Skrót meczu / KP Sport

Czerwony dywan, odmierzony krok... do I ligi

  • Media
Pojedynek z Red Dragons Pniewy był dla futsalistów AZS UG ostatnim dzwonkiem. Zwycięstwo przedłużałoby szanse na utrzymanie Akademików, porażka stawiała ich w beznadziejnej wręcz sytuacji. Mimo wielu emocji i walki do samego końca jedyne, co udało się uzyskać gdańszczanom, to jeden punkt. Spotkanie zakończone remisem 3:3 trzymało jednak w napięciu do ostatnich sekund.

AZS Uniwersytet Gdański
Red Dragons Pniewy

AZS Uniwersytet Gdański - Red Dragons Pniewy
3:3

 
Pierwsza połowa to bardzo słaba gra obu drużyn. Nawet najwierniejsi fani futsalu ukradkiem ziewali patrząc na to, co dzieje się na parkiecie. Jedyna bramka padła po błędzie w wyprowadzeniu akcji przez Wojciecha Pawickiego. Gdy wydawało się, że kapitan Akademików wygrał pojedynek jeden na jednego, Adam Wachoński wyłuskał jednak piłkę, zwiódł Mateusza Wesserlinga, podał do lepiej ustawionego Dominika Soleckiego, a reprezentant Polski z łatwością skierował piłkę do siatki. Gol dla Red Dragons był jedynym momentem kiedy kibice mogli poczuć choć trochę emocji przed przerwą.

Druga połowa to zupełnie odmienny widok. Już w 4. minucie gry akcję Macieja Osłowskiego zakończył niecelnym strzałem Marek Widzicki, na szczęście dla miejscowych sędzia Andrzej Witkowski dopatrzył się gdzieś po drodze taktycznego faulu Michała Roja na Osłowskim i to takiego kwalifikującego się na czerwoną kartkę. Ani jednak rzut wolny, ani dwuminutowa gra w przewadze nie spowodowały zmiany wyniku. Nie ma się czemu dziwić, skoro gdańszczanie nie mieli tego dnia ani cierpliwości, ani konsekwencji. Do remisu gospodarze doprowadzili dopiero w 30. minucie meczu. Wracający po kontuzji Osłowski przeprowadził znakomity rajd, zakończony płaskim strzałem, który zaskoczył Macieja Foltyna. Teraz to goście spuścili z tonu i gdy 3 minuty później po podaniu Pawickiego AZS na prowadzenie wyprowadził Dominik Depta, wydawało się, że Azetesiacy mają szansę na zgarnięcie pełnej puli.

Tego, co działo się w ostatnich minutach nikt, jednak przewidzieć nie mógł. Najpierw, gdy zawyła syrena oznajmiająca piąty faul AZS-u, gdańszczanie stanęli zdezorientowani, a zawodnicy z Pniew spokojnie przedarli się pod bramkę i zdobyli wyrównującego gola. Później szósty faul popełnił Pawicki, a z przedłużonego rzutu karnego celnie uderzył Łukasz Frajtag. Piłka kopnięta przez grającego trenera odbiła się od poprzeczki, następnie od parkietu i wyszła w boisko. Sędzia Witkowski uznał, że futbolówka całym obwodem przekroczyła linię bramkową i chyba jak najbardziej prawidłowo zaliczył trzeciego gola dla Red Dragons. AZS w ostatniej minucie wycofał bramkarza i za sprawą Pawickiego doprowadził do remisu, ale marne to dla gospodarzy pocieszenie.

UG nie potrafiło wygrać już 9. meczu z rzędu. Tak beznadziejny start, jak gdańszczanie, w ciągu ostatniej dekady (!) zanotował tylko jeden zespół. Kto? W sezonie 2012/13 po 9. kolejkach ostatnia drużyna miała ledwie 1 punkt na koncie. Był nią... AZS UG. Ostatecznie ekipa z Trójmiasta uplasowała się na ostatniej pozycji po sezonie zasadniczym (22 kolejki), na koniec utrzymując się tylko dzięki upadkowi Marwitu Toruń. To nie jest dla Szymona Hartmana dobry prognostyk, ale i dobra nie jest gra jego podopiecznych. W zasadzie przełączając równolegle transmitowane przez telewizję KP Sport mecze Elhurtu-Elmetu Heliosa Białystok z Unikatem Osiem oraz pojedynek gdańszczan, gdyby nie kolory strojów, można by nie zauważyć różnicy pomiędzy ligami. I tam, i w Gdańsku gra zaczyna się opierać na piłkarzach z trawy, może indywidualnie dobrych technicznie, ale nie "czujących" hali jak Michał i Łukasz Olszewscy czy Patryk Ziarko. To bardzo dobry przepis. Na spadek z ekstraklasy.

Dodatkowe informacje

  • Źródło: Jakub Lempski