Z notatnika dziejopisa

Niedawno prezes PZPN, Boniek powiedział - "Jestem osobą uczciwą. Nikt mnie nie będzie uczył etyki i moralności". Przeczytałem to i pomyślałem - Hmm. Jak wielu podepnie się podczas najbliższych wyborów w PZPN pod te Bońkowe słowa. Jak wielu zidentyfikuje się z prezesem, byle tylko załapać się do piłkarskiej władzy. Jak wielu powie tak samo, wcale tego nie czując, byle tylko przypodobać się. Strzeż się pan panie prezesie tych faryzeuszy.  Faryzeuszy nigdzie nie brakuje. Też w futsalu. Niedawno rozmawiałem z pewnym działaczem. Powiem więcej - ważnym działaczem polskiego futsalu, który w oczy nie powiedział złego słowa o mnie, wiele mi obiecywał, ale poza moimi oczami równo mnie obsmarował. A jak wylewnie na przysłowiowego misia witał się, klepiąc solidnie po pleczyskach.  Nie będę mówił tak jak Boniek, ale rzeknę jedno - "Nikt nie będzie mnie uczył futsalu. To co wiem jest moje. I basta." Prezes Boniek w minionej kadencji zrobił dla futsalu sporo. Ale nigdy nie jest tak, że nie można byłoby więcej. Być może nie zrobił więcej przez dziwną inercję futsalowej komisji. Być może za mało naciskała Spółka FE. Tego teraz nie rozstrzygniemy zero-jedynkowo.  Nie wchodźmy w buty nowej komisji, w której - mniemam - znajdą się nowi ludzie, a stery obejmą prężni czterdziestolatkowie. Czterdziestolatkowie z zacięciem menadżerskim. Tak jak to dzieje się w Spółce Futsalowej Ekstraklasy. Dla mnie takim cichym sprawdzianem intencji PZPN będzie zaproszenie na Walne PZPN prezesa Spółki FE. Mam nadzieję, że pan prezes Maciej jako gość weźmie udział w zjeździe związku. Brak zaproszenia ocenię jako policzek dla futsalu ze strony związkowej.
Pewnie jak cała futsalowa Polska z ogromnym zainteresowaniem oczekiwałem na losowanie grup eliminacyjnych futsalowych mistrzostw Europy 2018 roku w Słowenii. Szczególnie, że będziemy organizatorami jednego z turniejów eliminacji. Nie wiem, czym zawiniliśmy dla europejskiego futsalu, że nie chce zafundować nam łatwej grupy. Być może to naruszenie nietykalności sędziego na jednym z turniejów UEFA przez ważną osobę niegdysiejszej komisji tak nam doskwiera. Oczywiście to żart, choć delikatne naruszenie było faktem. W każdym razie w Polsce zobaczymy na turnieju wielką Hiszpanię, chcącą zapewne odrodzić się po nieudanych mistrzostwach świata w Kolumbii. Kolejny rywal, to najsilniejszy zespół drugiego koszyka, zawsze nieobliczalna Serbia. A tym czwartym do futsalowego brydża będzie zespół z obecnych jeszcze maruderów futsalowych, etapu preeliminacji. Jak spadać to z dobrego konia - mówią jeźdźcy. Na dzisiaj trenerzy oraz zawodnicy zapowiadają walkę. I takie nastawienie cieszy. Zawsze powtarzam, że coś ugrać raz jest sukcesem, ale dopiero podtrzymanie wyniku świadczy o klasie teamu. W poprzednich, światowych eliminacjach pokonaliśmy niespodziewanie Rumunów i graliśmy w barażach z Kazachstanem. Gdy w kwietniu 2017 roku powtórzymy wyjście z grupy do barażów, potwierdzimy, że jesteśmy już klasowym zespołem. Inaczej będzie nie tylko niedosyt, ale i pokazanie, iż nadal jesteśmy tradycyjnie zespołem jednego dobrego meczu. A to powoli staje się nudne. Do eliminacji jeszcze sporo czasu. Drogi PZPN-enie, stwórz dobre warunki naszej kadrze do przygotowań. Tylko nie takie jak na zgrupowaniu przed wyjazdowym meczem barażowym w Kazachstanie.

