Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Okres kanikuły pozwala pisać lżej, a nawet nie stricte o futsalu. Dlatego pozwolę sobie przemycić ogólnie kilka zdań o mazowieckiej piłce. Futsal w Warszawie oraz na Mazowszu nie jest dyscypliną numer jeden. Nie jest też wiodący w kategorii piłka nożna. Jest jednym z wielu sportowych, mazowieckich, czy warszawskich wyzwań i nie nakręca się na lansowe sukcesy. Tym bardziej, że nie powalają regionalne tradycje małej piłki. Futsal orbituje tutaj w kierunku jego młodzieżowego wydania. Mazowiecka piłka młodzieżowa zamknęła miniony rok sukcesami, których próżno szukać w innych regionach. Jako sympatycy piłki halowej cieszymy się, że skromną cegiełkę do sukcesów dorzucił też futsal.

W warszawskiej siedzibie związku hołduje się zasadzie nie chwalenia dnia przed zachodem słońca. Stąd dopiero w połowie lipca po podsumowaniu sezonu młodzieżowego 2016/2017 w skali kraju z podniesionym czołem można napisać, że kadry wojewódzkie chłopców wzięły wszystko, co było do wzięcia w młodzieżowej piłce pod egidą PZPN, zwyciężając w trzech ogólnopolskich turniejach finałowych. I to ten wyśniony „legendarny złoty pociąg” objawił się na mazowieckiej ziemi, a nie w okolicach  Wałbrzycha na Dolnym Śląsku. Kiedy do tego dodamy jeszcze mistrzostwo Polski juniorów Legii, zwycięstwa dziewcząt z Ząbek w ogólnopolskim „tymbarkowym” turnieju dzieci oraz futsalowe mistrzostwo Polski akademiczek z Uniwersytetu Warszawskiego w kategorii do lat 18 widzimy, że przysłowie o treści „ciszej jedziesz, dalej zajedziesz” swoim wybrzmieniem jest godne polecenia dla wszystkich chcących uchodzić za ikony wiedzy sportowej.
Kontynuując sagę młodzieżową przejdę do takiegoż futsalu w wydaniu krajowym. Gdzieś w połowie kadencji przewodniczącego Grenia odebrałem telefon od pana Morkisa, który wówczas był przez pana Grenia nominowany na kierującego młodzieżowym futsalem w Komisji związkowej. Sympatyczny pan Grzegorz zapytał co sądzę o ogólnopolskich mistrzostwach futsalowych kadr wojewódzkich. Moja odpowiedź była prosta. Oczywiście poparłem pomysł, ale też przedstawiłem pewne uwarunkowania do spełnienia przez PZPN. Minęło 3 lata od tej rozmowy i tematu nikt nie podejmuje. A uwarunkowania miałem tylko dwa - jedno poważne i jedno czasowe.

To poważne mówiło o przeznaczeniu przez PZPN jakiejś kwoty dla każdego województwa na rozwój futsalu młodzieżowego. To drugie dotyczyło zaś przedziału czasowego potrzebnego na zorganizowanie takich kadr. Ten czas był potrzebny przynajmniej nam na Mazowszu (ale i pewnie kilku regionom też) do rozwinięcia się, bo nijak nie możemy obecnie porównywać się z mocarnym futsalowo (szacunek) Śląskiem. Rozumiem, że temat jest już nieaktualny, ale warto go przypomnieć. Chociaż nie sądzę, aby za prezesury pana Bońka, czy jego skarbnika związkowego, wiceprezesa pana Nowaka jakieś ekstra grosze na futsal dla związków wojewódzkich znalazły się.

Rada Nadzorcza SFE przeżyła prawdziwe trzęsienie ziemi. Z poprzedniego składu personalnego ostał się tylko przedstawiciel Rekordu Bielsko Biała. Największym zaskoczeniem było wyeliminowanie  w tajnym głosowaniu kandydata Cleareksu. Okazuje się, że w polskim futsalu nie ma ikon. Nie wystarczy mieć tylko nazwę. Wspólnicy postawili na nowe siły, nowe pomysły. Kredytu zaufania udzielili nowemu szefowi RN SFE, prezesowi FC Toruń panu Stasiukowi. Czas pokaże, jak ów kredyt zostanie skonsumowany.

Wydaje się, że Spółka dojrzała do nowej wizji dla siebie. Szkoda tylko, że utrzymano wątpliwy dla celów szkoleniowych system dzielenia przez pół punktów po sezonie zasadniczym. Krótko mówiąc - atrakcyjność widowiska (a tak wcale nie musi być) pokonała cele sportowe. Czas pokaże, czy obrana droga atrakcyjności przyciągnie widzów, sponsorów, podniesie poziom polskiego futsalu. Ale Spółka oprócz zadań sportowych ma także biznesowe i tutaj znajduje się – zdaniem klubów – na pewnym niedoczasie. Zapowiada się więc ciekawy sezon.

