Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Niedawno gdzieś w internecie wyczytałem, że włoski minister sportu postanowił na sport lokalny oraz amatorski przeznaczyć 400 milionów euro, która to kwota ma pomóc odrodzić się po trwającej epidemii niewielkim klubom oraz stowarzyszeniom sportowym. Przyznam się, że nie doczytałem w naszych tarczach antykryzysowych (rządowej, czy też sportowej) takiej hojności dla „maluczkich” w sporcie. Być może coś przeoczyłem. W takim razie proszę o poprawienie mnie.

Ale nie o poprawianie przecież chodzi. Przede wszystkim pragnę zwrócić uwagę, iż duży sobie jakoś poradzi, a mały w tym czasie może całkiem zniknąć ze sfery sportowej. Być może osobliwie pojmuję istotę demokracji, a co za tym idzie demokratycznie realizowaną pomoc. W tym temacie bowiem zawsze kieruję się słowami pewnego znanego Anglika, który mawiał, iż w tym ustroju silniejszy powinien wspomagać słabszego.

Polski związek piłkarski wyasygnował sporą kwotę ze swojego budżetu na wspomożenie piłkarstwa polskiego po kryzysie. Liczę, że prezes Boniek dotrzyma słowa, przedstawionego w mediach, i pochyli się pomocowo też nad futsalem. Chociaż dla mnie dziwne jest i będzie, że zapomniano o tej dyscyplinie w podstawowej wersji pomocowej. Nie szukam na siłę odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, ale przypomnieć muszę, iż futsal znajduje się w PZPN w pionie piłki amatorskiej, za który odpowiada wiceprezes Jan Bednarek. I od pana Jana, jako przedstawiciela ścisłego kierownictwa związkowego, oczekiwałbym zadbania o futsalowe interesy w kwestii pomocy na trudny czas. I wierzę, że środowisko o swoim ewentualnym darczyńcy będzie wówczas mówiło z szacunkiem.

Jeżeli już jestem przy szacunku, to ze zdziwieniem wielkim czytam w różnych wypowiedziach ludzi futsalu, iż niemal obraża ich słowo „niszowy”, jakie jest często używane przy określaniu futsalu jako samodzielnej dyscypliny. To „obrażanie się” jest typowo polskie. Proszę kolegów sympatyków futsalu, cieszmy się, jaką wspaniałą dyscypliną jest futsal i nie gniewajmy się na kogoś za określenie futsalu jako niszy. Róbmy wszystko, aby inni nam dyscypliny zazdrościli, bez przysłowiowego rozdzielania włosa na czworo.

W felietonie mogę z powodzeniem napisać, że skoki narciarskie albo żużel są niszowe, gdyż uprawia je bez porównania mniej zawodników, niż gra w futsal. A na pewno mniej federacji narodowych je zrzesza samodzielnie. Tylko po co mi to? Każdy lubi swój sport i tego trzymajmy się. Zaprawdę, my Polacy jesteśmy mistrzami świata w dogryzaniu innym i sami sobie. I to jest właśnie coś niszowego, co należy eliminować.

Chciałbym, aby rozgrywki futsalowe dokończyły się jeszcze przed lipcem. Zasiadając do pisania felietonu przeczytałem, że nasza pani minister od sportu planuje w najbliższym czasie odblokować sport. Dokładniej chodziło o tak zwane skoszarowanie (słowo poniekąd brzydkie, ale adekwatne) w Ośrodkach Przygotowań Olimpijskich określonej liczby zawodników, szkoleniowców, ludzi tak zwanego zaplecza, by przygotowywać się do wyczynu. Myśl słuszna w perspektywie ważnych imprez w przyszłości. Jeżeli natomiast chodzi o rozgrywki, pozostanę przy swoim zdaniu. Są ważniejsze rzeczy, niż ligi, na chwilę obecną. Choćby zdrowie, więc po co szarpać się na siłę z czymś innym?

Czas obecny pokazuje jeszcze co innego. Pokazuje, że sport nie jest przygotowany na nastanie czasów trudnych. Nie jest przygotowany, gdyż opanowała go mamona oraz blichtr. Facebook oraz Twitter. Komputery i świat wirtualny.  Nie napiszę, że trzeba będzie zaczynać ze wszystkim od nowa. Niemniej, wiele rzeczy będzie wymagało przewartościowania. Wiele stowarzyszeń, klubów, sobie nie poradzi. W tym przypadku bardziej obawiałbym się o tych, którzy generują spore koszty. Na szczęście futsal jest nie za bogaty i dzięki swojej prostocie finansowej może przetrwać spokojniej zmiany. Chyba, że ktoś wcześniej już działał według zasady – po nas choćby potop. Ale dla takich, niestety, nie powinno być miejsca w sporcie.    

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...