Z zadowoleniem przyjąłem informację, że wreszcie Niemcy zdecydowali się wystartować w eliminacjach. Ciekaw jestem ich występu. Pamiętam jak w roku 2010 rozmawiałem z byłym znakomitym piłkarzem, zdobywcą "Złotej Piłki" France Football, Matthiasem Sammerem, który w tym czasie był dyrektorem sportowym w Federacji Niemieckiej i poniekąd orientował się też w futsalu naszych zachodnich sąsiadów. Sammer powiedział wtedy - "wystartujemy w oficjalnych imprezac,h jak będziemy przygotowani na sicher", czyli w wolnym tłumaczeniu - pewnie, dobrze. Ano zobaczymy – jak jest z ich przygotowaniami i tą niemiecką solidnością - pomyślałem teraz. Będąc przy niemieckim futsalu należy wspomnieć, iż 27 marca 2011 roku nasza futsalowa reprezentacja rozegrała nieoficjalny mecz z Niemcami w Cottbus. Wygraliśmy 4:0. Było to pierwsze zwycięstwo jakiejkolwiek polskiej seniorskiej reprezentacji piłkarskiej nad Niemcami. Team Nawałki wygrał kilka lat później. W tym meczu przepięknym uderzeniem golowym popisał się nasz "brazylijski Polak", Cleverson Pelc, obecnie zawodnik ekstraklasowego Torunia. Oprócz jego dwóch goli, do bramki Niemców trafiali jeszcze Krawczyk oraz Budniak. Dzisiaj żaden z nich "nie wącha" już kadry. Czy nie za szybko miele ten nasz kalejdoskop kadrowy? Ale o tym, jak i innych personaliach w kolejnych felietonach. Przy okazji tego niemieckiego wątku wspomnę drobną ciekawostkę. Otóż, ten mecz z Niemcami był kontraktowany w lutym 2011 roku, między innymi też przeze mnie, przy okazji losowania grup polsko-ukraińskiego EURO 2012. Niemcy wyrazili chęć rozegrania meczu w trakcie dyskusji o współpracy polskiego i niemieckiego związku piłkarskiego. Mecz był niejako w pakiecie z meczem towarzyskim reprezentacji narodowych na trawie, który odbył się - bodajże we wrześniu 2011 - w Gdańsku (wynik 2:2).
Ligowy pojedynek ekstraklasy futsalu najbardziej rozpoznawalnej w Polsce drużyny futsalowej, czyli Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała oglądałem w międzynarodowym towarzystwie na terenie "księstwa arłamowskiego". Tej nazwy używam w odniesieniu do szerzej poznanego przez sportową Polskę związanego z przygotowaniami naszej reprezentacji do francuskiego EURO, Arłamowa i okolic już od ponad 40 lat. Zapyta ktoś, dlaczego Clearex uważam za najbardziej rozpoznawalny. Odpowiedź jest prosta. Gdziekolwiek w Polsce rzucam słowo futsal, od razu większość moich rozmówców odpowiada - "Clearex". Daj Boże, żeby inne kluby futsalowe dorobiły się takiej rozpoznawalności. Wówczas i telewizja nie musiałaby być panaceum na wszelkie dolegliwości tej halowej odmiany kopanej piłeczki. Niestety, 0:9 z Rekordem pokazało, że niegdysiejsza forma sportowa tego klubu to już historia, chociaż na listopadowe gry kontrolne z Portugalią trenerzy Bianga oraz Korczyński powołali aż trzech zawodników z Chorzowa. Niemniej, z kronik futsalu pana Wolnego i jego futsalowej "cleareksowej religii" nikt nie wykreśli. Nawet najbardziej mażącą gumką. Z mnogości goli wszyscy oglądający jednogłośnie wybraliśmy na numer jeden woleja Janowskiego. Czystość uderzenia, złożenie do strzału pokazują wielką klasę grającego w Rekordzie Czecha. Gol był przepiękny, ale nawet jego uroda nie była w stanie mnie tak zszokować, jak wtorkowy, poranny magazyn sportowy w ogólnopolskiej telewizji regionalnej TVP. Czy wyobrażacie sobie, że informacje o meczu Clearex - Rekord były podawane wcześniej, niż wynik meczu Radwańskiej z Kuzniecową w tenisowym finale masters WTA w Singapurze? Nie wspomnę o innych ligowych wydarzeniach z hal oraz trawiastych boisk, które także musiały ustąpić palmy pierwszeństwa futsalowi. Oj, dzieje się. Oj, dzieje. A bywały takie momenty, i to w tym samym Chorzowie, kiedy około dekady temu TVP musiała jak niepyszna odjeżdżać z wozami spod chorzowskiej hali, bo naraz pojawił się człowiek z papierem pokazującym, że on ma prawa do transmisji podpisane przez PZPN. Na szczęście obecnie wszystko w rękach Spółki. I niech tak pozostanie.