minione wiele dyskusji o futsalu. Były to rozmowy nie zawsze spokojne, czy miłe, ale przeważnie rzeczowe. I wiedziałem po nich jedno - ci ludzie mają futsal po lewej stronie ciała. On jest ich życiem. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że po kilkunastu latach istnienia sekcji futsalowej, po kilku latach "wędrówek" na linii I - II liga, wreszcie Grajowianie wstąpili na ekstraklasowe salony. I niech tak już zostanie. Jeszcze po drodze zdobywali tytuły oraz medale młodzieżowych mistrzów Polski. Sam mecz nie powalał poziomem sportowym. Niemniej, każdemu działaczowi futsalowemu w Polsce polecam profesjonalne podejście panów Artura oraz Krzysztofa Gromalów do organizacyjnych obowiązków gospodarza. Kiedy telewizja zażyczyła sobie, aby wykonać podest dla kamer po przeciwnej stronie trybuny, bez zbędnych komentarzy został wykonany. Jak mówili mi ludzie z Komisji Ligi nie było zbędnych pytań, czy zdziwień, że coś wymaga się. I podeprę się jeszcze niezależną opinią osoby, która jako biznesmen kocha futsal. Siedząc niedaleko mnie na widowni po meczu powiedział - "Wie pan, byłem na meczach w Toruniu, Pniewach, ale jak miałbym zainwestować pieniądze w klub, to tutaj w Wieliczce". Kolejnym pozytywem, o którym warto wspomnieć, to familijna atmosfera w zespole, gdzie łączą się zawodnicy stricte futsalowi z zawodnikami, którzy posmakowali już nawet trawiastej ekstraklasy, czy I ligi (przykładowo Cebula, Jeleń, Skórski). I do tego trener, Krzysztof Kusia. Krzyśka znam już ponad dekadę. Zawsze miałem o jego profesjonalizmie jak najlepsze zdanie. Zresztą cenię go nie tylko jako - kiedyś zawodnika, teraz trenera, ale ogólnie - jako człowieka. Człowieka z autorytetem i to nie tylko futsalowym. Niejednokrotnie, bywało, w reprezentacji gasił pożary. Z jego zdaniem liczyła się drużyna, działacze, szkoleniowcy. Trzymam kciuki, Krzysztofie.
Czwarta kolejka ekstraklasy nie przyniosła sensacyjnych rozstrzygnięć. O ile ktoś za takie uznaje remis Cleareksu w Głogowie, to nie zna historii trenera Euromestera, Tomasza Trznadla, który występując jako zawodnik, czy trener przeciwko chorzowianom z zasady nie przegrywa. A pierwszy raz spotkali się już gdzieś około 20 lat temu, gdy obecny szkoleniowiec Euromastera kopał futsalówkę w Impelu Głogów. Czyżby pan Tomasz znał receptę na Clearex? W każdym razie punkcik na koncie głogowian zawsze wygląda lepiej niż zero. Nie sądzę, aby mecze telewizyjne ekstraklasy futsalu w niedzielne popołudnie były dobrym pomysłem. W tych samych godzinach w telewizji była Nieciecza z Jagiellonią w piłkarskiej ekstraklasie, siatkarze Lotosu z ZAKS-ą, a także trzecioligowe derby Łodzi pomiędzy ŁKS-em i Widzewem. Najlepiej niech Spółka trzyma się poniedziałku i przyzwyczaja do terminu kibiców futsalu, i cały ludek telewizyjny. Idzie zima i w tym dniu po południu odpadnie przynajmniej piłka trawiasta. Patrząc na tabelę zaryzykuję i napiszę, że Rekord oraz Gatta uciekły już peletonowi i używając terminologii kolarskiej dowiozą swoją przewagę do mety.
Kolejnego pierwszoligowego meczu nie rozegrały Futsal Team Brzeg oraz Słoneczny Stok Białystok. Jakieś kulawe są te rozgrywki. Nie znam przyczyn, ale głośno pomyślę, aby rozbudzić myślenie czytelników w tej materii. Czy przypadkiem powodem nie są nakładające się terminy meczów piłki trawiastej, w których wielu zawodników klubów futsalowych I ligi bierze jeszcze udział - co najmniej - do połowy listopada. Jeżeli tak byłoby, to marne jest to zaplecze ekstraklasy. Może po wyborach nowa Komisja Futsalu to przemyśli. A jak już jestem przy wyborach w PZPN, to rzucę jeden niezwykle gorący temat, który krąży po środowisku. Nic bowiem tak bardzo nie rozpala wyobraźni, jak personalia. Wiem to z autopsji. Otóż obiegła środowisko wieść, że ktoś z grona piłki plażowej może w nowej kadencji pokierować wspólną PEZETPEENOWSKĄ Komisją Futsalu i Piłki Plażowej. Biorąc pod uwagę wyniki sportowe - rzeczywiście plażowicze mają przewagę. Biorąc pod uwagę masowość dyscypliny, systemy rozgrywek - zdecydowanie góruje futsal. A może ktoś ważny wpadł na pomysł, aby rotacyjnie co cztery lata obsadzać to stanowisko. Na chwilę obecną "plażówka" chyba nie ma nawet autonomicznego delegata na Walne Zebranie PZPN. Przypominam, wybory 28 października. Benjamin Disraeli, polityk brytyjski napisał ponad wiek temu - "Światem rządzą zupełnie inni ludzie niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie należą do kręgu wtajemniczonych". Świat, to i nasza polska piłka. Mam jednak nadzieję, że polski futsal nie obudzi się po tych październikowych wyborach z ręką w przysłowiowym nocniku.