Lubię merytoryczną korespondencję. Niedawno jeden z działaczy klubów polskiego futsalu w rozmowie przekazał, iż zbyt pochopnie okrzyknąłem chorzowski klub liderem w klasyfikacji osiągnięć klubowych rodzimego futsalu na arenie międzynarodowej. Jego zdaniem pierwszeństwo należy się nieistniejącej już Akademii FC Poznań/Pniewy. Nie ukrywam, że nie jestem statystykiem dlatego nie odniosę się do tych słów w zakresie prawdy realnej, ale piszę o tym, by wskazać różnym pasjonatom potrzebę sprawdzenia owych danych. W każdym razie życzyłbym sobie, aby Rekordziści z Bielska Białej poszli śladem Cleareksu, czy Akademii i wyrównali ich osiągnięcia, albo nawet ich pobili wynikami w futsalowej Lidze Mistrzów. Może wtedy odżyłby klubowy polski futsal. Zresztą patrząc na przychylne dla Rekordu losowanie tegorocznej edycji nawet nie dopuszczam myśli, że dwie rundy nie zostaną przebrnięte. To jest obowiązek. Obowiązek wobec polskiego futsalu.
Być może ktoś z WYSOKA czuwa obecnie nad polskim futsalem, gdy popatrzy się na niedawne losowanie par barażowych o udział w finałach mistrzostw Europy Słowenia 2018. Wylosowaliśmy Węgry, przeciwnika o którym w sensie życzeniowym mówiło się najczęściej w Polsce futsalowej przed losowaniem.  Osobiście optowałem z Francuzami, ale Węgrów też akceptuję, chociaż nie jestem aż takim hurra optymistą. W przeprowadzonej po losowaniu mini ankiecie w gronie zawodników, trenerów, działaczy wyszło, że 97 procent uznaje nasz awans niemal za pewny. Z drugiej strony rozpytałem co nieco bratanków Madziarów i wyszło, że oni także uważają, że nie mogło być lepiej. I te moje „wywiadówki” mocno mnie zaniepokoiły. Gdy obie strony są zadowolone, to wbrew pozorom może być trudno. Dlatego apeluję, by nie podejść zbyt lekko do baraży, z uśmiechem triumfu na ustach już przed meczami. Niejednego, lepszego od nas to zmyliło. Wierzę w rozsądek trenerów reprezentacji, solidność – też myślową – kadrowiczów, wreszcie formę sportową, gdyż takie okazje awansowe mogą się nie powtarzać zbyt często. Wierzę, że każdy trybik reprezentacji oraz wokół reprezentacji, będący w gestii PZPN zagra dobrze naoliwiony. Trener Jerzy Engel  w książce „Prosta gra” pisze, że na wynik składa się wiele elementów, jak choćby sprawy finansowe, dokumentacyjne, organizacyjne, medyczne, forma piłkarzy. Gdy to wszystko zepnie się razem w jedną całość w tym najwłaściwszym momencie jest dopiero sukces. Pozostaje więc tylko trzymać kciuki, aby tak stało się.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niezawodny pan Józef wychwycił pewną nieścisłość w moim poprzednim felietonie. Może nie tak nieścisłość jak uogólnienie, które dla mnie jak i wielu ludzi futsalu znających meandry powstawania Spółki FE wydaje się błahe, ale jednak warto je sprecyzować. Rzeczywiście, drogi Przyjacielu, PZPN nie miał nic do dawania zgody na powstawanie Spółki. Na szczęście zarówno kiedyś jak i obecnie każdy może taki  twór założyć, o ile tylko nie zakwestionuje czegoś KRS. Zgoda PZPN - i to z tym był największy kłopot wymagający wielu dyplomatycznych zabiegów – dotyczyła przekazania rzeczonej Spółce prowadzenia rozgrywek ekstraklasy futsalu polskiego. Tyle gwoli uściślenia. Cieszy mnie, iż są czytelnicy felietonów uważnie je analizujący. Wolę takich i ich poprawki niż tych beznamiętnie zaliczających kolejne artykuły. Tak jak wolę krytyczne, lecz merytoryczne, spojrzenie od śliskich, nie zawsze szczerych pochwał. A w dzisiejszej „globalnej wiosce” każde uchybienie natychmiast wychodzi na jaw i nie powinno obrażać ani piszącego, ani opisywanego. Gabriel Garcia Marquez powiadał – „Człowiek uczy się pisania, pisząc”. A ja dodam – i czytania, czytając ze zrozumieniem.
Wyczytałem, że SFE ogłosiła wyróżnienia w wielu kategoriach za miniony sezon rozgrywkowy. Nie wypada felietoniście być gorszym, więc postanowiłem ogłosić też jakieś wyróżnienia. Tym bardziej jestem do tego uprawniony, że bywałem na wielu meczach, pilnie śledziłem spotkania w telewizji i co nieco wyróżniałem w poprzednich felietonowych zapiskach. Tym oto sposobem wyróżniam: za kibiców - Red Dragons Pniewy; za organizację - FC Toruń; za rozczarowanie - Gattę Zduńska Wola; za wydarzenie godne uwagi - powrót do futsalu Krzysztofa Elsnera; za sensację - reprezentację Polski remisującą z Hiszpanią. Nominuję też piątkę futsalową w składzie: Kałuża, Mikołajewicz, Krawczyk, Zastawnik, Kubik. Chciałem jeszcze wyróżnić coś związkowego, ale – z całym szacunkiem – nie dopatrzyłem się niczego ponad wykonywanie statutowych obowiązków. Bez nadwyżki jakościowej. A o ile ona jest, to nikt się tym nie chwali.

