Skrót meczu

Smocza jaskinia zdobyta

W Pniewach padały już potęgi - Wisła Kraków czy Pogoń 04 Szczecin. Halę Red Dragons odczarowali zawodnicy Gatty Active Zduńska Wola, na czele z niezniszczalnym Danielem Krawczykiem.

Red Dragons Pniewy
Gatta Active Zduńska Wola

Red Dragons Pniewy - Gatta Active Zduńska Wola
2:4

 
Piątkowe, pierwsze spotkanie 11. kolejki ekstraklasy miało być kolejnym, w którym to gospodarze byli czarnym koniem tych zawodów. Do Pniew przyjechał wicelider Gatta Active Zduńska Wola, który to ostrzył sobie zęby na wywiezienie z tego trudnego terenu trzech punktów. Warto przypomnieć, że z Pniew na tarczy wracały takie zespoły jak Wisła Krakbet Kraków czy Pogoń ’04 Szczecin. Zatem goście mieli trudny orzech do zgryzienia.

Początkowe minuty były bardzo "szarpane" zarówno z jednej jak i drugiej strony. W tym okresie gry mogliśmy zauważyć wiele strat, które to kończyły się groźnymi kontrami przeciwników. Jednak gracze obu drużyn mieli "przestawione" celowniki. Pierwszy groźny strzał na bramkę nastąpił dopiero w 4. minucie, kiedy to Adam Wachoński minimalnie przestrzelił obok prawego słupka. Podziałało to jak kubeł zimnej wody na gości, którzy zaczęli grać bardzo koronkowo. Wszystko kończyło się na defensywie Red Dragonsów. Plan Gatty na te spotkanie był prosty. Czekać na graczy beniaminka na własnej połowie, odebrać piłkę i wyjść z kontrą. Niestety proste jest to tylko na papierze. Większość zagrań przyjezdnych kończyło się na aucie. Dopiero w 9. minucie Marcin Olejniczak był bliski pokonania bramkarza. Z tej sytuacji zwycięsko wyszedł Maciej Foltyn.

Z minuty na minutę przewaga zawodników ze Zduńskiej Woli rosła. Na bramkę Czerwonych Smoków sunął atak za atakiem, ale defensywa gospodarzy spisywała się bardzo dobrze. Dużo odbiorów pod własną bramką zaliczył Dominik Solecki. W tym okresie gry to gospodarze oczekiwali na groźne kontrataki. Jeden z nich mógł się zakończyć bramką. Los jest jednak przewrotny, ponieważ to kontra gości przyniosła im prowadzenie. W 12. minucie meczu precyzyjnym strzałem popisał się Daniel Krawczyk, który wyprowadził Zduńską Wolę na jednobramkowe prowadzenie. Był to pierwszy mecz od 20 września, w którym to Red Dragons jako pierwszy traci bramkę we własnej hali. Poprzednim meczem było spotkanie z Cleareksem Chorzów na inaugurację rozgrywek.

Strata gola podziałała mobilizująco na gospodarzy. Przewaga optyczna z minuty na minutę rosła. Nie przynosiło to jednak oczekiwanych rezultatów. Strzały Szymona Piaska oraz Łukasza Frajtaga kończyły albo na rzutach rożnych, albo niedaleko słupka. Co więcej, gospodarze nadziali się na kolejną kontrę, którą to znów wykończył najlepszy strzelec Gatty - Krawczyk. Do przerwy utrzymał się wynik 0:2. Red Dragons byli wyraźnie niezadowoleni z tego wyniku. Czyżby miał to być pierwszy mecz od spotkania z chorzowianami, gdzie gospodarze polegną we własnej hali?

Gwizdek oznajmujący drugą część spotkania oraz głośne okrzyki kibiców znajdujących się w hali MOSiR w Pniewach, podziałały bardzo mobilizująco na podopiecznych Łukasza Frajtaga. To zawodnicy w czerwono-czarnych strojach chcieli udowodnić, że nie straszny im nawet wicelider ekstraklasy i od razu rzucili się do odrabiania strat. Gospodarze agresywnie atakowali rywali. Przewaga optyczna oraz doping kibiców rosły z minuty na minutę. Ci drudzy wiedzieli, że tylko głośnym wsparciem z trybun mogą pomóc swoim pupilom w odniesieniu zwycięstwa. Groźne strzały na bramkę oddawali Patryk Hoły oraz Frajtag, ale to golkiper gości wychodził z nich zwycięsko. Pomagała mu dobrze zgrana defensywa, która dawała początek groźnym kontrom. Jedna z nich mogła zakończyć się zmianą rezultatu na 3:0, ale na swoim miejscu był Maciej Foltyn, który praktycznie na linii bramkowej zatrzymał strzał gości. Bramka zawodników ze Zduńskiej Woli przeżywała oblężenie, ale strzały gospodarzy nie przynosiły zamierzonych efektów, zazwyczaj były one blokowane, przez co nie sięgały celu. Do końca spotkania zostało raptem parę minut gry.

W 34. minucie trener gospodarzy postanowił wycofać bramkarza. Zamiast niego na boisku zameldował się Adam Wachoński. Rozgrywanie piłki w przewadze nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Po dobrej akcji gospodarzy piłkę wyłuskał Michał Szymczak, który to z własnej połowy oddał strzał na pustą bramkę Smoków z Pniew. Wraz ze zmianą wyniku na tablicy świetlnej, było już pewne, że wspaniała seria gospodarzy zostanie tego dnia zakończona. Pomimo tego ambitnie do samego końca Red Dragons walczyli o choćby honorowe trafienie. Daremnie.

Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:3 dla Gatta Active Zduńska Wola i tym samym goście są pewni, że "przezimują" przerwę w rozgrywkach na drugim miejscu w tabeli. Natomiast gospodarze nie mają się czego wstydzić. Walczyli bardzo ambitnie i pomimo wyniku, który sugeruje dość gładką przegraną, wcale tak nie było. Zabrakło naprawdę bardzo niewiele, a przecież był to mecz wicelidera z beniaminkiem.