Niespodzianka w Gdańsku! Beniaminek ekstraklasy jako pierwsza w tym sezonie drużyna nie pozwoliła na wygraną Rekordowi Bielsko-Biała. Po trzymającym w napięciu do ostatnich sekund meczu gdańszczanie zremisowali z liderem 4:4.

19.11.2016 godz. 18:00
AZS UG Gdańsk - Rekord Bielsko-Biała
4:4 (3:1)
Protokół meczowy
Zaczęło się jak zwykle - minęła ledwie minuta, a Oleksandr Bondar odpalił w swoim stylu bombę w kierunku bramki Akademików i bielszczanie objęli prowadzenie. Tym razem jednak, zamiast wstukiwania kolejnych trafień, licznik się zaciął. Drużyna Andrzeja Szłapy owszem przeważała, oddawała więcej strzałów, ale podwyższyć nie potrafiła. A gospodarze groźnie kontrowali. Na minimalnie niecelną "podcinkę" Jana Janovskiego odpowiedział dziwnym strzałem z własnej połowy Tomasz Poźniak, o mało nie zaskakując Bartłomieja Nawrata. Udała się ta sztuka w 13. minucie Dominikowi Depcie, który oddał średnio groźny strzał w kierunku "bielskiego Petra Cecha", jednak piłka odbiła się tak nieszczęśliwie od nogi tego ostatniego, że lobem wpadła do siatki. Półtorej minuty przed końcem pierwszej połowy wykonywany w drugie tempo aut na bramkę zamienił strzałem w długi róg Maciej Osłowski i... wcale nie było Azetesiakom mało. Po chwili bowiem Maciej Urtnowski próbował wykorzystać fakt, że Nawrat wyszedł z bramki, ale uderzenie gdańszczanina zablokował jeden z obrońców. Jednak na 15 sekund przed syreną kończącą pierwszą część gry Urtnowski dziwnie łatwo minął przy linii Michała Marka i dograł idealną piłkę na długi słupek do Poźniaka. Kapitanowi AZS UG pozostawało dostawić nogę i po dwudziestu minutach w hali AWFiS w Gdańsku solidnie zapachniało niespodzianką.
Na drugą połowę Rekordziści wyszli na tyle zmotywowani, że szybko doprowadzili do wyrównania. Już w 22. minucie drugą bramkę na swoim koncie zapisał Oleksandr Bondar - jedna osoba w murze przy rzucie wolnym egzekwowanym przez Ukraińca to zdecydowanie za mało. Dwie minuty później dobrej sytuacji po kontrze Macieja Urtnowskiego nie wykorzystał Maciej Osłowski, co po chwili się zemściło. Perfekcyjnie rozegrany stały fragment gry po wymanewrowaniu Mateusza Osińskiego na gola zamienił Paweł Budniak. Wydawało się, że bielszczanie wskoczyli wreszcie na właściwe tory, ale skarcił ich Mateusz Cyman, po samotnej kontrze pokonując Michała Kałużę. Na nieszczęście Akademików dwie minuty później ponownie był remis - trafienie Budniaka wręcz skopiował Łukasz Biel. Przyjezdni dalej prowadzili grę, dalej stwarzali groźniejsze okazje, lecz strzelanie nie przychodziło im już tak łatwo. Ostatnie minuty to już oblężenie bramki Jacka Burglina, który oprócz zatrzymywania wszystkich strzałów z gry, odbił także uderzenie Bondara z przedłużonego karnego, podyktowanego po nieodpowiedzialnym faulu Tomasza Poźniaka. Gra na czas w ostatnich sekundach przyniosła gospodarzom powodzenie - nie dali sobie wyrwać cennego punktu.
"Dobre passy mają często to do siebie, że kończą się w najmniej spodziewanym momencie" - napisał po spotkaniu Marek Homa z Rekordu. Sporo w tym racji. Bielszczanie w końcu gdzieś punkty zgubić musieli, choć w tym meczu przeważali i nie byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby z Gdańska komplet jednak wywieźli. Dla gospodarzy remis to natomiast z pewnością dobra motywacja do dalszej wytężonej pracy. Z takiego obrotu sprawy cieszą się zaś na pewno w Zduńskiej Woli - Gatta przed tą kolejką traciła do Rekordu już 4 punkty. Jeśli mistrzowie Polski wygrają najbliższe 2 pojedynki - w tym za tydzień hit rundy w Bielsku - to awansują na pozycję lidera.