Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Wybory prezesa PZPN przebiegły bez rewelacji. Dotychczasowy prezes, Zbigniew Boniek wygrał w cuglach. Jedyny kontrkandydat, Józef Wojciechowski wyszedł jeszcze przed głosowaniem na prezesa, demonstrując tym niezadowolenie z decyzji delegatów odnośnie sposobu głosowania. Zabiegał o tajne głosowanie bez elektroniki, a stało się inaczej. Prezes Boniek jest już przez futsal sprawdzony i przynajmniej wiadomo w środowisku, czego od niego oczekiwać. Wojciechowski był dla futsalu typową tabula rasa (w wolnym tłumaczeniu niezapisana tablica). Co prawda otrzymał 16 głosów niejako zaocznie, ale nie sadzę, aby w tej szesnastce byli przedstawiciele futsalu polskiego. Dla mnie najciekawsze jest, że delegatów było 118, a na sali zjazdowej zgromadzono prawie 300 osób. Promocja, marketing związkowy działa bezbłędnie. W gronie zaproszonych był i przedstawiciel Spółki FE. Dobrze, że prezes Boniek nie zapomniał o prezesie Karczyńskim. Oby pamiętał przez kolejne cztery lata. Pierwsza kadencja prezesa Bońka to była runda pierwsza. Takie rozpoznanie bojem. Teraz czas na wymierne długofalowe efekty w rundzie drugiej. Boniek jest w dobrej sytuacji, gdyż prawo państwowe nie pozwala mu - na chwilę obecną - na trzecią kadencję, więc powinien zrobić coś więcej, nie patrząc na kolejne wybory. Szczególnie więcej dla tak zwanego terenu, czy dyscyplin - nazwę to niszowych - jak futsal, piłka plażowa, piłka kobieca. Piłkarska Polska "C" oprócz satysfakcji z sukcesów reprezentacji Polski ma nadal niewiele z tej ponad 150 milionowej kasy na koncie PZPN. Podobnie futsal. A może wypadałoby dać po trochę dla związków regionalnych na rozwój futsalu, jak to dzieje się w przypadku piłki kobiecej. A może staniałyby szkolenia trenerskie, bo są dużo za drogie. Panie prezesie, PZPN to nie bank. Proszę więc rozdysponować nieco kasy w teren. Bezodsetkowo, w ramach kolejnych odważnych programów rozwojowych. Na pewno to odpłaci się z nawiązką, entuzjazmem. Tyle o wyborach. Zamknę je dla futsalu krótkim cytatem jednego z Ewangelistów - "Po owocach ich poznacie". Owocami tymi będą personalia nowej Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN oraz bieżące działania związkowej władzy wobec futsalu.
Przewodniczący Duraj, a wcześniej przewodniczący Greń, którego pan Bogdan był zastępcą przez lata kadencji 2012-2016, zawiadywali zarówno futsalem, jak i piłką plażową. Takie usytuowanie nastąpiło na przełomie kadencji prezesostwa panów Laty oraz Bońka. PZPN przyjął koncepcję obraną przez UEFA. Nieskromnie muszę przyznać, że brałem udział w PZPN w tworzeniu tej koncepcji i zadowolony jestem, że trwa ona do dzisiaj. Chociaż w założeniu było, iż działacze z piłki plażowej oraz futsalu będą naprzemiennie sprawować funkcje kierownicze i przewodniczący oraz wice będą z obu dyscyplin. Początkowo tak było, ale później Kazimierz swoim zwyczajem zawłaszczył kierownictwo dla futsalu, co kontynuował jego następca. Tak więc "plażowiczom" pozostało tylko działanie w ramach swojej grupy wewnątrz komisji. Nie wiem, czy to ta nierówność ich tak zmotywowała, czy były jakieś inne powody, ale faktem jest, że sportowym wynikiem przebili na koniec kadencji futsalowe reprezentacje. Zakwalifikowali się bowiem do przyszłorocznych mistrzostw świata w Nassau na Bahamach. A ich trener Marcin Stanisławski niedawno dostąpił zaszczytu, jaki nie spotkał dotąd żadnego polskiego trenera piłkarskiego. Został nominowany do tytułu trenera roku światowego Beach Soccera. Oprócz niego w finałowej trójce znaleźli się Narciso z Portugalii (mistrzowie świata) oraz Szwajcar Schirinzi. A najważniejsze jest w tym, że głosowali na nich szkoleniowcy Beach Soccera z całego świata. Tu nie było przypadku. Miałem przyjemność pogratulować trenerowi Stanisławskiemu awansu