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Po ubiegłotygodniowej decyzji UEFA o rozegraniu meczu Ligi Mistrzów Legia Warszawa - Real Madryt bez udziału publiczności, zapewne należę do tych nielicznych stołecznych szczęśliwców, którzy mieli w tym roku okazję zobaczyć mistrzowski mecz Realu w LM na żywo. A zdarzyło się to w kwietniu w Wolfsburgu. Jednak po raz pierwszy na żywo mecz Realu oglądałem 40 lat temu. Było to w Mielcu, kiedy to w obecności 40 tysięcy widzów w meczu rozgrywek mistrzów krajowych pod nazwą Puchar Europy, Królewscy pokonali Stal Mielec 2:1. W tamtych latach Kazimierz Deyna - wielki piłkarz reprezentacji Polski oraz warszawskiej Legii mówił, że do Mielca jedzie się grać za stodołę. Czy obecnie tak samo nie może powiedzieć Real, gdy przyjeżdża do stolicy dużego, cywilizowanego państwa i też gra jakby za stodołą, bo przy pustych trybunach. Prezes Boniek odnosząc się do porażki Legii z Borussią aż 0:6 mówił - "Zawsze mówiłem, że chcemy mieć więcej niż mamy. Sami pchaliśmy się na afisz. Legia cieszyła się z finansowych zysków, jakie przyniosą występy w Lidze Mistrzów. Ale czy zespół stać na granie z najlepszymi jak równy z równym? Miałem co do tego wielkie wątpliwości". Prezes pewnie odnosił się w tych słowach do strony sportowej. Ja odniosę te słowa do całości wydarzeń tamtego dnia na stadionie przy Łazienkowskiej. Nie mnie wnikać w przyczyny tego stanu rzeczy, ale chciałbym to zadedykować jako przestrogę dla klubów futsalowych. Nie wystarczy, bowiem, mieć dobry zespół i osiągać jakie takie wyniki sportowe. Wizerunek klubowy, a co za tym idzie przychylność sponsorów kształtuje jeszcze wiele innych czynników, w tym bardzo ważne organizacyjne. I też kibice.
Nim przejdę do futsalu, jeszcze na moment zatrzymam się przy aferze alkoholowej w polskiej reprezentacji piłki trawiastej. Na boiskach od klasy okręgowej w dół jest obiegowo przytaczane takie powiedzenie - "Nie ma futbolu bez alkoholu". Okazuje się, że także na najwyższym poziomie problem ten jest znany. Zdziwiło mnie to bardzo, gdyż na prawo i lewo dziennikarze oznajmiali, iż kadra jest pod kontrolą, a trener Nawałka panuje nad wszystkim. W tym kontekście dziwne to panowanie. Raczej niewiedza albo udawanie, że wszystko jest OK. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że problem nagłośniły media, a nie wykrył go skrupulatny nadzwyczaj pod rządami prezesa Bońka, PZPN. No cóż, jak to mówią, bywalcy zaułków oraz zakamarków - "pod latarnią jest najciemniej". Aby nie było, że futsal jest wolny od napojowych wyskoków wspomnę turniej eliminacyjny mistrzostw Europy w futsalu, który w roku 2011 odbywał się w Bielsku Białej. Tam też jeden z najwybitniejszych europejskich futsalowców zatruł się jakimś napojem i trochę nabru(ź)dził, ale na drugi dzień grał jak z nut i do dzisiaj bryluje na światowych parkietach. Widać z tego pić też trzeba umieć. A, i Polska reprezentacja futsalowa wracała raz z meczów w Anglii trochę osłabiona. I działo się to pod okiem nadzwyczaj wrażliwego na "sytuacje napojowe" przewodniczącego Kazimierza.

