Z notatnika dziejopisa
- Dział: Felietony
Niedawno gdzieś w internecie wyczytałem, że włoski minister sportu postanowił na sport lokalny oraz amatorski przeznaczyć 400 milionów euro, która to kwota ma pomóc odrodzić się po trwającej epidemii niewielkim klubom oraz stowarzyszeniom sportowym. Przyznam się, że nie doczytałem w naszych tarczach antykryzysowych (rządowej, czy też sportowej) takiej hojności dla „maluczkich” w sporcie. Być może coś przeoczyłem. W takim razie proszę o poprawienie mnie.
Ale nie o poprawianie przecież chodzi. Przede wszystkim pragnę zwrócić uwagę, iż duży sobie jakoś poradzi, a mały w tym czasie może całkiem zniknąć ze sfery sportowej. Być może osobliwie pojmuję istotę demokracji, a co za tym idzie demokratycznie realizowaną pomoc. W tym temacie bowiem zawsze kieruję się słowami pewnego znanego Anglika, który mawiał, iż w tym ustroju silniejszy powinien wspomagać słabszego.
Jeżeli już jestem przy szacunku, to ze zdziwieniem wielkim czytam w różnych wypowiedziach ludzi futsalu, iż niemal obraża ich słowo „niszowy”, jakie jest często używane przy określaniu futsalu jako samodzielnej dyscypliny. To „obrażanie się” jest typowo polskie. Proszę kolegów sympatyków futsalu, cieszmy się, jaką wspaniałą dyscypliną jest futsal i nie gniewajmy się na kogoś za określenie futsalu jako niszy. Róbmy wszystko, aby inni nam dyscypliny zazdrościli, bez przysłowiowego rozdzielania włosa na czworo.
W felietonie mogę z powodzeniem napisać, że skoki narciarskie albo żużel są niszowe, gdyż uprawia je bez porównania mniej zawodników, niż gra w futsal. A na pewno mniej federacji narodowych je zrzesza samodzielnie. Tylko po co mi to? Każdy lubi swój sport i tego trzymajmy się. Zaprawdę, my Polacy jesteśmy mistrzami świata w dogryzaniu innym i sami sobie. I to jest właśnie coś niszowego, co należy eliminować.
Czas obecny pokazuje jeszcze co innego. Pokazuje, że sport nie jest przygotowany na nastanie czasów trudnych. Nie jest przygotowany, gdyż opanowała go mamona oraz blichtr. Facebook oraz Twitter. Komputery i świat wirtualny. Nie napiszę, że trzeba będzie zaczynać ze wszystkim od nowa. Niemniej, wiele rzeczy będzie wymagało przewartościowania. Wiele stowarzyszeń, klubów, sobie nie poradzi. W tym przypadku bardziej obawiałbym się o tych, którzy generują spore koszty. Na szczęście futsal jest nie za bogaty i dzięki swojej prostocie finansowej może przetrwać spokojniej zmiany. Chyba, że ktoś wcześniej już działał według zasady – po nas choćby potop. Ale dla takich, niestety, nie powinno być miejsca w sporcie.
Andrzej Hendrzak