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Do Wieliczki na mecz ekstraklasy, beniaminka MKF Solne Miasto Wieliczka (dawny MKF Grajów) z Piastem Gliwice jechałem z dużym sentymentem. W tamtejszym pięknym kompleksie sportowym dwukrotnie za moich komisyjnych czasów grała reprezentacja Polski. Tam, a dokładnie w niedalekim Grajowie, działają prawie od zawsze przy futsalu bracia Gromalowie. Z jednym z nich, Krzysztofem, odbyłem przez lata minione wiele dyskusji o futsalu. Były to rozmowy nie zawsze spokojne, czy miłe, ale przeważnie rzeczowe. I wiedziałem po nich jedno - ci ludzie mają futsal po lewej stronie ciała. On jest ich życiem. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że po kilkunastu latach istnienia sekcji futsalowej, po kilku latach "wędrówek" na linii I - II liga, wreszcie Grajowianie wstąpili na ekstraklasowe salony. I niech tak już zostanie. Jeszcze po drodze zdobywali tytuły oraz medale młodzieżowych mistrzów Polski. Sam mecz nie powalał poziomem sportowym. Niemniej, każdemu działaczowi futsalowemu w Polsce polecam profesjonalne podejście panów Artura oraz Krzysztofa Gromalów do organizacyjnych obowiązków gospodarza. Kiedy telewizja zażyczyła sobie, aby wykonać podest dla kamer po przeciwnej stronie trybuny, bez zbędnych komentarzy został wykonany. Jak mówili mi ludzie z Komisji Ligi nie było zbędnych pytań, czy zdziwień, że coś wymaga się. I podeprę się jeszcze niezależną opinią osoby, która jako biznesmen kocha futsal. Siedząc niedaleko mnie na widowni po meczu powiedział - "Wie pan, byłem na meczach w Toruniu, Pniewach, ale jak miałbym zainwestować pieniądze w klub, to tutaj w Wieliczce". Kolejnym pozytywem, o którym warto wspomnieć, to familijna atmosfera w zespole, gdzie łączą się zawodnicy stricte futsalowi z zawodnikami, którzy posmakowali już nawet trawiastej ekstraklasy, czy I ligi (przykładowo Cebula, Jeleń, Skórski). I do tego trener, Krzysztof Kusia. Krzyśka znam już ponad dekadę. Zawsze miałem o jego profesjonalizmie jak najlepsze zdanie. Zresztą cenię go nie tylko jako - kiedyś zawodnika, teraz trenera, ale ogólnie - jako człowieka. Człowieka z autorytetem i to nie tylko futsalowym. Niejednokrotnie, bywało, w reprezentacji gasił pożary. Z jego zdaniem liczyła się drużyna, działacze, szkoleniowcy. Trzymam kciuki, Krzysztofie.
Kolejnego pierwszoligowego meczu nie rozegrały Futsal Team Brzeg oraz Słoneczny Stok Białystok. Jakieś kulawe są te rozgrywki. Nie znam przyczyn, ale głośno pomyślę, aby rozbudzić myślenie czytelników w tej materii. Czy przypadkiem powodem nie są nakładające się terminy meczów piłki trawiastej, w których wielu zawodników klubów futsalowych I ligi bierze jeszcze udział - co najmniej - do połowy listopada. Jeżeli tak byłoby, to marne jest to zaplecze ekstraklasy. Może po wyborach nowa Komisja Futsalu to przemyśli. A jak już jestem przy wyborach w PZPN, to rzucę jeden niezwykle gorący temat, który krąży po środowisku. Nic bowiem tak bardzo nie rozpala wyobraźni, jak personalia. Wiem to z autopsji. Otóż obiegła środowisko wieść, że ktoś z grona piłki plażowej może w nowej kadencji pokierować wspólną PEZETPEENOWSKĄ Komisją Futsalu i Piłki Plażowej. Biorąc pod uwagę wyniki sportowe - rzeczywiście plażowicze mają przewagę. Biorąc pod uwagę masowość dyscypliny, systemy rozgrywek - zdecydowanie góruje futsal. A może ktoś ważny wpadł na pomysł, aby rotacyjnie co cztery lata obsadzać to stanowisko. Na chwilę obecną "plażówka" chyba nie ma nawet autonomicznego delegata na Walne Zebranie PZPN. Przypominam, wybory 28 października. Benjamin Disraeli, polityk brytyjski napisał ponad wiek temu - "Światem rządzą zupełnie inni ludzie niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie należą do kręgu wtajemniczonych". Świat, to i nasza polska piłka. Mam jednak nadzieję, że polski futsal nie obudzi się po tych październikowych wyborach z ręką w przysłowiowym nocniku.
Andrzej Hendrzak