Do Wieliczki na mecz ekstraklasy, beniaminka MKF Solne Miasto Wieliczka (dawny MKF Grajów) z Piastem Gliwice jechałem z dużym sentymentem. W tamtejszym pięknym kompleksie sportowym dwukrotnie za moich komisyjnych czasów grała reprezentacja Polski. Tam, a dokładnie w niedalekim Grajowie, działają prawie od zawsze przy futsalu bracia Gromalowie. Z jednym z nich, Krzysztofem, odbyłem przez lata minione wiele dyskusji o futsalu. Były to rozmowy nie zawsze spokojne, czy miłe, ale przeważnie rzeczowe. I wiedziałem po nich jedno - ci ludzie mają futsal po lewej stronie ciała. On jest ich życiem. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że po kilkunastu latach istnienia sekcji futsalowej, po kilku latach "wędrówek" na linii I - II liga, wreszcie Grajowianie wstąpili na ekstraklasowe salony. I niech tak już zostanie. Jeszcze po drodze zdobywali tytuły oraz medale młodzieżowych mistrzów Polski. Sam mecz nie powalał poziomem sportowym. Niemniej, każdemu działaczowi futsalowemu w Polsce polecam profesjonalne podejście panów Artura oraz Krzysztofa Gromalów do organizacyjnych obowiązków gospodarza. Kiedy telewizja zażyczyła sobie, aby wykonać podest dla kamer po przeciwnej stronie trybuny, bez zbędnych komentarzy został wykonany. Jak mówili mi ludzie z Komisji Ligi nie było zbędnych pytań, czy zdziwień, że coś wymaga się. I podeprę się jeszcze niezależną opinią osoby, która jako biznesmen kocha futsal. Siedząc niedaleko mnie na widowni po meczu powiedział - "Wie pan, byłem na meczach w Toruniu, Pniewach, ale jak miałbym zainwestować pieniądze w klub, to tutaj w Wieliczce". Kolejnym pozytywem, o którym warto wspomnieć, to familijna atmosfera w zespole, gdzie łączą się zawodnicy stricte futsalowi z zawodnikami, którzy posmakowali już nawet trawiastej ekstraklasy, czy I ligi (przykładowo Cebula, Jeleń, Skórski). I do tego trener, Krzysztof Kusia. Krzyśka znam już ponad dekadę. Zawsze miałem o jego profesjonalizmie jak najlepsze zdanie. Zresztą cenię go nie tylko jako - kiedyś zawodnika, teraz trenera, ale ogólnie - jako człowieka. Człowieka z autorytetem i to nie tylko futsalowym. Niejednokrotnie, bywało, w reprezentacji gasił pożary. Z jego zdaniem liczyła się drużyna, działacze, szkoleniowcy. Trzymam kciuki, Krzysztofie.
Czwarta kolejka ekstraklasy nie przyniosła sensacyjnych rozstrzygnięć. O ile ktoś za takie uznaje remis Cleareksu w Głogowie, to nie zna historii trenera Euromestera, Tomasza Trznadla, który występując jako zawodnik, czy trener przeciwko chorzowianom z zasady nie przegrywa. A pierwszy raz spotkali się już gdzieś około 20 lat temu, gdy obecny szkoleniowiec Euromastera kopał futsalówkę w Impelu Głogów. Czyżby pan Tomasz znał receptę na Clearex? W każdym razie punkcik na koncie głogowian zawsze wygląda lepiej niż zero. Nie sądzę, aby mecze telewizyjne ekstraklasy futsalu w niedzielne popołudnie były dobrym pomysłem. W tych samych godzinach w telewizji była Nieciecza z Jagiellonią w piłkarskiej ekstraklasie, siatkarze Lotosu z ZAKS-ą, a także trzecioligowe derby Łodzi pomiędzy ŁKS-em i Widzewem. Najlepiej niech Spółka trzyma się poniedziałku i przyzwyczaja do terminu kibiców futsalu, i cały ludek telewizyjny. Idzie zima i w tym dniu po południu odpadnie przynajmniej piłka trawiasta. Patrząc na tabelę zaryzykuję i napiszę, że Rekord oraz Gatta uciekły już peletonowi i używając terminologii kolarskiej dowiozą swoją przewagę do mety.

