FUT5AL HEA7EN
I znowu spóźnienie... Trzeci raz mi się to przydarzyło, a jest to FUT5AL HEA7EN numer 28. Tym razem miałem bardzo mało czasu, to ten felieton nie będzie z cyklu "rewelacyjne i odkrywcze". Kiedyś musicie przecież przestać mi klaskać, no nie?
Wybaczycie? Musicie, bo przecież mnie lubicie. No, może oprócz dwóch panów: z Białegostoku (dedykacja muzyczna) oraz z Rzeszowa (a z tych rejonów to polecam stary czeski, kultowy film Tajemnica Zamku w Karpatach - fragment oraz cały film).
Zacznę od pomyślnych wiadomości, kadra U-21 zagrała dwumecz z Portugalią. Najpierw poniosła porażkę 1:3, ale ten wynik na pewno hańby nie przynosi. Ja osobiście z tym zespołem wiążę duże nadzieje na przyszłość, kadra seniorska pewnego poziomu już nie przeskoczy, ale ci młodzi zawodnicy mają szansę zrobić coś wielkiego. No i w rewanżu spięli się, zagrała sportowa złość i wygraliśmy 2:0 po golach Szypczyńskiego i Zastawnika.
I właśnie o to chodzi, o zagranie na maksimum swoich możliwości. Faktem jest, iż Portugalczycy zagrali kadrą U-19, ale także w naszej zagrali 19 i 20-latkowie. Kamil Lasik w bramce ma wielki talent, dodajmy to tego Macieja Foltyna i mamy bramkarzy na długie lata w kadrze narodowej. Większość zawodników z pola gra już regularnie w ligach i mogą być tylko lepsi z sezonu na sezon. Ta kadra naprawdę daje nadzieję na to, iż za kilka lat Polska będzie się liczyć w futsalowej Europie.
W 1/8 Halowego Pucharu Polski sekundy dzieliły nas od dwóch sporych niespodzianek. Tylko skuteczność w serii rzutów karnych dała awans dwóm czołowym ligowcom, czyli Wiśle Krakbet i Gatta Active.
W Gdańsku było o krok od sensacji... (zobacz skrót). Gdańszczanie objęli prowadzenie, ale profeiro "Mały" indywidualnie pokręcił i szybko odrobił straty. Stanisławski w tym sezonie dyryguje ekipą ze Zduńskiej Woli i tylko szkoda, iż mają tak krótką ławkę i będzie im ciężko zagrozić Wiśle w drodze do tytułu. No ale wracamy na halę AZS-u, a tam Cirkowski podwyższył na 2:1 w 38 minucie gry. "Cira" nestor, stary wyjadacz parkietów tylko dostawił nogę, a chwilę później mógł zabić Gattę, ale nie trafił do pustej bramki z połowy boiska w całkiem komfortowej sytuacji. Rywale grali cały czas z wycofanym i na 5 sekund przed końcem Sobalczyk dał na remis. Pierwszy raz zwycięstwo ucieka gospodarzom, ale to jeszcze nie koniec. Dogrywka - super akcja Osłowski, Poźniak, Kostuch i UG znowu na prowadzeniu. Sobalczyk nie strzela krótkiego karnego, szybko grę wznawia Gonda, Kostuch świetnie się obraca i gra klepkę z Poźniakiem - 4:2. Gatta na kolanach, tylko dobić, zakopać, nerki sprzedać.
Ale... "Ale były dwie, jedna się dymała a druga nie". No i UG dało się wydymać. Sobalczyk Show, najpierw gol, a potem asysta do Szymczaka, który przytrzymał się słupka. Karne i tu Gatta nie zawiodła. Gonda mocno statyczny, wiadomo, że krótkiego ciężko obronić, ale stał i nie reagował, czekając aż go trafią. Nie trafili i awansowali dalej.
A Wisła popłynęła przez Pyrlandię do Pniew. Tam w lidze straciła punkty, teraz zabrakło naprawdę niewiele, aby odpadła z HPP. Red Dragons nie przestaje zadziwiać, z najlepszymi grają na równym poziomie. Zwłaszcza u siebie, gdzie naprawdę przy gorącej publiczności wspinają się na Himalaje. Dwukrotnie obejmowali prowadzenie, potem Wisła wyrównała a po czerwonej dla Hołego wyszła na 3:2. Frajtag wycofał bramkarza i tym razem Dragonsi wyszli na 4:3, ale Wisła także grając z wycofanym dała na 4:4 na kilkanaście sekund przed końcem normalnego czasu. W dogrywce było spokojnie, a więc karne. Najpier Jończyk gol, potem nie trafiali pewniacy Solecki i Frajtag, w międzyczasie "Lucek" Błaszczyk wybronił Budniaka, a Bondar przycelował na 2:0 i finito. Prezes Wawro poluzował krawat, krew znowu zaczęła krążyć w organizmie. Uff, udało się. Aha, video z tego meczu nie ma, bo gospodarze wymyślali cuda na kiju jakich świat nie widział, to trzeba było utajnić. Top Secret i do sejfu.
