Z notatnika dziejopisa
Niby zakończył się sezon futsalowy, chociaż dla chcących być akuratnymi w statystyce pozostał jeszcze do rozegrania jeden mecz barażowy o ekstraklasę. I gra w nim – co było nie do pomyślenia jeszcze lat temu kilka – Pogoń 04 Szczecin.
Nie ma sport szczeciński dobrych dni w minionym sezonie. Przypomnę tylko upadek z wielkim hukiem siatkarskiego teamu Stoczni Szczecin. Budowany z pompą zespół - z najlepszym siatkarzem mistrzostw świata Bartoszem Kurkiem jako wizytówką - zgasł niezwykle szybko. Nie wiem, jaki los dany jest Pogoni, ale bywa, że nie tylko wielkie projekty palą z czasem na panewce. Bowiem nic nikomu nie jest dane na zawsze. Niemniej, szkoda byłoby pisać kolejny felieton w tonie gorzkim, jak poranna kawa, dla szczecińskiego futsalu. Zresztą miniony sezon futsalowy nie powalił mnie tak ogólnie na kolana. Był najzwyczajniej przeciętny. Był ostatnim – przynajmniej na obliczalną perspektywę – dwunastozespołowym w ekstraklasie. Jako felietoniście jest mi to obojętne. Jako działaczowi futsalowemu już nie. Nie akceptuję bowiem rozmywania tym sposobem poziomu sportowego w - i tak już nierównej - stawce klubów ekstraklasy. Zamiast postępującego profesjonalizmu wieszczę tym samym kolejne lata amatorki.
Patrząc w minionym sezonie na „reformy” futsalowej ekstraklasy przypomina mi się pewien dialog z kultowego „Misia” Barei. Prezes Ochódzki pyta w nim – po co jest ten miś. I sam odpowiada – nikt nie wie po co, ale odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa i to jest miś na skalę naszych możliwości. Być może niezbyt dosłownie przekazałem dialog, ale sens oddałem wiernie. A od siebie dodam jeszcze – mniej spektaklu, więcej wizji.
Drodzy czytelnicy, czy zastanawialiście się kiedyś, jak mocny personalnie jest polski futsal? I wcale nie chodzi mi w tym pytaniu o poziom sportowy zawodników, możliwości sponsorskie, czy umysły działaczowskie, względnie szkoleniowe. Zapytam krótko - czy w historii polskiego futsalu pojawiła się osobowość, która wywarła na niego tak przemożny wpływ, jak choćby Lato, Boniek, Lewandowski na piłkę trawiastą? Otóż nie. Wymienieni są rozpoznawalni od przylądka Horn po biegun północny, wszerz i wzdłuż kuli ziemskiej.
W polskim futsalu, co najwyżej kilka osób znanych jest w różnych środowiskach pozafutsalowych. Żaden polski futsalista nie zakotwiczył na dłużej poza granicami. Co prawda, kiedyś Dariusz Dziekanowski był z ramienia PZPN ambasadorem przy reprezentacji futsalu, ale było to głównie papierowe ambasadorowanie. Podobnie, jak później dawanie twarzy futsalowi przez Mączyńskiego. Proszę mi wierzyć, większość ludzi futsalu jest dla szeroko pojmowanej społeczności sportowej w Polsce najzwyczajniej anonimowa. I dlatego futsal polski jest zawsze w tak zwanym niedoczasie. I dlatego to właśnie trzeba odmienić – panowie prezesi, przewodniczący.
Nie wiem, co w kolejnych latach stało się z tymi danymi, tak jak nie wiem, dlaczego zaprzestano na początku kadencji pana Bońka profesjonalizacji I ligi futsalu. Zresztą pytań jest wiele. Tylko komu je zadawać, gdy personalnie co chwilę kto inny jest władny na nie odpowiadać? Czyżby pozostawał tylko prezes Ryszard? Ochódzki Ryszard.
Andrzej Hendrzak