Kolejnego pierwszoligowego meczu nie rozegrały Futsal Team Brzeg oraz Słoneczny Stok Białystok.  Jakieś kulawe są te rozgrywki. Nie znam przyczyn, ale głośno pomyślę, aby rozbudzić myślenie czytelników w tej materii. Czy przypadkiem powodem nie są nakładające się terminy meczów piłki trawiastej, w których wielu zawodników klubów futsalowych I ligi bierze jeszcze udział - co najmniej - do połowy listopada. Jeżeli tak byłoby, to marne jest to zaplecze ekstraklasy. Może po wyborach nowa Komisja Futsalu to przemyśli. A jak już jestem przy wyborach w PZPN, to rzucę jeden niezwykle gorący temat, który krąży po środowisku. Nic bowiem tak bardzo nie rozpala wyobraźni, jak personalia. Wiem to z autopsji. Otóż obiegła środowisko wieść, że ktoś z grona piłki plażowej może w nowej kadencji pokierować wspólną PEZETPEENOWSKĄ Komisją Futsalu i Piłki Plażowej. Biorąc pod uwagę wyniki sportowe - rzeczywiście plażowicze mają przewagę. Biorąc pod uwagę masowość dyscypliny, systemy rozgrywek - zdecydowanie góruje futsal. A może ktoś ważny wpadł na pomysł, aby rotacyjnie co cztery lata obsadzać to stanowisko. Na chwilę obecną "plażówka" chyba nie ma nawet autonomicznego delegata na Walne Zebranie PZPN. Przypominam, wybory 28 października. Benjamin Disraeli, polityk brytyjski napisał ponad wiek temu - "Światem rządzą zupełnie inni ludzie niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie należą do kręgu wtajemniczonych". Świat, to i nasza polska piłka. Mam jednak nadzieję, że polski futsal nie obudzi się po tych październikowych wyborach z ręką w przysłowiowym nocniku.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Po poprzednim felietonie miałem telefon od pana Józefa, zasłużonego działacza piłki halowej lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Powiedział - "Dziękuje ci Andrzeju, że wspomniałeś o tych, dla niektórych, już zamierzchłych czasach naszej halówki. Mało jest działaczy w teraźniejszym futsalu, którzy owe początki pamiętają. A było trudno, ale i śmiesznie, niemniej jednak przyjacielsko. Całkiem inaczej niż teraz. Nie napinaliśmy się na wynik. Ot, była to rywalizacja z wolą zabawy. Jak to u prawdziwych pionierów bywa. I napisz, że blisko jubileusz 25-lecia polskiego futsalu. Może ktoś pofatyguje się i zrobi jakieś obchody". Obiecałem przyjacielu, że o tym napiszę i to robię na poczesnym miejscu kolejnego felietonu. Tylko, kto miałby to zrobić - zastanawiam się. W PZPN raczej głowy do małej piłki nie mają. Komisja boryka się z innymi problemami i tak po prawdzie nie ma co świętować. Zresztą na chwilę obecną mają pewnie ważniejsze sprawy - choćby jak załapać się do nowej komisji po powyborczym rozdaniu z 28 października. Może więc ekstraklasa z niektórymi ojcami założycielami polskiego futsalu sprzed lat. Ogólnie biorąc Śląskiem, Podbeskiedziem, Zagłębiem oraz Opolszczyzną czele. Jak to mówią Rosjanie - pożiwjom, uwidim. Temat, obiecany przyjacielowi, rzuciłem i poczekam na odzew.
Wolność jest moim zdaniem takim przejawem, który umożliwia wychodzenie z miejsc, które nie są lubiane. Wychodzenie, kiedy chce się i jak chce się. Dlatego w 80. minucie opuściłem we wtorek Stadion Narodowy, bo miałem dość robienia ze mnie idioty przez kilkadziesiąt milionów PLN w postaci polskich piłkarzy biegających bez składu i ładu po nienajlepszej tego dnia murawie w meczu z Armenią. Z tej grupy PLN, czyli polskich złotych wyłączam Lewandowskiego, bo - moim zdaniem - jemu jednemu tak naprawdę się chciało. Pal licho te dwie stóweczki, które wyłożyłem, aby zasiąść w tym magicznym dla piłkarskiej Polski miejscu (przynajmniej zobaczyłem w jednej lokalizacji sporo pięknych kobiet. Oj ładne są te Polki. Oj cudowne), ale nie zdzierżę, gdy ktoś robi ze mnie idiotę i nie przykłada się należycie do wykonywanej roboty. Tego dnia na Narodowym przekonałem się też, iż pan Nawałka wcale nie jest cudotwórcą, jak opisywały go niektóre media. Co gorsze, zobaczyłem, że ubywa z kadry dwóch zawodników i nie ma reprezentacji. Panie prezesie Boniek, proponuję pielgrzymkę do Częstochowy z jakimś votum oraz prośbą, aby "Lewego" omijały kontuzje. Powyższy passus chyba wyjaśnia sympatykom futsalu, dlaczego reprezentacja futsalowa nie może przebrnąć pewnego poziomu. Po prostu, żaden nasz futsalista nie gra w dobrym klubie poza Polską i ma braki wolicjonalne albo techniczne. Futsalowego Lewandowskiego nie widać nawet w najodleglejszej perspektywie. A, i nasze kluby nawet "nie wąchają" od lat trwającej obecnie klubowej main round UEFA Futsal Cup. Jest takie powiedzenie - tak krawiec kraje, jak materiału staje. Nie oczekujmy więc zbyt nachalnie, że trenerzy Bianga oraz Korczyński przeskoczą pewne etapy. I tak robią więcej, niż to wygląda po pobieżnej analizie umiejętności zawodników. Jeżeli ktoś w tej materii ma inne zdanie, to jest najzwyczajniej ignorantem. Aha, jeszcze pragnę dodać, że paradoksalnie gol Roberta może przejść do historii jako jedna z najważniejszych jego bramek w karierze reprezentacyjnej. A za rok może okazać się, że nawet jest najważniejszą.