Zawbud Iława - AZS UŚ Katowice 3:5. Tysiąc ludzi na trybunach, kiedyś tam był zespół ligowy ITR, potem w pucharze też grała mocna ekipa. Jest tam zapotrzebowanie na futsal, może ktoś wreszcie ogarnie to i zrobi ligę? Rafał Krzyśka był zachwycony, nie dziwię się w ogóle. Gra przy pustych trybunach w Katowicach, a pełnej hali w Iławie mocno się różni. Radość kibiców pomaga przy zwycięstwach, echo raczej nie.
O innych meczach pokrótce, Pogoń zagrała w Bojanie pod Gdańskiem znowu radosny futsal. Przynajmniej kibice się cieszyli z dużej ilości goli. Na początku poszli na wymianę ciosów, było 2:2 ale potem już z górki i cały czas zachowywali bezpieczną różnicę bramek. KGHM Euromaster poradził sobie z pierwszoligowcami z Komprachcic wygrywając 7:3. Przed meczem chodziły plotki, że głogowianie chcą odpuścić puchar, no ale plotki to najczęściej bzdury i awansowali dalej. Clearex pod wodzą nowego duetu trenerów nie dał rady Rekordowi, a w meczu padła tylko jedna bramka. Jak wynika z krótkiego raportu na stronie chorzowian, mieli jak zwykle przewagę i jak zwykle zabrakło szczęścia. Cóż, szczęście podobno sprzyja lepszym. W każdym bądź razie Ulfik - Miozga mają naprawdę wielki problem, aby wydobyć zespół z impasu. W Tryńczy rekord publiczności, na pół godziny przed rozpoczęciem spotkania z Gwiazdą Ruda Śląska na hali nie było już miejsca!!! Potem nie było już tak wesoło, ekstraklasowcy do przerwy prowadzili trzema bramkami, a ostatecznie wygrali 6:2. Ale to już kolejny mecz, gdzie zespół FE wypełnia trybuny. Cieszy fakt, iż właśnie w takich miejscowościach futsal daje emocje, a kibice chcą oglądać piłkę halową. Dodatkowo przy okazji tego spotkania zebrali ponad 6 tysięcy złotych na akcję charytatywną - wielkie brawa!!! Futsal is better!!!
A na koniec my, czyli "Czerwone Diabły". Nastawiamy się na puchar, bo w lidze już niczego nie zwojujemy. Za final four jest premia, a za zdobycie trofeum już naprawdę konkretne pieniądze. Gruba kasa do wzięcia, jest więc o co grać. Do tej pory z różnych powodów odpuszczaliśmy te rozgrywki wystawiając rezerwowych bądź drużynę juniorów ale teraz idziemy na całość.
Wreszcie się chłopaki zagrali tak jak "umną", choć trzeba szczerze przyznać, iż tempo meczu z GAF-em nie było oszałamiające (zobacz skrót). W obu zespołach zabrakło po kilku czołowych piłkarzy (Koleśnik, Mączkowski, Mizgajski, Diemiszew, Kiełpiński), ale zmiennikom nie brakło chęci gry. Decydującym momentem gry była czerwona kartka dla Widucha. Jego zmiennik debiutował w rozgrywkach, ale grał zbyt krótko, żeby go oceniać. To nie był jedyny debiut, w miejsce chorego Witalija zagrał trener Andrij Łuciw, którego certyfikat dotarł wreszcie do Chojnic. 41 lat, a grał jakby miał dużo mniej. Dwie piękne asysty, "patrzta" ludziska jak to się robi!!! Tylko się uczyć od niego. Spokoju i dokładnych pasów. Ukraińska szkoła jazdy. Będzie dobrze. Teraz przygotowujemy się do poniedziałkowego telewizyjnego spotkania z Wisełką. Wstrząsnęliśmy mocno zespołem, który zareagował w najlepszy możliwy sposób, czyli obudził się z zimowego snu i wreszcie wygrał. Chłopaki dostali premie za to spotkanie, za Wisłę także mają obiecaną i to rosnącą w zależności od efektowności i efektywności gry.