do finałów podczas futsalowego Superpucharu w Chojnicach. Marcin to też historia futsalu. Były reprezentant Polski futsalu, mistrz Polski, zakochany w futsalu i piłce plażowej. Trudny do zaszufladkowania, indywidualista, często krnąbrny i niepokorny. Ale znakomity technik, zawodnik z wyobraźnią, nie bojący się walki, wreszcie szkoleniowiec i to z oficjalną licencją. Obserwowałem z zainteresowaniem od lat jego karierę i widzę spore podobieństwa do kariery obecnego asystenta trenera Biangi, Błażeja Korczyńskiego. Korczyński przez wiele lat był w ekstraklasie futsalu grającym trenerem. Stanisławski jest nadal. To Stanisławski współtworzył mistrzostwo Polski Gatty. Oby Błażejowi w przyszłości też poszło w reprezentacji futsalu tak dobrze, jak Stanisławskiemu z reprezentacją piłki plażowej. Tego życzę, choć wiem, że w polskim futsalu jest wielu, którzy Korczyńskiego posłaliby w przysłowiowe diabły. W tym tygodniu obaj młodzi trenerzy zmierzyli się w towarzyskich grach z wielkimi zespołami. Futsal przegrał dwa razy z czwartą drużyną świata Portugalią. Plażówka - na moment jak piszę te słowa - nie sprostała wicemistrzowi świata, Haiti oraz kilkunastokrotnemu mistrzowi świata, Brazylii. Ale nie były to porażki upokarzające i w tym widzę cel. Cel na przyszłość. Dlatego mają mój kredyt zaufania. Wierzę im, mimo że często nie było nam po drodze. A może właśnie dlatego im wierzę. Lubię bowiem takich niepokornych, nie przemądrzałych, potrafiących z wewnętrznym przekonaniem przedstawiać swoje racje. A niewiele jest takich merytorycznych osób w środowisku.
Myślę, że sukces trenera Stanisławskiego pozwala, pociągnąć w felietonie nieco dłużej temat trenerów reprezentacji. Polska futsalowa jest ewenementem na skalę światowego futsalu pod względem wymienności trenerów reprezentacji narodowej. Chodzi oczywiście o częstotliwość zmian. Proszę sobie wyobrazić, że od roku 1992 po chwilę obecną prowadziło kadrę seniorską 19 trenerów (w tym dwóch - Latacz i Bianga - po dwa razy).  Obchodzić będziemy niedługo ćwierćwiecze istnienia kadry i mamy na koncie aż 19 trenerów. To jest zatrważająca informacja. Co oni mogli zrobić, gdy średnio nie pracowali nawet półtora roku, a bywało, że w roku było trzech szkoleniowców? Najdłużej z tej plejady pracował Roman Sowiński, bo aż 6 lat. Zaowocowało to ósmym miejscem w finałach mistrzostw Europy w Moskwie w 2001 roku. A tym pierwszym, który grał w finale mistrzowskiej imprezy, na mistrzostwach świata w Hongkongu w roku 1992, był Andrzej Góral. Też ósma lokata. Dzisiaj, kiedy mamy trenerów futsalu z uprawnieniami, taki kontredans nie jest już możliwy. Nie prowadzą kadry ludzie przypadkowi z piłki trawiastej, nominowani po znajomości przez prezesów PZPN, czy przewodniczących komisji futsalu. Nominatami zajmuje się związkowy pion szkoleniowy i niech tak zostanie. Niech nie będzie to forma przetargu - jak drzewiej bywało - pomiędzy prezesami klubów a komisją futsalu. Dlatego liczę, że nie przyjdzie nikomu do głowy w najbliższym czasie powyborczym wymiana duetu Bianga - Korczyński. Niech doświadczenie z agresywną młodością ma szanse na kolejne próby w  powiedzmy cezusie czasowym do roku 2018. Cztery lata pracy, cztery turnieje eliminacyjne, to dobry czas na wykazanie się. Była minister, Barbara Piwnik powiedziała niedawno - "Selekcja do zawodu sędziowskiego (chodzi o sędziów sądów - przyp. AH) powinna wyglądać jak - nie przymierzając - do oddziałów specjalnych w wojsku, a nie jak do robienia doktoratu". Strawestuję to w odniesieniu do trenera kadry. Selekcjonerem nie może być pierwszy lepszy, tylko ten z wizją saper. Bo bycie selekcjonerem to takie quasi samobójstwo. A specjalistów oceniających, czyli tych "doktorów - uzdrowicieli" mamy na pęczki. Tylko nic z tego dla reprezentacji dobrego jakoś od lat nie wynika.