Po tej jubileuszowo-trawiastej części przejdźmy do bieżących futsalowych wydarzeń. Tym razem Pniewy dostąpiły zaszczytu przywitania z futsalową telewizją publiczną, która misyjnie nadaje futsal. I robi to coraz lepiej, mimo iż nie zawsze ma sale, hale temu sprzyjające. Pniewski mecz atrakcyjnością przypadł mi do gustu. Po raz pierwszy na misyjnym ekranie telewidzowie zobaczyli przedłużone rzuty karne i to wykonywane wcale nie z oznaczonego punktu, co wzbudzało konsternację przed ekranami, ale i pokazywało, ile do zrobienia dla wyjaśniania zawiłości futsalowej gry dla przeciętnego polskiego Kowalskiego mają komentatorzy tej dyscypliny. Muszę powiedzieć, że drugi gol Łukasza Frajtaga był najprzedniejszej urody. Panie Łukaszu, proszę o kolejne takie cudeńka. Natomiast, nie zauroczyli mnie kadrowicze reprezentacyjni, może poza Foltynem, z obydwu zespołów. Ale widocznie moja wyobraźnia jest mniejsza niż trenerów Biangi oraz Korczyńskiego. I niech tak pozostanie dla dobra polskiego futsalu. Szkoda, że spiker nie przedstawił widzom Pawła Wojtali, byłego reprezentacyjnego piłkarza naszej trawiastej kopanej, a od niedawna prezesa Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Osobiście nie przypominam sobie, aby prezesi wojewódzkich ZPN  tak gremialnie drzwiami oraz oknami chadzali na futsalowe mecze ligowe. Co najwyżej, jak jest mecz reprezentacji, to wtedy ogrzeją się przy futsalu. Prawda, panie przewodniczący Bogdanie. Wypadałoby też zgromadzonej, aż w nadmiarze, rozkochanej w futsalu publiczności pniewskiej przedstawić prezesa Spółki, Macieja Karczyńskiego. Zawsze twierdzę, że w takich sytuacjach lepiej powiedzieć więcej, niż za mało. Niemniej, organizacyjnie piąteczka.

Ruszyła I liga futsalowa - 23 zespoły, w pierwszych dwóch kolejkach aż 4 mecze przełożone. W porównaniu z poprzednim sezonem jest o jeden zespół mniej. Było nie było jest to ważne zaplecze dla ekstraklasy, choć trochę zbyt liczne, aby stabilizować poziom do najlepszych drużyn kraju. Dlatego z zaciekawieniem poobserwuję wyniki ekstraklasowych beniaminków. Jak na razie wyżej w tabeli jest Gdański AZS, chociaż w bezpośrednim boju Solna Wieliczka była lepsza. Mnie osobiście cieszy, że Wieliczka znalazła się w najwyższej klasie rozgrywkowej, gdyż reprezentuje region krakowski, gdzie tradycje futsalowe są spore, a po różnych perypetiach Baustalu, Kupczyka, czy Wisły nie było, bodajże, przez miniony sezon drużyny tego regionu w ekstraklasie. Dobrze, że wrócił Gdańsk. Tylko proszę, panowie piłkarze AZS – niech nie będzie to na zasadzie przysłowiowej "wańki-wstańki", czyli wchodzimy, spadamy, znowu wchodzimy. Czas na stabilizację, aby futsal wzmocnił się na dłużej na północy Polski. Zdaję sobie sprawę, że w I lidze jest o wiele trudniej niż w ekstraklasie. Mniej kasy. Nie ma stałego medium. O wizerunek trzeba dbać samemu, nie tak jak w Spółce Futsal Ekstraklasa. Nie wierzę bowiem, aby zadbał o te sprawy związek centralny, czy regionalny. Komisja Futsalu w zasadzie, jako główne i słusznie, realizuje inne swoje zadania, przeważnie dotyczące reprezentacji narodowych, czy młodzieżowych mistrzostw Polski. Niedawno jeden z działaczy klubowych I ligi podczas dyskusji rzucił tak niezobowiązująco - może panowie byśmy też powołali sobie takie stowarzyszenie, jak ma I liga na trawie. Coś w tym jest. Pamiętam jak w 2010 roku Szymon Czeczko proponował objęcie przez Spółkę Ekstraklasa patronatem rozgrywkowym kluby I ligi. Wtedy było ich mniej i pewnie byłoby łatwiej przejąć prowadzenie rozgrywek, ale związek centralny był przeciwny. Teraz przy tej ilości zespołów byłoby trudniej o taką wolę. A, i pewnie atmosfera w PZPN ku temu jest nadal niesprzyjająca.