No i Rekord nie otrzymał organizacji turniejów w pierwszych dwóch rundach futsalowej Ligi Mistrzów. UEFA forowała w preeliminacyjnej rundzie raczkujące w większości państwa futsalowe. Jest to w pewnym stopniu polityka promocji futsalu. W każdym razie nie życzę Rekordowi wyprawy w okolice koła podbiegunowego do Norwegów. Ale nadal potwierdzam obowiązek kwalifikacji do kolejnej rundy. Przy okazji, panie prezesie Januszu, warto czasami polobbować, gdyż -  jak okazuje się – nie zawsze dobrze, czy nawet bardzo dobrze napisany wniosek jest wystarczający. Jak to pisał Dante Aligerhi – „Dusz obojętnych nie chce ani niebo ani piekło”.

Moja kablówka zrobiła mi gdzieś w połowie czerwca psikusa. Wyłączono sygnał SportKlubu. Tym samym grozi mi brak na wizji ekstraklasy futsalu. Piszę o tym na kanwie pojawiających się w środowisku futsalowym sporów w ocenie oglądalności futsalu, poprawnej jego promocji, wykorzystaniu telewizji dla marketingu. Myślę, że nie ma o co spierać się, gdyż bywają sytuacje, że kto inny decyduje za nas. Warto tego co mamy pilnować, posiadane pielęgnować, nie narzekać, gdyż za chwilę można i posiadane stracić. O czym przekonałem się namacalnie w kontekście mojej kablówki. Chciałbym doczekać czasów w futsalu, gdy kluby, związek, Spółka zjednoczą siły i wspólnie usidlą na poważnie jakąś telewizję dla futsalu. Ale prędzej pewnie dwie niedziele w kalendarzu trafią się pod rząd, niż to stanie się. I to nie z winy wymienionych, ale owych przekaźników właśnie, bowiem zauważyłem, że media rajcują obecnie bardziej jakieś nowe, wymyślne dyscypliny niż te tradycyjne, sprawdzone, popularne, znane. Rozumiem, że ciekawostki są przebojowe, sprzedają się częściej, lepiej. Ale czy dyscyplina o nazwie przykładowo  „kopanie się po czole” jest czymś normalnym. Pozostawiam do rozważenia.

Zauważyłem, że beniaminkowie ekstraklasy biznesowo są przygotowani na ten poziom rozgrywkowy. Jak mogłoby być inaczej, gdy zarządza interesem spółka prawa handlowego. Ale jak to bywa w przyrodzie, gdy coś jest lepsze, coś innego musi być gorsze, by została zachowana równowaga. Tym gorszym okazuje się być znajomość przepisów typowo regulaminowych, rozgrywkowych i temu podobnych. Brakuje tego czegoś, co onegdaj stanowiło elementarz każdego klubowego działacza. I nie dotyczy ten passus tylko beniaminków. Dlatego proponuję władzom Spółki FE oraz Komisji Futsalu przeszkolenie działaczy klubowych w zawiłościach regulaminów, organizacji meczów, zasad bezpieczeństwa i podobnych tematów. W całym tym interesie nie chodzi przecież o późniejsze nakładanie kar za uchybienia, lecz zapobieganie niedoróbkom. Tak jak nie pochwalam łapania na radar kierowców gdzieś tam ze sprzętu stojącego w krzakach tak i nie mogę zgodzić się z niedoszkoleniem działaczy. Pamiętajmy wszyscy dopóty dzban wodę nosi dopóki ucho nie urwie się. I oby – trawestując Kochanowskiego - nie okazywaliśmy się wszyscy mądrzy dopiero po szkodzie.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...