W kolejnym wątku mojej epopei pierwszoligowej zwrócę uwagę na szczupłość kadr drużyn tej klasy rozgrywkowej. Być może dotyczy to tylko tych meczów, które oglądałem, ale i takich przypadków nie powinno być. Sporo drużyn, bo nie nazwę takich tworów klubami, przystępuje do meczów w 7-8, góra 9-osobowym składzie. Dziwnie to wygląda. Nie mnie poszukiwać przyczyn, ale organizator tej ligi powinien się nad tym zastanowić, o ile proceder będzie trwał. Mnie natomiast osobiście cieszy, że w obydwu grupach liderują kluby, które postawiły na typowo futsalowe angażowanie zawodników, czyli Gwiazda Ruda Śląska, Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice, AZS UW Warszawa, Mieszko Gniezno. I niech tak pozostanie.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno prezes PZPN, Boniek powiedział - "Jestem osobą uczciwą. Nikt mnie nie będzie uczył etyki i moralności". Przeczytałem to i pomyślałem - Hmm. Jak wielu podepnie się podczas najbliższych wyborów w PZPN pod te Bońkowe słowa. Jak wielu zidentyfikuje się z prezesem, byle tylko załapać się do piłkarskiej władzy. Jak wielu powie tak samo, wcale tego nie czując, byle tylko przypodobać się. Strzeż się pan panie prezesie tych faryzeuszy.  Faryzeuszy nigdzie nie brakuje. Też w futsalu. Niedawno rozmawiałem z pewnym działaczem. Powiem więcej - ważnym działaczem polskiego futsalu, który w oczy nie powiedział złego słowa o mnie, wiele mi obiecywał, ale poza moimi oczami równo mnie obsmarował. A jak wylewnie na przysłowiowego misia witał się, klepiąc solidnie po pleczyskach.  Nie będę mówił tak jak Boniek, ale rzeknę jedno - "Nikt nie będzie mnie uczył futsalu. To co wiem jest moje. I basta." Prezes Boniek w minionej kadencji zrobił dla futsalu sporo. Ale nigdy nie jest tak, że nie można byłoby więcej. Być może nie zrobił więcej przez dziwną inercję futsalowej komisji. Być może za mało naciskała Spółka FE. Tego teraz nie rozstrzygniemy zero-jedynkowo.  Nie wchodźmy w buty nowej komisji, w której - mniemam - znajdą się nowi ludzie, a stery obejmą prężni czterdziestolatkowie. Czterdziestolatkowie z zacięciem menadżerskim. Tak jak to dzieje się w Spółce Futsalowej Ekstraklasy. Dla mnie takim cichym sprawdzianem intencji PZPN będzie zaproszenie na Walne PZPN prezesa Spółki FE. Mam nadzieję, że pan prezes Maciej jako gość weźmie udział w zjeździe związku. Brak zaproszenia ocenię jako policzek dla futsalu ze strony związkowej.
Pewnie jak cała futsalowa Polska z ogromnym zainteresowaniem oczekiwałem na losowanie grup eliminacyjnych futsalowych mistrzostw Europy 2018 roku w Słowenii. Szczególnie, że będziemy organizatorami jednego z turniejów eliminacji. Nie wiem, czym zawiniliśmy dla europejskiego futsalu, że nie chce zafundować nam łatwej grupy. Być może to naruszenie nietykalności sędziego na jednym z turniejów UEFA przez ważną osobę niegdysiejszej komisji tak nam doskwiera. Oczywiście to żart, choć delikatne naruszenie było faktem. W każdym razie w Polsce zobaczymy na turnieju wielką Hiszpanię, chcącą zapewne odrodzić się po nieudanych mistrzostwach świata w Kolumbii. Kolejny rywal, to najsilniejszy zespół drugiego koszyka, zawsze nieobliczalna Serbia. A tym czwartym do futsalowego brydża będzie zespół z obecnych jeszcze maruderów futsalowych, etapu preeliminacji. Jak spadać to z dobrego konia - mówią jeźdźcy. Na dzisiaj trenerzy oraz zawodnicy zapowiadają walkę. I takie nastawienie cieszy. Zawsze powtarzam, że coś ugrać raz jest sukcesem, ale dopiero podtrzymanie wyniku świadczy o klasie teamu. W poprzednich, światowych eliminacjach pokonaliśmy niespodziewanie Rumunów i graliśmy w barażach z Kazachstanem. Gdy w kwietniu 2017 roku powtórzymy wyjście z grupy do barażów, potwierdzimy, że jesteśmy już klasowym zespołem. Inaczej będzie nie tylko niedosyt, ale i pokazanie, iż nadal jesteśmy tradycyjnie zespołem jednego dobrego meczu. A to powoli staje się nudne. Do eliminacji jeszcze sporo czasu. Drogi PZPN-enie, stwórz dobre warunki naszej kadrze do przygotowań. Tylko nie takie jak na zgrupowaniu przed wyjazdowym meczem barażowym w Kazachstanie.