Zawsze powtarzałem, że kto chce być sędzią w sporcie, musi być albo gruboskórny w odbiorze wrażeń zewnętrznych, albo nie myć uszu przed meczem. Starożytni powiadali - "Nullus videtur dolo facere, qui suo iure utitur - nie uważa się, aby postępował nieuczciwie ten, kto wykonuje swoje uprawnienie." Ja tę maksymę zawsze mam przed oczami, gdy słyszę narzekanie na sędziowanie. Dlatego nieprzyjemne, krytyczne okrzyki pniewskiej widowni wydają mi się mocno nieuprawnione. Zawsze powtarzałem i będę to czynił nadal. Sędzia to tylko człowiek i pomylić może się. Najgorsze jest, kiedy myli się z premedytacją. To jest niewybaczalne. A takich momentów w pniewskiej hali tego poniedziałkowego wieczora - według mnie - nie było. Bywając na meczach futsalowych odnoszę wrażenie, że to właśnie sędziowie zrobili największy postęp w minionych 2-3 latach. Zresztą mam na to namacalny dowód. Tylko sędziowie z grona polskiego futsalu od lat regularnie uczestniczą w finałach międzynarodowych imprez, co nie jest przywilejem ani reprezentacji ani klubów. Akurat, gdy piszę te słowa sędzia Frąk wyjeżdża na turniej futsalowej ligi mistrzów do Serbii. I pomyśleć, że piszę to ja, który - jak to określają znajomi ze sfer futsalu - jestem ustawiony do sędziów jak pies do przysłowiowego jeża. Zapewne spory wpływ na sędziowski postęp miało wyalienowanie się ich spod władczej ręki komisji futsalu i przejęcie pod opiekuńcze skrzydła przez Kolegium Sędziów PZPN. Tak zresztą już było w latach 2009-2012, ale później na chwilę ponownie komuś tam w futsalu zachciało się "ręcznego sterowania" sędziami. Jest takie popularne powiedzenie - Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. I tak pozostanie w relacji sędzia - zawodnik - kibic - działacz - trener. Zawsze najlepiej zwalić winę za niepowodzenie na tego obcego - czytaj sędziego. A my Polacy wobec obcych, inaczej myślących albo nie wspierających naszych prawd - rzekomo oczywistych - jesteśmy szczególnie wyczuleni.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno minęło trzy lata jak zaprzestałem pisania felietonów o futsalu. I pewnie tak zostałoby, gdyby nie informacja, że TVP Sport transmituje mecze ekstraklasy futsalu. Oho, pomyślałem, wreszcie poważna telewizja weszła na dłużej do środowiska. Czyli idzie ku lepszemu. Aby przekonać się o tym naocznie wybrałem się na mecz do Gliwic. Zresztą gliwicki futsal zawsze darzyłem sentymentem, gdyż to zawodnik z gliwickiej Sośnicy jeszcze w roku 1992 pierwszy raz dał mi szanse na zainteresowanie się tą dyscypliną. Wiesław Lipka - tak nazywał się ten piłkarz, grający w klubie wschodniej Polski, któremu w tamtym czasie prezesowałem - pojechał z reprezentacją Polski pod wodzą Michała Listkiewicza na finały mistrzostw świata w Hongkongu w 1992 roku. Do dzisiaj są to jedyne mistrzowskie, światowe finały z udziałem Polaków.  PZPN był bardzo wówczas wdzięczny, że pozwoliłem piłkarzowi pojechać, mimo iż sezon trawiastej kopanej trwał w pełni, a Wiesiek wraz z niedawnym prezesem Piasta Gliwice, Adamem Sarkowiczem był królem środka pola mojej klubowej drużyny. To tyle tytułem uzasadnienia nazwy rubryki - Z notatnika DZIEJOPISA. Zresztą dykteryjek oraz futsalowych historyjek, nie tylko współczesnych, nie zabraknie. Solennie obiecuję. Zawiodę tym samym wszystkich oczekujących opisów meczów, rzetelnych ocen, typowań piłkarzy kolejki i różnych podobnych rzeczy.  Niech to robią inni. Prawem, albo inaczej przywilejem felietonisty nie jest bowiem poszukiwanie prawdy obowiązującej bezpośrednio. Ale też nie należy poszukiwać w formie felietonu nieprawdy. Z zasady więc czytając go trzeba nieco inaczej rozumować.