Krakowianie tylko raz wygrali u nas, w sezonie 2011/12 kiedy ponieśliśmy porażkę 1:6 (zobacz skrót). Zespół przez 2 miesiące nie miał trenera, Oleg Zozula przyleciał wówczas samolotem zaledwie na dzień przed meczem. Potem już nie mieli tak łatwo. W następnym sezonie wygraliśmy z nimi 3:1 (przewrotka Ivanova!!!), potem w finale play off zremisowaliśmy 1:1, ale ulegliśmy po rzutach karnych (zobacz skrót) co dało Wiślakom Mistrzostwo Polski. W ostatnim sezonie zremisowaliśmy 5:5 po fantastycznym spotkaniu (zobacz skrót), kiedy na kilkadziesiąt sekund przed końcem prowadziliśmy dwoma bramkami, ale zryw krakowian dał im remis i brązowy medal. Jak widać, ostatnie trzy spotkania były pasjonującymi widowiskami, mam nadzieję iż takie samo będzie już za kilka dni. Chcecie dobrego futsalu to wiecie co robić, włączać telewizory a żony/dziewczyny/kochanki wysłać najlepiej do kina na "50 Twarzy Grenia" ;)
Kącik bibliotekarski - "Alex Ferguson. Autobiografia". Absolutnie fascynująca lektura (nie mylić z "Sir Alex Ferguson. Futbol cholera jasna!" Patricka Barclaya), w którą można zapaść na kilka długich wieczorów.
Niektórzy w tej chwili powiedzą: "łeee, znowu o Man United”. Ale ta książka to nie tylko opis managerskiej, 26-letniej ery władcy Królestwa Old Trafford. To opowieść o chłopaku z Glasgow, który przeszedł przez wszystkie szczeble piłki nożnej, od piłkarza Rangers do managera największego klubu na świecie. To także opowieść, jak się zmieniał świat futbolu. Od piłkarzy-pracowników huty po zawodników - celebrytów, o ego większym niż stadion, na którym występują. O tym, jak radzić sobie we wszystkich sytuacjach i o tym, że jest jedna zasada "always keep control of the club".
Mało kto wie, że przed Man United Ferguson prowadził Aberdeen i osiągnął z nimi wprost niewyobrażalne w dzisiejszych czasach sukcesy. Trzy mistrzostwa Szkocji, przełamując odwieczną hegemonię Rangers/Celtic, cztery puchary Szkocji oraz Puchar Zdobywców Pucharów, czyli dzisiejszą Europa League. A wiecie kogo Aberdeen pokonał w finale? Real Madryt. 2:1 po dogrywce. Wyobrażacie to sobie? Real potęgą był zawsze, a o drużynie szkockiej mało kto słyszał.
Nic dziwnego, że Martin Edwards, prezes United, po rządach Big Rona Atkinsona to właśnie Alexa wytypował na następnego managera Manchesteru. SAF zastał na Old Trafford pogorzelisko, drużynę z piłkarzami mającym problemy alkoholowe, bez skautingu, z fatalnym szkoleniem młodzieży. Czekał go ogrom pracy nad stworzeniem klubu od samych podstaw, od ośrodka treningowego po zatrudnienie trenerów, skautów, lekarzy, psychologów - absolutnie wszystkiego od zera. A potem stworzenie kilku generacji wspaniałych piłkarzy - wychowanków klubu i zbudowanie kilku genialnych drużyn, które rządziły w Anglii i w Europie (’94 z Schmeichelem, Cantoną, Keane’m i Giggsem, potem ’99 i Potrójna Korona z Beckhamem, Scholesem, braćmi Neville, Solskjaerem, Yorke’m i Cole’m, a potem ostatniej generacji z 2008 roku, która pobiła rekord Liverpool w ilości Mistrzostw Anglii i wygrała Ligę Mistrzów).
Nie można oderwać się od tej książki. Ferguson to United. Ferguson to piłka. Powtórzę wam anegdotę, którą opowiedział Neil Warnock, były manager Sheffield United - "Każdy szkoleniowiec, każdy piłkarz, wszyscy mający coś wspólnego z piłką nożną, mogą do niego zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Pewnego dnia zadzwoniłem do niego, rozmawialiśmy 10 minut o piłkarzach. Znał dobre i złe strony każdego, o którego zapytałem. Gdy odłożyłem słuchawkę powiedziałem do siebie: zakładam się, że on wie nawet, kto jest ogrodnikiem (groundsman) w Dunfermline. Dzwonię, więc drugi raz. Hej, Alex. Zapomniałem się zapytać, kto jest nadzorcą stadionu, w Dunfermline. I wiecie co? Znał jego imię i skąd pochodził".
Co tu dużo pisać, absolutne "must have" w biblioteczce każdego fana futbolu.
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)