Z zadowoleniem przyjąłem informację, że wreszcie Niemcy zdecydowali się wystartować w eliminacjach. Ciekaw jestem ich występu. Pamiętam jak w roku 2010 rozmawiałem z byłym znakomitym piłkarzem, zdobywcą "Złotej Piłki" France Football, Matthiasem Sammerem, który w tym czasie był dyrektorem sportowym w Federacji Niemieckiej i poniekąd orientował się też w futsalu naszych zachodnich sąsiadów. Sammer powiedział wtedy - "wystartujemy w oficjalnych imprezac,h jak będziemy przygotowani na sicher", czyli w wolnym tłumaczeniu - pewnie, dobrze. Ano zobaczymy – jak jest z ich przygotowaniami i tą niemiecką solidnością - pomyślałem teraz. Będąc przy niemieckim futsalu należy wspomnieć, iż 27 marca 2011 roku nasza futsalowa reprezentacja rozegrała nieoficjalny mecz z Niemcami w Cottbus. Wygraliśmy 4:0. Było to pierwsze zwycięstwo jakiejkolwiek polskiej seniorskiej reprezentacji piłkarskiej nad Niemcami. Team Nawałki wygrał kilka lat później. W tym meczu przepięknym uderzeniem golowym popisał się nasz "brazylijski Polak", Cleverson Pelc, obecnie zawodnik ekstraklasowego Torunia. Oprócz jego dwóch goli, do bramki Niemców trafiali jeszcze Krawczyk oraz Budniak. Dzisiaj żaden z nich "nie wącha" już kadry. Czy nie za szybko miele ten nasz kalejdoskop kadrowy? Ale o tym, jak i innych personaliach w kolejnych felietonach. Przy okazji tego niemieckiego wątku wspomnę drobną ciekawostkę. Otóż, ten mecz z Niemcami był kontraktowany w lutym 2011 roku, między innymi też przeze mnie, przy okazji losowania grup polsko-ukraińskiego EURO 2012. Niemcy wyrazili chęć rozegrania meczu w trakcie dyskusji o współpracy polskiego i niemieckiego związku piłkarskiego. Mecz był niejako w pakiecie z meczem towarzyskim reprezentacji narodowych na trawie, który odbył się - bodajże we wrześniu 2011 - w Gdańsku (wynik 2:2).
Ligowy pojedynek ekstraklasy futsalu najbardziej rozpoznawalnej w Polsce drużyny futsalowej, czyli Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała oglądałem w międzynarodowym towarzystwie na terenie "księstwa arłamowskiego". Tej nazwy używam w odniesieniu do szerzej poznanego przez sportową Polskę związanego z przygotowaniami naszej reprezentacji do francuskiego EURO, Arłamowa i okolic już od ponad 40 lat. Zapyta ktoś, dlaczego Clearex uważam za najbardziej rozpoznawalny. Odpowiedź jest prosta. Gdziekolwiek w Polsce rzucam słowo futsal, od razu większość moich rozmówców odpowiada - "Clearex". Daj Boże, żeby inne kluby futsalowe dorobiły się takiej rozpoznawalności. Wówczas i telewizja nie musiałaby być panaceum na wszelkie dolegliwości tej halowej odmiany kopanej piłeczki. Niestety, 0:9 z Rekordem pokazało, że niegdysiejsza forma sportowa tego klubu to już historia, chociaż na listopadowe gry kontrolne z Portugalią trenerzy Bianga oraz Korczyński powołali aż trzech zawodników z Chorzowa. Niemniej, z kronik futsalu pana Wolnego i jego futsalowej "cleareksowej religii" nikt nie wykreśli. Nawet najbardziej mażącą gumką. Z mnogości goli wszyscy oglądający jednogłośnie wybraliśmy na numer jeden woleja Janowskiego. Czystość uderzenia, złożenie do strzału pokazują wielką klasę grającego w Rekordzie Czecha. Gol był przepiękny, ale nawet jego uroda nie była w stanie mnie tak zszokować, jak wtorkowy, poranny magazyn sportowy w ogólnopolskiej telewizji regionalnej TVP. Czy wyobrażacie sobie, że informacje o meczu Clearex - Rekord były podawane wcześniej, niż wynik meczu Radwańskiej z Kuzniecową w tenisowym finale masters WTA w Singapurze? Nie wspomnę o innych ligowych wydarzeniach z hal oraz trawiastych boisk, które także musiały ustąpić palmy pierwszeństwa futsalowi. Oj, dzieje się. Oj, dzieje. A bywały takie momenty, i to w tym samym Chorzowie, kiedy około dekady temu TVP musiała jak niepyszna odjeżdżać z wozami spod chorzowskiej hali, bo naraz pojawił się człowiek z papierem pokazującym, że on ma prawa do transmisji podpisane przez PZPN. Na szczęście obecnie wszystko w rękach Spółki. I niech tak pozostanie.

Czytaj dalej...