Wracając do mojego wyjazdu do Gliwic. Przy okazji dziękuję za ładne fotki, które gdzieniegdzie w Internecie już ukazały się. I od razu uspokajam tych, którzy komentują pisząc, że wraca stare. Oświadczam, że na żadne prezesowskie, centralne stołki futsalowe już nie wybieram się, więc cieszcie się (nie)przyjaciele.  Otóż pierwsza rzecz, która mnie po latach w Gliwicach zaskoczyła to organizacja. Całkowita piątka i plus na dodatek. I nie oceniam tak dlatego, że napiłem się herbaty, zjadłem przepyszne ciasteczko, czy popróbowałem śląskiego żurku. Było profesjonalnie, telewizyjnie, z przytupem - rzekłbym. Bez opóźnień, niedomówień, każdy z organizatorów znał swoje obowiązki i wykonywał je wzorowo. Były migające ledowe reklamy, pełne trybuny publiczności, ważne osoby w gronie VIP-ów. A wszystko koordynowała przesympatyczna blondynka - pani Ewa. Brawo, brawo, brawo. Jak tak jest wszędzie, to tylko pogratulować nowemu prezesowi Futsal Ekstraklasy, Maciejowi Karczyńskiemu. Jednak nie będę chwalił Spółkowego dnia przed zachodem słońca i poczekam przynajmniej jeszcze z cztery kolejki. Sam mecz sportowo też był interesujący. Zmieniające się akcje, sporo strzałów, kadrowicze byli i obecni na parkiecie. Piękne parady bramkarzy z niesamowitym - jak przed laty - Groszakiem. Była i słynna "golowa", lewa nóżka Milewskiego, ale i piękny strzał w samo okienko bramki  strzeżonej przez popularnego "Słowika", Ukraińca Tarasowicza. UFF, wystarczy. Za dużo przechwalania też niedobrze. Gdyby jeszcze w przerwach kibicom zaprezentowały się czirliderki, a na trybunie powiało parę kibicowskich flag, byłoby całkiem na szkolną szóstkę.

Po tym co napisałem wydawałoby się, że polski futsal dzięki Spółce ekstraklasowej osiągnął całkowite wyżyny. Niestety, tak nie jest. Już na pierwszy rzut oka zauważyłem, iż knujących nadal nie brakuje. Niektórzy pewnie mają to w genach na zawsze. Środowisko wymaga dużo, jest niecierpliwe i jakoś mało chętne do dania od siebie więcej niż trzeba. Reprezentacje tradycyjnie grają w kartkę i pewnie sami trenerzy nie wiedzą, kiedy wygrają, a kiedy przegrają. Zawiść nadal żwawo krząta się wokół parkietów. Rozumiem, bo doświadczyłem tego na sobie w czasie futsalowej działalności, że najłatwiej jest uderzać , w prezesa, trenera, decydenta. Najlepiej robić to po cichu, za plecami, hejtowaniem. Jakże trudno prosto w oczy. Niemniej z satysfakcją zauważyłem, że nadal są prezesi, dla których futsal jest życiem. Cieszy mnie, że pan Wolny, pan Szymura, pan Dąbrowski  nie poddają się trudnościom i kolejne lata walczą o jak najlepszy wizerunek polskiego futsalu. Mniemam, że ich śladem pójdą inni, choćby pan Jenczmionka gliwickiego Piasta. Na deser zostawiłem pana Karczyńskiego. Pamiętam go dobrze z czasów gdy tworzył Pogoń 04 Szczecin. Dzisiaj, to wiodący klub futsalowej ekstraklasy, ale kierują już nim inni, którzy dojrzewali przy Macieju. On wziął się za bary ze Spółkową rzeczywistością. Jest to naturalna droga dla prezesa klubu. Spółka działa już siódmy rok. Pan Karczyński jest jej czwartym prezesem. Najwyższy czas, aby wyszła z opłotków. Poprzednik, pan Szymura, wyprowadził ją z "młodzieńczego" zakrętu. Teraz czas na dojrzewanie. Pokibicujemy, panie Macieju.
W drodze powrotnej z Gliwic przypomniałem sobie przeczytane niedawno słowa pewnego hierarchy, które brzmią "Nie jest dobrze, kiedy własne błędy chcemy zwalić na cudze plecy i domagamy się, by ktoś inny poniósł odpowiedzialność". Proponuję więc, aby każdy jeszcze teraz na początku sezonu zrobił sobie taki futsalowy rachunek sumienia. Jako autor felietonu już to zrobiłem. Proszę więc o zapanowanie nad emocjami, ambicjami, egoizmem. A na pewno przyda się to naszemu futsalowi.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS